Tajemnice pruskiej Atlantydy

I

Małe Bejnuny, czyli Klein Beynuhnen, były wsią położoną pod Darkiejmami (Darkehmen), w sercu Prus Wschodnich. Znajdujący się tam majątek ziemski należał od 1793 r. do Friedricha Heinricha Johanna von Farenheida, człowieka wyjątkowego, wyróżniającego się spośród pruskiej szlachty zamożnością, wykształceniem i poglądami. Był zwolennikiem przeprowadzenia liberalnych reform ustrojowych, a dzięki odbytej w młodości podróży edukacyjnej po Europie i Ameryce Północnej posiadał dużą wiedzę na temat rolnictwa i hodowli koni. Wykorzystywał ją intensywnie w zarządzaniu swymi dobrami.

Friedrich uczynił Małe Bejnuny swą siedzibą i centrum administracyjnym rozległych posiadłości. Zapewne pierwotnie zamierzał wznieść tu rodzinne mauzoleum. Jednakże po śmierci swej trzyletniej córki Ninette, w 1811 r., polecił zbudować w lesie pod miejscowością Rapa (niem. Angerapp) piramidę, w której spoczęły zwłoki dziecka a później innych członków rodu.

Możemy się domyślać, że wzniesienie grobowca w formie piramidy było wyrazem masońskich przekonań Friedricha Farenheida, a jednocześnie nawiązywało do jego zainteresowania sztuką starożytną. Wiemy, że był człowiekiem zaangażowanym w działalność masonerii, zaś piramida należała do najważniejszych symboli tego ruchu. Ponadto podczas pobytu w Anglii i Francji zetknął się zapewne z powszechną od schyłku XVIII w. fascynacją sztuką egipską i wzorowanymi na niej budowlami, głównie grobowcami. Bez względu na to, która z inspiracji była ważniejsza, powstało w ten sposób mauzoleum, które miało później budzić ogromne zainteresowanie badaczy przeszłości i rabusiów. W 1849 r. pogrzebano w nim także Friedricha, a jego majątek został podzielony pomiędzy jego syna Fritza i dwie córki.

Liczący sobie niespełna 34 lata Fritz von Farenheid otrzymał siedzibę rodu – Małe Bejnuny, które w ciągu następnych dziesięcioleci przekształcił w niezwykłe ognisko Muz. W jego życiorysach możemy przeczytać, że fascynację i umiłowanie starożytności grecko-rzymskiej wzbudził w nim podczas podjętych w 1836 r. studiów na Uniwersytecie w Królewcu filolog klasyczny Karl Lehrs, jego wykładowca i późniejszy przyjaciel. Musimy jednak nieco skorygować powyższą opinię. Wiele wskazuje bowiem na to, że profesor Lehrs jedynie ukazał Fritzowi dziedzictwo kultury silnie nasyconej pierwiastkami bliskimi jego naturze, która właśnie dlatego stała mu się szczególnie bliska.

Fritz poświęcił się studiom nad historią religii i starożytną literaturą grecką. Marzył o tym, by podobnie jak ojciec podróżować po świecie, aczkolwiek pragnął przede wszystkim udać się do Grecji i na Bliski Wschód. Ojciec zgodził się spełnić jego życzenie dopiero po ukończeniu studiów. Miał przy tym nadzieję, że konfrontacja z rzeczywistością położy kres marzycielskim zachwytom syna nad przeszłością i rozwieje jego wyidealizowane wyobrażenia o greckości. Stało się jednak inaczej.

W 1841 r. Fritz Farenheid wyruszył wraz z generał-lejtnantem von Twardowskim w podróż po Grecji, skąd udali się do Konstantynopola, w głąb Azji Mniejszej, a w końcu na Sycylię i do Rzymu. Szlak ich greckiej wędrówki wiódł m.in. przez Ateny, Eleusis, Cheroneję, Delfy, góry Parnas i Termopile. Podróżowanie po tych terenach było wówczas bardzo trudne, mogło dostarczyć wielu wspaniałych wrażeń, ale przede wszystkim narażało na sporo przykrych i uciążliwych doznań. Fritz tak pisał w swym dzienniku z podróży:

Droga wśród skał, którą jechaliśmy z Delf do Amfisy, dzisiejszej Salony, była jak zwykle stroma i uciążliwa. Często musieliśmy zsiadać z koni z powodu urwistych zboczy i śliskich, nagich skał. Koń z pakunkami, na którego wszedł parobek, z trudem obchodząc strome zbocze runął gwałtownie w dół na szpiczaste, postrzępione skały, przyciskając człowieka. Widok na zatokę pod Chryso, z gajami oliwnymi i łańcuchami gór, na których wierzchołkach połyskiwał śnieg, był zadziwiająco piękny, a błękitna mgła wieczorna schodząca w dolinę orzeźwiała duszę i serce. Poniżej, pokrzykując i wiwatując, ciągnął do Salony orszak weselny. Wszyscy byli na koniach, kobiety i mężczyźni; ci w swych wyjątkowo błyszczących fustanellach oraz haftowanych złotem i srebrem kurtkach.  

Niektórych historyków dziwi, że żywione przez młodego Fritza Farenheida umiłowanie Grecji było w stanie przetrwać wszystkie niewygody, jakich tam doświadczył. A może 26-letni arystokrata był po prostu bardziej odporny na trudy podróży niż to sobie wyobrażamy, dużo zdrowszy i silniejszy niż w późniejszych latach. W każdym bądź razie pluskwy w zajazdach i rabusie na drogach nie byli w stanie odwieść go od odkrywania piękna greckiego krajobrazu i zabytków przeszłości. Ku zmartwieniu ojca oraz dalszych krewnych i znajomych pozytywne przeżycia z podróży umocniły we Fritzu idealistyczne nastawienie do życia i świata, jeszcze bardziej oddalając go od podjęcia użytecznego zawodu.

W odróżnieniu od swego ojca oraz dalszych przodków nie wykazywał zmysłu praktycznego i zainteresowania sprawami gospodarczymi, a jego umysłowość wypełniała fascynacja ideałami estetycznymi, szczególnie pięknem zaklętym w sztuce. Po powrocie z pierwszej podróży zapragnął przekształcić rodową siedzibę w Małych Bejnunach w oazę antycznej greckości, ale praktycznie myślący ojciec nie zgadzał się na to, ewentualnie korygował zamysły syna w taki sposób, by były przydatne w … hodowli koni. Toteż choć w 1847 r. rozpoczęto zakładanie parku wokół pałacu, Fritz mógł przystąpić do pełnej realizacji swych planów dopiero po śmierci ojca. Odziedziczywszy trzecią część szlacheckiej fortuny, poświęcił się podróżom i kolekcjonerstwu. Początkowo gromadził miedzioryty i fotografie przedstawiające dzieła sztuki. Później zaczął kupować kopie i oryginały dzieł starożytnych artystów greckich i rzymskich.

Fritz von Farenheid spędził w podróżach znaczną część życia. W 1851 r. wyruszył na pierwszą z wielu wypraw do Włoch, które stały się najulubieńszym celem jego wyjazdów. Kilka lat później, w 1859 r. udał się w długą podróż do Francji i Hiszpanii, a w 1867 r. pojechał w towarzystwie W. Wolffa do Danii. Głównym celem ich pobytu w Kopenhadze były wizyty w pracowni Bertela Thorwaldsena i zapoznanie się z jego dziełami, które nawiązywały do sztuki antyku i często przedstawiały postacie z mitologii greckiej lub rzymskiej.

Fritz przywoził niemal z każdej podróży nowe dzieła sztuki lub ich kopie, które zdobywał sam lub za pomocą wypełniających jego zlecenia pośredników. Najwięcej eksponatów sprowadził do Małych Bejnun z bogatych w zabytki Włoch. Do jego siedziby napływały także przesyłki z Londynu i Paryża, zawierające zamówione odlewy rzeźb z tamtejszych kolekcji. Przywiezione do serca Prus Wschodnich, uchodzących wówczas za skraj cywilizowanego świata, stały się jedynym na tym terenie pomnikiem dawno minionej rzeczywistości, co do której pan na Bejnunach mniemał, że byłaby mu bardziej przyjazna od współczesności.

II

Gromadzone dzieła sztuki wymagały odpowiedniego wyeksponowania. W tym celu w 1852 r. urządzono w pałacu Salę Antyków. Począwszy od 1854 r. każdego lata Fritz Farenheid udostępniał ją zwiedzającym. W tym samym roku ukazało się w Berlinie pierwsze wydanie katalogu-przewodnika po bejnuńskiej kolekcji. Zawarte w nim opisy poszczególnych dzieł sztuki greckiej pozwalają nam stwierdzić, co w kulturze greckiej było najbliższe sercu Fritza, co było dla niego najpiękniejsze. Za najbardziej znaczący możemy uznać opis odlewu popiersia Erosa, zawierający cytat z „Uczty” Platona:

Mamy przed sobą chłopca w rozkwicie młodości. Kręcone włosy okalają głowę i kark, i są zebrane na kręgosłupie za pomocą krobylosa (węzła). Pragnienie i powab w rysach, głowa łagodnie skłoniona w prawo, marzy nieprzytomnie o ukochanym obiekcie, którego bliskość wyczuwa [...]. Wszak powaga uszlachetnia wzniosłą piękność tego powabu, wyrastającą ponad zmysłowość, i wypełnia ją pragnieniem tej miłości, która poszukuje piękna, ponieważ nie potrafi oddzielić go od dobra. Przypatrując się temu Erosowi, przytakujemy Fajdrosowi z platońskiej „Uczty”, który tak wykrzykuje: „Erosie! Ty jesteś najstarszym z bogów, sprawcą największego dobra, miłości, która unika czynów podłych i dąży jedynie do szlachetności.

Opis popiersia Alkibiadesa, skopiowanego z oryginału przechowywanego w Watykanie, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, że zmysłowe piękno greckich młodzieńców było Fritzowi Farenheidowi szczególnie bliskie:

Charakterystyczna głowa sławnego Ateńczyka. Delikatna pełnia rozlewa się przez całą głowę i okazały kark. Usta są ukształtowane niczym pączek jak do pocałunku. Zawoalowane i płynne spojrzenie przepełnia pożądanie i dwuznaczność [...]. Piękno, siła, lubieżność, dwuznaczność, próżność i genialność – wszystkie te cechy sławnego Ateńczyka widzimy trafnie zespolone w tym pełnym wyrazu popiersiu.  

Fritz napisał o swych zbiorach tyle, ile mógł napisać w ogólnodostępnej publikacji. Pamiętajmy, że homoerotyzm był postrzegany negatywnie przez konserwatywną większość niemieckiego społeczeństwa, a stosunki homoseksualne należały w Prusach do przestępstw zagrożonych karą ciężkiego więzienia. Toteż arystokratyczna oaza antyku w Małych Bejnunach musiała mieć dwa oblicza: jedno zupełnie jawne, ukształtowane w duchu ówczesnej moralności i prawa, drugie ukryte przed większością ludzi, wyczuwalne wszakże dla tych wszystkich, którzy kochali tak jak Platon, Hadrian i w końcu Farenheid.

W tworzeniu kolekcji i jej wyeksponowaniu pomagał Fritzowi Farenheidowi jego długoletni przyjaciel Ulrich Salpius. Pochodził on z Berlina, był oficerem wojsk pruskich a jednocześnie rzeźbiarzem i malarzem, autorem ilustracji do pierwszych niemieckich wydań baśni Hansa Christiana Andersena. Warto wspomnieć, że poznał ich autora osobiście w 1845 r. w Berlinie. Zarówno uroda Salpiusa, liczącego sobie wówczas 17 lat, jak i jego talent do rysowania wywarły na duńskim pisarzu i poecie wielkie wrażenie. Napisał ku czci młodzieńca wiersz zaczynający się od słów „Masz duszę artysty …”. Wiemy, że w późniejszym czasie Ulrich Salpius zajmował się także rzeźbą.

Łącząca Farenheida i młodszego o 12 lat Salpiusa wspólnota zainteresowań sztuką, umożliwiająca owocną współpracę przy tworzeniu bejnuńskiej Arkadii, była częścią wiążącej ich erotycznej wspólnoty dusz i ciał, skrywanej przed światem, lecz wyraźnie dającej o sobie znać w ich biografiach. Będzie o niej jeszcze mowa.

Podjęty przez Fritza von Farenheida zamysł stworzenia zbioru rzeźb i ich kopii wiązał się z dużymi kosztami i problemami technicznymi wynikającymi ze znacznej odległości Małych Bejnun od głównych szlaków komunikacyjnych. Ciężkie dzieła sztuki transportowano początkowo statkami, a następnie wozami, ponieważ w Prusach Wschodnich nie było jeszcze linii kolejowych. Dopiero w 1866 r. Wystruć (Insterburg) stała się stacją Kolei Wschodniej, łączącej Prusy Wschodnie z Pomorzem, Brandenburgią i Berlinem. W 1876 r. powstała linia łącząca Wystruć z Darkiejmami (Darkehmen) i Gołdapią (Goldap).

Fritz gromadził przede wszystkim odlewy gipsowe starożytnych rzeźb oraz płaskorzeźb. Zebrał ich ponad 200 (według niektórych autorów około 300). Były wśród nich odlewy najbardziej znaczących i najsłynniejszych dzieł antycznych rzeźbiarzy. W jego zbiorze znajdowało się także kilkanaście oryginalnych i kilkadziesiąt marmurowych kopii rzeźb greckich i rzymskich, a ponadto kilka marmurowych rzeźb współczesnych inspirowanych motywami antycznymi. Drugą część kolekcji stanowiło ponad 200 kopii dzieł malarstwa europejskiego zakupionych na wolnym rynku lub wykonanych na jego zamówienie. Były to głównie kopie obrazów renesansowych malarzy włoskich XV i XVI w. Ponadto panu na Bejnunach udało się zgromadzić niewielką ilość oryginalnych dzieł włoskich malarzy z XVI-XVIII w. Uzupełnieniem zbioru były liczne brązowe i porcelanowe biusty i statuetki, których twórcy naśladowali dzieła autorów antycznych i nowożytnych.

Właściwe wyeksponowanie tak dużej i różnorodnej kolekcji było wielkim wyzwaniem, toteż Fritz Farenheid postanowił zupełnie przebudować i rozbudować siedzibę rodową, nadając jej cechy stylu klasycystycznego. Nastąpiło to w latach 1861-1864 pod kierunkiem architekta i rzeźbiarza Alberta Weißa. Wzniesiono wówczas Salę Kolumnową oraz Przedsionek z Korami (Kariatydami), upodabniając pałac do ateńskiego Erechtejonu. Jednocześnie powiększono otaczający go park w stylu angielskim, w którym ustawiono 26 kopii antycznych rzeźb greckich i rzymskich. Pośrodku parku, na niewielkim wzniesieniu, zbudowano świątynię w stylu doryckim, w której znalazła się kopia Grupy Laookona, darzonej szczególnym podziwem przez pana na Bejnunach.

Zbiory Farenheida zyskały sobie z czasem dużą popularność nie tylko w Prusach, ale także za granicą. Mieczysław Orłowicz, który odwiedził bejnuńską siedzibę Muz w 1913, tak pisał w „Ilustrowanym przewodniku po Mazurach Pruskich i Warmii”:

Polecenia godną jest wycieczka do leżących na północ od Węgoborka, już poza obrębem Mazur, odległych 25 km Bejnun (Beynuhnen). Położony w ślicznym parku klasyczny pałac Fryderyka Fahrenheida, pełen rzeźb, obrazów i wykopalisk, jest prawdziwym muzeum sztuki starożytnej i neoklasycznej. Prócz oryginałów znajduje się tu wiele odlewów gipsowych arcydzieł rzeźby wszystkich czasów. Zwiedzanie jest dozwolone w miesiącach letnich, w każdy piątek. Najlepsze dzieła sztuki znajdują się w apartamentach prywatnych właściciela. Wśród oryginałów są cztery obrazy Gwido Reniego, Aleksandra Varotari „Ofiara Ifigenii”, nadto zbiór sztychów, wśród nich Tycjana, Rafaela, Leonarda da Vinci, Rubensa. W parku wiele rzeźb marmurowych, świątyń gotyckich oraz grób założyciela pałacu Fr. Farenheida i jego przyjaciela Salpiusa, ozdobiony rzeźbą Thorwaldsena.  

Fritz von Farenheid i Ulrich Salpius stworzyli w prowincjonalnych Małych Bejnunach, zagubionych wśród wzgórz, jezior i lasów, arystokratyczną oazę antycznej i nowożytnej sztuki, która miała być także wysepką greckiego ducha. Zamierzali krzewić wśród mieszkańców Prus nie tylko zainteresowanie dziełami greckich i rzymskich rzeźbiarzy, ale również znajomość religii i filozofii starożytnych Greków. Toteż siedziba rodowa Farenheidów, szeroko otwierająca swe podwoje dla gości, zasługiwała zapewne także na miano Aten Północy. Przepajał je duch ostrożnie odsłanianego platońskiego erotyzmu, kierującego się zasadą piękna i dobra.

 

 

 III

Studiując starożytną literaturę i zbierając dzieła sztuki antycznej, Farenheid stworzył sobie duchową ojczyznę. Budował i umacniał w swej duszy jej wyidealizowane wyobrażenie, wędrując nieustannie do śródziemnomorskich źródeł, zanurzając się w tamtejszym klimacie i krajobrazie. Inną ważną przyczyną podróży pana na Bejnunach na południe Europy był słaby i pogarszający się stan zdrowia, które próbował ratować pobytami w zdrowszym dla niego klimacie. Niemal co roku uciekał przed chłodem i mrokiem pruskiej zimy udając się w towarzystwie Salpiusa do Włoch, skąd powracał w rodzinne strony dopiero późną wiosną.

Wiemy, że Fritz Farenheid cierpiał na dolegliwości układu krążenia i astmę. Ze względu na artretyzm stawów kolanowych oraz rosnącą z biegiem lat nadwagę miał poważne problemy z poruszaniem się. Wielokrotnie poddawał się intensywnym i wyczerpującym kuracjom u najlepszych lekarzy. W początkach lat 80. XIX w. profesor Ernst Schweniger, osobisty lekarz kanclerza Ottona Bismarcka, podjął się opracowania dla niego specjalnej diety, która miała zmniejszyć nadwagę. Jednakże wysiłki tego i innych lekarzy nie przyniosły znaczącej poprawy.

Przyczyną pogarszającej się kondycji fizycznej i nieskuteczności terapii mogło być załamanie psychiczne po stracie Ulricha von Salpiusa. 11 kwietnia 1867 r. niespełna 40-letni Ulrich, wówczas major 6 Pomorskiego Pułku Piechoty, zmarł w Gnieźnie po krótkiej chorobie. Fritz pogrzebał miłość swego życia w Małych Bejnunach, w otaczającym pałac parku, na wschód od Świątyni Doryckiej. Aby godnie upamiętnić życiowego partnera i współtwórcę zbiorów sztuki polecił wznieść przy grobie wysmukłą kolumnę zwieńczoną posągiem bogini Nadziei (łacińskiej Spes) autorstwa Thorvaldsena. Dostojnie krocząca bogini niosła w wyciągniętej prawej dłoni pąk kwiatu.

Ulrich von Salpius był zapewne najważniejszym mężczyzną w życiu Fritza Fahrenheida. Ich długotrwały i niezwykle twórczy związek nie był jednak ostatnim w życiu Fritza. Silne więzy emocjonalne łączyły go u schyłku życia z młodszym o ponad 30 lat dyplomatą, hrabią Philippem Eulenburgiem, który kilka miesięcy po śmierci swego „ojcowskiego przyjaciela” Josepha Arthura Gobineau (zmarłego 13 października 1882 r.) nawiązał intymną korespondencję z panem na Bejnunach. Swobodnie wyrażana wrażliwość i uczuciowość przeplatały się w jego listach z uwielbieniem dla dzieł sztuki kryjących w sobie pierwiastek homoerotyczny. Zdradził Farenheidowi żywione od lat i dotąd nie spełnione pragnienie, by zdobyć popiersie Antinousa, w którym widział dzieło „najcudowniejszego powabu, nie mające sobie równych pod względem uroku”. Wyznanie to pobudziło pana na Bejnunach do wyjątkowej wylewności:

Obejmuję Pana od serca. Obdarzył mnie Pan słonecznym promieniem miłości i przyjaźni; moje całe jestestwo wychodzi w pełni na przeciw Panu we współbrzmieniu naszych szczerych i głębokich akordów życiowych. Jakże mnie uszczęśliwiło to, co Pan, drogi, kochany przyjacielu, mówi mi o Antinousie! Misterium miłości pełnej tęsknoty. Pan kocha go tak gorąco, że będzie on dla Pana wspaniałym wyrazem uznania.  

Z kolei Philipp Eulenburg w wierszu, który dedykował „Swemu Kochanemu, Drogiemu Fritzowi”, pisał:

Zapewne znasz ten cudowny przymus,
co podobnych ludzi wiedzie ku sobie?
Podniosłe, tajemnicze brzmienie,
gdy nasze serce wybiera sobie przyjaciela? [...]
Wieczne piękno i wieczne dobro
włada sercami, które wiernie się rozpoznały –
wszak goreje w nas złoty żar słońca
z wiecznie jaśniejącej ojczyzny.  

Fritz von Farenheid odpowiedział na ten wiersz następującym listem:

Twe pozdrowienia zabrzmiały mi niczym cudowna, mistyczna muzyka i odczułem serdeczne współbrzmienie dusz. Skierowałem łódkę mego życia ku twojej, która sunie mi na przeciw [...]. Ty na resztę mej drogi życiowej będziesz mi kwiatem życia, który tym chętniej i tym wiernej będę pielęgnował, im gorętsze i obfitsze jest poznanie, które inicjuje nasz przyjacielski stosunek, budząc wielką nadzieję w mej duszy.

Ze wspomnień Philippa Eulenburga wiemy, że odwiedzał Fritza Farenheida w Małych Bejnunach, a ten odwzajemniał mu się rewizytami w Monachium. Łączyło ich bardzo wiele, zarówno w wymiarze emocjonalnym, jak i intelektualnym.

Zimą z 1887 na 1888 r. Fritz nie wyruszył na coroczną podróż do Włoch ze względu na zły stan zdrowia i przedłużające się leczenie. Powrócił do Małych Bejnun pełen posępnych przeczuć. Wizytacja dóbr zupełnie wyczerpała jego siły, zapoczątkowując ciężką chorobę, która przykuła go do łóżka. Zmarł na zapalenie płuc w swej arkadyjskiej siedzibie 8 czerwca 1888 r. Pogrzeb odbył się w jasnych promieniach słońca, przy dźwiękach chopinowskiego Marsza Żałobnego, granego przez orkiestrę wojskową z Gąbina (Gumbinnen).

Zgodnie ze swym życzeniem założyciel wschodniopruskiej oazy Muz został pogrzebany w przypałacowym parku, obok zmarłego 21 lat wcześniej majora Ulricha von Salpiusa. Na nagrobku Farenheida wyryto ułożony przez niego samego czterowiersz:

Opuszczając świat,
przepełniony niezaspokojoną tęsknotą
oczekuję w pokorze
wielkiego objawienia w Panu.  

Natura uczyniła Fritza Farehheida wielbicielem greckiego piękna i dobra, i jednocześnie ostatnim z rodu. Małe Bejnuny i znajdujący się w nich zbiór dzieł sztuki stały się po jego śmierci własnością potomków starszej siostry Frederike, którzy przyjęli nazwisko Farenheid. Dzięki zasługom ich marzycielskiego kuzyna znaczyło ono w Prusach bardzo wiele. Wprawdzie możemy sądzić, że fascynacja sztuką i pasja kolekcjonerska zrodziły się w duszy Fritza jako środek łagodzący doskwierający mu ból istnienia, a gromadzone rzeźby i obrazy wypełniały pustkę, otaczającą go przez znaczną część życia, a obcowanie z nimi rekompensowało mu niedostatek szczęścia, jednakże dzięki temu powstało jedno z najniezwyklejszych miejsc w Europie środkowej, w którym dziedzictwo odległej przeszłości miało uszlachetniać przyszłe pokolenia, służyć krzewieniu greckiej idei piękna i dobra.

Niestety, kilkadziesiąt lat później bejnuńska Arkadia padła ofiarą konfrontacji XX-wiecznych totalitaryzmów. W styczniu 1945 r. ta wysepka idealistycznej utopii została starta z powierzchni ziemi przez najokrutniejszą z nowożytnych wojen, rozpętaną przez brunatnych germańskich barbarzyńców, zwycięską dla spragnionych zemsty Słowian ze Wschodu. Zbiory Fritza Farenheida zostały w części wywiezione z Bejnun tuż przed nadejściem frontu. Najłatwiejsze do przetransportowania dzieła sztuki załadowano do wagonów kolejowych i skierowano do majątku ziemskiego w Złotowie. Obrazy wycięto pośpiesznie z ram i przewieziono do Sopotu, gdzie powierzono je opiece pewnego polskiego arystokraty. Zabytkową porcelanę zakopano w parku. Po zajęciu Małych Bejnun przez wojska radzieckie pałac został splądrowany. Zdobywcy prawdopodobnie wywieźli pozostałą w nim część zbiorów, ewentualnie zniszczyli ją wraz z budynkiem. Wzniecony przez zdobywców pożar strawił północno-zachodnie skrzydło pałacu z Przedsionkiem Kor. Zrujnowany budynek zostały później rozebrany lub wysadzony w powietrze.

Wiele z bejnuńskich rzeźb prawdopodobnie przetrwało wojnę i znalazło się w innych, nowopowstałych kolekcjach prywatnych lub w uzupełniających wojenne straty zbiorach muzealnych. Co najmniej trzy dzieła antycznych rzeźbiarzy, wśród których jest popiersie Antinousa, trafiły do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Losy większości zabytków pozostają po dziś nieznane. To skarby zaginione, choć nie wiemy, czy bezpowrotnie utracone.

 

 

Literatura:

 

Andersen H. C. (b.d.). Med et tydsk Exemplar af mine Eventyr, tekst na stronie Kaliope; adres strony: http://www.kalliope.org/en/digt.pl?longdid=andersen2002112402 [data pobrania: 10.10.2014].  

Bourgeois B. (2003). Secure for Eternity. Assembly Techniques for Large Statuary in the Sixteenth to Nineteenth Century, w: History of Restoration of Ancient Stone Sculpture; wyd. J.B. Grossman, J. Podany, M. True. Los Angeles: J. Paul Getty Trust.  

Czerlinski K.-H. (1988). Fritz von Farenheid und seine Kunstschöpfung Beynuhnen. Zum Gedächtnis an seinen 100. Todestag, „Angerapper Heimatbrief“, [r. 23], Dezember.  

Eulenburg P. (2012). Höfische Erlebnisse (Erweiterte Ausgabe). Altenmünster: Jazzybbee Verlag Jürgen Beck.  

Farenheid F. (1873). Beschreibendes Verzeichniss der Abgüsse nach Antiken im Schlosse zu Beynunen nebst einleitendem Aufsatz über die Grundideen griechischer Religion und Ethik. Königsberg: Wilhelm Koch.  

Felsch-Klotz A. (2009). Frühe Reisende in Phokis und Lokris. Berichte aus Zentralgriechenland vom 12. bis 19. Jahrhundert. Göttingen: Universitätsverlag.  

Harden M. (1913). Köpfe. Dritter Teil. Processe. Berlin: Verlag Erich Reiss.  

Lehrs K. (1902). Kleine Schriften; wyd. A. Ludwich. Königsberg: Hartung.  

Nachruf (1867). Nachruf, „Militair Wochenblatt”, r. 52, nr 19-20 (20 kwietnia).  

Orłowicz M. (1923). Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmii. Lwów-Warszawa: Książnica Polska.  

Piątek B. (2000). “Piramida z Luschnitz” czyli egiptomania jako epizod w XIX wiecznej historii wschodniopruskiej rodziny von Farenheid, „Światowid”, t. 43.  

Voermann I. (2012). Die Kopie als Element fürstlicher Gemäldesammlungen im 19. Jahrhundert. Berlin: Lukas Verlag.

 

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa