- homiki.pl - https://homiki.pl -

Miś w ZOO

[1]

To nie jest tekst o randkach. Niestety. To także nie jest tekst o związkach partnerskich, koleżeńskich, małżeńskich czy z rozsądku. Szkoda, bo można wiele napisać. Kto się na kogo obraził, kto już nie jest razem, kto w separacji, a kto dogorywa przy barze o pierwszej w nocy. Mam znajomego barmana – wiem, co piszę. Historii jest bez liku, a każda lepsza od poprzedniej. No – przynajmniej ciekawsza. Temat jest szeroki i całkiem poważny. Gdybym jednak czasami z niego schodził, to wybaczam sobie. Mam tendencje do lania wody i jakbym coś miał zmienić w swoim życiu, to pewnie zdecydowałbym się na inną rzecz. Na przykład znajomość gramatyki.

Ostatnio w Olsztynie, przy okazji Czerwonego Października, zastanawialiśmy się (a raczej paneliści, ja tylko śmiałem się przy okazji licznych anegdot), czy Olsztyn jest miastem magicznym. Ba! A nawet – czy gejowskim? Już słyszę głosy oburzenia, dlaczego gejowskim, a nie lesbijskim albo biseksualnym, lub po prostu LGBTQ? Odpowiedź jest taka: twarda rzeczywistość i plakaty w druku. Debata przyciągnęła uwagę licznych uczestników, były pytania z sali, ktoś coś dopowiedział, ktoś zripostował. W pewnym momencie pewna uczestniczka stwierdziła, że jako osoba heteroseksualna popiera nasze środowisko i chętnie się zdeklaruje jako bierna aktywistka. Bierna, bo ma mało czasu i jest w innym stowarzyszeniu – ok. Czy w innych orgach są takie osoby – pewnie tak, ale podejrzewam, że jak na lekarstwo. To skłoniło mnie do zastanowienia jak wyjść do osób heteroseksualnych z naszą ofertą. Jak dać im do zrozumienia, że homofobia to także ich problem? I że warto się angażować?

Problem jest stary jak świat. Co najmniej na pracę magisterską, a nie krótki tekst napisany przez Niebieskiego. Wiadomo, społeczeństwo obywatelskie i… Uwaga przeskok! I tak w oparach dymu z papierosów, popijając sobie herbatę… bardziej zainteresowało mnie, co się dzieje potem. Po coming oucie. Gdy nasi znajomi, przyjaciele, rodzina dowiadują się o naszej orientacji. Ci, którzy zareagowali pozytywnie często są chwaleni, ktoś jest im bardzo wdzięczny, uśmiecha się od ucha do ucha, przynosząc przez następny miesiąc świeże bułeczki do kawy. I pożycza cukier mówiąc „Ojej nie, no przestań bierz ile chcesz” i tak przez następne dwa miesiące. Nie wspominając o dawaniu ściągać na egzaminach, wspieraniu licznych koleżanek w problemach sercowych, wspólnym oglądaniu Seksu w Wielkim Mieście przy lampce wina, od pierwszego sezonu…

I gdy już taki ktoś – miś – jest zmęczony tymi poradami, radami i zapewnieniami. Gdy już nie może patrzeć się na Wielkie Miasto i metki wielkich projektantów. Gdy już skończył mu się kolejny cukier, nawet ten w pastylkach (dawkowany po 2 kapsułki, ale oczywiście „się nacisnęło” i wylatywały 4). Gdy w końcu pani ze spożywczaka podaje słodkie bułki, jak tylko widzi takiego misia w wejściu i nie rozmawia już z nim, która z nich jest lepsza, a która gorsza, bo i tak kupi kilka, to ja zaczynam się frustrować. Nie chcę być tak głupio wdzięczny. Nie chcę być takim miłym, milusińskim, serdecznym i grzecznym gejem. Orientacja nie powinna definiować mojego zachowania. Mojego prawa do gorszego dnia, do asertywności czy wypicia kawy bez cukru. Wydaje mi się, że część osób tego oczekuje. Pewnie nie wprost, i być może nieświadomie. Gdy już pozwolą nam być gejem czy lesbijką, to żądają w zamian jakiegoś bonusa. Nagrody. A co najmniej przyjęcia zaproszenia na facebooku. I jak tu nie zwariować? I tak źle i tak nie dobrze.

Wracając do Olsztyna. News jeszcze świeży i ociekający sensacyjnością, bo w Polsce sensacyjnym tematem jest jak radni odrzucają kartę równości kobiet i mężczyzn. Tak się właśnie stało. Mniejsza o powody. Jak zwykle lewackie pomysły, uderzanie w obyczajowość i tradycję oraz polską rodzinę. Rodzina musi być na pierwszy miejscu. Nawet jak kobieta, a nie daj boże lesbijka stanowi jej część – albo nie stanowi z tego samego powodu, że jest lesbijką, więc jest antypolska. Oglądam ostatnio niepolskie seriale. Jesień, zimno, pierwsze przymrozki to sobie pozwalam. I tak w ręce wpadła mi seria Bracia i Siostry. Sympatyczny obraz amerykańskiej rodziny. Wszyscy się kłócą i kochają, kochają i kłócą, a już najbardziej podczas kolacji rodzinnych. Na końcu i tak wszystko kończy się dobrze. I to chyba jedyny wspólny punkt z polską ofertą oper mydlanych.

Tam porusza się kwestie małżeństw homoseksualnych, nie chcę zdradzać losów postaci, ale jedno się zdarzy… Tam dyskutuje się na temat wychowania dziecka przez parę gejów. I bynajmniej nie chodzi o legalność czy dopuszczanie do takiej sytuacji. Po prostu mąż głównego bohatera nie wie, czy chce mieć dziecko. Czy uda pogodzić mu się to z pracą, z wolnym czasem, czy podoła razem z partnerem finansowo. Tymczasem my nadal tkwimy z ojcem Mateuszem w Sandomierzu i rozwiązujemy kryminalne zagadki Podkarpacia – czy pan Heniek, ochroniarz z supermarketu, to seryjny morderca rybek w miejscowym sklepie zoologicznym? Teraz już zdradzę, co będzie dalej: w następnym odcinku ojca Mateusza, pan Heniek okaże się misiem, który uciekł z ZOO!

Damian Niebieski Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski [2]

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.