NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/

Agnieszka Graff opisała zjawisko NGO-izacji, które w skrócie polega na tym, że Organizacje pozarządowe wyrastają z pewnej odważnej, wręcz utopijnej wizji sprawiedliwości, z pragnienia głębokiej zmiany społecznej. Jednak odchodzą od tej szerokiej perspektywy, bo zajęte są własnym przetrwaniem. Można polemizować z wieloma tezami Graff i to już raz zrobiłem, dzisiaj jednak chciałbym zająć się innym problemem – mnogości organizacji.

Nie wiem czy wiecie, ale „na rzecz LGBTQ” działa w Polsce kilkanaście organizacji. Co ciekawe tylko trzy z nich są organizacjami pożytku publicznego, a więc można uzyskać więcej informacji na ich temat, ale to akurat teraz zostawmy. Czy słyszeliście o Bears of Poland? A co wiecie o Stowarzyszeniu Otwarte Forum? Z czym wam się kojarzy Fundacja Autonomia? Co ostatnio zrobiło Stowarzyszenie Pracownia Różnorodności? I co sądzicie o działaniach Pozytywni w Tęczy? Sam się czasem gubię w tych organizacjach, działaczach i ich dziełach, chociaż siedzę w tym od jakiegoś czasu prawie po uszy. Powinniśmy się cieszyć, że w tak wielu miejscach organizują się osoby chcące pomagać „branży” , ale moim zdaniem bardziej to utrudnia sensowne działanie niż w nim pomaga.

Sytuacja jedna z wielu – osoba X, publiczna, znana i popularna wygłasza homofobiczne kazanie, w którym powiedzmy, że zestawia nas z pedofilami. I teraz każda organizacja, ba – nawet strony internetowe (tak – „nasze” portale też mają zacięcie działaczowskie) wysyłają, każda osobno, listy do Rzecznika Praw Obywatelskich, Premiera, kogoś tam jeszcze. Z tego wszystkiego powstaje masa korespondencji, która jednak nie ma szans na przebicie się informacyjne. Bo co się stanie gdy dziesięć organizacji roześle po 5 listów do tych samych instytucji? 50 listów, 50 odpowiedzi, w efekcie czego żadna z tych odpowiedzi ani żaden list nie staje się „newsem”. Tzn każdy traktuje swój własny list jako news i próbuje się z nim przebić, a następnie obraża się na innych, bo przecież myśmy byli pierwsi, bo przecież myśmy napisali proteścik lepiej, ładniej, a nasza strona internetowa jest bardziej popularna i więcej osób się pod tym podpisało… Tak to później zaczyna wyglądać.

Inna sytuacja – Fundacja Y przyznaje granty na działalność w temacie „tolerancja”. Sześć organizacji LGBT przygotowuje sześć zasadniczo sensownych projektów, ale Fundacja nie widzi sensu organizowania trzech żywych bibliotek i – dajmy na to – trzech „monitoringów”. W końcu grant wygrywa jedna z organizacji, a reszta wścieka się, że ich ominięto.

Organizacje to też liderzy i liderek. I tu właśnie leży pies, a raczej gej i lesbijka pogrzebany. Kilkunastu osób – liderzy i liderki cieszą się, że „ma swoją orgę”, w której mogą sobie rządzić jak chcą (kult wodza, kult zarządu, kult realizowanego grantu czy polityki), przez co na samą myśl o działaniu z innymi orgami lider/liderka dostaje wysypki. Świetnie, że są lokalni liderzy, ale czy czasem nie byłoby fajnie jakby głos orgów LGBTQ brzmiał w zgodnym chórze? Razem? Szybko? Bez tygodniowych konsultacji z obawą, że ktoś się wyłamie i pierwszy gębę otworzy? Bo niestety tak to teraz wygląda.
A przecież gdyby zebrać te wszystkie indywidualności, do tego dorzucić wolontariuszy i wolontariuszki, a przyprawić wszystko ludźmi którzy zamiast działać lubią wymyślać i projektować, to powstałaby fantastyczna siła – od Bałtyku po Tatry! Tęcza dla każdego miasta!

Najśmieszniejsze w całym tym tekście jest to, że już kilka takich prób było. Lambda ogólnokrajowa się rozpadła, oddziały KPH też z czasem zaczynają myśleć o samodzielności. Dlatego fajnie (co za słowo, ale nie mam innego) by było, gdyby chociaż w kwestii niektórych działań głos organizacji LGBTQ brzmiał wspólnie. Jakby pokazać i politykom i mediom, że kilkanaście organizacji to – w porywach – ponad tysiąc wolontariuszy i współpracowników, to kilkadziesiąt tysięcy osób popierających, to silny głos słabej mniejszości – może by było łatwiej? Ale wtedy trzeba zrezygnować z gwiazdorstwa, marzeń o pierwszej stronie w Rzepie czy zaproszeniu do TokFM, bo przecież ktoś to wszystko musi reprezentować. I tu się pobijemy torebkami (jak już stereotypami lecę – lesbijki niech wezmą plecaki).

Jako bajkopisarz mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że powstanie jakaś wspólna instancja, w której „nasze” orgi będą mogły wspólnie i demokratycznie rozstrzygać niektóre kwestie, dzięki czemu ich siła rażenia zwiększy się, a geje i lesbijki w Polsce może choć na chwilę poczują, że ktoś faktycznie dba o ich interesy i robi to sprawnie. Nie jest tak, że nikt o „nasze” interesy nie dba – robią to wszyscy, tylko w końcu jakoś tak wychodzi, że nie wiadomo co kto robi, a ciągła konkurencja między orgami sprawia, że w wielu sprawach zamiast działać grzęźniemy w bezsensownych i przeciągających się dyskusjach.

Agnieszka Graff pisząc o organizacjach pozarządowych, właśnie wytyka im, że same nie wiedzą do końca czy reprezentują siebie (czyt. komercja i zarabianie) czy ludzi (wolontariat). Można do tego dołożyć stwierdzenie, że organizacje zbyt często walczą ze sobą, a nie z debilizmami, dla których zwalczania zostały utworzone. Front Jedności LGBT gdyby zaistniał byłby fantastyczną odpowiedzią na obawy Graff o komercjalizację i źle pojmowaną w wykonaniu org profesjonalizację. Ułatwiłby też decyzję wszystkim, którzy chcą wesprzeć orgę LGBTQ, ale nie wiedzą którą. Opłaciłoby się to zarówno finansowo jak i wizerunkowo.

Już przy tekście Graff będąc – w GW ukazała się polemika autorstwa Bodnara i Kucharczyka. Właśnie kłopot z reprezentacją uważają autorzy za jeden z najważniejszych: Są dwa istotne problemy, jeżeli chodzi o miejsce polskich NGO-sów w demokracji: niewielka liczba dużych organizacji – „okrętów flagowych” sektora – i nieobecność jakiejkolwiek organizacji na wielu polach życia społecznego.

Nie ma okrętu flagowego LGBT, organizacji, która potrafiłaby skupić w sobie różne prądy i nimi zarządzać. Która nie obawiałaby się jawności, przejrzystości, demokratycznych procedur, która potrafiłaby angażować w uczestnictwo „człowieka z ulicy”, nie straszyła autorytetem (dziękuję Ewie Tomaszewicz za zwrócenie uwagi na ten aspekt) i nie sprawiała wrażenia „szklanego sufitu”. Czy czasem nie jest tak, że taki „zwykły” żuczek i żuczka, gdy myśli o pomocy w ordze LGBT, to sobie może pomyśleć – ale co ja tam wśród tych wyedukowanych, rozpolitykowanych Biedroniów, Abramowicz, Szypułów, Kostrzewów czy innych będę robić? Orgi LGBT mają gębę, nie twarz. Czas na twarz, najlepiej ludzką i w liczbie mnogiej.

Niestety proste pomysły mają to do siebie, że wywracają się o najlżej odstające kostki w bruku.

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

13 komentarzyNGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/

  • teddy

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    hmmm… wspólna instancja? nie ma na to szans niestety… Były 2 Okrągłe Stoły organizacji LGBT i niestety, z niewieloma wyjątkami, postanowienia podjęte w ramach spotkań nie są realizowane…

  • Tęczowy Miś

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Wojtku, obudź się. Przetrzyj oczy i wyjrzyj przez okno bo śnią Ci się głupoty.

  • Moje imię

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Wszystko byłoby OK gdyby w Polsce faktycznie było tyle organizacji na rzecz LGBT. A one istnieją tylko na papierze lub w internecie. Z masy bezradnych, zagubionych dzieciaków lub indywidualistów z parciem na władzę (tak to właśnie wyglada w mniejszych organizacjach) nie powstanie żadny ruch społeczny tylko wielki burdel.

  • Tahir

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Pytanie teraz skąd się biorą te konflikty między orgami? Dlaczego front jedności homiczej nie został wypracowany? Można też zapytać – a właściwie to czemu istnieje kilkanaście orgów, a nie jeden duży i silny? Jeśli kilka orgów ma inną wizję tego jak rozwiązywać główne problemy naszej społeczności to w sytuacji braku kasy na realizację projektów mogą być skłonne postrzegać konkurencję jako marnotrawicieli środków, które można by lepiej wykorzystać po naszemu.

    Oczywiście wypada nam się w różnorodności doszukiwać czegoś dobrego, więc byłbym skłonny powiedzieć, że różne podejścia są dobre, tylko konkurencja jest problematyczny. Może lepiej by było gdyby orgi się wyprofilowały w konkretnych potrzebach środowiska i specjalizowały w działaniach pod te potrzeby? Może to zmniejszyłoby konkurencję o środki, bo spektrum zainteresowań statutowych ogrów by się nie pokrywało tak bardzo? Z resztą ponoć tak to kiedyś funkcjonowało z Lambdą jako organizacja pomocową, a KPH-em jako bardziej polityczno-lobbującą?

    Oczywiście jest to swego rodzaju mrzonka, bo w polskich realiach sektora NGO młoda organizacja pisząc swój statut uwzględnia jak największe spektrum działania, aby potem mieć dostęp do jak największej liczby konkursów. Konkurencja jest nieunikniona w momencie gdy 10 organizacji zajmujących się de facto czym innym w środowisku LGBT startuje do grantu na działanie zwalczające coś tak nieostrego jak wykluczenie społeczne.

    Jak już o mrzonkach to logiczną próbą rozwiązania problemu byłoby pochylenie się nad problemem finansowym od którego zaczyna się wiele innych bolączek. Może to czego potrzebujemy to org wyprofilowany tylko pod fundraising? Org, który aktywnie szukałby sponsorów w sektorze prywatnym, który rozpisywałby własne konkursy albo kojarzył różne orgi do wspólnych projektów w partnerstwie publiczno-prywatnym z samorządem terytorialnym i przedsiębiorcami?

    Oczywiście bajeczne jest w tym pomyśle to, że nie mamy chyba wcale zaplecza, żeby coś takiego zorganizować. Ale jeśli bym już miał szukać idei jednoczącej zwaśnione orgi to doszukiwałbym się jej w pytaniu „Co zrobić, żebyśmy wszyscy więcej kasy na projekty”?

