Strzały w stopę i strzały w dziesiątkę…

Kiedy po raz ostatni pisałam o mangach wydawanych w Polsce, rodzimy rynek dopiero wychodził z trwającego kilka lat kryzysu, w trakcie którego wydawano jedynie najpopularniejsze serie. Od tego jednak czasu nastąpił prawdziwy boom nowości – pojawiły się nowe wydawnictwa, skłonne sięgać po niepublikowane dotychczas media (manhwy i manhuy, komiksy odpowiednio koreańskie i chińskie) oraz gatunki, w tym yaoi i, po raz pierwszy w Polsce, yuri. Oto moje małe podsumowanie ostatnich dwóch lat w kontekście publikacji interesujących po względem podejmowania wątków LGBT.

Podzieliłam je na „Strzały w stopę” – tytuły słabe, które można śmiało pominąć, „Szarą strefę” – tytuły dobre, które jednak mają mankamenty na tyle istotne, iż nie mogę ich polecić z czystym sercem, a także komiksy, w których występują poboczne wątki LGBT bądź wątki interesujące z homiczego punktu widzenia, i ostatecznie „Strzały w dziesiątkę” – komiksy godne polecenia. Przy okazji pozwoliłam sobie na mały ranking wydawnictw. Za każdy tytuł w pierwszej grupie odejmuję jeden punkt, za tytuł w drugiej grupie – dodaję jeden, za tytuł w trzeciej – dodaję dwa, podobnie jak za tytuły, które dopiero się ukażą. Aż sama jestem ciekawa, jak wypadnie to zestawienie.

 

Strzały w stopę

W poprzednim artykule pisałam o debiutującym wydawnictwie Kotori. Od czasu „Keep out” wydało ono serię jednotomówek yaoi: „Beautiful days”, „Labirynt uczuć”, „Neo Arcadia”, „Seven days” (podzielony na dwa tomiki, z których dotychczas ukazał się pierwszy) oraz „Szkarłatny kwiat”.  Dłuższymi tytułami komiksowymi są manhwa „Kwiaty grzechu” o osobliwej relacji między parą bliźniąt Sewą (dziewczyna) oraz Sejunem (chłopak), oraz manga yaoi „Zakochany tyran”. Wydawnictwo opublikowało też trzy zbiory opowiadań i trzy powieści: dwie części „Lalkarza” Katarzyny Lisowskiej, „Pieśń dla feniksa” Danuty Miklaszewskiej oraz przykład grafomanii, który nie zasługuje na tytuł powieści, czyli „Rafael Bielecki” Aniki Stasińskiej.

Pieśń dla feniksa

Pieśń dla feniksa

Całą działalność wydawnictwa można określić jednym słowem: katastrofa. Dla każdego z wymienionych tytułów można by sporządzić długą listę tego, co jest z nim nie tak, poczynając od powtarzania utartych schematów i nieumiejętność tworzenia wielowymiarowych bohaterów po wręcz promowanie toksycznych zachowań. Podobne uwagi dotyczą manhui „Niebiańska podróż feniksa” wydawnictwa Yumegari oraz jednotomówki „Dia Game” wydawnictwa Ringo Ame, jednak te wydawnictwa bronią się innymi pozycjami. Wracając do Kotori – pierwsza uwaga dotyczy większości jednotomówek. „Beautiful days” zapowiadało się ciekawie – jak syn samotnego ojca poradzi sobie z faktem, że ojciec ma partnera? – ale cała oryginalność została wyrzucona do śmieci, gdy okazuje się, że ojciec uczuciami romantycznymi darzy swojego przybranego bo przybranego, ale jednak syna. W „Seven days” z kolei zniechęciła mnie mizoginia autorów – najważniejsza bohaterka żeńska została przedstawiona jako kusicielka, a chłopcy nie mają oporów przed daniem w twarz znajomym dziewczynom tylko dlatego, że na nich patrzyły.

W „Zakochanym tyranie” romans zaczyna się od tego, że jeden z bohaterów podał drugiemu narkotyki i zgwałcił go, kiedy ten był nieprzytomny; bohaterowie „Lalkarza” zaś nie przejmują się takimi drobnostkami jak narkotyki, kiedy ładną chimerę można po prostu złapać w sidła i zgwałcić publicznie. „Pieśń dla feniksa” miała ciekawą koncepcję – świat, w którym główną rolę odgrywają Rosja i Chiny z przywróconą monarchią absolutną – ale pomysł ten nie został wykorzystany, a afera dyplomatyczna jest jedynie tłem dla romansu cesarza i jego dworzanina. Ponadto, wbrew temu, o czym zapewnia autorka, w książce bardzo mało jest chińskości. Opowiadania Kotori różnią się poziomem, niektóre są dobre, inne nieszczególnie, natomiast w trzech zbiorkach nie znalazłam opowiadań, które byłyby na tyle wybitne, by o nich więcej napisać. Ostatnia pozycja to z kolei mały koszmarek, na który nie wiem dlaczego wydano papier. Ironicznie, całkiem przyzwoitym tytułem jest jedyny komiks nie będący yaoi, a więc wspomniane „Kwiaty grzechu”, i to pomimo melodramatycznego tytułu i opisu.

Szara strefa

Po sukcesie „Klanu Poe” wydawnictwo JPF postanowiło kontynuować wydawanie klasycznych mang shojo. Kolejnymi tytułami są „Było ich jedenaścioro” Hagio Moto oraz „Mój drogi bracie” Riyoko Ikedy. Są to jedne z moich ulubionych utworów, w których zakochałam się jeszcze jako licealistka. Przeczytawszy jednak książki dotyczące lat 60-tych, 70-tych i 80-tych i zdumiona tym, jak wówczas mężczyźni traktowali kobiety, nie jestem w stanie ich z czystym sercem polecić. „Mój drogi bracie” to pierwsza pełnowymiarowa manga yuri, jednakże związki między kobietami nie są tam głównym tematem. Wszystkie wybory bohaterek ostatecznie motywowane są przez mężczyzn – tak naprawdę to oni niejako zza kurtyny kierują ich życiem. Co więcej, autorka stosuje wobec nich taryfę ulgową. Ojciec jednego z bohaterów został przedstawiony jako dobry ojciec, mimo, iż po rozwodzie ani razu nie odwiedził syna, który przez to bardzo cierpiał. Inna z kolei bohaterka przebacza ojcu, który otwarcie żył z kochanką, ponieważ jego wiersze sprzed lat pokazują, iż wtedy szczerze kochał jej mamę. Inny wątek dotyczy mężczyzny próbującego „zdobyć” dziewczynkę dwa razy od niego młodszą, a nielubiącą mężczyzn. Gdy wybiega ze szkoły w płaczu, ten ściga ją, próbuje siłą wciągnąć do samochodu, po czym daje jej w twarz, gdy ta się opiera. Gdy ponownie ją widzimy, jest mu całkowicie uległa i boi się otoczenia, co stanowi materiał do przerażających przypuszczeń.

Co ciekawe, jest to jednocześnie jedna z niewielu mang przedstawiających w nieprzerysowany sposób kobietę biseksualną. Kaoru zdecydowanie podoba się zainteresowanie Mariko, pociesza też Nanako, mówiąc, że ma nic złego w dziewczynie kochającej dziewczyny, jednocześnie stwierdzając, iż dla niej samej płeć nie ma znaczenia. Przy takich zapowiedziach jej ostateczne związanie się z chłopakiem nie wydaje się naciągane, natomiast bardzo mi się nie spodobało, że wkrótce potem również i ten miły chłopak zaczyna nią rządzić i podejmować za nią decyzje, siłą wymuszając na ich związku tradycyjny patrialchalny schemat.

W przypadku mangi „Było ich jedenaścioro” uderza brak postaci kobiecych. O ile w pierwszej części było to zrozumiałe, o tyle w drugiej i trzeciej, dziejących się odpowiednio na zamieszkałych planetach i w akademii kosmicznej, jest to kompletnie niezrozumiałe i budzi pytania o motywacje autorki do całkowitego ich wykluczenia. Co prawda w pewnym momencie pojawia się dziewczyna pragnąca pomścić brata, jednakże jest w próbach jej dokonania zupełnie nieskuteczna, a w dodatku ostatecznie okazuje się być tylko pionkiem w grze prowadzonej przez przełożonych – mężczyzn, oczywiście.

Pozostając przy wydawnictwie JPF, niedawno wydało ono pierwszy tom groteskowej postapokaliptycznej mangi „Atak tytanów” Hajime Isayamy,  w której ostatni ludzie chronią się w miastach-bastionach przed ludożerczymi gigantami. Interesujący nas wątek pojawia się w dziewiątym tomie wraz ze skupieniem uwagi na Ymir, nieprzyjemnej i nielubianej dziewczynie. Na pierwszy rzut oka stanowi ona kompletne przeciwieństwo empatycznej i kochanej przez wszystkich Christy, jednak to właśnie ona zauważyła, iż Christa, którą wszyscy znają, to tylko fasada, za którą kryje ktoś znacznie bardziej załamany i samolubny. Wątek Christy i Ymir jest jednym z najciekawszych wątków yuri ostatnich lat. To nie jest szkolna miłość, to nie jest fizyczna pasja, to braterstwo dusz i gotowość do poświęcenia wszystkiego dla drugiej strony. Manga nie jest jeszcze zakończona, nie wiadomo więc, jak dalej potoczą się losy tego wątku, ale nawet gdyby pozostał tylko wątkiem pobocznym, i tak warto się z nim zapoznać.

Savage Garden

Savage Garden

Konsekwentnie też mangi wydaje Waneko: ostatnio ukazał się siedemnasty tom  „Mrocznego kamerdynera”, jedenasty tom „Pandora Hearts” oraz czwarty już tom z madokowego uniwersum „Madoka Magika: the different story”, opowiadający historię z punktu widzenia Mami, która w tej wersji wydarzeń nie ginie tak szybko. Historia również liczy trzy tomy i jest moim zdaniem nawet ciekawsza niż kanoniczna wersja zdarzeń, służąc za świetny prequel, minusem natomiast jest cena, nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do objętości tomików. Inne ciekawe serie to wydawany przez Studio JG „Olimpos” Aki, który co prawda nie zawiera wątków LGBT, warty jest jednak uwagi ze względu na oryginalną fabułę, w postmodernistyczny sposób interpretującą bogów greckich i mit o Ganimedesie, który jest tutaj głównym bohaterem, a także na androgyniczne projekty bohaterów, w zasadzie niespotykane już w mangach od dobrych kilkunastu lat. Drugim z nich jest manhwa „Savage Garden” Lee Hyeon-Sook (autorki „Kwiatów grzechu”) wydana przez Yumegari, w której główna bohaterka, Gabriel, udaje  w szkole dla chłopców Jeremiego, chłopca, do którego śmierci bezwiednie się przyczyniła. W komiksie interesujący jest motyw crossdressing oraz fakt, iż jeden z uczniów zakochuje się w Gabriel, nie wiedząc, że jest ona dziewczyną, podczas gdy inny jest śmiertelnie zazdrosny o uczucie kolegi. Niestety, dużym kłopotem w nadążaniu za fabułą jest fakt, iż wydawanie kolejnych tomów dzieli kilka miesięcy.

 

Dopiero co i wkrótce

Loveless

Loveless

W chwili obecnej publikowane są trzy tytuły z wątkami LGBT. 11 lipca premierę miał pierwszy tom „Loveless” Yun Kogi, wydany przez Studio JG. Jest to manga fantasy rozgrywająca się w świecie podobnym do naszego, ale z dwoma ważnymi różnicami: po pierwsze, młode osobniki ludzkie posiadają zwierzęce uszy i ogon, które znikają na bliżej nieokreślonym etapie, chociaż  łatwo wywnioskować, że chodzi tu o utratę dziewictwa. Po drugie, w świecie tym istnieje magia oraz sekretna organizacja zajmująca się organizowaniem pojedynków. W każdym pojedynku biorą udział dwie pary, z których jedna używa magii jako broni, a druga stanowi swego rodzaju baterię dającą energię potrzebną do magicznej walki. Obie osoby czują wzajemnie swój ból. Głównym bohaterem jest Ritsuka Aoyagi, dwunastolatek, który cztery lata wcześniej stracił pamięć, a ponieważ wychowuje go chora psychicznie, agresywna matka, zamknął się głęboko w sobie. Początkowo oparcie dla chłopca stanowił starszy brat Seimei, ale i ten został bestialsko zamordowany przez nieznanego sprawcę. Pewnego dnia spotyka on Sobiego Agatsumę, młodego mężczyznę, który był magicznym partnerem Seimei i teraz składa propozycję współpracy Ritsuce. Ten, pragnąc dowiedzieć się prawdy o śmierci brata, godzi się na udział w magicznych pojedynkach.

Czytając powyższy opis, łatwo oskarżyć tę mangę o żerowanie na kontrowersji i szokowanie dla samego szokowania. Nie jest to prawda. Głównym tematem utworu są relacje międzyludzkie, nie tylko miłość, lecz też relacje rodzinne. To prawda, że porusza on temat seksualności dzieci, jednakże nie służy to wzbudzaniu kontrowersji, lecz zastanowieniu się nad tematem tabu. Jest to także jedna z niewielu mang, w której obok wątku shonen-ai mamy też wątek yuri, i to jaki – szczęśliwą parę lesbijskich wojowniczek, które spodziewają się dziecka! Pierwszych kilka tomów mangi to psychologiczne fantasy, później jednak zaczyna się zabawa w postmodernizm i zakręcenie na całego. Zdradzenie czegokolwiek byłoby zbyt wielkim spoilerem, wobec czego zachęcę tylko do czytania!

Z kolei 25 lipca toa premiera jednotomówki yuri „Kwiat i Gwiazda” Kalio Suzukin w serii jednotomówek Waneko. Jest to w pewnym sensie luksusowe wydanie, ponieważ liczący trzysta stron tomik dostajemy za 25 złotych – prawdziwa okazja! Przyznam szczerze, że mangi nie czytałam, ale opis podany przez wydawnictwo brzmi zachęcająco: „Hanai (tytułowy Kwiat) w czasach gimnazjum wygrywała turniej za turniejem w tenisie stołowym, lecz po tym jak sromotnie przegrała z pewną dziewczyną straciła całą wiarę w swoje umiejętności. Teraz zdała do liceum, rzuciła granie w ping ponga i chce zacząć nowe życie jako zwyczajna nastolatka… Lecz z jej planów zupełnie nic nie wychodzi, kiedy okazuje się, że jej dawna pogromczyni Hoshino (Gwiazda) nie dość, że uczy się w tym samym liceum i w tej samej klasie! Jak rozwinie się ich znajomość?” Połączenie mangi hobbystycznej z delikatnym yuri? Milutko.

Girlfriends

Girlfriends

Natomiast we wrześniu ukaże się pierwszy tom kolejnej mangi yuri – „Girlfriends” Morinagi Milk, dzięki Studiu JG. Jest to bardziej typowa historia szkolna: „Manga skupia się na dwóch licealistkach, przebojowej Akiko i spokojnej, dobrze uczącej się Mari, która nie ma przyjaciół i jest bardzo nieśmiała. Jednak dzięki roześmianej i otwartej Akiko zaczyna się powoli zmieniać, nabierać pewności siebie i wierzyć, że i ona może być jednocześnie ładna i mądra. W trakcie jej przemiany dojrzewają w niej również uczucia, których nigdy wcześniej nie znała… W pewnym momencie Akiko przestaje być dla niej tylko i wyłącznie przyjaciółką.” Muszę przyznać, że mangi nie czytałam, znam natomiast autorkę z jej doujinshi , które są bardzo humorystyczne, tak wiec cierpliwie oczekuję na premierę.

Oprócz tego do końca roku ma się ukazać kilka nowości Wydawnictwa The Cold Desire. Już wkrótce ukażą się antologie polskich mang yuri i yaoi (obie mają rating PG, więc od razu uspokajam nadmierne emocje) oraz antologia opowiadań yuri „Marzenia” (ponownie rating PG, a że znajdzie się w nim opowiadanie Vanitachi, z niecierpliwością czekam na premierę!).  Jakiś czas temu opublikowano też powieściowy debiut autorki pt. „Są miejsca, w których nie rosną róże”. Nie miałam okazji przeczytać dotychczas tej powieści, ale znając autorkę, jest się na co cieszyć. Oto oficjalny opis: „Matura czy wybór studiów to najmniejsze ze zmartwień. Kacper obserwuje, jak jego rodzina rozpada się, i postanawia temu zapobiec. Za wszelką cenę. Udzielona przez przyjaciela rada przynosi jednak zupełnie oczekiwane konsekwencje. Przewrotna, nieco nostalgiczna opowieść o pragnieniu bliskości i głęboko skrywanych uczuciach…”

Strzały w dziesiątkę

Acid Town

Acid Town

Nieoczekiwanie jedną z moich ulubionych mang okazał się być „Vassalord” Chrono Nanae (Studio JG). Dziwaczna opowieść o miłości-nienawiści między wampirem i księdzem  okazała się nieoczekiwanie wciągająca, zwłaszcza, że w okolicach czwartego tomu punkt ciężkości został przeniesiony z ich wzajemnej ganianiny na intrygę niczym z filmu sensacyjnego. Pozytywnie zaskoczyła mnie też obecność w mandze silnych postaci kobiecych, szczególnie niezapomnianej Rayfelle. Natomiast rozczarowuje trochę zakończenie, pozostawiające otwartych wiele wcześniej zarysowanych wątków, w tym pochodzenie Johna. Kolejnym świetnym wyborem z tego samego wydawnictwa  jest „Acid Town” Kyuugo. Akcja mangi rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w świecie skażonym (prawdopodobnie) wojną nuklearną, w bliżej nieokreślonym miejscu, w którym obok siebie żyją ludzie o chińskich, japońskich i rosyjskich imionach. Yuki i Tetsu to mieszkańcy slumsów, utrzymujący się ze sprzedaży narkotyków. Mają jednak w tym szczytny cel – młodszy brat Yukiego, Jun, wymaga hospitalizacji, więc chłopcy są zmuszeni płacić za jego leczenie. Gdy pewnego razu próbowali okraść gangsterów, zostali złapani, jednak  Hyodo, szef podgrupy, zafascynowała ich brawura i determinacja i zdecydował się sfinansować leczenie Juna w zamian za odwiedziny ze strony Yukiego. W międzyczasie chłopcy napotykają się na Ashiei, dawnego prześladowcę Yukiego oraz ojca Juna.  Ten krótki opis brzmi jak typowa manga yaoi, jednakże „Acid Town” to przede wszystkim dramat psychologiczny, a czytając pierwszy tom, można by się wcale nie zorientować, że ma się do czynienia z yaoi. To, co szczególnie mi się spodobało, to przedstawienie gwałtu jako traumatycznego wydarzenia, a nie czegoś romantycznego, jak to miało miejsce w niektórych wcześniej wymienionych mangach. Yuki nienawidzi Ashei i pragnie go zabić, w czym kibicują mu czytelnicy. Jednocześnie pokazane jest, jak trudno komuś, kto został skrzywdzony, zawiązać nowe więzi, jak w przypadku Yukiego, który nie jest w stanie zaakceptować uczucia Tetsu.

Jeszcze jedną świetną mangą z wątkami LGBT jest „Pet shop of horrors” Akino Matsuri manga, którą w Polsce wydaje młode wydawnictwo Taiga. Gdy dowiedziałam się, że manga zostanie wydana w Polsce, byłam wniebowzięta, ponieważ to jest moja ulubiona manga, chociaż obawiam się, że małemu wydawnictwu może nie udać się opublikowanie wszystkich 21 tomów.  Centralnym punktem mangi jest sklep ze zwierzętami w chińskiej dzielnicy Los Angeles, prowadzony przez tajemniczego, androgynicznego mężczyznę posługującego się pseudonimem Di – Cesarz. W jego sklepie można nabyć dowolne baśniowe gatunki, jednak ich opiekunowie zmuszeni są do przestrzegania zasad, których złamanie przynosi zwykle tragiczne konsekwencje. Na większość fabuły składają się krótkie historyjki z morałem, dużo bardziej wyrafinowane jednak niż normalnie w tego typu opowieściach. W wielu z nich znajdziemy wątki LGBT. Zaczynając od tego, iż Di wzbudza zainteresowanie ludzi (i nieludzi) obu płci i z przekonująco gra kobietę, a kończąc na wątku transseksualistki z jednego z rozdziałów. Jest też detektyw Leon Orcott, który obsesyjnie szuka powodu, by aresztować Di, by ostatecznie być zmuszonym dzielić z nim funkcję przybranego rodzica Chrisa, młodszego brata Leona.

 

Więźniowie w widmowym zamku

Więźniowie w widmowym zamku

Czytając krótki opis książki, zwykle potrafię powiedzieć, czy będzie ona zła. Czasami coś mnie zaciekawi, a potem rozczaruje, lecz zawsze wszystko, co oceniłam jako marne, takowym się okazało. „Więźniowie w widmowym zamku” Anny Łagan (Wydawnictwo The Cold Desire) to jednak wyjątek. Już sam tytuł sugerował coś w stylu „Zmierzchu”, a tym bardziej opis, mówiący o rodzeństwie z kazirodczego związku między królem a jego siostrą. Arlik i Arla są Osobami, Których Się Nie Zauważa na dworze Kantarii – a jeśli już, to po to, by im przywalić. Ich jedynym przyjacielem jest gwardzista Ventes, w którym oboje skrycie się podkochują. Gdy jednak potomek poprzedniej dynastii zabija króla, rodzeństwo zmuszone jest uciec w puszczę, tracąc po drodze przyjaciela. A to tylko początek kłopotów, gdyż miejsce, w którym się skryli, stanowi terytorium przeklętego władcy-czarnoksiężnika, mszczącego się za swoje cierpienie na przypadkowych wędrowcach.

Powieść zaczyna się jak Standardowa Powieść Fantasy, po czym autorka nieoczekiwanie serwuje czytelnikom scenę gwałtu na Arliku przez wilkołaka. Na szczęście nie skończyłam w tym momencie lektury, ponieważ dalej historia staje się dużo lepsza. Szczególnie spodobał mi się fakt, iż Arla nie pozostała tylko bierną księżniczką z bajki, lecz walczyła o wolność swoją i brata na równi z nim, a można nawet powiedzieć, że była bardziej zdeterminowana. Dużo miejsca poświęcono też na opisy stanów psychicznych bohaterów oraz stopniowe budowanie więzi między Arlikiem a innym więźniem tytułowego zamku, Merenem. Ostatnia część powieści poświęcona jest powolnemu powrotowi bohaterów do normalnego życia, co jest elementem często pomijanym w powieściach tego typu, więc tym bardziej mile widzianym.

Pedagog

Pedagog

Wydawnictwo Yumegari zapisało się chwalebnie w dziejach wydaniem Antologii Białej Lilii, o której wcześniej pisałam. Nie jest to jego jedyna pozycja książkowa interesująca z homiczego punktu widzenia. „Pedagog” Karoliny Wiechowicz to powieść o związku sado-masochistycznym, w której punkt cieżkości przesunięto jednak na psychologiczną stronę takiej związku, czego efektem jest wyjątkowo oryginalny utwór. Opis z okładki głosi co następuje: „Sergiusz Rosenberg dawał z siebie wszystko. Był dobrym synem, nauczycielem, pedagogiem. W milczeniu znosił kolejne wybryki matki-alkoholiczki i znęcanie się uczniów. Jednak pewnego dnia niewdzięczność i okrucieństwo otoczenia przelały szalę jego goryczy. W ataku furii rzucił się na Aleksa Trojanowskiego, który do tej pory z nieukrywaną satysfakcją zatruwał mu życie. Nie miał pojęcia, że zdarzenie to przebudzi w chłopaku mroczne pragnienie całkowitego podporządkowania się, bycia narzędziem i zabawką w rękach drugiego człowieka…” Zanim jednak to nastąpi, autorka poświęca dużo miejsca na opisanie historii obu bohaterów i wgłębienie się w ich psychikę. Co ciekawe, początkowo relacja między bohaterami nie ma charakteru seksualnego, a obaj równolegle posiadają związki z kobietami/ dziewczynami, których silne, dominujące charaktery stanowią prawdziwą perełkę. Rzadko używam terminu „genialny”, ale zdecydowanie ta powieść nań zasługuje.

 

 

Podsumowanie

Tak więc, ile punktów zdobyło każde wydawnictwo?

The Cold Desire: 10 (trochę na wyrost, ale należy się za wydawanie polskich twórców)

Studio JG: 9

Waneko: 5

Yumegari: 4

JPF: 3

Taiga: 2

Ringo Ame: -1 (niemniej wiążę nadzieje z tym wydawnictwem)

Kotori: -10

Czuję się zobowiązana zaznaczyć, iż taka punktacja nie oddaje rzeczywistej wartości wydawnictw, gdyż dla większości z nich pozycje LGBT stanowią jedynie ułamek ogólnej ilości publikacji. Wyjątek stanowią wydawnictwa, które umieściłam na pierwszej i ostatniej pozycji rankingu, ale tutaj też interpretacja w dużym stopniu zależy od osobistego nastawienia.

Tymczasem w Japonii…

Ostatnimi czasy zaobserwowałam wysyp remake’ów – lepszych i gorszych. Do pierwszych należy „Cashern sins”, do drugich „Dragon ball – the battle of gods”, a gdzieś pośrodku lokuje się „Rebuild of Evangelion”, którego ostatnia część już dawno powinna była mieć ogłoszoną datę premiery, ale nie miała. Mniejsza o to. Remake’a doczekała się również „Sailor Moon”… znowu. Można by było pomyśleć, że ponad dwieście odcinków anime oraz pięćdziesiąt odcinków serii aktorskiej wyczerpało temat. Ale nie zarzyna się w końcu kury znoszącej złote jajka. Nowa adaptacja miała premierę piątego lipca. Dużą rolę w produkcji odgrywa Naoko Takeuchi, autorka oryginalnej mangi, która przygotowała projekty postaci oraz motyw przewodni, zatytułowany… „Rainbow Pride”. Chyba tylko sama Naoko wie, czy ten tytuł znaczy to, co myślę, że znaczy. Ponieważ anime będzie liczyło 26 odcinków, prawdopodobnie nie zobaczymy w nim kultowej pary lesbijskiej Haruki i Michiru, ciekawi mnie jednak, czy przemycone zostaną do niego mangowy wątek ReixMinako, pochodzący z pierwszego anime wątek ReixUsagi, a może nawet, odpukać w drewno niemalowane, MinakoxUsagixRei?

Chitaru i Hitsugi z Akuma no ridoru

Chitaru i Hitsugi z Akuma no ridoru

Prawo zakazujące pokazywania praktyk seksualnych niedozwolonych w świecie rzeczywistym zaowocowało… bardzo dziwnym efektem. Otóż seksualizacja postaci kobiecych zaszła dalej niż kiedykolwiek wcześniej, tak, iż ostatnio pojawiają się anime pokazujące szczegółowo gwałt na nieletniej (co jeszcze dziesięć lat temu mogłoby być co najwyżej zasugerowane) bądź też orgię zahipnotyzowanych kobiet, natomiast wątki dotyczące romansów postaci tej samej płci zostały głęboko „zakonspirowane”. „Dobrym” przykładem tego trendu jest niedawno zakończone dwunastoodcinkowe anime „Devil’s Riddle” vel „Akuma no ridoru”. Inspirowane jest ono mangą, do której scenariusz stworzyła Yun Koga, natomiast stronę graficzną opracowała Sunao Minakata. Piszę „inspirowane”, ponieważ w momencie rozpoczęcia anime wydany był tylko jeden tomik mangi, którego treść zmieściła się w trzech odcinkach. Czarna Klasa Akademii Miojo jest wyjątkowa, składa się na nią bowiem 12 dziewczyn-profesjonalnych zabójczyń, których celem jest zabicie Haru Ichinose. Tej, której się to uda, zostaną spełnione wszystkie pragnienia. Azuma Tokaku, jedna z zabójczyń, postanowiła jednak wykorzystać swoje umiejętności do ochrony Haru.

Taki oto zarys fabuły, a także zawartość pierwszych odcinków, sprawia groteskowe wrażenie, zwłaszcza, że wprawnych widz co i rusz wypatrzy „zapożyczenia” z wcześniejszych serii, od „Noir” poprzez „Gundama 00” po „Utenę”. Jednakże, gdy już przyzwyczaić się do tego, sama fabuła okazuje się być wyjątkowo wciągająca i emocjonująca. Rzadko mam do czynienia z dziełami, w których kocham wszystkich bohaterów, a to jest jedno z nich. Ale… zawsze jest to ale. Autorki określiły swoją serię jako serię yuri. Jak na razie nie ma tam yuri, ale to dopiero jeden tom. Bardziej problematyczne jest to, iż animowana adaptacja nie tylko nie daje widzom więcej yuri (zamiast tego jest tam więcej scen kąpieli…), ale też wycina fragmenty mangi służące pokazaniu więzi pojawiających się między poszczególnymi dziewczynami. Jedyny wątek, który można by uznać za lesbijski, jest bardzo poboczny i na pierwszy plan wychodzi dopiero w szóstym odcinku, ale i tutaj niemal do końca nie było wiadomo, czy  Hitsugi i Chitaru to najlepsze przyjaciółki, czy też para. Spodziewałam się też, że między Tokaku i Haru coś zaiskrzy, zwłaszcza po emocjonalnym zakończeniu drugiego odcinka, a tu nic. Do końca nic. Złożyłabym to na karb wygórowanych wymagań, gdyby nie to, że tak samo dzieje się ze wszystkimi kobiecymi parami w anime od kilku lat! Chociaż to i tak lepiej niż w przypadku par męskich, które po prostu zniknęły…

Dziękuję wszystkim czytelnikom za dotrwanie ze mną do końca artykułu. Mam nadzieję, że spotkamy się ponownie. Do zobaczenia więc!

 

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

1 komentarz do: Strzały w stopę i strzały w dziesiątkę…

  • Po zapoznaniu się z tytułami The Cold Desire muszę niestety mocno obniżyć wydawnictwu ocenę. Antologia mang yaoi jest tak okropna, że komiksy się w niej znajdujące nigdy nie powinny były się ukazać drukiem. Z antologią mang yuri jest tak, że w poszczególnych historiach mamy do czynienia albo z ciekawą fabułą, albo z piękną kreską, albo z yuri. Wszystkie kryteria w miarę spełniają trzy utwory: dłuższy komiks Shindianaify pt. „Volitality” oraz dwie trzystronicowe krótkie formy, „W deszczu” El oraz „Trudny wybór” Lazuli. „Sa miejsca, w których nie rosną róże” nie jest opowiadaniem yaoi – wątek ten pojawia się dosłownie na ostatnich stronach i dotyczy postaci epizodycznych. Inne opowiadanie tego wydawnictwa, „Zapałka” Irminy Iwanownej, jest z kolei koszmarnie złe – wystarczyć powiedzieć, iż otwiera je scena słuchania śpiewu cykad na polskiej wsi! Przy okazji dowiedziałam się, iż wydawnictwo publikuje też prace niejakiej Sitriel, prawdopodobnie najgorszej komiksiarki w dziejach. Co do antologii yuri „Marzenia”, to jeszcze jej nie czytałam, ale już mam wobec niej mieszane uczucia. Ocenę końcową wydawnictwa zmieniam na -7. Zawiodłam się niezmiernie. Tak przy okazji, wszystkim nadal się uczącym życzę przyjemnego semestru.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa