- homiki.pl - https://homiki.pl -

O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka

[1]

Kampania Przeciw Homofobii opublikowała niedawno nowe sprawozdanie – „Raport o homo-, biseksualności i transpłciowości w polskich podręcznikach akademickich [2]”.

Raport składa się z czterech części – wstępu podpisanego przez Agatę Loewe oraz tekstów Karoliny Franke, dr Katarzyny Bojarskiej i Wiktora Dynarskiego. Nie chcę komentować go strona po stronie – chciałbym skoncentrować się raczej na wybranych kwestiach, które moim zdaniem powodują, że raport jako całość jest źle pomyślany i źle wykonany.

O gromadzeniu bibliografii słów kilka

Zacznę od oczywistości – dobry raport musi opierać się na solidnych podstawach, czyli na rzetelnie zebranej bibliografii. Jeśli przy zbieraniu materiałów nie zachowa się należytej staranności, będzie to negatywnie ciążyło nad całym opracowaniem, nawet jeśli do pracy nad materiałami wezmą się potem kompetentni eksperci. Jak wyglądało to w raporcie?

W celu zebrania podręczników akademickich poprosiliśmy wolontariuszy o wybranie się do bibliotek wydziałów nauk społecznych w swoich miastach i zrobienie przeglądu książek, w których pojawiały się wzmianki o homo- i biseksualności oraz transpłciowości. Ostatecznie napłynęło bardzo wiele fragmentów i kser różnego typu literatury – często pozbawionych bibliografii lub wyrwanych z kontekstu. Po wstępnej selekcji do analizy trafiło 27 publikacji poświęconych problematyce LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) i to na tych fragmentach eksperci skupili swoją uwagę (s.6).

Fragment ten skłania do postawienia kilku pytań. Po pierwsze, jaki rodzaj publikacji brano pod uwagę, czyli jakie publikacje uznawano za podręczniki akademickie? Po drugie, metoda przeprowadzenia kwerendy skłania do pytań, czy zgromadzone materiały nie są przypadkiem uznaniowe, chaotyczne i niereprezentatywne. Po trzecie – kwestie związane z jakością materiałów. Autorzy raportów sami bez oporów przyznają, ze zgromadzone „fragmenty i ksera” były często pozbawione bibliografii i wyrwane z kontekstu. Po czwarte, czy wolontariusze dysponowali metodologicznymi i technicznymi wytycznymi dotyczącymi zakresu i sposobu przeprowadzania kwerendy? Po czwarte, jakie materiały przekazano ekspertom?

Co to jest podręcznik akademicki?

Na postawione wyżej pytanie odpowiada na stronie siódmej raportu Karolina Franke. Teoretyczne definicje to jednak co innego, niż robocze rozumienie pojęcia, odzwierciedlające praktyczne decyzje związane z gromadzeniem materiałów. Innymi słowy, w pewnym momencie trzeba po prostu ustalić na gruncie praktycznym, które opracowania uwzględniać, a które odrzucić. Taka decyzja jest fundamentalna i warunkuje dalszy kształt przygotowywanego raportu bez względu na to, co napisze się w części teoretycznej.

Zajrzyjmy ponownie na stronę szóstą:

Warto zauważyć, że nie wszystkie podręczniki są podręcznikami stricte akademickimi – zanalizowane zostały również książki o charakterze podręcznika religijnego lub popularnonaukowe. Tym, co łączy wybrane pozycje biblioteczne, jest to, że są ogólnodostępne na uczelniach wyższych i każdy student lub studentka ma do nich dostęp.

Wynika z tego, ze podręcznikiem akademickim w rozumieniu raportu jest wszystko, co można znaleźć w wydziałowych bibliotekach. Wydaje się zresztą, że przyjętą tutaj kategorię „podręcznika akademickiego” stworzono post factum na podstawie nadesłanych materiałów, zamiast ustalić przed kwerendą, jakie konkretnie publikacje powinny być przedmiotem zainteresowania. Sugeruje to, że wolontariuszy „puszczono na żywioł”, zamiast porządnej kwerendy organizując pospolite ruszenie.

Rzut oka na bibliografię zdaje się potwierdzać te podejrzenia. Przestarzałe opracowania naukowe mieszają się tam z popularnymi poradnikami oraz publikacjami fanatyków religijnych, a gdzieś w tle przewija się jeszcze książeczka dla dojrzewającej młodzieży „O chłopcach dla chłopców” pióra Andrzeja Jaczewskiego z 1986 roku. Poradnik ten został zresztą awansowany w tekście Karoliny Franke na podręcznik akademicki:

Bardzo interesującą publikacją jest podręcznik akademicki Jaczewskiego „ O chłopakach [sic! – TN] dla chłopców” z 1986 roku (s. 10).

