- homiki.pl - https://homiki.pl -

Outing bronią ostateczną

[1]

W Wiedniu zabawa. Kurt Krickler, znany austriacki działacz LGBT, pikietował w ubiegłym tygodniu Instytut Polski z dwujęzycznym transparentem (po polsku i niemiecku), który głosił: Solidarność z lesbijkami i gejami w Polsce. Jarosław Kaczyński sam jest gejem! Na temat rzekomego homoseksualizmu premiera Krieckler pisze także w austriackim czasopiśmie Lambda Nachrichten (tu wersja elektroniczna: http://www.lambdanachrichten.at/ln606.pdf [2].)

Plotka o rzekomym homoseksualizmie Kaczyńskiego poszła do mediów już przed kilkunastu laty, gdy prezydent Wałęsa zapowiedział gotowość zaproszenia do Belwederu braci Kaczyńskich, jednego z żoną, drugiego z mężem (motyw ten wykorzystuje ostatnio Kazik Staszewski w kawałku formacji Buldog Piąty rozbiór Polski). Niedawno w programie TVN Teraz my Wałęsa przyznał, iż o tej delikatnej sprawie wie z innego źródła, niż szafa Lesiaka. W owej szafie znaleziono dokumenty świadczące, iż służby badały, czy obecny premier jest homoseksualistą czy też nie. Dodatkowo sam prezydent Kaczyński, który nie wiadomo po co dla prasy zagranicznej opowiada szeroko o polskich homikach, przyznał, że i na prawicy są osoby o takiej a nie innej orientacji. Ciekawiło nas wtedy, kogo miał na myśli.

Austriak Krieckler, działacz Ilgi Europe, zasłynął w latach 90-tych outingiem biskupa. Jednak nie wszyscy zgadzają się z przymusowym ujawnianiem gejów pośród osób publicznych. Polskie organizacje LGBT oświadczyły kilka lat temu, iż nie akceptują outingu jako formy działania, gdyż ma znamiona szantażu oraz jest w rażącej sprzeczności z koniecznością szanowania godności człowieka. Co to takiego outing? Czy jest dopuszczalny, jeśli tak, to kiedy?

Outing to ujawnienie publiczne czyjejś nieheteroseksualnej tożsamości wbrew woli i oczekiwaniom tej osoby (mówiąc inaczej, ogłoszenie że ktoś znany jest pedałem). Outing nie jest wynalazkiem współczesności – można tu sięgnąć aż do starożytności, kiedy oskarżenie o rolę pasywną w seksie męsko męskim było formą upupiania politycznych przeciwników (rola aktywna była jak najbardziej dopuszczalna. Warto przy okazji podkreślić, że lesbijki w ogóle nie były przedmiotem zainteresowania – dziwni ci starożytni). Taki outing jest obecny także współcześnie, czasem stosowany jest przez naszych przyjaciół homofobów. W 1994 r. w amerykańskim Kongresie miała nawet miejsce noc outingów – opluwając się nawzajem politycy wyoutowali wówczas kilku kolegów, inni, którzy chcieli stanąć w obronie outowanych, sami się przy okazji mniej lub bardziej „niechcący” wyoutowali.

Znamy jeszcze i inne formy outingu: w latach 1980tych tabloidy zauważyły, że wyoutowanie gwiazdy showbiznesu przynosi jej niezłą kasę. Sensacyjne doniesienia o homoseksualności Richarda Chamberlaina pojawiają się przy okazji każdej powtórki Shoguna w telewizji (czyżby czytelnicy cierpieli zdaniem dziennikarzy na amnezję?). Spektakl ten trwa zresztą do dziś, choć czasem w dosyć zaskakującej mutacji: dowiadujemy się z prasy kolorowej, że jacyś celebryci nie są homoseksualni (np. gwiazdy M jak miłośc albo Tańca z gwiazdami). Takie czasy!

Jednakże współcześnie historia outingu jako elementu ruchu LGBT wybucha po zamieszkach w nowojorskiej Stonewall Inn. Powstający ruch gejowski na początku lat 70-tych wezwał do powszechnego coming outu, a niektórzy opornym grozili właśnie outingiem. Odbyła się debata, w wyniku której uznano outing za bezsensowny i godzący w godność i prywatność.
Zmiana nadeszła w 1989 roku, gdy dokonano pierwszego outingu pro-LGBT. „Ofiarą” był Mark Hatfield, powszechnie znany konserwatywny senator ze stanu Oregon. Hatfield w latach 80-tych był mistrzem homofobicznej legislacji i dokuczania homikom, m.in. gorąco poparł ustawę zakazującą zapobiegania zakażeniom HIV za pieniądze armii, bo przy okazji trzeba by żołnierzom mówić w sposób neutralny o seksualności.

Lata 90-te to już festiwal outingu. W Wielkiej Brytanii prawdziwy maraton outowania zorganizowała organizacja Outrage. „Ofiarami” outingu padli katoliccy i anglikańscy biskupi z Wysp, celebryci opowiadający publicznie głupoty o homoseksualistach (typu dziennikarze czy gwiazdy pop) i wreszcie eMPis, czyli parlamentarzyści. Za każdym razem schemat był podobny: osoba publiczna wypowiada się, że „lesby i pedały są be”, że trzeba ich powstrzymać, zakazać, leczyć i tym podobne, a po godzinach ta sama osoba bryluje np. na pikiecie. Czasem bezpośrednim powodem outingu było „coś jeszcze” w zachowaniu osoby outowanej. Na przykład w jednym z bardziej znanych przypadków pedał – homofob – polityk (oczywiście żonaty i dzieciaty) z trybuny zagrzmiawszy o konieczności „obrony rodziny” udał się na pikietę, a tam skonsumowawszy stosunek płciowy dotkliwie pobił partnera, bo przecież nienawidzi pedałów. Poszkodowany złożył pozew. Outing takiej osoby wydaje się mi czymś oczywistym.

Outrage nie była w swych działaniach konsekwentna. Do wyjątkowo idiotycznych outingów zaliczam sprawę Jasona Donovana, milusiego piosenkarza o twarzy cherubinka produkującego równie milusie piosenki. Co komu po wymuszonej wiedzy o homoseksualizmie tego pana?

Kompromis o outingu wygląda moim zdaniem mniej więcej tak: Outing jest bronią ostateczną, ponieważ ma znamiona szantażu i nie jest do pogodzenia z zasadą poszanowania godności. Zaakceptować outing dokonany w obronie LGBT można wtedy, jeśli osoba outowana jest osobą publiczną, a jej zachowanie leży w rażącej sprzeczności nie tylko z głoszonymi poglądami, ale też wyrządza szkodę ludziom homoseksualnym (np. osoba tworzy stygmatyzujące czy dyskryminujące prawo). Dodatkowym czynnikiem usprawiedliwiającym outing jest przestępstwo na tle homofobicznym dokonane przez outowaną osobę.

Może warto na zakończenie zadać pytanie: po co komu outowanie rzekomego homoseksualizmu polskiego polityka, dokonywane na wiedeńskiej ulicy?