- homiki.pl - https://homiki.pl -

Noc motylka II – opowiadanie

[1]
1. Trwa kolejna noc cudów i dziwów. Siedzę w kącie Sceny i obserwuję. Przede mną maszeruje parada pozorów. Chłopcy piszczą na swój widok, całują w usta, uśmiechają.
Tutaj nie ma miejsca na codzienne problemy. Wszystko musi być jak w teledysku. Pięknie, radośnie, ekscytująco, egzotycznie, erotycznie i pstrokato. The Show must go on.

2. Przychodzący zaglądają do baru, po czym siadają na pustej jeszcze sali i przeglądają zasoby do wyrwania. Rozczarowanie. Znów nie ma nikogo nowego. Te same typki co tydzień temu, nawet siedzą w tych samych miejscach. Zanosi się na samotną noc. No, chyba, że ktoś nowy się pojawi. No, ostatecznie można znaleźć kogoś z recyklingu, z kim się już spało i można na ten wieczór też poszaleć.



3. Pojawia się moja przyjaciółka. Miażdży mi rękę uściskiem, klepie po plecach. Rozgląda się po sali i lustruje inwentarz. Krzywi się zawiedziona. Lesbijek dziś jak na lekarstwo. Pewnie w telewizji jest mecz piłki nożnej, albo wybory miss.



Scena zapełnia się. Coraz więcej markowych koszulek, obcisłych spodni i wciągniętych brzuchów. Tłoczą się i kotłują. Udają radość i doskonały humor. Inni ponuro siedzą w kącie i wypatrują ideału swego życia.



4. Wszystko jedno, co kto robi i jak się zachowuje. W oczach każdej osoby wyczuwam to samo pragnienie, które mnie dręczy od dawna. Pragnienie pięknej miłości. Normalnej miłości. Wynikającej nie z szaleństwa zmysłów paru dni, lecz z zaufania i romantycznego zadurzenia.
Wszyscy pragną miłości, ale skrywają to głęboko pod cynizmem, lekkodusznością i luzactwem. Kochaj i baw się.



5. Wstydzę się mojego prawdziwego pragnienia.

– Kocham cię. – Mówiłem.

– Ja też zawsze będę cię kochał. – Słyszałem w odpowiedzi.

Wierzyłem, że tak będzie.

A potem, po chwilach rozkoszy i szczęśliwości nagle wszystko się kończyło.

Zamek ze strzelistymi wieżami po raz kolejny okazywał się zamkiem z piasku.



6. Nie mam już siły zaufać ludziom. Z każdym „chcę być z tobą” węszę podstęp. Na dźwięk „kocham cię” uśmiecham się z zażenowaniem. Kiedy słyszę „na zawsze” ogarnia mnie pusty śmiech. Pamiętam za dobrze złe słowa, by zrozumieć nawet najszczersze wyznanie.



7. Rzucam się w wir tańca. Obok wije się przyjaciółka. Tuż obok, przy barze dobijają się targi, kolejne pary wychodzą w noc. Może ktoś się zakocha bez wzajemności. Może ktoś kogoś rzuci. Może ktoś będzie płakał tej nocy.

Tańczymy wytrwale. Rozglądam się dokoła. Patrzy na mnie wiele oczu. Szukam takich, którym mógłbym znów zaufać. Nie znajduję. Wszędzie widzę nieme zachęty.

„Zaszalejemy?”

„Zabawmy się”

„Wszakże życie jest takie krótkie”

„Daj spokój z wyrzutami, na myślenie przyjdzie czas”.

Tańczę już z mniejszym entuzjazmem. Chyba ten wieczór znów zakończy się gorzej niż się zaczął. Kumpela też niezbyt zadowolona.

– Czemu żadna nie odpowie na mój taniec godowy pod tytułem JESTEM WOLNA? – pyta.



8. Wychodzimy na dwór. W budynku obok odbywa się przyjęcie weselne. Goście wyszli właśnie na taras. Babki, dziadkowie, wujkowie i nowożeńcy. Obserwują kolorowy, piskliwy tłumek kłębiący się w podwórku. Patrzą ze zdziwieniem, przerażeniem a może oburzeniem.
Kiedy widzę to czarno – białe towarzystwo ogarnia mnie wesołość. Mam ochotę pomachać i pożyczyć szczęścia młodej parze. Cóż, jedni mają życie ułożone stabilnie i poważnie jak na rodzinnych fotografiach, inni muszą żyć w świetle stroboskopu. Cieszyć się chwilkami radości. Nie przyzwyczajać za bardzo, by potem za bardzo nie bolało.



9. Znów w środku. Ktoś mi wypił piwo. Normalka. Wspólnota duszy i płynów ustrojowych. Obok leży na stole pijany facet. Leży tak od dwóch godzin. Jego problemy nie obchodzą nikogo, wszakże dla każdego ta noc jest najważniejsza i nikt nie ma czasu na dobroczynność.
Muzyka huczy, światła błyskają. Boli mnie głowa.

Właściwie to chętnie poszedłbym już do domu. Ale nie mogę. Nie chcę. Wolę tutaj się męczyć, niż samotnie leżeć w pustym łóżku i marzyć o prawdziwym chłopaku.



10. Ten 18 – latek przyszedł tutaj po raz pierwszy. Był umówiony z chłopakiem poznanym przez internet. Czeka już od kilku godzin. Tamten nie nadchodzi. I nie nadejdzie.
Rozmawiamy. Jest taki czysty i bezbronny. Nic nie wie. Chce miłości. Potrafi jeszcze kochać. Potrafi zaufać.



11. Właściwie jest bardzo fajny. Przytulam się do niego, wyczuwam drżenie, niepewność. Tak, żaden facet go jeszcze przedtem nie przytulał.. W jego oczach czytam „Bądź ze mną. Weź mnie ze sobą. Na zawsze”. Przytulam go mocniej. Mam ochotę, on zresztą też. Słyszę jego przyśpieszony oddech, serce wali mu jak oszalałe. Cały jest w mojej władzy.

Nagle ogarnia mnie zwątpienie. Nie chcę, nie mogę, nie powinienem. Uczucie to wyzwanie. Jeśli kochasz, możesz albo zranić albo możesz być zraniony.

Przypominam sobie te chwile, kiedy ja mówiłem „ zostańmy przyjaciółmi”. Pamiętam zmieniony i wystraszony głos chłopaka, który otrzymał mojego smsa: „Myślę, że nie jestem odpowiednią osobą dla Ciebie. Nie jestem godzien” pamiętam ich płacz i ból. Nie chcę. Boję się miłości.



12. Całuję młodzika i żegnam się. „Myślę, że się jeszcze spotkamy” mówię.

W jego oczach widzę ból, przerażenie i dezorientację. Prędko się ubieram i uciekam. Młody nie zostanie długo sam. Na pewno ktoś się nim zaopiekuje. A bierzcie go sobie wszyscy…



13. Wychodzę ze Sceny. Na zewnątrz szary, zimny świat. Teledysk się skończył.
Przechodzę obok kościoła, w którym już za parę godzin będzie się mówić o miłosierdziu, o radości, o tym, że Bóg wszystkie swoje dzieci kocha jednakowo.

Wschodzi słońce. Ptaszki zaczynają śpiewać. Wyjeżdżają pierwsze dzienne tramwaje. Jestem znów sam.



Opowiadanie ukazało się w miesięczniku „Inaczej” w 2002 roku. Wersja poprawiona i zmieniona.