- homiki.pl - https://homiki.pl -

Johannes – historia prawdziwa

[1]

Historia ta zdarzyła się nie gdzieś na głuchej prowincji, lecz w środku wielkiej kulturalnej metropolii. Nie było to też w żadnej, zamierzchłej przeszłości, lecz w czasach obecnych.
Johannes jest nauczycielem. Lubianym nauczycielem. Bo daje w budzie czadu – mówią jego uczniowie. Niemiecki i angielski nigdy nie były tak pasjonujące. A już lekcje muzyki – prawdziwy majstersztyk.

Johannes lubiany jest też przez kolegów. Tylko lubiany? Podziwiany. Jak ten facet to robi? Nie ma żadnych problemów z dyscypliną. Najgorsze typy jedzą mu z ręki.

Zbliżała się matura i pilnie pracowano nad gazetką szkolną: wydanie maturalne. Oczywiście życie prywatne nauczycieli będzie motywem wiodącym. Bez tego ani rusz.
Ma pan żonę profesorze? Narzeczoną? Może przyjaciółkę? No co jest? Singiel?

Mam przyjaciela.

Jak to rozumieć?

Po prostu. Kocham faceta.

Zrazu kłopotliwe milczenie. Konsternacja. Potem rozładowujący napięcie uśmiech. A to ci dopiero! Możemy o tym napisać? Oczywiście! – Johannes nie widzi przeszkód.

Afera w szkole: Co ci przyszło do głowy? Takie rzeczy i to w gazetce szkolnej!?
Czemu nie? Uczniowie spytali, podobnie jak i innych nauczycieli, a ja odpowiedziałem.
A o granicach moralnych to pan profesor nie słyszał?
Owszem – i to nawet sporo. Ale ja te granice widzę zupełnie gdzie indziej.
Wyciągniemy konsekwencje!
OK! – Co ma być to będzie.

Rada pedagogiczna – mająca zadecydować o pozostawieniu Johannesa w szkole.
Że co? Proszę? Chcą nam zabrać naszego profesora?
Nie z nami takie numery. Nie pozwolimy. Maturzystów w przyszłym roku już nie będzie, ale my musimy zostać. A jak dyrektorka się nie zgodzi – strajk.
Także koledzy stają murem za Johannesm. Zatem zostaje.
Na rok próby – skomentuje Johannes.
Co proszę? Dyrektorka patrzy na niego ze zdumieniem: Masz na myśli, jeśli się nic więcej zdrożnego nie zdarzy.
Johannes miał co prawda co innego na myśli. Ale… Cóż zresztą jeszcze wydarzyć się by mogło?

Zostaje zatem, na razie. Dyrektorka też wydaje się być zadowolona. Ona doskonale wie, jaki to skarb – ten Johannes. Chór szkolny śpiewa cudnie i jest uświetnieniem każdej uroczystości i akademii. Wspaniale! Splendor spłynie zatem nie tylko na szkołę, ale i na nią. Jak doskonale ta szkoła prowadzona! A może to i dobrze, że tak się stało. Niech będzie jak jest. Teraz wiedzą przynajmniej wszyscy. Żadna uczennica się nieszczęśliwie już nie zakocha.

Dyrektorka powinna była być przygotowana na reprymendę z Kuratorium. Znane są kwalifikacje zawodowe tego nauczyciela. I to bardzo dobrze nawet. Po długiej debacie, zadecydowano więc, że rok próby zostanie Johannesowi zagwarantowany. – Sama też tak pomyślałam – kłamie dyrektorka.

Mam też nadzieję, że zostawi chłopaków w spokoju!
Po pierwsze nic o tym nie wiadomo, żeby chodziły takie plotki czy oskarżenia. Wprawdzie zatroskani ojcowie zalecali swoim szynom szczególną ostrożność, ale najwyraźniej nie było to potrzebne, bo nic się nie wydarzyło. Z drugiej jednak strony, czy to taki małolat kiedy prawdę powie? Johannes stanowi jednak zagrożenie! A mimo wszystko rodzice chcą, by pozostał w szkole. Niepojęte.

Ostatnio synalek przewodniczącego komitetu rodzicielskiego potwierdził, że lekcje angielskiego u pana Johannesa są fajne i że je lubi. Jego ojciec zareagował na to, jakby usłyszał sensację stulecia. No, prócz tego Johannes ma przyjaciela. Tym samym najgorsze zagrożenia i obawy wydają się bezzasadne. A szesnastki, siedemnastki i osiemnastki interesują się wyłącznie poezją. Ten cudowny język Hermanna Hessego.
Co? Przerabiacie Hessego? Przecież to ramol.
Ależ skąd!

I tak upłynął rok szkolny. Znowu prace redakcyjne nad kolejnym numerem szkolnej gazetki. W tym roku nikt nie zapyta: Profesorze, ma pan żonę, narzeczoną czy przyjaciółkę? Pytanie zadaje jednak dyrektorka: Zostaje pan w naszej szkole? Przypuszczalnie tak – ostrożnie odpowiada Johannes. To był naprawdę dobry rok. I zgadując myśli piętrzące się w głowie szefowej dodaje: Chyba lepiej, że nie będzie musiała pani szukać zastępstwa za mnie? – Lecz Johannes ma jeszcze inne pytanie: Wkrótce będzie studniówka. Chyba nie będzie pani miała nic przeciwko, jeśli przyjdę z partnerem? Nikt z grona nie przychodzi przecież sam.

Dyrektorka podskakuje, jak ugryziona przez tarantulę. Zwariował pan? To dopiero byłby skandal.

Ach tak? A czemuż to?

Johannes i Simon

Bohaterowie na tegorocznej paradzie. Uważne oko wypatrzy także polskiego tłumacza

Szefowa sprawia wrażenie, jakby zaraz miała eksplodować. Miarkuje się jednak w porę. – Żąda pan rzeczy niemożliwej. Chce pan prowokować! Tak?!?

Czyż nie podkreślała pani zawsze, że w tej szkole nie będę dyskryminowany?

To już przekracza wszelkie granice!

A więc to tak z tymi granicami tu wygląda – kiwa głową Johannes – a kto je ustanawia?

Społeczne współżycie wymaga zasad.

Współ-życie! Jakże lekkomyślnie użyte słowo. Johannes wie już, że po zakończeniu roku będzie musiał się pożegnać.

Nie będzie panu łatwo znaleźć pracę – dyrektorka nie może ukryć, że za tą groźbą czai się ukryta nadzieja: Na kolanach tu przypełznie!

Decyzja Johannesa jest jednak nieodwołalna. Trudności to jego – geja – specjalność. W tym wypadku szło o godność. Po prostu ludzką godność.

A pańscy… nasi uczniowie? – jąka się na koniec dyrektorka?

Uczniowie zrozumieją! – odpowiada Johannes

 

Fragment książki Marii Hauser „Als wäre nichts gewesen” (Jak gdyby nigdy nic). Dziękujemy autorce za zgodę na publikację!

Ps. (od tłumacza) Johannes pracuje znów jako nauczyciel, w prywatnej, dwujęzycznej austriacko-czeskiej szkole średniej. Uczy, pisze, maluje, komponuje. Jak dawniej. Jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nic się nie stało. Nic? Zupełnie nic? Johannes wraz ze swym przyjacielem – czeskim kompozytorem Simonem – mieszkają w centrum Wiednia. Razem chodzą na studniówki i maturalne bale.