Zresztą, jeśli już omawiać podobne „podręczniki akademickie”, to warto zwrócić uwagę, że książeczka Jaczewskiego ostatnie wydanie miała w 2010 roku (wyd. PZWL). Może warto byłoby zdobyć aktualne wydanie, zamiast bazować na odnalezionej przez wolontariusza edycji sprzed 25 lat, i zobaczyć, o czym Jaczewski pisze obecnie?

Łatwo można dostrzec, że zebrane teksty są dobrane przypadkowo i nie tworzą systematycznego korpusu, który można by poddać rzeczowej analizie. Wszystkie te problemy skomentowała zresztą dr Katarzyna Bojarska (podkreślenia moje – TN):

Wśród publikacji skierowanych do recenzji treści najbardziej reprezentatywne dla współczesnych prądów w międzynarodowym piśmiennictwie akademickim i prezentujące bardziej nowoczesne ujęcia tematu LGBT zdawały się częściej zawierać polskojęzyczne przekłady współczesnych publikacji zagranicznych niż oryginalne prace polskich autorów. Jednak ze względu na uznaniowy dobór piśmiennictwa do analizy, nie można na tej podstawie poczynić miarodajnych uogólnień natury ilościowej, a w szczególności wyciągać wniosków o całkowitym braku prac polskich autorów reprezentujących najnowsze ujęcia. Takie prace nie zostały jednak skierowane do recenzji (s. 59-60).

Zastanawiam się przy tym, czy organizatorzy lub wolontariusze nie potknęli się w jeszcze jednym miejscu: czy zamiast gromadzić materiały ze wszystkich „podręczników akademickich”, nie skoncentrowali się nadmiernie na opracowaniach prezentujących treści homofobiczne. Ryzyko takie wynika bezpośrednio z niesystematycznego charakteru kwerendy.

Poetyka fragmentu

Jak zaznaczyli we wstępie autorzy raportu, jakość nadesłanych materiałów pozostawiała wiele do życzenia. Zapewne wynikło to z braku technicznych wskazówek dla wolontariuszy, lecz nie to jest tutaj zasadniczym problemem. Nawet jeśli pominąć kwestię uznaniowości materiałów, pozostaje pytanie, w jaki sposób można rzetelnie wykorzystać pozbawione bibliografii i wyrwane z kontekstu kserokopie, które nadesłali wolontariusze.

Jest rzeczą oczywistą, że takie fragmenty niekoniecznie muszą być traktowane jako gotowe materiały. Można uznać je za informację bibliograficzną: sprowadzić wskazane przez wolontariuszy książki z bibliotek, posprawdzać, uzupełnić, zweryfikować. Początkowo sądziłem, że tak właśnie zrobili twórcy raportu, jednak tekst dr Bojarskiej wyprowadził mnie z błędu (podkreślenia moje – TN).

W przypadku niektórych publikacji do recenzji skierowano cały materiał poświęcony problematyce LGBT, z innych – pojedyncze rozdziały, będące zaledwie częścią większej całości poświęconej temu tematowi, a z jeszcze innych fragmenty rozdziałów wręcz wyrwane z kontekstu. […] Przykładowo, jeżeli przedmiotem analizy był zaledwie krótki fragment rozdziału – bez początku ani końca, to przy dokonywaniu analizy istniało ryzyko bezwiednego pominięcia istotnego komentarza odautorskiego, choćby dementującego lub krytycznego wobec treści omawianych na analizowanej stronie, mogącego znajdować się w tym samym rozdziale, lecz już poza zakresem analizy. […]
Dlatego przy zapoznawaniu się z niniejszym raportem należy mieć na względzie, że zaobserwowane uchybienia i mocne strony analizowanego piśmiennictwa, decydujące o ocenie jego aktualności naukowej, dotyczą wyłącznie tych fragmentów, które były analizowane. […] W jednym tekście mogło zostać zidentyfikowanych więcej uchybień merytorycznych niż w innym nie dlatego, że autorzy obu publikacji różnili się istotnie pod względem poziomu kompetencji merytorycznej, lecz dlatego, że do analizy trafił znacznie dłuższy fragment publikacji pierwszej niż drugiej. Dlatego wnioski powinny być wyciągane z dużą dozą ostrożności.
(s.17).

Innymi słowy, wygląda na to, że zebrane materiały nie były w żaden sposób weryfikowane czy uzupełniane. Na podstawie tekstu dr Bojarskiej można domniemywać, że ekspertom po prostu przekazano nadesłane urywki bez żadnych uzupełnień i sprostowań. Raport wzmiankuje jedynie o „wstępnej selekcji” nadesłanych materiałów, nie wiadomo jednak, kto tej selekcji dokonywał i na czym ona polegała. Co więcej, ze sformułowań raportu wynika, że eksperci nie mieli wpływu na sposób i metodę gromadzenia materiałów.

Tak krawiec kraje, jak mu materii staje

W tekście raportu wyraźnie widać, że eksperci nie za bardzo wiedzieli, jak pracować na takim fragmentarycznym i uznaniowym materiale z zachowaniem zasad rzetelności naukowej. Dr Katarzyna Bojarska i Wiktor Dynarski, próbując poradzić sobie z tą niejednorodnością, ujmują materiał w ramy określonego wcześniej schematu metodologicznego i poszukują w nim określonych prawidłowości. Jednak owa staranność o zachowanie rzetelności naukowej tym mocniej obnaża niedostatki samego materiału i błędy metodologiczne popełnione przy jego doborze.

Co gorsza, z analizy takiego zestawu publikacji nie można wyciągnąć zbyt wielu bardziej ogólnych wniosków, ponieważ są to książki różnych typów, które łączy jedynie miejsce przechowywania. Można oczywiście dostrzec w nich pewne powtarzające się zjawiska, ale nie wiadomo, do czego odnieść końcowe wnioski – do podręczników akademickich sensu stricto? Literatury religijnej? Poradników?

Wszystkie te problemy powodują, że w samym raporcie pojawia się szereg bardzo poważnych zastrzeżeń metodologicznych (część z nich była już cytowana powyżej), które podważają jego poprawność metodologiczną i wartość merytoryczną.

Czy naprawdę chodzi o biblioteki?

Kolejny problem to czas wydania analizowanych materiałów. Czy ma sens umieszczanie w raporcie dawno zdezaktualizowanych podręczników akademickich jedynie na tej podstawie, że zalegają one w bibliotece uniwersyteckiej? Autorzy raportu najwyraźniej nie wzięli pod uwagę, że w bibliotekach takie materiały gromadzą się po prostu z biegiem lat, ale niekoniecznie są wykorzystywane.

Problem nie polega na tym, że przestarzała książka stoi latami w rogu czytelni, a studenci i studentki mają do niej „swobodny dostęp” (swoją drogą moim pierwszym odruchowym skojarzeniem po przeczytaniu tego fragmentu raportu była wizja „zbioru zastrzeżonego”), tylko to, że materiały takie mogą być używane jako nadal aktualne. To jednak nie jest problem bibliotek, tylko osób prowadzących zajęcia i obowiązującego spisu lektur. Ciekawe zresztą, jak wiele starych homofobicznych książek leżało przez lata w zapomnieniu, dopóki nie sięgnęli do nich wolontariusze KPH w czasie swojej kwerendy.

Oddajmy – po raz ostatni – głos doktor Katarzynie Bojarskiej:

8. Problemem nie jest sama w sobie obecność na półkach uniwersyteckich bibliotek współczesnych publikacji akademickich o anachronicznej wymowie, przestarzałych publikacji naukowych sprzed kilkudziesięciu lat czy też publikacji wydawnictw religijnych […], lecz co najwyżej bezkrytyczne z nich korzystanie w dobrej wierze przez osoby (studiujące lub będące pracownikami naukowymi) nieświadome ich przestarzałości, anachroniczności czy nienaukowości.

9. Wykonana analiza piśmiennictwa nie pozwala miarodajnie orzekać o tym, czy, w jakiej skali oraz w jakim celu jest ono zlecane do czytania studentom przez wykładowców lub wykorzystywane przez samych pracowników naukowych. Pośrednim wskaźnikiem bezkrytycznego traktowania anachronicznego piśmiennictwa jest powoływanie się w dobrej wierze przez niektórych rodzimych autorów nowszych prac na starsze polskojęzyczne publikacje zawierające anachroniczne lub nieaktualne treści(s. 60).

Jako początkujący historyk literatury dodam jeszcze, że książki zawierające takie przestarzałe brednie stanowią świadectwo czasów i mentalności, więc choćby z tego względu należy je przechowywać i udostępniać.

Na koniec

Mówiąc krótko: KPH wydało raport, w którym autorka największego rozdziału podważa (skądinąd bardzo słusznie) zasadność rozwiązań metodologicznych i wartość merytoryczną całości. To nie jest kwestia redakcyjna – ten raport niestety dosłownie miażdży sam siebie.

Tomasz Nastulczyk – doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Współpracuje z Centrum Badawczym Bibliografii Polskiej Estreicherów. Autor książek: „Z dziejów świadomości literackiej w Rzeczypospolitej XVII w. Przysłowia łacińskie w zbiorze Adagia Polonica Grzegorza Knapiusza (wybrane przykłady)” oraz „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Dwa wersety Pierwszego Listu do Koryntian w oczach Erazma z Rotterdamu i współczesnych komentatorów biblijnych”. Obecnie wraz z dr. Piotrem Oczką przygotowuje książkę o homoseksualności w kulturze staropolskiej.

Autorzy:

zdjęcie Tomasz Nastulczyk

Tomasz Nastulczyk [3]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 342; nazwa: