- homiki.pl - https://homiki.pl -

Jeszcze o AIDS

„-Nie można lizać…
– Lizać nie można? – nie wierzymy.
– Lizać nie można – Aptekara pokazuje nam w ulotce, jak byk stoi, że nie można, bo ta kropla, co się zbiera…
– Znaczy się – płyn przedejakulacyjny…
– To w niej też jest AIDS.
– Znaczy się HIV.
– No więc właśnie mówię. […]
– Całować się nie można, bo kiła ust… To są te, no… Błony śluzowe. Nie mogą się zetknąć błony śluzowe, czyli na przykład już usta z niczym nie mogą się zetknąć, to znaczy: z niczym fajnym… Bo we wszystkich takich miejscach, co byś luja lizała, to u niego błona.
– No to już nic nie można” (Michał Witkowski, Lubiewo).

Nic już nie można i trzeba niezmiernie uważać. AIDS nie daje za wygraną – wypada o tym pamiętać nie tylko z okazji dorocznego dnia poświęconego walce z tą chorobą. Jak każdy problem społeczny, zajmuje ona uwagę także twórców kultury. Czego dowodzą dwie wydane pod koniec minionego roku książki: Pozytywni Maćka Millera oraz antologia Trafieni. 7 opowiadań o AIDS.

Pierwsza została napisana przez lekarza, który oparł ją na własnych obserwacjach, zastrzegając przy tym, że nie jest to powieść „o – modnych ostatnio – gejach, ani o AIDS”. Jak to? Książka o AIDS, która nie jest o AIDS? Miller oczywiście przesadza – w obu przytoczonych deklaracjach. Trudno bowiem zgodzić się ze stwierdzeniem, by geje byli ostatnio, czy kiedykolwiek, „modni” (w temacie mody z dwóch Maciejów wybieram Zienia.) Więc wzmianka o gejach to pierwsza przesada Millera. Druga – jakby nie patrzeć, Pozytywni SĄ książką o AIDS; o tym, jak nie poddać się w chwili ogłoszenia wyroku. O tym, że można z „tym” żyć.

Bohaterem powieści jest Zbyszek. Facet po trzydziestce, wiedzie mu się nie najgorzej. Rozwiódł się z żoną, ma chłopaka. (Kto wie, może poddał się modzie?) Zbyszek jest ucieleśnieniem „warszawki”. Między Nami i Utopia, popularne stołeczne miejsca spotkań i hulanek, to stałe punkty na jego samczym terytorium. No i gdzieś tam kogoś poznał, gdzie indziej się z tym kimś przespał. Złapał. Wynik – „pozytywny”. Od tego momentu nic już nie będzie takie samo.

„Szok trwa przez pierwszych kilka dni, a życie toczy się dalej”, stwierdza Maciek Miller w liście do wydawcy. Rzeczywiście, człowiek potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. A pisarz każdą opisywaną sytuację ubarwić. Dlatego też w szpitalu, do którego trafił Zbyszek, odbywają się huczne imprezy (celebrowane przez rezydującego w izolatce katolickiego biskupa). Pomiędzy imprezami a kolejnymi badaniami, etapami terapii, ktoś umiera, ktoś się rodzi. Jak w życiu. Jak w bajce: w finale powieści cała zainfekowana ekipa, wygrawszy w Totolotka, wyrusza na podbój kasyn Monte Carlo. AIDS to z pewnością wyrok, nie oszukujmy się. Miejmy jednak świadomość, że nie jest to wyrok ostateczny. To wyrok coraz bardziej odroczony. „Dwie tabletki rano, trzy w południe, jedna na noc. Jak wszyscy”, przekonuje Maciek Miller.

Pozytywni: bajka, rzecz „ku pokrzepieniu serc”. Łatwo idzie poddać się ewokowanemu przez ten tekst nastrojowi. Ale przez moment. Powieść Millera nie zagrzeje raczej miejsca w historii literatury z powodu swych licznych niedoskonałości (kulejący styl, wtręty publicystyczne; zresztą: przemilczmy, niech ten jeden raz liczą się tylko intencje). Pozytywni powinni za to budzić zainteresowanie socjologów: jako literacka odpowiedź na „palący problem współczesności”. Odpowiedź oddolna, samorodna – w przeciwieństwie do tej udzielonej przez siedmioro pisarzy, których opowiadania zebrano w tomie Trafieni. Im bowiem temat został przydzielony, zadany.

Efekt ich pracy domowej też nie jest w pełni zadawalający. Autorzy wprawdzie należą – w większości – do pierwszej ligi w naszym kraju, więc nawet jeśli upadają, lądują powyżej przeciętnej. A upadają – tworząc teksty-czytanki o edukacyjnym przesłaniu. Jak to jednak z czytankami bywa, niektóre z nich przyswaja się lepiej, inne gorzej. Jedynym w pełni niestrawnym tekstem jest w zasadzie egzaltowany Koń na biegunach Nataszy Goerke: „Umieram – oznajmił Salomon pewnego poranka, kiedy to powietrze było jeszcze ciepłe, ptaki szczebiotały, a na ogrodowej lipie smętnie łopotały starzejące się liście. – Niestety, nie wierzę w zmartwychwstanie i nie wiem, co potem”. Potem i przedtem: lepiej.

Zbiór otwiera proza Izabeli Filipiak Siostra Marcjanna jedzie do Afryki. Ten utwór, mający formę listów pisanych przez misjonarkę do przełożonej, jako jedyny z tomu wybiega poza granice Polski, dotykając ważnego problemu AIDS na Czarnym Kontynencie oraz niechlubnej roli, jaką odegrał tam Kościół katolicki (zakaz używania prezerwatyw). Oprócz wspomnianych autorek, opowiadania w Trafionych zamieścili również m.in. Mariusz Sieniewicz i Michał Witkowski.

Tekst autorstwa tego ostatniego, który dał tytuł antologii, jest zdecydowanie jednym z lepszych. Spotykamy tu bohatera żywcem wyjętego z Lubiewa. Oto nudne, małomiasteczkowe życie Roberta z Oleśnicy rozświetla romans z Pawłem – jak się okazuje, śmiertelnie chorym na AIDS. „Umierają nagle wszyscy. Giną ludzie jak na wojnie. W takie lata zimy są mokre i ciepłe, wciąż pada deszcz i nie ma na to zastrzyków”, pisze Witkowski. „Trafieni są wśród nas. Jest taki amorek, są takie strzały. Może i te same, co strzelają w serca”, dodaje w innym miejscu, podążając za makatkową (camp à la PRL) stylistyką swojej opowieści. Jest jednak nadzieja (jak w powieści Millera): Robert ostatecznie wraca do świata prawie zdrowych.

Podobnie dzieje się w opowiadaniu Mariusza Sieniewicza Wycieczka. Tu chorzy, których cierpienia zostały odmalowane z naturalistyczną dokładnością, okazują się ostatecznie aktorami, odgrywającymi swoje role w celu uświadomienia nieuświadomionych. Czytelnik, wobec którego utwór ma spełnić – i spełnia – zadanie podobne do zadania ulotki z przychodni (misja!), czytelnik zatem już od teraz świadomy ciążących nad nim zagrożeń, oddycha z ulgą: to się nie wydarzyło naprawdę!

W obu tych tekstach do głosu dochodzi terapeutyczna funkcja literatury. Sieniewicz czy Miller nie są wprawdzie „twórcami gejowskimi” (w rozumieniu politycznym pisarzem gejowskim nie jest też Michał Witkowski), ale i do nich można w tym wypadku odnieść słowa Jeanette Winterson z jednego z jej esejów: „Lwia część gejowskiej literatury, zwłaszcza tej związanej z kryzysem na tle AIDS, jest rodzajem terapii, egzorcyzmów, a nie sztuką”. Nic złego ci nie będzie, nawet gdy nastąpi najgorsze, mówią nasi pisarze – współcześni pozytywiści. To jeden element ich przekazu, ten może mniej oczywisty. Drugi: uważaj, czytelniku, czytelniczko; lepiej będzie dla nas obojga, żebym cię nie musiał, nie musiała poddawać swojej literackiej terapii. „Chroń swój głód, dobrze wiesz, że miłość znaczy śmierć”, śpiewała wieki temu Halina Frąckowiak.

PS: A Winterson kontynuuje: „cała sztuka, włącznie z literaturą, to coś więcej niż temat”.

Maciek Miller, Pozytywni, Korporacja Ha!art, Kraków 2005

Trafieni. 7 opowiadań o AIDS (Agnieszka Drotkiewicz, Izabela Filipiak, Natasza Goerke, Marek Kochan, Sławomir Shuty, Mariusz Sieniewicz, Michał Witkowski), W.A.B., Warszawa 2005