    Swoją drogą jak to jest, że na zachodzi się udaje a u nas nie? Ja wiem, że to Polska i polska mentalność, ale może jest jakiś know-how i dobre praktyki do przeszczepienia od orgowych sióstr z zachodu? Ktoś się tym interesuje? Jeździ zobaczyć jak funkcjonują i jak się rozwijały zachodnie orgi? Aha, no tak. Nikt u nas nie ma na to kasy 🙂

  • Multilicus

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Tahir pisze, że – z braku kasy – ludzie z naszych org nie jeżdżą do „sióstr z zachodu”. Oczywiście, że jeżdżą. Np. do Holandii, gdzie działa ogólnokrajowa federacja COC Nederland. Jest trochę taką właśnie abiektową platformą, utworzoną przez – uwaga – całkowicie niezależne, finansowane na różne sposoby, organizacje regionalne. Te organizacje powstały zupełnie niezależnie od siebie. Działają zasadniczo lokalnie, tzn. nie mają pretensji do zbawienia od homofobii całej Holandii, a tylko „swoje” miasto, „swoją” prowincję – z tego względu „terytorialnie” nie wchodzą sobie w drogę. A istnieją w miastach tak różnych, jak Amsterdam (750 tys. ludzi), Rotterdam (580 tys. ludzi) i Lejda (116 tys. ludzi). Orgi członkowskie mogą robić, co chcą, mogą się nawet wypowiadać w danej kwestii zupełnie inaczej, niż federacja (co czasami robią), podejmują też – a jakże – „konkurencyjne” wobec siebie działania, starając się o środki od samorządów, instytucji i osób prywatnych, a także prowadząc własną działalność gospodarczą. Federacja jest całkowicie dobrowolna, ale federacja prowadzi też de facto swoją własną politykę, np. udzielając się na forum czysto politycznym, wchodząc w relacje z partiami politycznymi. Tak naprawdę nie ma żadnego sztywnego, nienaruszalnego podziału zakresu spraw – te zakresy się przenikają i na siebie zachodzą. Pewnie, że niektórzy są z tego niezadowoleni, że mówią, że to wielogłos, że jest z tym kłopot, przedstawiają uczone racje, że trzeba to ujednolicić. Widać jednak nie jest to aż tak paląca ani rzeczywista potrzeba, skoro się to nie zmienia.

    Do drogiego Abiekta: jak przeczytałem zdanie „Powinniśmy się cieszyć, że w tak wielu miejscach organizują się osoby chcące pomagać „branży” , ale moim zdaniem bardziej to utrudnia sensowne działanie niż w nim pomaga.”, to pomyślałem, że to zły sen. Że to napisała zupełnie inna osoba, osoba skądinąd (Ty i m.in. Fiskot będziecie wiedzieć, skąd takie osoby są). Zgroza mnie ogarnęła. Abiekcie! Księżniczko! Nie pisz takich rzeczy! To, że w sprawie X lub Y orgi nie mogą się szybko porozumieć nie jest argumentem, żeby tych org w ogóle nie było! No chyba, że uważasz, że wszyscy ludzie w branży powinni należeć do jednej, zawsze jednomyślnej, monolitycznej organizacji – ale to jest pomysł, na który mam tylko tyle do powiedzenia: Ha-Ha-Ha.

  • Abiekt

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Multi – nie postuluje zlikwidowania organizacji a stworzenie czegoś co się nazywa organizacją parasolową. KPH trochę w tę stronę idzie, ale oddziały nie są niezależne.

    Zbyt wiele org w jednej dziedzinie przy braku orgi parasolowej to jak dla mnie kłopot z jednego powodu – braku koordynacji ich działań. Naliczyłem ostatnio ponad 20 niewyrejestrowanych z KRS niezależnych organizacji pomagających osobom LGBTQ – to jest wynik niesamowicie dobry, dlatego wprowadzenie czegoś na kształt unii org mogło by pomóc wszystkim w działaniu i współpracy.

  • Multilicus

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Abiekcie,

    w swoim tekście, w zacytowanym przeze mnie zdaniu bardzo jednoznacznie uznałeś, że mnogość org LGBTQ to dla Ciebie problem. To nie było zdanie „dużo org bez parasola = zły układ”, tylko zdanie „dużo org = zły układ”. To po pierwsze.

    Po drugie – parasol może być, ale nie musi. Nie wszystkie orgi muszą chcieć współpracy, nie wszystkie muszą chcieć się wypowiadać w każdej sprawie „ogólnokrajowej”. Mogą nie mieć zdania w jakiejś sprawie, mogą też uważać, że coś nie jest przejawem homofobii – ich prawo. Na wszystko to jest miejsce.

    Wielość org ma – moim zdaniem – zdecydowaną przewagę nad modelem, w którym jest ich mało. Właśnie dlatego, że pozwala ludziom się zorganizować choćby w minimalnym stopniu. Poza tym o jakich my orgach mówimy? KPH to jedna orga, niezależnie od tego, ile oddziałów będzie miała. Koniec końców jest to orga warszawska z efemerycznymi przedłużeniami w terenie. Lambda Warszawa też – poza incydentami z Żywą Biblioteką i Funduszem Stonewall (którego zasobność powoduje, że można go pominąć w tym kontekście) jest orgą warszawską. I to są te dwie „duże” orgi. One – razem wzięte – dadzą się bez trudu wcisnąć w mały kąt biura COC Leiden, takie to są „duże” orgi. Reszta org jest na jeszcze niższym szczeblu (dez)organizacji. Ale coś robią. Choćby raz do roku, choćby raz na jakiś czas – ten stan jest lepszy, niż stan ich braku i nieistnienia. I nie muszą znać się na wszystkim, komentować wszystkiego, wypowiadać się o wszystkim, być na bieżąco z homofobicznymi wypowiedziami, nadążać za najnowszymi trendami ani wczytywać się w branżowe blogi ciotek-działaczek. Mogą walczyć z homofobią po swojemu.

  • Moje imię do Multi

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    I nie muszą znać się na wszystkim, komentować wszystkiego, wypowiadać się o wszystkim, być na bieżąco z homofobicznymi wypowiedziami, nadążać za najnowszymi trendami ani wczytywać się w branżowe blogi ciotek-działaczek. Mogą walczyć z homofobią po swojemu.

    Już widzę jak masa bezradnych, zagubionych dzieciaków lub indywidualistów z parciem na władzę walczy z homofobią po swojemu.
    Wiesz jak sie rozpadło stowarzyszenie grup Lambda? Chcieli walczyć z homofobią po swojemu, a że się nie wczytywali, nie wiedzieli, czym dokładnie jest ta homofobia.
    Aktywizm bez intelektualnej refleksji, mentorstwa lub doświadczenia jest tylko bezładną szamotaniną.

  • dobry tekst

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Uważam, że federacja to znakomity pomysł, ale obawiam się, że żadna z dużych orgów (sztuk 2) nie odda swojego poletka, zwłaszcza tego na gruncie pozycji wypracowanej latami oraz oczywiście finansowej. Monopolizacja w żadnej sferze nie jest dobra, a przecież to 2 organizacje de fakto zarządzają „rynkiem homoseksualnym”, bo kto ma wpływ na zachowanie Fundacji Równości, która z kolei organizuje największą medialną imprezę LGBT…

  • Multilicus

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Nie wiem, jak się rozpadła lambdowa mgławica – chyba nie dosyć stary na to jestem. Ale chętnie się dowiem, kto będzie wydawać certyfikaty intelektualnej refleksji, mentorstwa lub doświadczenia. Może jakaś bezstronna państwowa instytucja? Albo utworzymy specjalny kierunek na studiach – działaczostwo. I samorząd zawodowy – korporację, która będzie dbała o właściwy poziom wykształcenia i przygotowania.

    Uważam, że próba apriorycznego, wiążącego dla wszystkich określenia, co jest homofobią, a co nie jest, jakie działania i jak podejmować, a jakich i jak nie, jest absurdem. Można się umówić, że w danej sprawie lub sprawach działamy razem. Można proponować wspólne działalnia, można namawiać do otwartości na współpracę. Ale założenie, że „ja wiem najlepiej, jak należy to-i-to zrobić – wszyscy za mną, albo pokażecie, że jesteście dzieciakami i bezładnie się szamoczecie” to ślepy zaułek. Po takim dictum nawet najbardziej chętnym do współpracy mogą „opaść witki”.

  • Jacek

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Przyjmuje się tu (niesłuszne moim zdaniem) założenie, że KPH i Lambda ma na celu efektywną walkę z homofobią. Tymczasem sam tekst potwierdza, że takie organizacje przeszły już proces NGOizacji i stały się synekurą dla ich kierownictwa.

    Trudno, żeby kierownictwo KPH czy Lambdy chciało podporządkować się komukolwiek, nawet w ograniczonym stopniu. To są samodzielne organizacyjnie i finansowo byty, zapewniające dożywotni dochód kilku osobom z ich zarządów (dotyczy to zwłaszcza KPH, w której większość zarządu nigdzie nie pracuje).

    No i któż miałby tworzyć taką federację?

  • Twoje imię.

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Jacku, ale nie ma nic złego w tym, by pracownicy organizacji zarabiali, skoro to oni wykonują lwią część pracy i są z niej rozliczani. Kierowanie projektem jakimś z funduszy grantowych, to trudna sprawa i to się nazywa praca. Wejdź na ngo.pl i przejrzyj ogłoszenia o pracę, jest naprawdę sporo. Tak więc ten argument, że nie pracują nigdzie jest błędny, bo pracują w swoich organizacjach.

  • Jacek

    [Re: NGO-izacja w środowisku LGBT /cz. 2/]

    Jacku, ale nie ma nic złego w tym, by pracownicy organizacji zarabiali

    Nie ma nic złego w tym, żeby zarabiali (choćby i ten KPHowski milion rocznie), ale tylko wówczas, gdy są uczciwi i działanie kierowanych przez nich organizacji faktycznie służy deklarowanym celom.

    Jeśli jednak organizacja i jej władze stawiają na działania nieefektywne, pozorowane tylko po to, aby zarobić pieniądze (a o takich zjawiskach mówimy przy okazji NGOizacji), to jest to moim zdaniem oszukiwaniem wolontariuszy, oszukiwaniem darczyńców i grantodawców, a w wypadku organizacji LGBT – oszukiwaniem społeczności LGBT. I to – wysoce naganne – zjawisko należy piętnować. Oszustwo rozumiem tu oczywiście w sensie moralnie nagannego zachowania, a nie przestępstwa określonego w kodeksie karnym.

    Czy rozdawanie kondomów w sesklubach, organizowanie konferencji dla lewicujących (przekonywanie przekonanych) cudzoziemców w drogich hotelach służy emancypacji LGBT? Przecież to strata energii, czasu, mydlenie oczu! W taki sposób nigdy nie dojdziemy do ustawy o związkach, o mowie nienawiści.

    Aby z sukcesem lobbować d polityków potrzebujemy najpierw korzystnych dla nas nastrojów społecznych i to udokumentowanych w sondażach, które czytają politycy.
    Aby społeczeństwo miało do nas pozytywny stosunek trzeba nam kampanii społecznych na miarę „Niech nas zobaczą”. Działań spektakularnych i nagłośnionych medialnie. Ja np. ani w KPH, ani w Lambdzie Warszawa nie widzę ani chęci, ani potencjału do organizowania tego rodzaju kampanii społecznych. W KPH i Lambdzie widzę już tylko urzędników pierdzących w stołki i marzących o emeryturze.

    Inaczej jest w przypadku Otwartego Forum. Tu widzę chęć działania, uczciwych ludzi i idealizm, ale niestety także niewystarczające doświadczenie w radzeniu sobie z nagłaśnianiem medialnym kampanii i w ogóle całym PR.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa