misie w mieście

a wieczorem zaczął śnieg padać
kocham cię – kocham – obsesyjna mantra
i patrzyliśmy sobie w oczy
i kochaliśmy się
i śmialiśmy się i jedliśmy i piliśmy
i obejrzeliśmy wiadomości
a śnieg zaczął padać wieczorem
niedawno

Z perspektywy podłogi

michał ma kolokwium
jest na uczelni
a ja leżę
czekam
patrzę w sufit i oddycham miarowo
tak cicho
tak spokojnie
że nawet bóg mnie nie słyszy
nie widzi

Homowidzenie, czyli swego rodzaju manifest

gdy na imprezie, kiedy w pokoju gra muzyka i tańczą ludzie, inni piją wódkę, a ja całuję się na łóżku z chłopakiem i przytulam się do niego – nikt nie patrzy wilkiem. nie pożera wzrokiem. bo heteroseksualny przyjaciel, którego głaskam po głowie w chwili słabości, nie boi się gwałtu z mojej strony. nie czuje wstrętu. ponieważ rozmawiam, słucham, czuję, opowiadam, śmieję się i płaczę. ponieważ czasami się boję, a czasami jestem nieskończenie wściekły.

Obnażenie

i ten alkohol, i te przestrzenie bez mebli, dywanów – oceany prawdziwe, ściany, podłogi – sufity, farby – świece na podłogach i muzyka ze starego radia.
i cisza chwilami, i słowa – rozmowy jak to w małym towarzystwie, w miarę pustoszenia butelki, coraz śmielsze.

I wszystko szeptem

jest godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści – po prostu – zwykła godzina jakich wiele, na zwykłym zegarze, wyłudzonym zresztą od mojej przyjaciółki, którą oczywiście pragnę gorąco pozdrowić. tak się robi w telewizji… pozdrawiam mamusię, tatusia, całą moją rodzinę, klasę i kochanych nauczycieli z ósmego liceum gdzieś tam. biorę zatem przykład ze szklanego ekranu i pozdrawiam a.b.

Tik tak o trzeciej nad ranem

na wznak, z szeroko rozrzuconymi nogami, z rękoma niczym mały chrystusik – rozciągnięty, jakby całe łóżko należało do niego. i oddycha miarowo – śpi przecież – świszczy ledwie dosłyszalnie półprzymkniętymi ustami, a wargą, korytem pomiędzy nimi, błyszczy cienka – niczym pajęcza sieć – strużka śliny. jest ciekawie rozebrany, czystość natury, na brzuchu zaś skrawek białego prześcieradła. spoglądam tam, niewielka wypukłość oceanem jasności, i odwracam głowę. poezja… on jest poezją i wszystko wokół niego.

PROCES
Sztuka w jednym akcie

osoby są autentyczne
prawda jest subiektywna
świat przedstawiony to świat prawdziwych zarzutów
ludzie to zwierzęta
boga nie ma.

czas: bez znaczenia
miejsce: sala rozpraw
osoby: hitler, oskarżony, chłopiec, ewa braun, matka, ojciec, chór.

Śmierć wizji (kondolencje)

tworzymy nierozerwalny organizm, jednoczymy się w sobie i swoich wnętrzach… znamy siebie
i nie mamy przed sobą tajemnic.

wizja
zupełnie nieznanego poety
znaleziona martwa
nad stawem

Przyjacielu

widzisz przyjacielu moje odbicie w lustrze?
to ja,
w nieco zmienionej formie patrzę na ciebie…
starszy o te parę lat,
inny,
obcy już tobie.
dziwisz się, że tak schudłem?
tak… zapuściłem brodę
i zmieniłem nieco sposób ubierania.

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa