Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim

 

Mija rok od śmierci Mariana Pankowskiego, nazywanego „najmłodszym polskim pisarzem” z racji spóźnionej recepcji i popularności zdobytej głównie w młodym pokoleniu.

Późniejszy poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz i profesor literatury na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli urodził się w 1919 roku w wielokulturowym Sanoku, od 1938 do wybuchu wojny studiował w krakowskim „Gołębniku”[1] polonistykę. W latach 1942-1945 był więźniem obozów koncentracyjnych, a od 1945 aż do śmierci mieszkał w Brukseli.


Spotkanie z Marianem Pankowskim,
klub Pod Jaszczurami,
Kraków, 20 XI 2008
Przez 60 lat życia na emigracji był pomijany, przemilczany, a w najlepszym wypadku marginalizowany, zaś o jego twórczości (zwłaszcza dramaturgicznej) pisano, że „nie ma sensu” i że z niej „nic nie wynika”[2]. Nie istniał w powszechnej świadomości jako były więzień trzech hitlerowskich obozów – jego wspomnienia najwyraźniej nie pasowały do obowiązującego sposobu mówienia i pisania o obozach koncentracyjnych; dodajmy, że obowiązującego nie tylko w PRL, ale i po 1989 roku. Media ani razu nie zapytały go też o wspomnienia z lat studiów w Krakowie, a przecież uczelniany kolega Karola Wojtyły mógłby zapewne wnieść coś nowego do setek godzin filmów i audycji o Janie Pawle II. Cóż, i tu wszystko jest jasne. Wychowanek, a potem profesor, masońskiego uniwersytetu widocznie zagrażałby jednostronnej narracji o polskim papieżu.

Dopiero ostatnie 6 lat życia pisarza zmieniły jego recepcję. Od chwili wznowienia przez krakowski Ha!art Rudolfa na organizowane w Polsce spotkania zaczęły przychodzić tłumy. Rozpoczęto też wydawanie kolejnych tytułów pisarza. Niewątpliwie temu zainteresowaniu sprzyjała ówczesna sytuacja polityczna i obyczajowa. Lata 2005-2007 to okres koalicji PiS, Samoobrony i LPR, tekę ministra edukacji narodowej objął Roman Giertych walczący z Gombrowiczem, edukacją seksualną i Darwinem, prezydentem był zaś Lech Kaczyński, który wcześniej dwukrotnie zakazał Parady Równości. Dawały znać o sobie nastroje narodowo-klerykalne, antysemickie, kseno- i homofobiczne. Wychylenie politycznego wahadła w prawo spowodowało aktywizację środowisk mających przeciwne sympatie polityczne. To w tych nastrojach należy szukać przyczyn otwarcia się na literaturę mającą odwagę mówić wprost o tym, co przez rządzących polityków było zakazywane. To nie przypadek, że sukces Rudolfa miał miejsce w chwili, gdy na topie ciągle było wydane kilka miesięcy wcześniej Lubiewo Witkowskiego.

Pankowski i Witkowski reprezentowali dwa skrajne pokolenia Polaków. Łączyło ich to, że od patosu i hołdu narzucanym wartościom woleli kontestację tradycyjnej moralności, a mentorstwo zastąpili śmiechem i kpiną, która nie gardzi wulgaryzmami i obsceną. Owa wywrotowość pozwoliła na gruntowną analizę opresji narzucanych przez społeczeństwo i religię, stereotypów i mitów tworzących polską rzeczywistość.

Pankowski, penetrując erotyzm, nie bał się wkraczać w tereny objęte nawet największym tabu. Dotyczy to także homoseksualizmu. Pokrótce przypomnę dwa dramaty – Król Ludwik i Teatrowanie nad świętym barszczem oraz powieść Rudolf.

Tęcze były w nim prawdziwe

Niewątpliwie jednym z najciekawszych monarchów w historii Europy był Ludwik II, zwany czasem Ludwikiem Szalonym lub Bajkowym Królem[3]. Kiepskie zdolności władcze szły u niego w parze z ogromną wrażliwością i chęcią uczynienia świata wokół piękniejszym. Symbolem jego wyobraźni na zawsze pozostanie zapewne Neuschwanstein – najsłynniejszy z jego pałaców. To właśnie tę postać Marian Pankowski uczynił bohaterem dramatu Król Ludwik (tekst powstał w latach 1964-1971).

Młody król, wstępując na tron, chce zamienić Bawarię z pospolitego „indyka”, symbolizującego mieszczańską sytość i tępotę, w pełnego poezji „łabędzia”[4]. Trzeba jednak zauważyć za Krystyną Rutą-Rutkowską, że ten łabędź jest przeciwieństwem realnej Bawarii[5]. Ludwik to artysta. Równolegle do procesu kreacji samego siebie stwarza tuż obok „romantyczny” świat mający być opozycją do brutalnej, szarej i chłodnej emocjonalnie rzeczywistości. Żyje w wymyślnym pałacu, tuż obok jest ogród królewski pełen tarasów i fantastycznie powyginanych drzew-nie-drzew, do którego nie ma wstępu żadna z białociemnych much ludzkiej przeciętności. Im bardziej jednak Ludwik pogrąża się w tworzeniu lepszego świata, tym szybciej traci kontrolę nad państwem i tym trudniej mu kontaktować się z poddanymi, dla których monarcha jest tylko dziwakiem i szaleńcem.

Negatywna ocena króla ma źródło także w plotkach na temat jego homoseksualizmu. Są to plotki uzasadnione, bo władca faktycznie szukał ulgi w harcach z jurnymi wiejskimi parobkami. Homoseksualizm Ludwika według Ruty-Rutkowskiej zdaje się być jednym z przejawów jego dążenia do wolności i samorealizacji i protestem wobec norm mieszczańskich.[6] Trudno byłoby zgodzić się z taką interpretacją, gdyby zajmować się biografią realnego króla, będącego – przypomnijmy – katolikiem. Jej przyjęcie oznaczałoby, że owe skłonności króla są niejako świadomie przyjętą maską czy też rolą, tymczasem to właśnie konflikt odczuwanej orientacji z religijnym potępieniem był powodem kłopotów psychicznych króla. Dramat Pankowskiego to jednak tekst literacki, a ten, jako twór fikcjonalny, rządzi się innymi prawami. Możliwe, że Ludwik z dramatu Pankowskiego faktycznie odgrywa tylko homoseksualną rolę. Dlaczego?

Dramaturgia Pankowskiego, podobnie jak dramaturgia S.I. Witkiewicza i W. Gombrowicza, to w pewnym stopniu teatr marionetek. I ma to swoje konsekwencje. Wskazówki inscenizacyjne do Króla Ludwika akcentują rolę schodów jako ważnego elementu scenografii ewentualnego spektaklu teatralnego. To na nich Ludwik „ćwiczy swą królewskość”. Jak zauważa Krystyna Latawiec, one współtworzą scenerie teatralnej rewii, widowiska baśniowego, fantazji przekształconej w rzeczywistość i rzeczywistości wysnutej w wyobraźni Ludwika[7]. Król Bawarii przypomina królewskość znaną z Iwony, księżniczki Burgunda Gombrowicza. W obu przypadkach królem nie jest się obiektywnie, lecz wtedy, gdy się go gra, gdy ma się koronę na skroni. Bawaria staje się sceną dla jego „teatru królewskości”[8]. Ludwik może być wdzięcznym tematem do badań dla humanistów lubiących analizować teksty przy użyciu narzędzi z repertuaru metodologii gender i queer – jest to bowiem postać nieustannie kreująca się, odgrywająca swoją rolę. U Pankowskiego bycie królem to swoisty performens. Może podobnie jest z homoseksualizmem?

Ludwik zachwycony urodą Ryszarda Horniga zrywa zaręczyny z Zofią – Pankowski w tym miejscu jest wierny biografii króla. Wieść o zerwanych zaręczynach rozchodzi się po Monachium w czasie przygotowań do wesela. W tłumie pojawiają się sugestie co do przyczyny tego kroku: Może obawa… przed grzechem przeciw naturze?[9] Młody król od ślubu woli odbytą incognito wycieczkę z Hornigiem do wioski, aby tam bawić się z „jurnymi mężczyznami” w dupaka i ciuciubabkę. Jak wygląda ich zabawa? Można się tego domyślać po odgłosach: `dzie łapiesz, świntuchu? [10]

Jest w końcu namiętna przyjaźń (w czasie spotkań trzymają się za ręce), choć pozbawiona erotycznego wymiaru, z Ryszardem Wagnerem, którego Ludwik był mecenasem:

WAGNER: Wyobraź sobie, że posyła po mnie dwa razy dziennie, czasem i trzy! Za progiem salonu czeka na mnie z wyciągniętymi rękoma!
PRZYJACIÓŁKA: Jak na kochanka!
WAGNER: Tak… nie mylisz się .. jak na kochanka. (…) Pisze mi: „Budzę się z myślą o moim świętym i ubóstwianym przyjacielu”… słyszysz? – „od którego doznaję radości, które Bóg jeden mógłby mi zesłać.” Coo? Co ty na to?!
PRZYJACIÓŁKA: Wszystko to prawie anielskie… ale jak was ludzie w zęby wezmą – to nie daj Boże! Podobno już sykają…
WAGNER: Ludzie?! Jednakowo gardzimy tłumem. I on i ja! I wystarczy, żebyśmy sobie długo spojrzeli w oczy, żeby zapomnieć o szczekających mieszczanach, tępych ministrach i o całym świecie
.[11]

Ludwik, ostatecznie uznany za chorego, ubrany w kaftan bezpieczeństwa, zostaje odsunięty od władzy, a wkrótce też umiera. Trudno jednak nie zacytować kończących dramat słów Baronowej von Leonrod, jakże znamiennych, jeśli uwzględnić, że tekst powstał w chwili, gdy w USA rodził się ruch LGBT biorący za swój znak rozpoznawczy tęczę :
Lubiłam jego raj na ziemi,
Coraz bardziej szarej
i pospolitej,
okrutny raj, ale tęcze w nim były prawdziwe
. [12]

Na budowie dam ci mój sweter

Teatrowanie nad świętym barszczem (1967) to dramat o życiu w kacecie. Wśród kilku bohaterów poznajemy wrażliwego inteligenta i więźnia nazwanego W. 3, który pada ofiarą molestowania seksualnego ze strony kryminalisty Hansa. Molestowanie szybko jednak przeradza się w rodzaj silnego, choć dosyć perwersyjnego, związku.

Sytuacja między bohaterami odrobinę przypomina tę znaną z Rudolfa – polski więzień W. 3 opowiada o wigiliach, jakie zapamiętał z rodzinnego domu, o karpiu i tradycyjnym barszczu z uszkami. Hans chwali się dużymi bicepsami i opowiada historyjki o własnych wyczynach bandyckich. Dla Niemca wojna jest okazją do „obłowienia się” i kradzieży; dla Polaka – to katastrofa narodowa. Jest to więc spotkanie Polaka i Niemca, których poza wzajemną fascynacją dzieli wszystko, od narodowości przez stosunek do życia po etykę.

Hans korzysta z wszystkich możliwości, by pomóc W. 3. Jest gotowy pomóc też jego ojcu, gdyby ten trafił do obozu. W wolnych chwilach obaj snują marzenia o wspólnym wyjeździe do Brazylii, gdy tylko skończy się wojna. Ich marzenia niestety nie ziszczą się. W. 3, mimo starań Hansa o uwolnienie kochanka, zostaje rozstrzelany. Ginie też sam Hans, ukamienowany przez współwięźniów.

Marian Pankowski, choć sam był więźniem obozów koncentracyjnych (Auschwitz, Gross-Rosen i Bergen-Belsen), w całej twórczości usiłował dokonać destrukcji obozowej mitologii stworzonej przez literaturę. Już samo wprowadzenie erotyki do życia obozowego jest złamaniem reguł budowania rzeczywistości obozowej. W Teatrowaniu idzie krok dalej i w rzeczywistości obozowej umieszcza erotykę i miłość homoseksualną. W ten sposób Pankowski rozmywa znany z podobnej literatury motyw kata i ofiary, gdyż neguje go motyw transformacji kata w opiekuna: Hans autentycznie troszczy się o W. 3 (…) a potem czuje się samotny i opuszczony.[13]

Podobnych wątków w twórczości dramaturga z Brukseli jest więcej. Równie szokujący może być romans więźnia obozu koncentracyjnego i SS-manki, która ma go pilnować (Moja SS Rottenführer Johanna ze zbioru Złoto żałobne). To zapis miłości niemożliwej, trudnej do wyobrażenia ze względu na role społeczne, w jakich tkwią zakochani. Bliskość seksualna stanowi dla pary szansę na wyjście poza tę sytuację i stworzenie sobie enklawy wolności, w której będą mogli stać się… ludźmi. U Pankowskiego najdziksza i najbardziej wyuzdana erotyka ma bowiem wartość humanizującą.

Może dlatego Marian Pankowski nie tylko nigdy nie trafił do listy lektur szkolnych i nigdy nie był brany pod uwagę w jakichkolwiek narracjach odwołujących się do rzeczywistości obozowej, choć jak mało kto był do tego uprawniony. Pankowski za bardzo rozsadza i odbrązawia, jak na polskie warunki, mitologię obozową.

Wie Pan, co się liczy? Radość, rozkosz…

Rudolf po raz pierwszy był wydany w Polsce w 1984 roku (wcześniej w 1980 w Anglii), ale prawdziwie duże zainteresowanie zaczęło się dopiero w 2005 roku po wznowieniu przez Ha!art. Książka zbyt śmiała w połowie lat osiemdziesiątych teraz, po Lubiewie, została uznana za kultową.


Dla Krzysztofa
tę książeczkę
„zbójecką” podpisuję
z przyjemnością.
Marian Pankowski
20 XI 2008
Oś fabularna powieści jest zorganizowana wokół spotkania dwóch mężczyzn – Polaka i Niemca – wracających pamięcią do czasów drugiej wojny światowej. Na tym podobieństwa się kończą. Ich spotkanie a potem kolejne rozmowy i wymiana korespondencji wskazują na dwie odrębne historie. Polak jest figurą złożoną z wartości (czy raczej Wartości): najważniejsza jest historia, kultura, tradycja itp. Niemiec jest kontestatorem tradycyjnego porządku a jego demonstracyjny – jeśli wolno mi użyć tego słowa – coming out staje się niemal policzkiem wymierzonym w polskość. To zdarzenie zdumiewa śmiałością i głębią. Nie było w polskiej literaturze tak mocnej sceny od czasów Trans-Atlantyku, gdy zniewieściały Gonzalo stał się symbolem synczyzny, kontestującej i przeciwstawionej ojczyźnie.

U Gombrowicza homoseksualista zostaje użyty aby zogniskować wszystko to, co jest nie do pomyślenia dla „tradycyjnego Polaka”. U Pankowskiego homoseksualista pojawia się w podobnej funkcji. Dewiancyjność tej postaci zaprzecza wszystkiemu, co tradycyjnie i stereotypowo polskie.

Polak odsłania swój obozowy numer (46333) wytatuowany na ręce, by pokazać, że jest częścią cierpiącego narodu. W tym geście odżywają wszystkie schematy martyrologicznej narracji: my, Polacy, uratowaliśmy Europę przed krzyżakami w 1410, Sobieski ochronił ją przed Turkami, i „za wolność naszą i waszą”, i amerykański „Pulaski”, i Cud nad Wisłą, którym ochroniliśmy Europę przed Sowietami, i Monte Cassino, i bitwa o Anglię, i polscy lotnicy… Ten obozowy numer jest symbolem wszystkich poświęceń Polaków dla Europy i świata, ich cierpień i nieszczęść.

I kiedy już zaczyna rosnąć w czytelniku patriotyczna duma, Niemiec Rudolf rozpina koszulę i pokazuje swój tatuaż: Yazyt – imię jego kochanka. Narrator cierpi i żyje życiem ojczyzny, a Rudolf cieszy się swoim własnym życiem! Narrator wspomina i jest dumny z martyrologii, a Niemiec po prostu żyje. Aż chce się przypomnieć słowa wybitnego polskiego historyka prof. Janusza Tazbira, który stwierdził kiedyś, że „szczęśliwe narody nie zajmują się historią”.

Rudolf zdaje sobie sprawę z tej opozycji: jak Panu pokazałem ten wzór na brzuchu, tam… na słońcu… Pan na to spojrzał jak na złodziejskie świństwo… panie, to była MIŁOŚĆ![14]. Polak nie potrafi jednak wyswobodzić się z wpojonej mu edukacji obyczajowej: staram się tego nie zapomnieć, że w moim ciele mieszka nie tylko Pan Chuj, ale przede wszystkim pan Rozum[15]. Spotkanie z Niemcem, spotkanie z Innym, pozwala zdefiniować się Polakowi. Rudolf mówi: patrzę w tej chwili na Pana, żeby Pan poczuł, k i m P a n n i e j e s t.[16], co przypomina starą myśl Spinozy o ograniczeniu się przez negację („ja jestem tym, co nie jest nie-mną”). Rudolf dobrze wie, na czym polega problem Polaka: Pan jest za oszczędny, za przewidujący, żeby się puścić na takie życie jak moje (…). Owszem, Pana , to ciekawi… może nawet i korci, ale na samą myśl o lepkich, otworem stojących ciałach – Pan już chce biec po mydło i ręcznik. Pańską naturę fascynuje nieczystość, ale patrzy Pan na nią zza szyby mieszczańskiej, jak kot na psy tarzające się w rynsztokach ropiejących od zarazy aut. Pan się boi ryzyka i może dlatego jest Pan cnotliwy? [17]

Narrator Rudolfa ma więc okazję poznać homoseksualną zmysłowość. Rudolf wykorzystuje zaś tę sytuację, aby zademonstrować opór przeciwko systemowi wykluczeń. Swoją bezkompromisową postawą waloryzuje to, co w Polaku jest stłumione i odrzucone, czyli w pierwszym rzędzie – ciało. Ciekawa jest uwaga cytowanej już Ruty-Rutkowskiej, że Rudolf wcale nie chce znaleźć czy wywalczyć sobie miejsca w porządku społecznym, kulturowym, politycznym lub dyskursywnym, ale w sposób absolutny odmawia uczestnictwa w tym systemie. To akt samowykluczenia w imię wolności.[18] Tym samym jednak nie można uznać tej powieści za tekst ruchu emancypacyjnego środowiska LGBT.

Tylne piersi naszego ciała

Homoseksualizm jest dla tej twórczości czymś fascynującym, ale pozostaje w sferze egzotycznego tabu. Jest więc to zjawisko obce i nieznane, ale autor nie ma względem niego uprzedzeń. Pisarz wyraźnie chce powrócić do zapomnianego sposobu odczuwania, który w nowoczesnych społeczeństwach – jak celnie zauważa Ruta-Rutkowska – podlega represji. Pankowski nie tylko zajmując się homoseksualizmem, ale w ogóle czyniąc z erotyki jeden z głównych, wręcz obsesyjnych, tematów twórczości, robi więc to samo, co na poziomie refleksji filozoficznej czynił Michel Foucault.[19]

Artysta chce, jak pisze Ruta-Rutkowska, dotrzeć do stanu (punktu) niejako sprzed uruchomienia owego aparatu represji, sprzed stworzenia systemu wiedzy/władzy. (…) Jego dyskurs na temat seksualności wymyka się narzuconemu przez ów system wartościowaniu i nakazowi milczenia, nakazowi patologizacji, sytuowaniu homoseksualizmu w sferze zboczeń, anormalności, wymagającej korekcji.[20] I dalej: Można powiedzieć, że pisze on własną historię seksualności, niemniej transgresyjną i niemniej wnikliwą od dzieła Michela Foucaulta, tyle że wnikliwość Pankowskiego jest natury artystycznej, a nie intelektualnej.[21]

Twórczość Pankowskiego idzie w parze z refleksjami George`a Bataille`a piszącego o specyfice ludzkiej seksualności, która bywa nieustannie tłumiona, także przez instytucje społeczne. Jest tak np. z małżeństwem, które legalizuje kontakty seksualne, ale jednocześnie na plan pierwszy wydobywa aspekt ekonomiczny lub wychowawczy, zaś erotykę czyni sferą podrzędną ze ściśle zarysowanymi ramami. Tym samym erotyka małżeńska zostaje pozbawiona spontaniczności i poczucia przekraczania tabu, co zabija jej autentyczność. Siła erotyki tkwi w jej gwałtownej nieprzewidywalności i biologicznej dzikości.[22] Taką właśnie erotykę prezentuje choćby Rudolf.

To wszystko stało się możliwe dzięki odrzuceniu przez Pankowskiego katolicyzmu i innych religii, które specjalizują się w tworzeniu poczucia winy i dezaprobacie dla potrzeb ludzkiego ciała. Autor nie uznaje instytucjonalizacji erotyki wykluczającej rozkosz i rozpustę. Jest mu obce wszystko to, co sprzeciwia się zmysłom i różnorodności form erotyzmu.[23]

Pankowskiemu zarzuca się czasem zbyt wielką brutalność w przedstawianiu erotyki, a w odniesieniu do kobiet – mizoginizm. To nie tak. Pankowski ukazuje seksualność w stanie czystym, pierwotnym, biologicznym. To seksualność sprzed represji wyprodukowanych przez pooświeceniowe dyskursy i chrześcijańskie etyki seksualne. Ale jest to też seksualność sprzed czasów politycznej poprawności.

Przypisy:
1. Kompleks budynków Uniwersytetu Jagiellońskiego z ulicy Gołębiej, w których mieści polonistyka.
2. Por. np. Z. Jarosiński, Literatura lat 1945-1975, Warszawa 1997, s. 177.
3. Niem. Ludwig Friedrich Wilhelm von Wittelsbach.
4. K. Ruta-Rutkowska, Szkice o twórczości Mariana Pankowskiego, Warszawa 2008, s. 138.
5. K. Ruta-Rutkowska, Dramaturgia Mariana Pankowskiego, Warszawa 2001, s. 184.
6. Tejże, Szkice… s. 139.
7. K. Latawiec, Posłowie [do:] M. Pankowski, Teatrowanie nad świętym barszczem. Wybór utworów dramatycznych, Kraków, 1995, s. 208.
8. K. Ruta-Rutkowska, Dramaturgia… s. 61.
9. M. Pankowski, Król Ludwik [w:] Nasz Julo czerwony i siedem innych sztuk, Lublin 1981, s. 74.
10. Tamże, s. 81.
11. Tamże, s. 60-61.
12. Tamże, s. 91.
13. K. Ruta-Rutkowska, Szkice, s. 140.
14. M. Pankowski, Rudolf, Kraków 2005, s. 37.
15. Tamże, s. 94.
16. Tamże, s. 86.
17. Tamże, s. 85.
18. K. Ruta-Rutkowska, Szkice, s. 138.
19. Por. M. Foucault, Historia seksualności, Warszawa 1995.
20. K. Ruta-Rutkowska, Szkice, s. 137.
21. Tamże, s. 135.
22. Por. G. Bataille, Erotyzm, Gdańsk 1999.
23. Por. Rozstanie z religią i egzystencjalne poszukiwania [w:] Polak w dwuznacznych sytuacjach. Z Marianem Pankowskim rozmawia Krystyna Ruta-Rutkowska. Warszawa 2000.

Użyte w tekście zdjęcia – własność Autora.

 


Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

17 komentarzyZostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim

  • Peter Pan

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Ciekawy artykuł i jestem na tak, mimo iż uważam Pankowskiego za grafomana. Mam jednak parę uwag:

    Po pierwsze, Synczyzny nie reprezentuje w Trans-Atlantyku Goznalo, tylko syn Tomasza.
    Po drugie, cytowanie Bataille’a jako orędownika pełnej wolności ciała i seksualności, wydaje mi się mocno nietrafione. To prawda, że on ukazywał najróżniejsze mechanizmy tabuizacji oraz ich czasową czy terytorialną arbitralność. Jednocześnie jednak, cała „Historia erotyzmu” zbudowana jest wokół takiej myśli, że tabu i erotyzm tworzą wzajemną zależność. Seksualność bez tabu, jest jedynie seksualnością ale nie „erotyzmem”, który to związany jest z transgresją, przekroczeniem norm, które jednak muszą istnieć po to, by je móc przekraczać. Nawiasem mówiąc, Bataille pisał też wiele na temat roli różnicy płci w (hetero)erotyzmie, więc cytowanie go parę akapitów po hymnach na cześć queerów i „queerowania”, wygląda nieco śmiesznie.
    Najbardziej rozbawiła mnie jednak jakaś pani Ruta, o której tu mowa, która usytuowała Pankowskiego obok Foucaulta;))
    Otóż Foucault, absolutnie nie uważa, jak Pankowski (który jest tu bliski Freudowi i Reichowi), że problemem jest „represjonowanie seksualności”. Jest po prostu dokładnie na odwrót. Foucault twierdzi, że wszelkie dyskursy „wyzwalania ciała”, z psychoanalizą na czele, mówiąc jego językiem „dyskursywizują” seksualność dokładnie tak, jak robi to np. chrześcijańska etyka i w związku z tym, czynią seksualność elementem swojej ukierunkowanej na „biowładzę” ambicji.

  • mTV

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Świetny artykuł !!! Dałbym w ocenie 6 ale jest 5 🙂 Dziękuję.

