- homiki.pl - https://homiki.pl -

Mężczyzna homoseksualny (3)

[1]
… w czasach, o których dziś już nikt pamiętać nie chce, był odchrząkiwany i wstydliwie skrywany. Nie był wtedy mile widzianym gościem w kręgu przyjaciół czy też w rodzinnym gronie. Gdy jednak nieoczekiwanie padało jego imię, zawsze ktoś kaszlnął w tym miejscu, dając przy tym sygnał, iż tutaj język należy trzymać za zębami. Jakże miano zebranemu przy stole towarzystwu wytłumaczyć obecność pojedynczego osobnika, bez osoby towarzyszącej płci odmiennej? Jako wdowca? Starego kawalera? Już lepiej było takiego wcale nie zaprosić.

Dziś jest inaczej. Odrzucanie w rodzinie gejowskiego outsidera jest już znacznie rzadziej spotykane, a gdy ma on jeszcze jakiegoś przyjaciela, można ich obu w ostateczności uznać za syna i zięcia. No a w heteroseksualnym światku wielkomiejskich metropolii…? Tu nawet jest to stylistycznie poprawne i szykowne posiadać przynajmniej jedną taką parkę w kręgu znajomych. W ten sposób można zademonstrować, jak jest się pozbawionym uprzedzeń. Przejściowo ukoronowaniem tego procesu zacieśniania więzów towarzysko-rodzinnych jest instytucja gejowskiego ojca chrzestnego. Obecnie geje masowo występują w tej roli, jakby w społeczeństwie przeminął już strach przed przedwczesnym zapoznawaniem swych własnych latorośli będących w okresie dziecięctwa lub dojrzewania z osobnikiem homoseksualnym.

Mój przyjaciel Conrad (to prostackie K w imieniu zastąpił eleganckim C, na długo przedtem, zanim stał się w pełni świadom swojego homoseksualizmu) jest prototypem tego nowego społecznie kompatybilnego homoseksualisty: zadbany, reprezentacyjny, modny – lecz bez szaleństw – nawet zamożny, a przy tym mistrz towarzyskiej konwersacji. A że jest pedałem, można zobaczyć, gdy się ma odpowiedni gay-radar, przy czym należy ten drobny fakt uprzejmie ignorować.

Conrad mógłby, gdyby chciał, cały swój wolny czas spędzać na imprezkach, urodzinach i ślubach. Rodzina i przyjaciele po prostu się o niego rozbijają. A Conrad, jak prawdziwy profesjonalista, wie doskonale, gdzie oraz kiedy grać ma rolę szczwanego wielkomiejskiego gejo-dandysa, a kiedy uroczą ciocię.

Niedawno Conrad znowu był zaproszony na wesele do zameczku nad jakimś jeziorkiem, jak to teraz w heteroseksualnej klasie średniej bywa w zwyczaju. Przy stole obok niego siedziała dama do towarzystwa, równie świeżutko i ślicznie wyglądająca jak on. Było tylko jedno ale! Nikt nie poinformował biedaczki o prawdziwej naturze jej siedzącego przy stole towarzysza. Ona też nie starała się tego dostrzec, w końcu była to uroczystość ślubna, a wiadomo, że jest to nadzwyczajna okazja towarzyskich łowów dla każdego osobnika stanu wolnego powyżej lat trzydziestu.

Zagadywała więc zrazu niczego nieświadoma biedaczka owego Conrada, wkładając przy tym całą swoją cielesną i duchową pomysłowość. „Smaliła cholewki”- przedstawił później Conrad te zaloty w nieco mniej szarmancki sposób. Aż inny gość dołączył się w końcu do rozmowy i wypalił: „No, Conrad, a gdzież to zostawiłeś swojego chłopaka?” Tu płomień namiętności zgasł w sekundę, w pół zdania urwał potok wymowy, a poczuwszy się oszukaną dziewczyna wstała i opuściła towarzystwo jeszcze przed deserem. W obecnych czasach homoseksualni mężczyźni są wprawdzie chętnie widzianymi gośćmi, stanowią jednak rodzaj taniej rozrywki dla pozostałej części towarzystwa, zwłaszcza kiedy znaki nie zostaną właściwie zrozumiane. Osobnicy tacy jak Conrad, a to powinny już panny z dużego miasta wiedzieć, są bowiem: albo już zajęci, albo odmiennej seksualnej orientacji.

taz 21.11.2006, tłum. J. Boguszewicz

Elmar Kraushaar, rocznik 1950, redaktor Die Tageszeitung (taz) oraz telewizji Deutsche Welle. Autor kilku książek o środowisku gejów niemieckich i ich emancypacji w społeczeństwie. Od 1995 jako felietonista taz redaguje tam stałą rubrykę: der homosexuelle Mann…