- homiki.pl - https://homiki.pl -

Edmund White, Allen Ginsberg – między nami, wybitnymi twórcami gejami

White nawiedza Polskę!

Niektórzy literaturomani pewnie już wiedzą, że około dwudziestego kwietnia przybędzie do Polski Edmund White (ur.1940), sławny pisarz amerykański, już od dawna nie określany jako „autor gejowski”, ale jako „wybitny pisarz” – po prostu. Podobnie zresztą jak jego młodszy brytyjski kolega Alan Hollinghurst. Obaj weszli już na trwałe do kanonu współczesnej światowej literatury. White przyjedzie na coroczny festiwal literacki Port Wrocław – a jednocześnie z okazji polskiej edycji trzech jego książek: wznowionego „Zucha” (przekład Jerzego Jarniewicza), debiutanckiej, poetyckiej powieści „Zapominanie Eleny” (w przekładzie Andrzeja Sosnowskiego) i całkiem niedawnej powieści „Hotel de Dream” (przekład Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego).

Literaccy fani wybiorą się zatem być może do Wrocka (kto wie, może i ja) – od podróży odstręczać mogą jednakże fatalne połączenia z tym miastem i czas podróży trwający pięć, sześć godzin. Jednak mniejsza o darshan (sanskryckie słowo oznaczające wystawienie się na ubogacające promieniowanie wielkiego człowieka), wizytówką autora są przecież jego utwory – w języku polskim nie ukazało się ich zbyt wiele, a napisał ich niemało: od powieści (w tym słynnej „gejowskiej” trylogii z „Zuchem” jako pierwszym jej członem), poprzez biografie (głośny, wielki i „definitywny” tom „Jean Genet”, książki o Prouście i Rimbaudzie), tomy autobiograficzne („My Lives” i „City Boy”), nowele, liczne szkice o tematyce literacko-kulturalnej i gejowskiej, wspomnienia z okresu długiego pobytu w Paryżu, i tak dalej. Last but not least: „The Joy of Gay Sex”, poradnik napisany wspólnie z Charles’em Silversteinem, której późniejsza wersja (już bez udziału White’a jako współautora), ukazała się dwa lata temu i w Polsce.

Edmund White, fot.: David Shankbone
Edmund White, fot.: David Shankbone

Ale dobrze: o Edmundzie Białym (no bo jak pisać: o White’cie, Whicie, Łajcie?!) może więcej przy innej okazji; sam zresztą tłumaczyłem obszerne fragmenty jego „Geneta” dla „Literatury na świecie”, a później, dla tegoż pisma, pierwszy rozdział „Opowieści chłopca” – bo taki był mój tytuł „A Boy’s Own Story”, która to parautobiograficzna historia ukazała się w wersji książkowej jako „Zuch”. Tak czy owak Edmund White wielkim pisarzem jest (a w każdym razie bardzo wybitnym), ale to całkiem inna historia. Natomiast teraz chciałbym poświęcić słów kilka szkicowi White’a (tu na szczęście nie ma problemów z odmianą!) o innym wielkim (bądź wybitnym) autorze także z Ameryki – a mianowicie bardzo obecnie „medialnym” Allenie Ginsbergu.

White wspomina Ginsberga

Szkic ten ciekawy jest, rzecz jasna, z uwagi na film „Skowyt”, ale także jako dobra ilustracja literackiej stylistyki White’a, zwłaszcza w odniesieniu do szkiców o znanych postaciach z kręgu literatury i sztuki: chodzi o rysunek tworzony wybitnie cienką kreską, nazwijmy to (za Bobkowskim) piórkiem, z wysoko posuniętą, lecz jakże urokliwą dezynwolturą, z pomieszaniem usankcjonowanych zdarzeń i faktów z górnej półki mainstreamu z szarą prozą życia i rzeczywistości, zwłaszcza gejowskiego/gejowskiej. Opinie sławnych pisarzy o innych sławnych pisarzach często bywają zabawne: i tak na przykład wywodzący się z Rumunii sławny francuski eseista Cioran postrzegany był przez Gombrowicza jako biedny emigrant (akurat tu prawda) skazany na suchoty i onanizm (tu już niekoniecznie), a Cioran odwdzięczał się Gombrowiczowi określając go jako nachalnego arywistę. Jednak White daleki jest od jakichkolwiek złośliwości, jakiegokolwiek jadu: pisze o innych (a zwłaszcza o bliższych i dalszych znajomych) zawsze z sympatią i ciepłem, wydaje się człowiekiem niezdolnym do jakichkolwiek uczuć negatywnych.

Cóż zatem pisze o Ginsbergu (szkic sprzed dziesięciu laty), którego, jak pisze, znał niezbyt blisko? No choćby to – i ciekawe jest to zwłaszcza w kontekście filmu, przeplatanego nibywywiadem – że Ginsberg traktował wywiad jako niemal autonomiczny literacki utwór, a zarazem jako rodzaj wykładu, dostosowując się (jednak bez zdradzania samego siebie) do oczekiwań interlokutorów. Chciał po prostu, by jego rozmówca/słuchacz był usatysfakcjonowany i zarazem merytorycznie skorzystał. Myślę, że taka właśnie była rozmowa młodego Ginsberga stanowiąca osnowę filmu – ja w każdym razie słuchałem jego opowieści z dużą przyjemnością. White pisze o Ginsbergu jako o człowieku pełnym łagodnego uroku, skromnym i uczynnym, który na literackich spotkaniach pojawiał się w marynarce i krawacie, z rozetką Amerykańskiej Akademii Literatury i Sztuki – co jakby kłóciło się z wizerunkiem rozwichrzonego „poety przeklętego”, „pełnego wściekłości i wrzasku”.

Allen Ginsberg, 1985 r., fot.: MDCarchives
Allen Ginsberg, 1985 r., fot.: MDCarchives

Jego dobroć mogła być niekiedy odczytywana opacznie: otóż Ginsberg lubił pomagać, nie lubił odmawiać, i nie chciał kogokolwiek urazić: udzielał na przykład azylu w swoim domu licznym zagubionym nastolatkom – White pisze, że prowadził coś w rodzaju Przytułku Ginsberga dla Wykolejonych Młodzieńców w East Village. Dziś zapewne byłby oskarżony o pedofilię. Gdy stał się już bardzo sławnym poetą, krążyło zawsze wokół niego stadko początkujących pisarzy – i szli z nim do łóżka nawet ci, którzy nie byli gejami. Jeden z nich powiedział White’owi, że Ginsberg był jego pierwszym i jedynym partnerem. I to nie z powodu jakichś spodziewanych korzyści, bo Ginsberg cóż w sumie mógł pomóc, ale – jak ujął to ów heterycki młody literat – „because he was fuckin’ Allen Ginsberg, man!”.

A drugiej strony Ginsberg nawet wbrew sobie decydował się niekiedy na seks po to tylko, by ci niespełnieni (wtedy, a na ogół i później) poeci mieli poczucie, że też mają Ginsbergowi coś do zaoferowania…

Genet wyskakuje z łóżka

Zabawna jest historia o spotkaniu Ginsberga ze sławnym Jeanem Genetem (1910-86), które mogło mieć miejsce w Chicago bądź w Paryżu (White nie precyzuje), ale był to chyba jednak pokój hotelowy Geneta w Chicago (w Paryżu Genet przemieszkiwał w tanich, szemranych hotelikach, gdzie nie przyjmował gości – a swoje niemałe dochody przekazywał arabskim kochankom albo Palestyńczykom i amerykańskim Czarnym Panterom). Otóż po wymianie refleksji o burzliwych wydarzeniach sześćdziesiątego ósmego roku we Francji i USA, obaj pisarze udali się razem do łoża, ale Ginsbergowi chodziło jedynie o bliskość, o serdeczny, ciepły kontakt z drugim wrażliwym człowiekiem. Tymczasem jurny Francuz od razu skierował dłoń ku Ginsbergowemu kroczu i stwierdziwszy brak erekcji natychmiast wyskoczył z łóżka i zajął się „swoimi sprawami”. Z powodu cukrzycy i innych chorób Ginsberg – wówczas zaledwie czterdziestodwulatek – był wtedy już od dawna impotentem.

Takie to rzeczy i wiele jeszcze innych opisuje Edmund White w swoich rozlicznych szkicach i wspomnieniach. Ach, może jeszcze przytoczę i to: gdy Ginsberg był w Paryżu i miał literacki wieczór w słynnej księgarni „Shakespeare and Co.” , przyplątał się do niego młody „Amerykanin w Paryżu” pragnący zostać sławnym poetą. Ginsberg miał zatem miłego towarzysza podczas swego paryskiego tygodnia, ale ów młodzian koniecznie chciał poznać także Edmunda White’a, mieszkającego wówczas w tym mieście. Ginsberg przedstawił go zatem White’owi. A kiedy Ginsberg opuścił już Paryż, chłopak zadzwonił do Edmunda prosząc go o możliwość odwiedzin. I gdy White otworzył mu drzwi swojej mansardy na wyspie świętego Ludwika (najlepszy chyba adres w Paryżu!), młodzieniec stanął w drzwiach w stroju Adama – ubiór wcześniej ściągnął i złożył gdzieś w rogu podestu schodów. White wspomina o tym zdarzeniu z rozrzewnieniem oraz refleksją, że takich miłych niespodzianek Allen pewnie doświadczał co chwila…

Jean Genet, 1983 r., fot.: International Progress Organization
Jean Genet, 1983 r., fot.: International Progress Organization
Ginsberg, choć był zwolennikiem całkowitej otwartości i swobody w sferze erotycznej, nie znosił jednak dusznych, plotkarskich klimatów nowojorskich gejowskich barów pełnych lanserskich, przegiętych i złośliwych ciot określanych jako East Village Queens. Cioty (queens) to przecież nie nasz, polski wynalazek! Nie lubił klimatów getta: bohaterami jego bajki byli wielcy homoseksualiści owej epoki: Pasolini, Juan Goytisolo, Genet – twórcy, którzy potrafili wznieść się ponad zawężającą miałkość czystego „pedalstwa” jako nibywartości samej w sobie.

Przykładem gorącej, ufnej, bezinteresownej uczuciowości Ginsberga może być symboliczny związek, jaki zawarł ze swoim wieloletnim, dozgonnym partnerem, biseksualistą Peterem Orlovsky’m – ślubowali sobie całkowitą wzajemną „własność”, własność ciała, umysłu, wszystkiego co wiedzieli i czuli.

White, Genet – i nasz rodzimy Musiał

Ginsberg był dwa razy w Polsce – po raz ostatni w początku lat dziewięćdziesiątych, i jego przewodnikiem był wówczas znany pisarz i tłumacz (z zawodu okulista!) Grzegorz Musiał (rocznik ’52). Pamiętam film dokumentalny sprzed lat pokazany w telewizji. Musiał jest jakby teraz trochę zapomniany i nawet nikt nie poprosił go o wypowiedź na temat Ginsberga – teraz z okazji filmu. Chyba że gdzieś zagranicą przebywa. I w jednej ze swoich książek-dzienników opisujących pobyt w Ameryce („Dziennik z Iowa”?) przywołuje Musiał swoje kontakty z Ginsbergiem. Najzabawniejszym jest to, że Ginsberg traktował go przede wszystkim jako lekarza („the doctor from Poland”) i zasięgał u niego konkretnych medycznych porad. Nieżyjąca już wybitna krytyczka i profesora historii sztuki Władysława Jaworska (zmarła niedawno w wieku 99 lat), wypromowała przed laty pewnego malarza, który z zawodu też był medykiem. Ów lekarz – dobry malarz, podobnie jak Musiał jest ciekawym prozaikiem i poetą, pierwszym polskim pisarzem homo („Stan płynny”, „Czeska biżuteria”„W ptaszarni” – utwory powstałe jeszcze w latach osiemdziesiątych) – odwzajemniał się jej troskliwą opieką medyczną. Bo najważniejsze jest zawsze zdrowie – o czym pisał przecież inny wybitny polski literat, też, podobnie jak White, przez długie lata rezydent w Paryżu, i to jeszcze dwa stulecia temu.

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki [1]

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.