- homiki.pl - https://homiki.pl -

Homicze ulice Londynu (1)

[1]

Już za kilkanaście dni ulicami Londynu przejdzie Gay Pride. Tradycyjnie wezmą w niej udział nie tylko wyspiarze, ale także goście ze świata, wśród nich grupa rodaków znad Wisły [2]. My postanowiliśmy przespacerować się w poszukiwaniu śladów homiczej historii już teraz.

Londyn znany jest jako gejowska stolica Europy nie od dziś. Już w 1904 francuski pisarz dr Jacobus X nazwał to miasto „najbardziej homoseksualną stolicą świata”. Jak jest ponad 100 lat później? Jak zwykłe homiki widzą Londyn?

[3]

Wycieczkę rozpoczynamy od finansowego The City – najstarszej dzielnicy miasta. Dawniej włóczył się tutaj Olivier Twist, a morderców tropił Sherlock Holmes. Mało zostało z dawnych klimatów, gdyż ocalałe kamienice wciśnięte są pomiędzy biurowce ze szkła, metalu i granitu.

Tuż przy St. Paul’s Cathedral znajdujemy pierwszy homiczy akcent przypominający nam m.in. o trudnej historii kobiet transseksualnych.

[4]

St Paul’s Cross to miejsce, w którym przed wiekami piętnowano ludzi, skazywano ich, a nawet wykonywano na nich wyroki. Tu też trafiła Mary Frith. Mary Frith urodziła się w drugiej połowie XVI wieku na rubieżach londyńskiego City. Od dzieciństwa była chłopczycą, nie potrafiła odnaleźć się w dziewczęcym towarzystwie, od szycia i haftowania wolała życie rzezimieszka, wróżki i rozbójniczki. Stąd powstało jej przezwisko Molly Cutpurse (Przecinaczka Sakiewek). Cała historia Mary opisana jest w anonimowej powieści „Życie i śmierć pani Mary Frith”, wątek Molly kontynuowany był także w sztukach teatralnych, z naciskiem na szokujące upodobania seksualne bohaterki. Lecz to nie awanturnictwo, a noszenie męskich ubrań zaprowadziło Mary przed sąd. To właśnie na dziedzińcu katedry 9 lutego 1612 roku Mary została napiętnowana i zmuszona do odbycia pokuty za jej „nieobyczajne zachowania”. Na szczęście postawa kościoła anglikańskiego ewoluowała i zdaje się rozumieć zmieniające się czasy i ludzi. Publiczne potępienie, jakie było możliwe w XVII wieku, obecnie nie miałoby miejsca. Sam byłem świadkiem, gdy w czasie kazania kaznodzieja piętnował nietolerancję. „Nie my tu jesteśmy od osądzania, co jest dobre, a co złe” – grzmiał z mównicy. Zresztą to kościelna Komisja Moralności już w 1954 roku wydała raport o konieczności zaniechania karania za akty homoseksualne, a dopiero 13 lat później do tych samych wniosków doszła Izba Lordów.

Kolejny przystanek naszej wycieczki jest na przeciwnym brzegu Tamizy. Wystarczy wraz z tysiącami turystów przejść kładką w kierunku dawnej elektrowni, by trafić na bardzo charakterystyczny czarno-biały budynek w kształcie rotundy.

[5]

To The Globe – rekonstrukcja słynnego teatru, w którym wystawiano sztuki Williama Szekspira, przez niektórych uważanego za przedstawiciela braci homiczej. Być może, choć faktycznie zastawiające jest, że większość jego sonetów adresowana jest do pewnego młodego żołnierza. Siądźmy na brzegu Tamizy i wczytajmy się w sonet 20 w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka:

Kobieca jest twarz twoja – choć to dłoń Natury
Malowała ją, panie-pani mojej duszy;
Kobieca dobroć – chociaż jest w niej stałość, której
Zmienny niewieści kaprys z miejsca nie poruszy;
Oko nie tak ruchliwe jak u kobiet, ale
Jaśniejsze i rzecz każdą spojrzeniem złocące;
Postać masz męską – urok jej wszelako stale
Oczy mężczyzn i kobiet olśniewa jak słońce.
Natura wpierw kobietę miała widać w planie,
Tworząc cię; z zachwycenia jednak i zawiści
Pozbawiła mnie ciebie przez zbędne dodanie
Tej jednej rzeczy, z której ja nie mam korzyści.
Skoroś zatem rzeźbiony ku niewiast potrzebie,
Miłuj je ową cząstką, mnie zaś – resztą siebie.

Tuż obok The Globe, w budynku dawnej miejskiej elektrowni, znajduje się jedna z najbardziej znanych galerii sztuki współczesnej na świecie.

[6]

Tutaj można spędzić godziny, gubiąc się na korytarzach z dziełami Picassa, Moneta, Matisse’a, Rothko, Dalego, Lichtensteina. Jeżeli goni nas czas, warto odwiedzić choćby wystawę States of Flux z obrazami Andy’ego Warhola, który jako otwarcie żyjący gej czerpał pełnymi garściami z homiczej kultury i chętnie zapożyczał jej motywy w swoich dziełach.

Wracamy do City. Mijamy katedrę św. Pawła i na ulicy Ludgate Hill wstępujemy do Stationers’ Hall. Tam na dziedzińcu rośnie drzewo posadzone w miejscu, w którym w 1599 roku palono wywrotowe książki, z których część nawiązywała do tematyki homoseksualnej, m.in. dzieła Johna Marstona, Richarda Barnfielda i Barnaby Barnesa. Ten ostatni dosyć frywolnie opisywał flirtującego młodzieńca jako kupida z obrazu Caravaggia.

Z Ludgate Hill skręcamy w prawo wąską Old Bailey. Tu mieści się Central Criminal Court, sąd, który od setek lat oddziela dobro od zła.

[7]

Dawniej wieszano tu rzezimieszków, obecnie stare mury z piaskowca z trudem przebijają się przez modernistyczną zabudowę. Zasoby Old Bailey można eksplorować w Internecie. Prawie 200 tysięcy spraw sądowych z lat 1674-1834 jest świetnym materiałem dla historyków, a także dla badaczy homiczej przeszłości. Nie trzeba długo szukać. Wpisując słowo „sodomy” w wyszukiwarce otrzymujemy 147 wyników, za którymi niejednokrotnie kryje się okrutne świadectwo ówczesnych czasów. Chociażby przykład Mustafy Pochowachetta – Turka, który został oskarżony o popełnienie „najbardziej nienaturalnego czynu sodomii” i powieszony w 1694 roku. W Old Bailey na dwa lata ciężkich robót skazany został Oscar Wilde, a kompozytor Georg Friedrich Händel i poeta Alexander Pope zostali zmuszeni do zmiany tematyki swych dzieł – przerobienia wątków o miłości do osób tej samej płci na tematy ściśle heteroseksualne. Słynny kompozytor zapytany przez króla Jerzego III, dlaczego nie ma kobiet w jego życiu, użył bodajże najpopularniejszego homiczego wytłumaczenia i odpowiedział, że „jest bardzo zajęty pracą i komponowaniem”.

Rozmyślając o trudnym losie homików z przeszłości mijamy Holborn Viaduct Tavern i wędrujemy ulicą Holborn.

[8]

W tych okolicach w czasach przed rewolucją przemysłową zlokalizowane były Molly Houses, pierwsze na świecie kluby gejowskie, gdzie gromadzili się mężczyźni, często przebrani za kobiety, szukający uciechy w ramionach drugiego mężczyzny. Najważniejszą osobą w Molly House był właściciel, często ubrany w kobiecy balowy strój. W tych przybytkach odbywały się też uroczystości małżeństw i sodomickie wesela. Cień na działalność Molly Houses położyło Towarzystwo Odnowy Obyczajów, które na początku XVIII wieku donosiło o istnieniu takich miejsc policji. Mimo obowiązującego wówczas prawa, penalizującego homoseksualizm, likwidacja Molly Houses nie przychodziła zawsze łatwo. Historyk Alan Bray pisał „kiedy likwidowano Molly House w Covent Garden, tłum klientów tego miejsca, w dużej ilości poprzebierany za kobiety, odparł atak z agresją i brutalnością.”

Dla chcących spalić więcej kalorii proponujemy skok w bok – kilka przecznic na południe docieramy na Fleet Street. To tutaj narodziło się dziennikarstwo i to tutaj produkowano pierwsze gazety na świecie. Tutaj też w 1772 roku doszło do pierwszej publicznej dyskusji o homoseksualizmie. Sprawa dotyczyła kapitana Jonesa, któremu zarzucono kontakt seksualny z trzynastolatkiem. Problem opisały The London Evening Post oraz The Morning Chronicle. Ostatecznie Jonesowi nakazano opuszczenie kraju, ale cała rozprawa stała się przyczynkiem do powszechnej dyskusji na temat karalności homoseksualizmu. W gazetach porównywano systemy prawne od starożytnego Rzymu do nowoczesnej Francji. Ostateczna konkluzja była dość optymistyczna – dziennikarze uznali, że prawo powinno zostać zmienione. Niestety, na zmianę prawa trzeba było jednak poczekać prawie sto lat, do 1861 roku. Ostatni raz kara śmierci na osobie homoseksualnej w Wielkiej Brytanii została wykonana w 1840 roku.

Maszerujemy dalej malowniczą ulicą Holborn, podziwiając wiktoriańskie i edwardiańskie kamienice wmiksowane w nowoczesną architekturę, w typowym londyńskim galimatiasie.

Przedostatnim przystankiem jest British Museum na Great Russell Street (w sercu dzielnicy Bloomsbury) – obiekt, któremu warto poświęcić osobną wycieczkę.

[9]

Przy wejściu można poprosić o ulotkę na temat gejowskich i lesbijskich eksponatów, można ją też przestudiować www.untoldlondon.org.uk [10].

W wariancie minimum warto zobaczyć Warren Cup w sali numer 70 – naczynie przedstawiające homiczą scenę miłosną; w sali 55 znajdziemy Poemat Gilgamesza datowany 2500 p.n.e., opisywany na naszym portalu. Czeka na nas bogini Ishtar (sala 56) przebrana w połowie za mężczyznę, w połowie za kobietę, nagrobna inskrypcja Hora oraz Sutego (sala 61) z Egiptu 1350 p.n.e., grecka waza z orgiastycznym ornamentem (sala 69), i popiersia homiczych bohaterów Hadriana (sala 49) i Antoniusa (sala 70). W sumie 12 obiektów na wystawie jest klasyfikowanych jako powiązanych z motywami LGBT, drugie tyle kryją magazyny.

Tym, których nie zmęczyło dostatecznie muzeum, polecamy ostatni punkt programu (także w dzielnicy Bloomsbury): dom przy Gordon Square, numer 42. Tu w latach 1904-1907 mieszkała Virginia Wolf, i to w tym właśnie domu miało swój początek nieformalne stowarzyszenie intelektualistów, znane później w historii kultury jako the Bloomsbury Group. Współtworzyły je tak wielkie postaci jak pisarz E.M.Forster (autor powieści „Maurice”), ekonomista John Maynard Keynes (autor założeń przełomowej polityki ekonomiczno-społecznej New Deal („Nowy ład”), do której przekonał Roosevelta), czy sławny eseista i biograf Lytton Strachey, autor popularnych w przedwojennej Polsce biografii królowej Wiktorii czy Marii Stuart. Forster i Strachey byli homoseksualistami, a Keynes biseksualistą. Odrzucali oni wiktoriańskie normy w sztuce, kulturze, czy religii. Grupa była także ostoją dla innych jeszcze gejów i lesbijek. Środowisko Bloomsbury ukazane zostało w głośnym filmie Carrington, znanym także i w Polsce. Zapaleni fani Virginii mogą odwiedzić też położony kawałek dalej dom na Tavistock Square, numer 29, w którym pisarka mieszkała później.

Znudzonym historią i literaturą proponujemy bardziej rozrywkowy akcent – w rytm muzyki pop. Z British Museum linią Northern proponujemy pojechać do Highgate. Tu można zwiedzić słynną publiczną toaletę, w której został aresztowany George Michael, albo obejrzeć witrynę sklepu Snappy Shots, na której piosenkarz ostatnio zatrzymał się swoją limuzyną, nie wyrabiając zakrętu.

To tylko drobny fragment miasta i równie nikły fragment przebogatej historii homików – od czasów kary śmierci, jaką osądzano w Old Bailey, do ery emancypacji, tolerancji i pozytywnej edukacji, jakiej przykładem jest traktowanie homiczych gości w Muzeum Brytyjskim.

To pierwsza część naszego spaceru, następnym razem odkryjemy homicze serce Londynu – Soho oraz dzielnicę West End.


Autorzy:

zdjęcie Piotr Bukowski i Paweł Walczak

Piotr Bukowski i Paweł Walczak [11]

wrocławianie na występach gościnnych w Londynie. Kochają dalekie spacery, bieganie i dobrą kuchnię. Nie mają marzeń, tylko cele do zrealizowania. W przyszłości zamierzają ukończyć maraton, nauczyć się hiszpańskiego i objechać świat dookoła (parę razy). Razem od 10 lat.