- homiki.pl - https://homiki.pl -

Próba walki z nierzetelnymi mediami?

Wszyscy chyba jesteśmy świadomi, że charakter mediów wymaga, by odbiorcom rzucić na żer coś krwawego, kolorowego i kontrowersyjnego. Wszyscy już chyba przyzwyczailiśmy się, że bez względu na liczbę zwyczajnie ubranych ludzi idących w paradach i marszach, w mediach i tak pojawią się zdjęcia drag queens (jak nie z danego wydarzenia, to zawsze można sięgnąć do archiwum), a bez względu na liczbę politycznych transparentów po naszej stronie aparaty i tak uwiecznią przede wszystkim „zakaz pedałowania”.

Niepokojącym zjawiskiem jest jednak zrównywanie w relacjach medialnych naszych wydarzeń z protestami prawicy, NOPu itp., a wręcz sugerowanie, że naszym celem jest „konfrontacja” z nimi i używanie przemocy. Pisała o tym niedawno w celnej analizie Ewa Tomaszewicz na swoim blogu [1]: Czytam relacje z Marszu [krakowskiego – red] w mainstreamowych mediach i jak zwykle szukam czegoś, czego w nich nie będzie. Że to nie było starcie dwóch grup o odmiennych światopoglądach, żadne tam „geje kontra NOP”, tylko po prostu atak chuliganów na pokojową demonstrację. Żałosne to, szczególnie w kontekście wojny, jaką miłościwie nam panujący premier Tusk ponoć wydał stadionowym bandytom. Albo takich historii jak ta: dwa dni temu w Katowicach kibole jednej drużyny próbowali pobić metalowymi rurami kibola drugiej. Prawdopodobnie w odwecie za to, że kibole tej drugiej kilka dni wcześniej wycięli na twarzy kibola tej pierwszej klubowe emblematy. Straszne, prawda? Pewnie, że straszne. I nikt nie ma co do tego wątpliwości, również śląska policja, która pod wpływem tych wydarzeń wzięła się za opracowanie strategii walki ze stadionowymi bandytami. Dlaczego więc w przypadku gdy grupy ekstremistów atakują już nie siebie nawzajem, a kogoś, kogo uważają za swoich przeciwników światopoglądowych (i kto im się raczej nie odwinie), ani media, ani władze nie widzą, że coś tu nie gra?

Organizatorzy krakowskiego marszu, odbywającego się w ramach festiwalu Queerowy Maj, poczuli się szczególnie oburzeni relacją z wydarzeń zaprezentowaną w TVP. Materiał ten zatytułowany „Gorąco na krakowskim Rynku: Narodowcy kontra Marsz Równości” (red. Adam Liss), pokazywał sobotnie wydarzenie przede wszystkim pod kątem starć narodowców oraz manifestantów, których przedstawiono jako „aktywistów homoseksualnych”. Wywołało to gwałtowną reakcję najpierw jednej z uczestniczek marszu, która wystąpiła w tym materiale. Następnie powstał list protestacyjny, który organizatorzy QM planują przesłać Telewizji Polskiej S.A. i Radzie Etyki Mediów. Można w nim przeczytać m.in.:
Protestujemy przeciw nierzetelnym praktykom dziennikarskim ukazującym nasze równościowe działania w nieuczciwy, zafałszowany sposób. […] Mówiono więc głównie o działaniach policji (jakby to nie była ich zwyczajna praca zawodowa) i o agresywnych zachowaniach manifestantów, jednak bez istotnego wyjaśnienia, że agresorami byli wyłącznie narodowcy. Choć do ich fizycznych ataków doszło dopiero pod koniec Marszu Równości, w istocie przemilczano treść przesłania Marszu. Jego uczestników określono w kuriozalny sposób jako „aktywistów homoseksualnych”, chociaż działacze ruchu emancypacyjnego ludzi LGBT (lesbijek, gejów, biseksualnych i transpłciowych) stanowili jego nikły odsetek, a sami nie określiliby się przy pomocy takiej obrosłej mitami i uprzedzeniami etykiety.
Ta manipulacja ‒ wyraźnie dla nas widoczna, choć wykonana w rękawiczkach ‒ jest przejawem stosowania wobec nas dyskryminacji i banalizowania wysuwanych przez nas postulatów. […]
Dla dziennikarzy z TVP Kraków znacznie ważniejsze od tego, co wygłoszono przed rozpoczęciem Marszu Równości na placu Wolnica i co mówiły hasła na transparentach, były ekscesy chuliganów. A wszystko po to, by zbanalizować Marsz Równości i zamazać jego intencje. Aby potem ludzie nadal bezradnie pytali: O co im właściwie chodzi ? Po co oni chodzą po tych ulicach? Dziennikarze winni bezstronnie przekazywać społeczeństwu naszą odpowiedź na te pytania, a nie stawiać nas ‒ poprzez nierzetelne informacje ‒ na jednym poziomie z bandytami, którzy atakowali uczestników Marszu jeszcze po jego zakończeniu.[…]

Całość listu dostępna jest na stronie Queerowego Maja [2]

Redakcja ma nadzieję, że Rada Etyki Mediów, świadoma zapewne równie mocno jak i my nieuchronności wulgaryzowania się przekazu medialnego, podejmie choćby symboliczne działania na rzecz rzetelności dziennikarskiej.