- homiki.pl - https://homiki.pl -

MAJKEL, praqueerowy król popu nie żyje…

Moje wspomnienie o Majkelu:

Usłyszałem o nim w połowie lat osiemdziesiatych… Nie ruszył mnie… Potem wyjechałem do Francji i tam był wszechobecny… Co chwilę widywałem Go w TV… Zachwycił mnie… To była miłość od drugiego wejrzenia… Miał śliczną twarz – wtedy… Już pewnie po jakichś operacjach plastycznych, ale w 1986 roku – tak, właśnie w tym! – trafił w ten idealny moment, tę idealna równowagę – aż chciało się zawołać – chwilo, trwaj wiecznie, pozostań już taki na wieki! Jego wielkim przebojem był utwór „Billy Jean” – arcydzieło… Ten niesamowity pasaż, taka jakby akordeonowa muzyczna wstęga, która nagle – niczym brzytwa – przecina utwór… Przyprawiało to mnie – i pewnie teraz też by przyprawiło! – o dreszcz zachwytu! I te jego porywające czkawki… Ten ruch sceniczny… We Francji porównywano go do wielkiego mima Marcela Marceau… Te jego perfekcyjne wolty… I to łapanie się za fallusa… Ale jak się łapał! Można się łapać i łapać – ale Majkel łapał się arcydzielnie!

Chwilę potem był utwór – i płyta – „Bad”. Takie to było dwuznaczne, queerowe… Nie było jeszcze wtedy pojecia queer we współczesnym znaczeniu, a jednak czuło się, że to właśnie to! Tylko geniusz potrafi wychwycić, „wyautowac” to, co jeszcze nienazwane, ale co się już „pulsowało”… Tak jak queerowcem był bez wątpienia Gombrowicz…

Ale wtedy Majkelowi zaczęło już mocno odbijać… Nastąpiły nowe operacje… I coś mu w twarzy spieprzono… Jakże mi było żal! Pamiętam też – jakby to było dziś! – rok 86, a może 87 (w Polsce była wtedy Akcja Hiacynt, a mnie zaprzątała fizjonomia Majkela!) sobotnie przedpołudnie w jakimś magasin a grande surface – czyli jakimś Auchanie, czy innym pra-mallu: dziesięciolatek z tatusiem ogląda na stelażu płyty, bierze do ręki „Bad”… I ze smutkiem i rozczarowaniem mówi – „podobał mi się jego poprzedni look, teraz jest jak dziewczynka, comme une fille

Jakże się z tym chłopcem zgadzałem!

MAJKEL, praqueerowy król popu nie żyje… Podobnie jak Elvis („Pelvis”) Presley padł ofiarą oszałamiającego sukcesu, nie wytrzymała jego psychika… Bo, jak powiada Cioran, „sukces unieść znacznie trudniej niż porażkę”, to często przecież sukces prowadzi do samozniszczenia…

Piękny queerowy chłopiec w quasiwojskowym stroju przyjmowany w latach osiemdziesiątych w Białym Domu przez Reagana i jego połowicę, homofobkę Nancy… I podstarzały, wampirowaty Dorian Gray (ale ten z ukrytego portretu!), któremu nie pomogły ani namiot tlenowy, ani rękawiczki, ani maska chroniąca przed bakteriami…

R.I.P. – Requiescat In Pace… niechaj spoczywa w pokoju ten wielki, genialny świr, i zajmie po prawicy Pana ten najpierwszy rząd (miejsca zarezerwowane!): obok Pelvisa (czyli „trzęsącej się miednicy”), Lennona, Judy Garland, Jamesa Browna, Niemena…

Już nie złapiesz się na scenie za swój narząd, Majkelu!

***

Takim go chcemy zapamiętać – Majkel w 1986 roku… [1]

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki [2]

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.