- homiki.pl - https://homiki.pl -

Lesbijki (3)

[1]

Para, rodzina. Język.

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tematem tego rozdziału, robić listę problemów, szkicować treść tego, co napiszę, w jednej z moich notatek pojawiła się kwestia „być połową pary”. Bardzo zaskoczyła mnie gwałtowna reakcja jednej z moich przyjaciółek, gdy dotarła ona do tego punktu moich zapisków. „Absolutnie nie! Kiedy się z kimś wiążę, nie jestem jakąś tam połówką. Nie jestem połową osoby, połową siebie. Jestem pełną osobą, która wiąże się z drugą pełną osobą.”

Zrozumiałam, o co chodzi. Jeśli ważny jest język, jakim mówimy o naszych związkach, to tak samo ważny jest język opisujący znaczenie tych związków dla nas. Pamiętam, że kiedy byłam młoda, często słyszałam, jak mężczyźni mówią o swoich żonach per „moja lepsza połowa”. Mówili to zazwyczaj żartem i wszyscy wiedzieli, że raczej tak nie myślą. „Moja druga połowa” oznaczało męża lub żonę – tak jakby mówiący był niekompletny. Obraz ten wzmacniały jeszcze określenia stosowane wobec kobiet niezamężnych. „Stara panna” to był stygmat, wykluczający możliwość bycia osobą pełną – i spełnioną. […]

Kiedy heteroseksualiści tworzą stały związek, zazwyczaj „biorą ślub”. Ten „ślub” powołuje do życia jednostkę zwaną „rodziną”. Kiedy dwie kobiety stają się parą, zaczynają żyć razem, także zakładają rodzinę. Jedna z moich przyjaciółek, od wielu lat żyjąca w związku ze swoją partnerką, wróciła niedawno z odwiedzin u swej rodziny biologicznej. „Oni są tacy nieszczęśliwi,” powiedziała z miną, jakby dokonała ważnego odkrycia. „Tak bardzo się cieszyłam, że wracam do domu. Cały czas sobie powtarzam ‚Bogu niech będą dzięki za moją rodzinę tutaj’.” Dom. Rodzina. Nie możemy pozwolić, by inni definiowali te pojęcia za nas.

Kto jest moją rodziną? Uważam, że rodzinę definiuje funkcja – więzi, ale niekoniecznie te biologiczne. Odgrywałam ogromną rolę w życiu córki mojej przyjaciółki, odkąd skończyła ona sześć lat. Nie jestem jej ciocią poprzez pokrewieństwo czy powinowactwo, ale poprzez uczucia, jakie do siebie żywimy i rolę, jaką pełnię w jej życiu. „Próbuję sama sobie odpowiedzieć, kim jest mój bratanek dla syna mojej partnerki,” powiedziała mi w rozmowie kobieta będąca od sześciu lat w związku. Kuzynem? Wcale nie automatycznie. Kiedy mówimy o naszych rodzinach „z wyboru”, mówimy o świadomie tworzonych relacjach, które są dla nas istotne – i zdrowe. Gdyby ta kobieta i jej partnerka siedziały w szafie, bratankowie i siostrzeńcy jednej z nich nie wiedzieliby nic o relacji je łączącej, czemuż więc mieliby czuć jakąś więź z dziećmi tej drugiej? Więzi takiej po prostu by nie było. W przypadku „rodziny z wyboru” niezbędna jest przecież świadomość zaangażowanych osób. Czy te dzieci się znają? Czy spędzają razem wakacje i wspólnie obchodzą urodziny? Czy widzą i potrafią nazwać relacje łączące związanych z nimi dorosłych? Jeśli tak, są kuzynami.

Inna moja znajoma, która niedawno zmarła, była biologiczną matką dwójki dzieci i drugą matką kolejnego. Po jej śmierci nauczyciele ze szkoły córki jej partnerki przyszli z kondolencjami do ich domu. I ta dziesięcioletnia dziewczynka, wychowana w otwarcie żyjącej lesbijskiej rodzinie, przedstawiła nauczycieli swojej siostrze, babci i cioci, używając tych właśnie określeń – siostra, babcia, ciocia. Żadna z tych kobiet nie była związana z nią z prawnego punktu widzenia, na dodatek dziewczynka poznała siostrę i matkę swojej drugiej mamy niewiele wcześniej – ale nie miała żadnych wątpliwości, że są jej rodziną. Wśród bliskich zebranych na pogrzebie tej kobiety byli członkowie jej rodziny biologicznej i rodziny biologicznej jej partnerki, kilkanaście lesbijek, które odgrywały w jej życiu role sióstr, a także inni członkowie jej wielkiej „rodziny z wyboru”, definiowanej poprzez miłość i troskę, a nie poprzez relacje prawne, orientację seksualną czy biologię. […]

Często myśli się o parze osób jako o niezależnej jednostce, a przecież związek łączy nie tylko te dwie osoby. Para tkwi w strukturach dwóch rodzin, co determinuje jej relacje z całą wspólnota ludzi, ale również relacje między osobami te parę tworzącymi. Tradycyjna rodzina jest patriarchalna, a konserwatywna prawica chciałaby „zakonserwować” tę tradycję. Istnienie rodzin bez „patriarchy” podważa dominującą rolę mężczyzny przy definiowaniu i kontrolowaniu zachowań społecznych. Rodziny lesbijek są alternatywą dla tej struktury władzy, nawet jeśli nie podważają jej świadomie. Mój ślub z moją partnerką nie miał być żadnym wyzwaniem, a jednak nasza ceremonia jakoś podważa status quo. Nic dziwnego, że prawica chce zachować dla siebie prawo decydowania, co jest rodziną. Jeśli nazywają siebie „rodziną” dwie kobiety, tworzą komórkę społeczną i jednostkę władzy; poszerzenie tej jednostki poprzez więzi rodzinne dodatkowo wzmacnia tę władzę – i wyzwanie społeczne, jakim jest jej istnienie.


Autorzy:

zdjęcie Judith McDaniel

Judith McDaniel [2]

działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.