- homiki.pl - https://homiki.pl -

HomoOlsztyn (I)

[1]

Gdy kiedyś zapytałem moich znajomych, co wiedzą o homohistorii Olsztyna, zdziwieni i lekko zakłopotani nie wiedzieli, co mają odpowiedzieć. A były to osoby heteroseksualne. Ich twarze zdawały się pytać: to geje i lesbijki są w Olsztynie? Tak było kilka lat temu. I często dalej tak jest. Olsztyn – miasto z wielokulturową przeszłością, która dzisiaj ma istotny wkład w lokalną mentalność i której częścią składową jest również historia osób homoseksualnych – jak się okazuje ma barwną przeszłość spod znaku tęczy. Poniższe opracowanie to zaledwie próba wydobycia tego, co znane do tej pory było „wtajemniczonym” lub ich przyjaciołom. Wiele jeszcze pozostało nieodkryte. Zbyt mało opowieści zostało opowiedzianych i zapisanych, a historia pisze się każdego dnia.

Oto opowieści świadków tamtych czasów.

I.
Lata 90-te/Przełom wieków (opowiada E.T.)
Lambola (z początku Lambda, jednak po rozpadzie tamtej, została przyjęta taka nazwa – całkiem przypadkowo, ktoś kiedyś pomylił nazwy i tak się ostało). Organizacja prowadzona przez Franka – Franczezę. Działała od początku lat 90-tych do mniej więcej 2005 roku. Jest to ta sama organizacja, której niektórzy członkowie organizowali i dalej organizują biwaki gejowsko – lesbijskie niedaleko Olsztyna. Zjeżdżały się na nie osoby z całej Polski, z zagranicy – to była taka atrakcja turystyczna, niespotykana w innej części kraju. Czasami bywało po kilkaset osób. Pełno lesbijek, gejów, osób bi czy transseksualnych – atmosfera bardziej rodzinna. Spotkania Lamboli odbywały się raz tygodniu, w czwartki wieczorem, w biurze Monaru. Działał tam telefon zaufania, a samo miejsce tworzyło specyficzny klimat, który integrował środowisko olsztyńskie. Dzwoniły tam osoby przede wszystkim z okolicznych mniejszych miast: Reszla, Biskupca, trochę dalej: Mikołajek, Ełku. I było ich wiele.

Każdego tygodnia poznawało się kilka nowych osób. Wtedy nie było jeszcze Internetu, oni wszyscy chcieli poznać drugą osobę, a w swoich miejscowościach zwyczajnie nie mieli takiej możliwości. Oczywiście, odzywały się także osoby, które padły ofiarami przemocy, pobić. Szukały pomocy. Organizacja miała raczej typowo męski charakter, kobiety nie mogły się tam odnaleźć. Trochę było seksizmu, takiego protekcjonalnego traktowania lesbijek.

Z drugiej strony tam się poznawało swoje miłości, prowadziło dyskusje, zwyczajnie plotkowało. Innych form działania wtedy nie było, a przynajmniej nikomu nie przychodziło nawet do głowy, żeby organizować jakieś festiwale czy pokazy filmów.

Na uczelni nie odczułem homofobii. Pisałem pracę na temat homoseksualizmu i nie miałem żadnych problemów. Pamiętam, jak radio Olsztyn zaczęło nas reklamować, podając numer do telefonu zaufania. Tak samo entuzjastycznie zareagowała Gazeta Olsztyńska i dodatek do Wyborczej, które podawały informacje o miejscu spotkań i numerze telefonu. Były nawet jakieś reportaże.

Plaża

Pikiety to przede wszystkim plaża za Novotelem, która jak się okazuje działa do dzisiaj. Ludzie dalej tam się pojawiają. Podobno policja cały czas tam jeździ i legitymuje tych, którzy „sobie chodzą” po pobliskim lesie, po wydeptanych ścieżkach. Z takich osobowości pamiętam słynną „Pomniczkę”, która potrafiła godzinami stać na pagórku, na którym wszyscy ją widzieli, przez cały czas masturbując się i obserwować, co się dzieje. Była również „Tekstylna Sława”, która wstydziła się rozebrać i opalała się w golfie; dalej „Cioteczka Dżili”, która bardzo dużo mówiła, kłamczucha straszna. Plaża była prawdziwym centrum informacji. Na przykład można było dowiedzieć się o nowych zdobyczach „Rominy”, która niemal więziła swoich chłopaków – żeby jej nie uciekli – przez kilka dni. Byli to nawet chłopcy z zakładów karnych, którzy poszukiwali spokojnej przystani. Wiele z takich gorących newsów to efekty wybujałej wyobraźni, ale to też miało swój urok. Prawdziwa atrakcja była wtedy, gdy przyjeżdżał jakiś chłopak ze wsi. To było coś. Albo luj. Ostatnio słyszałem o nowej „Basenowej”, która zajęła miejsce „Pomniczki”. Ciekawe, że pikieta funkcjonowała cały rok, bez względu na pogodę. Kiedyś istniała jeszcze pikieta na Dworcu Głównym w Olsztynie, w toaletach. Przez pewien czas była prowadzona przez parę gejów, którzy po 1989 roku wynajęli toalety i dalej je prowadzili. Pamiętam, że jak raz tam poszliśmy, to spotykaliśmy znajomego, który był strasznie speszony, bo on nigdy nie chodził w takie miejsca. Na nasze pytanie, „Co tutaj robisz?” odpowiedział: „Po kurczaczka, po kurczaczka!” – takie nawiązanie do słynnych kurczaków z rożna sprzedawanych wtedy na dworcu kolejowym, jednak tym razem chyba o innego kurczaczka mu chodziło… Kolejna pikieta była na Dworcu Zachodnim, jednak długo nie istniała. Teraz podobno jest w centrum handlowym „Alfa” – w toaletach się dzieje, geje dziurki wiercą w ściankach, zostawiają numery telefonów – nie wiadomo czy to prawda czy nie, jednak na forach temat istnieje.

Pierwsze kluby

Życie towarzyskie toczyło się w domach. To na prywatkach poznawało się wiele nowych osób. Cały przekrój społeczny Olsztyna – od polityków, przez księży, po nauczycieli akademickich. Pamiętam, jak unikali mnie wzrokiem na uczelni. Od czasu do czasu wychodziło się na imprezę. Takim nieformalnym miejscem spotkań był „Samowar”, który prowadziła pewna pani z bardzo okazałą fryzurą – to właśnie tam można było poznać geja albo lesbijkę.


Odnowiona kamienica, w której kiedyś był klub „Samowar”, a dzisiaj
hotel „Dyplomat”.
Tam organizowane były imprezy, na które zjeżdżało się całe homoseksualne towarzystwo z województwa.


Wejście do hotelu „Dyplomat”.

Jak widać „nazwa” przetrwała 🙂

W każdy piątek i sobotę organizowano dyskoteki. „Samowar” znajdował się na ulicy Partyzantów (skrzyżowanie z Dąbrowszczaków), trochę z boku była komenda policji, w bardzo starej kamienicy. Dzisiaj tam jest hotel „Dyplomat” i „Restauracja pod Samowarem”. Pamiętam, że zimą było tam nieciekawie. W łazienkach powybijane szyby, woda skądś się wylewała i zamarzała. Na takiej „lodowej” podłodze np. „Cioteczka Dżili” połamała sobie rękę, gdy przemycała wódkę po cichu.

W tym samym czasie funkcjonował „Expres Pub”, niedaleko fosy. Ten lokal miał bardziej niż Samowar charakter pubu i wystrojem nawiązywał do wagonu. To kolejne miejsce, gdzie można było spotkać osoby homoseksualne. Oczywiście miejsce nieformalne. Lokal ten do dzisiaj istnieje, ale przeistoczył się w zwykły pub.


Expres pub

Expres pub od środka

Później był taki klub, koło centrum handlowego Manhantann (z taką samą nazwą), który jednak się nie przyjął. Miejscem trochę bardziej kulturalnym była Cafe Teatralna (istnieje do dzisiaj), która ze względu na położenie w budynku teatru przyciągała bohemę Olsztyna: aktorki, aktorów, ludzi sztuki czy osoby z Filharmonii.

II.
Kilka lat później: 2003, 2004… (opowiada Dżena)
Moja historia HomoOlsztyna zaczęła się na przełomie 2005/2006 roku. Wtedy przyjechałam studiować i przeprowadziłam się do stolicy Warmii i Mazur. Z tamtej perspektywy to było naprawdę wielkie wydarzenie – miasto większe od dotychczasowego, mnóstwo studentów, tyle samo możliwości, co zagrożeń. Swój pierwszy krok w odkrywaniu Olsztyna zrobiłam w październiku, gdy koleżanka zaprowadziła mnie do Zaułka (zwanego czasami na mieście Zagejkiem). Wtedy był to pub, w którym od czasu do czasu grał DJ i można było się pobawić. Miejsce – jak niosły miejskie plotki – bardzo gayfriendly. Pamiętam, że stresowałam się wieczornym wyjściem i co tu dużo pisać, jeszcze siedziałam w szafie, co potęgowało to uczucie. Pub był położony trochę na uboczu starówki, miał charakterystyczny wystrój: ceglane ściany i pomarańczowe oświetlenie, które dodawało klimatu. Była to kamienica z dwoma piętrami. Na parterze prawie nikt nie siedział. Była to duża sala, jednak zapełniała się tylko wtedy, gdy już zupełnie brakowało miejsca na górze. Życie towarzyskie kręciło się na pierwszym i drugim piętrze. Po prawej stronie, na pierwszym piętrze był bar, a po lewej łazienki i tzw. sala kiblowa – najlepsze miejsce do obserwowania, kto wchodzi i wychodzi. Stoły były duże, drewniane, a z głośników leciał pop, rock i soul. Na drugim piętrze również były miejsca siedzące, ale czasami połowa sali przekształcała się w parkiet do tańczenia.

Siedząc w sali kiblowej nigdy nie wiedziało się, kto wchodził do lokalu czy wychodził. Ukradkowe spojrzenia, wychylanie się, wyłapywanie znajomych i zabawne sytuacje przy toaletach. Pamiętam kilka takich, gdy drzwi do łazienki męskiej barmanka otwierała śrubokrętem, bo panowie się tam zatrzasnęli… Scenę zazdrości przy toalecie damskiej, gdy dziewczyny prawie się pobiły. Twórcze i towarzyskie rozmowy w kolejce do toalet. Zaułek był miejscem spotkań.

Tak to pamiętam. Na weekend czekało się jak na wybawienie, każde spotkanie było lepsze od poprzedniego i poszerzało krąg znajomych. Pierwsze pocałunki, trzymanie się za ręce, pierwsze zawody miłosne – to wszystko tam się działo i dało się zaobserwować. Czasami, gdy nie było DJa, po prostu klienci przynosili własne płyty i tańczyli na stołach. Prowadziło się długie rozmowy z barmankami, wreszcie następowało bardzo późne wracanie do domu i wspominanie następnego dnia, co to znowu się wydarzyło. Słynne były również pierogi, które tam serwowano. Zaułek w jakiś sposób konsolidował gejów i lesbijki w Olsztynie.


Przed Starym Zaułkiem (dawniej „Zaułkiem”)

Widok na bar w Starym Zaułku

Później, trochę niespodziewanie, Zaułek przeniósł się w inne miejsce. Dalej na Starówce, jednak bardziej w centrum. Wtedy oficjalnie stał się klubem stricte LGBTQ, zmienili się właściciele i lokal przyjął nazwę 4 club. Tęczowa flaga zawisła w jednym z rogów sali, a na występy zaczęły przyjeżdżać drag queen. Pamiętam zabawną sytuację, jak razem ze znajomymi w pierwszym tygodniu poszłyśmy się tam bawić i szokiem była dla nas krata w drzwiach. Trzeba było zadzwonić dzwonkiem. Na bramce stała znana Dżi Dżi, która robiąc groźną minę zapytała nas: „Hasło?”. Staliśmy zmieszani, nie wiedzieliśmy, co powiedzieć, ale po chwili cichym, niepewnym głosem moja znajoma powiedziała „Ge..j? L..es?” Uśmiech na twarzy Dżi Dżi i ufff – „Możecie wejść”. W środku dużo czerwieni, dwa poziomy, które z czasem zredukowano do jednego. W środku tygodnia zwyczajny pub, karaoke, a w weekendy dyskoteka.

Wtedy coś się zmieniło. Nagle zaczęło przychodzić mniej osób, klub z zamkniętego stał się otwarty na wszystkich i czasami dziwnie było trzymać się za ręce, flaga gdzieś się zapodziała… dużo osób wyjechało. To był czas podbijania Anglii, migracji wewnętrznych i przyszło nowe pokolenie, które nie pamiętało dawnego Zaułka. I jak zwykle pojawiły się problemy: zmęczenie materiału, zmiany formuł działania klubu, plotki o rychłym zamknięciu, aż w końcu zmiana nazwy na Insomnię, która odnowiona, z dobrą muzyką, była taką supernową. Szybko błysnęła, radując wszystkich dookoła, żeby za chwilę zniknąć z powierzchni starówki.

W międzyczasie, w legendarnym już miejscu, niedaleko katedry, reaktywował się Zaułek – pod nową nazwą „Stary Zaułek”, w ten sposób nawiązując do przeszłości. Prowadzony przez sympatyczną parę stał się tak naprawdę jedynym miejscem w Olsztynie, które jest nastawione na klientelę LGBTQ (oczywiście plus pozostali). Wystrój niewiele się zmienił. Bar z pierwszego piętra został przeniesiony na parter, na ścianach pojawiły się tapety, jednak dalej dominuje „ciemny” wystrój, lekko pomarańczowe światła, które nadają klimat. Raz na jakiś czas odbywa się impreza taneczna, chociaż to już nie to, co kiedyś. Inni ludzie i inny czas.

Ciąg dalszy opowieści o homiczym Olsztynie już niebawem. A my nadal zachęcamy do przysyłania opowieści o historii LGBT w Waszym regionie. Email: listy [at] homiki.pl

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski [2]

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.