    Odnośnie Wskazówki inscenizacyjne do Króla Ludwika akcentują rolę schodów jako ważnego elementu scenografii ewentualnego spektaklu teatralnego. To na nich Ludwik „ćwiczy swą królewskość”. Jak zauważa Krystyna Latawiec, one współtworzą scenerie teatralnej rewii, widowiska baśniowego, fantazji przekształconej w rzeczywistość i rzeczywistości wysnutej w wyobraźni Ludwika
    Właśnie dzisiaj czytałem w Biblii odnośnie przepisów prawa o ołtarzu zapis: „nie będziesz wstępował po stopniach do mojego ołtarza, żeby się nie odkryła nagość twoja” Wj. 20,26. Niezbyt zrozumiały, ale w takim kontekście nabiera znaczenia.

    Dodam także, że „Rudolf” to perełka polszczyzny. Wirtuozeria słowna, która, oprócz tematu, pozostaje w pamięci i sercu.

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Bardzo ciekawy, rzeczowy, wartościowy tekst i dobre wprowadzenie do Panowskiego. Oczywiście polecam także rozmowę-rzekę z autorem wydaną niedawno przez Ha!art. No i chwaliłem się już rozmową z Pankowskim o wątkach homo podczas spotkania w „Krytyce” na Chmielnej w 2007. A zestawienie Walpurga z Witkowskim b.trafne – sam to tez czyniłem, wspominając w innym miejscu o dziadku i wnuczku 🙂 Tak czy owak Pankowski to urocza postac, przemiły dystyngowany dżentelmen… i bardzo, bardzo mądry!

  • Walpurg

    [>>> ]

    Peter Pan, bardzo dziękuję za te ciekaw uwagi. Ostatnio mam mocno ograniczony dostęp do sieci i komputera, ale obieuję, że przemyślę i odniosę się do twojego wpisu.

    mTV, ten biblijny cytat przypomniał mi pewnę historyjkę z Łodzi. Swoistą korzyścią bycia księdzem czy zakonnikiem jest to, że latem można chodzić bez spodni i nikt o tym nie wie. Był więc przed dwudziestu laty w Łodzi ksiądz, który przy upale mszę poszedł odprawiać w sutannie, pod którą były jedynie majtki. No i w czasie nabożeństwa gumka strzeliła i majtki opadły, ku wielkiej uciesze ministrantów zebranych w prezbiterium. 😛

  • KZ

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    ale pewnie nie były to majtki CK… 🙂

  • Walpurg

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Krzysztof, jedoczesny debut wnuczka i dziadka. Trafne. Szkoda, że środkowe pokolenie zawiodło. I kto nim jest?

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Autorowi tekstu szczerze radę, by przemyślał jeszcze, czy na pewno chce podpisywać się „mimo wszystko mężczyzna”.

  • Paweł Bieńkowski

    […]

    Radzę Srulkowi Zylbersztajnowi, aby wreszcie wyszedł z ukrycia i zaczął podpisywać się np. Jan Kowalski, albo Piotr Nowak.

    Wiedzielibyśmy, że Srulek Z. to prawdziwy mężczyzna, a nie jakaś tam c…a.

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    A co poradzisz dupie biskupa i Peterowi Panowi?

  • Peter Pan

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Srulek, nie przejmuj się.
    Paweł Bieńkowski po prostu przepuścił Twoją wypowiedź przez gejkowy filtr i zrozumiał, że zarzucasz Walpurgowi brak męskości, z czego wysnuł wniosek, że zapewne chcesz tym sposobem podbudowywać swoją, co z kolei dało mu pewność, że masz z nią problem.
    To taka stara, gejkowa zabawa.

    Ja natomiast zgadzam się, że zdanie jest głupie. I w ogóle mam wrażenie, że Walpurg, choć sam wcale nie ma p****olca na punkcie dżenderów czy kłirów, chce czasem oddać cesarzowi co cesarskie i nawiązać, do tego, co jara ludzi, wśród których przebywa. Wtedy wychodzą mu takie kwiatki, jak to „odgrywanie homoseksualizmu”, o którym tu napisał, które w związku z tym, że artykuł mi się podoba, niniejszym przemilczam.
    Ten „mimo wszystko mężczyzna”, to natomiast na 99,9% nawiązanie do jakichś wypocin Kitlińskiego, Kochanowskiego lub jakiegoś innego kłiroświra.

  • Detr.

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Uprzejmie przypominam, że komentarze powinny dotyczyć treści publikacji

  • Srulek Zylbersztajn

    [Re: Zostawić lakierki i wejść na bosaka. Wspomnienie o Marianie Pankowskim]

    Git majonez, k***a!

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa