- homiki.pl - https://homiki.pl -

Brendan i Tom – refleksje po wizycie

[1]

Opadły już emocje związane z wizytą w Polsce dwóch „gejów z orędzia prezydenta”. A ja wciąż nie mogę o nich zapomnieć…

Wydarzenie to było dla mnie czymś bardzo szczególnym – i zapewne nie tylko dla mnie.

Przypomnę pokrótce, jak do niego doszło. Otóż prezydent Polski Lech Kaczyński wygłosił coś na kształt orędzia (do czego ma prawo w telewizji publicznej), a było to dokładnie 17 marca. Wystąpienie to zostało skomentowane i odebrane różnie, raz jako „teledysk polityczny”, dwa jako „a o co w ogóle chodzi?”. I okazało się, że właśnie nie wiadomo o co chodzi, bo prezydent postraszył (w związku z rychłym podpisaniem przez Polskę Traktatu Lizbońskiego) Niemcami, którzy mogą chcieć zwrotu swoich dawnych przedwojennych ziem oraz gejami, którzy zawierając związki mieliby działać wbrew przyjętemu w Polsce standardowi moralnemu. Okrasił swoje słowa obrazkiem ze ślubu (tak, w Kanadzie są możliwe śluby i właśnie małżeństwa homoseksualne) Brandona Faya i Toma Moultona. Po czym podpisał traktat lizboński 🙂 . Może chciał się uśmiechnąć do dwóch różnych części swojego elektoratu po prostu… Ale mniejsza o to. Zdarzyło się coś zupełnie niewyobrażalnego dla twórców i uczestników tego orędzia. Otóż bowiem panom Brandonowi i Tomowi doniesiono (podobno maczał w tym palce jakiś dziennikarz Radia ZET), iż obrazki z ich tak ważnej uroczystości zostały wykorzystane do straszenia ludzi. Tego panowie nie zostawili w spokoju. Udali się do konsulatu, aby złożyć pewnego rodzaju zażalenie, skargę, iż wizerunki ich zostały użyte niezgodnie z ich wolą (bo przecież nikt ich nie raczył zapytać, czy zgadzają się na wykorzystanie migawek w celu postraszenia obywateli…) – za każdym razem, gdy ktoś chciał ich użyć, po prostu pytał o to bohaterów, niestety tym razem się tak nie stało (najprostsze co mi przychodzi do głowy – lekceważenie: gdzieś tam daleko odbyła się „śmieszna” uroczystość, nie trzeba się liczyć z emocjami bohaterów). Pan konsul próbował załagodzić całą sytuację, zdając sobie sprawę z gigantycznych różnic kulturowych pomiędzy USA (a szczególnie Nowym Jorkiem, gdzie para mieszka) a Polską – w Stanach istnieje bowiem nie dość, iż ochrona mniejszości (co jest zaświadczeniem, iż demokracja działa) to jeszcze daleko posunięta tolerancja i akceptacja dla różnorodności oraz poszanowania najzwyczajniej w świecie ludzkiej godności.

Prezydencki „spindoktor”, czyli sprawca tego całego wydarzenia – Jacek Kurski – niczym się nie przejął, bo przecież nie należy przejmować się jakimiś facetami, którzy w jego mniemaniu „parodiują ślub”, a w dodatku nie są do końca normalni – no przecież są w końcu tylko gejami, a to znaczy, że nie są normalnymi ludźmi. Koniec końców panowie zostali zaproszeni do Polski i postanowili przyjąć to wyzwanie (już pewnie coś mogli sobie pomyśleć po tym orędziu, co to u nas się wyprawia). Wpierw przez TVP, program Tomasza Lisa „Tomasz Lis na żywo”, ale TVN podbiła ofertę, umożliwiając parze większą swobodę (TVP bardzo ograniczyła możliwość wypowiadania się i spotykania z kimkolwiek). Od strony merytorycznej opiekę nad przybyszami sprawowała Kampania Przeciw Homofobii.

Brandon i Tom odbyli swoiste „tournee” w Polsce (tylko Warszawa niestety) niczym amerykańskie gwiazdy filmowe. Ledwie mogli wyjść z samolotu i wsiąść do taksówki – media oblepiły ich doszczętnie. Zapewne ze strony medioznawczej bardzo ciekawe zjawisko byłoby do analizy – dlaczegóż to właśnie ci goście byli przez 3 dni swojego pobytu na takim „topie” mediowym? Świetnie ujęła to Manuela Gretkowska – Brandon Fay i Thomas Moulton przyjechali do Polski jak Cyryl i Metody, którzy przybyli do Słowian, żeby wprowadzać cywilizację. Oni nas cywilizują – bardzo to trafne i bezpośrednie. Myślę, iż zadziałało tu kilka mechanizmów.

Para przybyła w niedzielę, i prawie od razu udała się… do kościoła. Oficjalni geje na mszy? Tego jeszcze w Polsce nie było. Niektórzy bardziej tradycyjni czy konserwatywni obywatele mogli poczuć się, jakby ktoś dał im po prostu w twarz. A Tomas i Brandon najzwyczajniej poszli na mszę dlatego, iż są wierzącymi i praktykującymi katolikami. Mało tego, wprost mówili, iż poznali się w kościele właśnie podczas mszy pewnego dnia, i od razu się sobą zauroczyli. Dla nas tu w Polsce jest to niewyobrażalne, bowiem do tej pory ścieżki osób homoseksualnych i Kościoła Katolickiego bardzo się rozmijały, iskrzyły i niemożliwe byłyby jakiekolwiek punkty styczne – zostałyby odebrane jako zniewaga tej instytucji. Wiedzieć też należy, iż kościół w Stanach Zjednoczonych dość różni się od polskiego, do tego jest tam spora różnorodność jeśli chodzi o wyznania, poszczególne kościoły. Są i takie, które odważnie udzielają błogosławieństw dla par jednopłciowych, prowadzą duszpasterstwo dla takich osób. Zatem dla naszych bohaterów była to czynność pozbawiona wszelkiej ostentacji.

Para spotkała się z kilkoma różnymi osobami – m.in. Tomaszem Raczkiem, który całkiem niedawno wraz ze swoim partnerem Marcinem Szczygielskim dokonał coming outu. Goście odwiedzili również parlament – na zaproszenie Ryszarda Kalisza z SLD.

Pozostali politycy, szczególnie z prawej strony sceny politycznej, amerykańskich gości omijali szerokim łukiem, jakby bali się ich niczym diabeł wody święconej.

Znany z bardzo skrajnych poglądów na temat homoseksualności wicemarszałek Stefan Niesiołowski wypowiedział się nawet: „ Żałosna jest tutaj rola poważnych polityków, jak Ryszard Kalisz, który spotyka się z człowiekiem, który na to nie zasługuje, bo nic sobą nie reprezentuje. Proszę mnie więcej nie pytać o tych panów, bo są ważniejsze sprawy w Polsce do dyskusji” – tyle miał do powiedzenia. Szkoda że ten pan nie widzi w „tych ludziach” po prostu ludzi. Nowojorczycy mają zdaje się zupełnie odmienne zdanie na ten temat – otóż Tom jest szanowanym obywatelem, płacącym podatki, a także lekarzem pediatrą, który leczy onkologicznie dzieci, często za darmo – w ten sposób poświęcając się społecznie. Czy wicemarszałek nie szanuje lekarzy pediatrów? Śmiem wątpić. I jakie znaczenie ma tutaj orientacja Toma? Dla jego kolegów z pracy – jak się dowiedziałam podczas konferencji prasowej – żadnego. I tu wyraźnie różnimy się – my ludzie Polacy i Amerykanie. Koledzy Toma ze szpitala, gdzie pracuje (jak nadmienił – sami heteroseksualni) – stanęli na wysokości zadania, zamienili się nawet dyżurami, aby Tom – niespodziewanie wezwany do Polski – mógł wziąć szybki urlop z pracy. Nawet nie jestem w stanie wymyślić podobnego scenariusza w Polsce – bo po pierwsze, trzeba być ujawnionym gejem/lesbijką w miejscu pracy, po drugie – mieć po prostu empatycznych współpracowników…

Wizyta Faya i Moultona została generalnie przedstawiona w prawicowych mediach jako natrętne mieszanie się przedstawicieli mniejszości seksualnych w święte prawo Polski do samostanowienia. Niektórzy z autorów posunęli się także do ironii („Przyjechał cyrk z Ameryki” – Piotr Gociek, Rzeczpospolita).

Ale udało się zobaczyć, iż goście ze stoickim spokojem, bez cienia wstydu, zażenowania czy atakowania, z chrześcijańską wiarą w dialog międzyludzki pokazali, iż można o tolerancji mówić innym językiem niż w zakurzonych przedpokojach rodzimego ciemnogrodu. „Przyjechaliśmy tu z nadzieją, że uda nam się rozpocząć dialog, dialog społeczności, której głos do tej pory nie był wysłuchany” – stwierdził Moulton. Do końca z chrześcijańską nadzieją czekali, aż prezydent wyciągnie w ich stronę dłoń i da się zaprosić „na rozmowy przy herbacie”, co przeciętny zachodni polityk zapewne zrobiłby „na luzie”. Ale nasz prezydent widocznie nie ma w planach spotykania się z osobami, którym miałby tłumaczyć się ze swojego postępowania, poglądów – a już na pewno z tym, kogo miałby przeprosić. Ani tym bardziej po postu napić się herbaty i najzwyczajniej w świecie pogadać.

Mam tylko nadzieję, iż tak nietypowa sytuacja jaka nas spotkała z tą wizytą, umożliwi znów podjęcie szerokiej debaty związanej z legalizacją związków jednopłciowych. Oby para nie poszła w gwizdek…

Yga Kostrzewa aktywistka LGBT, feministka, ekolożka, studentka warszawskich Gender Studies, w wolnych chwilach oprócz czytania, słuchania i oglądania zapalona producentka domowych sałatek, nalewek i przetworów. Uwielbia słuchać, czytać i podróżować. Żyje z partnerką od 13 lat, ma 2 koty i psa. Prowadzi bloga: www.ygakostrzewa.com [2]

Autorzy:

zdjęcie Yga Kostrzewa

Yga Kostrzewa [3]

aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, członkini Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich, feministka, ekolożka, absolwentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Prowadzi bloga www.ygakostrzewa.com