Z Owidiuszem i Platonem po Rumunii

Rumuni są dobrym przykładem tego, że choć tożsamość wiąże się mniej lub bardziej z pochodzeniem, to jednak zależność ta ma przede wszystkim charakter społeczno-kulturalny, a nie biologiczny. Faktyczna więź krwi lub jak kto woli wspólnota genów są tak naprawdę bez znaczenia. Bez względu na to, która z teorii lepiej oddaje genezę Mołdawian i Wołochów, XX-wieczni Rumuni uważają się jednocześnie za potomków Daków i Rzymian, i króla Decebala czczą równie bardzo jak cesarza Trajana. W każdym rumuńskim mieście znajduje się pomnik wilczycy kapitolińskiej, a wizerunki Trajana i innych cesarzy rzymskich są tu liczniejsze niż gdziekolwiek na świecie. Jedno z najlepszych rumuńskich win, produkowane w Murfatlar pod Konstancą, nosi nazwę „Lacrima lui Ovidiu”, czyli „Łzy Owidiusza”. Może być białe lub czerwone, w obu przypadkach jest mocne i bardzo słodkie. Zapewne ma uzmysławiać pijącemu, że gorzkie żale wygnanego z ojczyzny Owidiusza zaowocowały nad Morzem Czarnym ponadczasową słodyczą jego poezji.

Konstanca. Pomnik Owidiusza

Konstanca. Pomnik Owidiusza

Tak naprawdę nie wiemy, z jakich przyczyn cesarz Oktawian August zesłał Owidiusza do Tomis, czyli dzisiejszej Konstancy, miasta położonego wówczas na skrajach państwa rzymskiego, w Prefekturze Nadmorskiej. Wiemy natomiast, że nastąpiło to w 8 r. n.e., a podróż do miejsca zsyłki zajęła poecie około pół roku. Tomis było ponad wszelką wątpliwość osiedlem peryferyjnym i podobnie jak cały region niezbyt bezpiecznym. Ze względu na powtarzające się napady koczowniczych plemion panował tu chaos, a handel oraz rolnictwo i hodowla znajdowały się w stanie upadku. Skazany na zsyłkę Owidiusz, zanurzony dotąd w nowoczesności i dynamice stolicy, znalazł się nie tylko poza głównym nurtem życia twórczego, ale wręcz na kresach cywilizowanego świata. Doskwierało mu oddalenie od środowiska literackiego Rzymu oraz tęsknota za bliskimi, krewnymi i przyjaciółmi. Nie znajdował wokół siebie ludzi, z którymi mógłby nawiązać wymianę myśli i dyskutować o nurtujących go problemach.

Borykając się z samotnością oraz brakiem słuchaczy i czytelników zainteresowanych jego poezją, w jednej z napisanych w Tomis pełnych zwątpienia elegii wygnańczych postawił rozpaczliwe pytanie, czy odbiorcami jego dzieł staną się w tej sytuacji Geci i Sarmaci. To dramatyczne pytanie nie miało wymiaru czysto retorycznego, skoro jednocześnie przyznawał, że nie tylko uczył się języka getyckiego, ale nawet zaczął pisać w nim. My zaś mamy prawo postawić pytanie, czy owi barbarzyńcy, chętnie przeciwstawiani dziś przez nas cywilizowanym Rzymianom, byli rzeczywiście tak dzicy, skoro Owidiusz widział w nich potencjalnych odbiorców swej poezji?

Bez wątpienia doskwierał poecie, podobnie jak rdzennym mieszkańcom dzisiejszej Dobrudży, tamtejszy ostry klimat, upalny latem i bezlitośnie mroźny zimą, o którym pisał w „Żalach”:

Śnieg leży długo, bowiem deszcz i słońce
jego twardości dać nie mogą rady […].
Ludzie tutejsi chronią się przed mrozem,
nosząc futrzane spodnie i okrycia;
ledwie im spod nich czubki nosów widać […].  

Jednakże pomimo wielu przeciwności Owidiusz niewątpliwie czynił użytek ze swego talentu, znajdował odbiorców wśród miejscowych Rzymian, a może także Getów i Sarmatów, skoro stwierdzał:

Oto ja, któremu brak ojczyzny, was i domu,
ale, choć zabrano wszystko, co mogli mi wziąć,
to jednak mam talent, którym się cieszę […].

Owidiusz miał nadzieję, że cesarz odwoła go z wygnania. Niestety, Oktawian August pozostał nieugięty, a jego następca Tyberiusz również nie zamierzał okazać łaski. Wielki poeta spędził resztę życia z dala od Rzymu. Zmarł w Tomis w 17 lub 18 r. n.e.

Ciekawą wizję odczuć towarzyszących wygnanemu poecie w przygranicznym mieście znajdujemy w wierszu Jacka Kaczmarskiego „Starość Owidiusza”, powstałym w 1987 r.:

Cóż, że pięknie, gdy obco – kiedyś tu będzie Rumunia
obmywana przez fale morza, co stanie się Czarne.
Barbarzyńcy w kożuchach zmienią się w naród ambitny
pod Kolumną Trajana zajmując się drobnym handlem […].
Nie ma tu z kim rozmawiać, zwój wierszy wart każdej ceny.
Ciała kobiet ciekawych brane pośpiesznie, bez kunsztu
i bez szeptów bezwiednych – chłoną nie dając nic w zamian
białe nasienie Imperium w owcą pachnącym łóżku […].
Rzymu mego kolumny! Wróg z murów was powydziera
i tylko we mnie zostanie czysty wasz grecki rodowód!
Na nim jednym się wspieram tu, gdzie nie wiedzą – co Grecja,
z szacunkiem śmiejąc się z czci, jaką oddaję słowu.  

Po przeczytaniu tych słów nasuwają się nam wątpliwości. Czy pisząc „tu, gdzie nie wiedzą – co Grecja” Kaczmarski miał na myśli wygnanie Owidiusza do Tomis, czy własną sytuację emigranta politycznego tułającego się po wielu krajach świata? Wszak mieszkańcy Tomis czasów Owidiusza wiedzieli dość dobrze, czym była Grecja, wywodzili się z niej bowiem przodkowie wielu z nich. Miasto to było kolonią założoną w VI lub początkach V w. p.n.e. przez przybyszów z Miletu, a większość ich potomków niezmiennie należała duchem do świata greckiego.

Istros. Epitafium Hieronymosa, syna Meniskosa

Istros. Epitafium Hieronymosa, syna Meniskosa

Ślady tego ducha możemy odnaleźć nie tylko w muzeum w Konstancy, ale także w ruinach Istros (Histrii), miasta założonego około połowy VII w. p.n.e. przez kolonistów z Miletu. Pośród odkrytych tu nagrobków znajduje się epitafium Hieronymosa, syna Meniskosa, żyjącego na przełomie er zwierzchnika gimnazjonu. Widzimy na nim młodzieńca i chłopca, stojących na tle hermy, czyli wizerunku Hermesa, boskiego patrona gimnazjonów, trenerów i ćwiczącej młodzieży. Młodzieniec trzyma w lewej dłoni zwój, prawą zaś podaje chłopcu dzbanuszek, będący zapewne pojemnikiem z oliwą. Scenę tę możemy rozumieć jako wręczenie chłopcu porcji oliwy, niezbędnej każdemu ćwiczącemu w gimnazjonie. Czynność tam mogła być jednym z obowiązków Hieronymosa. Jednakże bardzo często ofiarowanie naczynka z oliwą lub innego drobnego prezentu było przejawem intymnej więzi łączącej miłośnika z lubym. W antycznej sztuce greckiej sceny takie przedstawiano bardzo często. Jest wiec bardzo prawdopodobne, że Hieronymosa i nieznanego nam bliżej chłopca łączyła więź miłości pederastycznej, będącej ważnym elementem greckiego systemu wychowania, którego istota została przedstawiona przez Michela Foucaulta w następujących słowach:

W Grecji prawda łączyła się z seksem w formie pedagogiki poprzez bezpośrednie, niczym w walce wręcz, przekazywanie drogocennej wiedzy; seks służył za podstawę poznawczych wtajemniczeń.  

Zapewne było tak nie tylko w centrum greckiego świata, ale także na jego skrajach, a więc również w Istros, Tomis i innych miastach dzisiejszej Dobrudży. Warto w tym miejscu dodać, że zdaniem nieznanego nam bliżej antycznego autora ćwiczący w gimnazjonie chłopcy chętnie udawali się pod pretekstem napicia wody do jednego z tylnych pomieszczeń, w którym pośród posągów i ołtarzy poświeconych muzom, Hermesowi i Heraklesowi oddawali się erotycznym uciechom we własnym gronie. Scena umieszczona na epitafium Hieronymosa może więc mieć podwójnie znaczenie symboliczne.

Stolica kreuje świat i artystów, peryferia eliminuje ich z życia – pisze Barbara Milewska-Waźbińska o ostatnich latach Owidiusza spędzonych w Tomis. Jak już wiemy, miasto to było kupiecką kolonią położoną na krańcach świata greckiego, a następnie na skraju państwa rzymskiego. Niewątpliwie w miejscach takich czas płynie wolniej niż w centrum, teraźniejszość tworzą ludzie przepełnieni stołecznymi myślami z wczoraj, a nawet z przedwczoraj. Ale czy w prowincjonalnej stagnacji nie ma jakiegoś uroku trwania w tym, co wszędzie indziej dawno już przeminęło? Niestety, owo skłaniające do refleksji zapóźnienie wiążę się często z barbaryzacją, spłyceniem treści i zaniedbaniem formy.

Znaczna część ziem rumuńskich znajdowała się w starożytności w sferze kolonizacji greckiej, a następnie weszła na dłużej lub krócej w obręb państwa rzymskiego. I choć od tego czasu minęło kilkanaście stuleci, a przez malowniczy obszar łuku Karpat i delty Dunaju przewinęło się wiele ludów, grecko-rzymska przeszłość tych terenów zdaje się powracać niczym echo. Wędrując po jakże od siebie różnych regionach Rumunii można odnieść wrażenie, że w wielu miejscach od setek lat glebą pieśni się staje ciało i świat Owidiusza – jak pisał Kaczmarski.

Krajowa. Pomnik Ioana Maiorescu

Krajowa. Pomnik Ioana Maiorescu

W centrum Krajowej, przed budynkiem Colegiul Naţional Elena Cuza, czyli liceum imienia Eleny Cuzy, wznosi się intrygujący formą i treścią pomnik. Jego kamienną konstrukcję wieńczy odlane w brązie popiersie mężczyzny w średnim wieku, o pełnej, choć lekko pociągłej twarzy z wąsami i staranie przystrzyżoną bródką, mogącego poszczycić się wciąż bujnymi, falującymi włosami. W przedniej części monumentu, z kamiennych bloków wyrasta naga sylwetka chłopca, przedstawionego tyłem, zarzucającego ręce na ramiona mężczyzny lub raczej okrywającego je udrapowaną tkaniną. Pomnik ten, wykonany w 1911 r. przez Ioana Iordănescu, przedstawia Ioana Maiorescu (1811–1864), historyka i językoznawcę, publicystę i dyplomatę, jednego z twórców nowoczesnego szkolnictwa rumuńskiego, zaangażowanego w ideę zjednoczenia ziem rumuńskich.

Maiorescu pracował w wielu różnych placówkach edukacyjnych, w latach 1837–1848 był dyrektorem i wykładowcą w Școala Centrală w Krajowej. Podczas Wiosny Ludów w 1848 r. jako przedstawiciel dyplomatyczny rewolucyjnego rządu w Bukareszcie przebywał w Niemczech. Następnie osiadł we Wiedniu i publikował liczne artykuły poświęcone problematyce rumuńskiej, w których propagował zjednoczenie oraz niepodległość Mołdawii i Wołoszczyzny. W 1857 r. prowadził w Chorwacji badania nad językiem Istrorumunów. U schyłku życia, w 1859 r., osiadł w Bukareszcie, był dyrektorem w ministerstwie oświaty i wykładowcą w kilku szkołach.

Przytoczywszy w wielkim skrócie biografię Ioana Maiorescu powróćmy do jego pomnika w Krajowej i dodajmy, że znajdował się on pierwotnie w parku i dopiero w 1928 r. został ustawiony przed frontem szkoły. Nagi chłopiec okrywający postać zasłużonego pedagoga udrapowaną tkaniną jest obecnie interpretowany jako symbol czasu. Nie negując takiego przesłania rzeźby, warto rozważyć inne możliwości odczytania kryjących się w niej treści. Napotykając podczas moich wędrówek takie monumenty zawsze zastanawiam się, na ile zawarty w nich przekaz odnosi się do upamiętnianej osoby, jej losów i dokonań, na ile zaś twórca wyraził w nich siebie, swą naturę i pragnienia.

Cechami każdego dobrego dzieła są wielowarstwowość i symboliczne niedopowiedzenie. Analizując jawne i ukryte treści pomnika z Krajowej zauważamy przede wszystkim, że nawiązuje on w swej wymowie do fundamentalnej dla naszej cywilizacji więzi emocjonalnej łączącej wychowawcę i wychowanka, która to relacja w wielu kulturach była jednocześnie więzią erotyczną. Bez względu na to, czy Iordănescu postąpił w sposób świadomy i zamierzony, czy też nieświadomy, lecz skrycie upragniony, stworzył monument będący nowożytną alegorią więzi łączącej w starożytnej kulturze greckiej miłośnika i lubego, co do której Platon wyraził przekonanie, że:

Kto od kochania chłopców zaczął, jak należy, a wznosząc się ciągle wyżej, już to piękno oglądać zaczyna, ten stanął prawie u szczytu. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości, czy ktoś sam po niej idzie, czy go kto drugi prowadzi: od takich pięknych ciał z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch, a od dwóch do wszystkich pięknych ciał, a od ciał pięknych do pięknych postępków, od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie; tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna poznaje.  

Zdaniem Platona, wielu jemu współczesnych oraz potomnych, miłośnik powinien być wzorem dla lubego, który miał go we wszystkim naśladować, przejmując tym samym przekazywane od pokoleń wartości. Mężczyzna miał nie tylko czerpać cielesne rozkosze z obcowania z młodzieńcem, ale przede wszystkim zasiewać w młodym, wrażliwym sercu świadomość tego co dobre i szlachetne, by przywieść go jak najbliżej ideału wzorowego obywatela, uczynić zeń pełnowartościowego człowieka. Tak oto, gdy miłośnik i luby wiedli żywot przyjaciół mądrości, swym postępowaniem przysparzali światu piękna i dobra. Ani rozsądek ludzki, ani hojność bogów nie była w stanie dać kochankom większego szczęścia, a społeczeństwu cnotliwszych obywateli.

Kluż-Napoka. Płaskorzeźby zdobiące fasadę Pałacu Urania

Kluż-Napoka. Płaskorzeźby zdobiące fasadę Pałacu Urania

Kolejne epoki wzbogacają skarbiec pojęć i symboli, wypełniają stare formy nowymi treściami a jednocześnie kreują coraz to nowe przejawy ludzkiej aktywności. Wartościowym i intrygującym świadectwem tego procesu jest Pałac Urania (Palatul Urania), wznoszący się przy jednej z głównych ulic Kluż-Napoka w Siedmiogrodzie. Zbudowano go w 1910 r. w stylu wiedeńskiej secesji według projektu dwóch architektów: Gézy Kappétera z Budapesztu i Josefa Stenera z Aradu. Jego nazwa oraz przeznaczenie nawiązywały do Węgierskiego Teatru Naukowego Urania (Uránia Magyar Tudományos Színház), funkcjonującego w Budapeszcie od 1899 r., w którym odbywały się wykłady ilustrowane pokazami zdjęć a następnie krótkich filmów.

Pałac Urania w Kluż-Napoka stał się bardzo szybko centrum życia kulturalnego miasta. Jednocześnie organizowane w nim pokazy filmowe budziły kontrowersje, w związku z czym zdarzało się, że poddawano je cenzurze. Już sam budynek koncentrował na sobie uwagę miejscowych obrońców moralności ze względu na wieńczące fasadę płaskorzeźby przedstawiające pary nagich mężczyzn. Pomimo oficjalnych wyjaśnień, że symbolizują one pracę i naukę, oburzeni drobnomieszczanie wnosili skargi do władz miasta, a w miejscowej prasie pojawiły się żądania ich usunięcia.

Od początku swego istnienia Pałac Urania, mieszczący także sklepy i luksusowe apartamenty, oddziaływał intensywnie na wyobraźnię mieszkańców Kluż-Napoka. Jego budowa i przeznaczenie zrodziły wiele wyrafinowanych domysłów i pospolitych plotek. Obecnie w pałacu nie ma już kina, a jego dawna świetność przygasła na skutek wieloletniego zaniedbania. Jednakże pomimo to należy on niezmiennie do tych dzieł architektury, które przyciągają uwagę, wzbudzają skojarzenia i przypuszczenia. Podziwiając fasadę budynku można postawić pytanie, czy zdobiące ją wizerunki par mężczyzn łączy jakieś duchowe pokrewieństwo z występującymi w starożytnej sztuce greckiej parami miłośników i lubych. Przedstawiano w niej często mężczyzn i młodzieńców powiązanych przez Erosa, syna starszej z dwóch opisywanych przez Platona bogiń miłości, a mianowicie Afrodyty Niebiańskiej, czyli Afrodyty Uranii, córki Nieba, „która nie ma nic wspólnego z pierwiastkiem żeńskim, tylko i jedynie tylko z męskim”.

Oto jest Eros, syn bogini nieba, – stwierdzał Platon w „Uczcie” – niebiański i czcić go powinny państwa i ludzie zwyczajni, bo on do ustawicznej pracy nad sobą zmusza, on udoskonala tych, którzy sami kochają, i tych, co sobie miłość zyskać potrafili.

Zapewne to tego właśnie Erosa możemy podziwiać na pokrywie sarkofagu z III w. n.e. znalezionego w 1836 r. w ruinach rzymskiego miasta Romula, czyli na terenie dzisiejszej wsi Reşca, położonej między Krajową a Aleksandrią. Zabytek ten przechowywany jest w Muzeul Național de Istorie a României, czyli w Narodowym Muzeum Historii Rumunii w Bukareszcie. Jedna ze zdobiących go płaskorzeźb przedstawia uskrzydlonego chłopca trzymającego w lewym ręku łuk, obejmowanego przez stojącego tuż zanim, nieco wyższego młodzieńca. Bez względu na to, którego z Erosów pochwycił młodzieniec, czy syna Afrodyty Niebiańskiej, czy syna Afrodyty patronującej miłości mężczyzny i kobiety, w oczach sobie współczesnych był on człowiekiem tak samo szczęśliwym jak inni.

Zagłębiając się w historię Rumunii odnajdujemy wiele wątków, które zdają się być nowożytnymi odpowiednikami zdarzeń utrwalonych w mitach grecko-rzymskich. Rzecz jasna są one przede wszystkim świadectwem duchowego pokrewieństwa łączącego ludzi żyjących w różnych epokach i rejonach świata, ale w przypadku ziem nad Dunajem spuścizna antyku daje o sobie znać szczególnie często i silnie jako czynnik kształtujący oblicze każdej z następnych epok. Oto jeden przykład niezwykłego podobieństwa postaw i losów, wiążącego bohaterów starożytnych legend z postaciami historycznymi.

Pośród mitycznych bohaterów opisanych przez Owidiusza w „Metamorfozach” napotykamy Atalantę, znaną nam także z dzieł innych autorów. Z arkadyjskiej wersji mitu dowiadujemy się, że Atalanta była córką Jazosa, który tak bardzo pragnął mieć męskiego potomka, że gdy żona Klimene urodziła mu dziewczynkę, rozgoryczony nakazał porzucić ją w górach. Na szczęście została ona przygarnięta przez myśliwych, a wychowując się wśród nich odkryła w sobie dar do tropienia i łowienia zwierząt. To właśnie dlatego Atalanta wiodła aktywny żywot myśliwego, zachowywała się i ubierała się tak jak inni przedstawiciele myśliwskiej profesji. Zarówno w jej trybie życia jak i urodzie kobiecość splatała się z męskością, piękno z siłą:

Gładką sprzączką spięła u góry suknię, włosy związała w jeden prosty węzeł, z lewego ramienia zwiesza się kołczan z kości słoniowej, w którym chrzęszczą strzały, w lewej dłoni łuk trzyma. Tak wygląda – twarz rzekłbyś dziewczęca, gdyby chłopcem była, chłopięca – u dziewczyny – pisał Owidiusz.

Gdy ogłoszono polowanie na ogromnego dzika pustoszącego Kalidonię, Atalanta postanowiła wziąć w nim udział wraz ze stryjami Ankajosem i Kefeusem, co wywołało ich sprzeciw. Stwierdzili nawet, że nie wyruszą na łowy, w których będzie uczestniczyć kobieta, najwyraźniej uważając, że uwłacza to ich męskości. Dali się jednak przekonać do zmiany zdania, a Atalanta była tym spośród myśliwych, który strzałą z łuku zadał pierwszą ranę groźnemu zwierzęciu.

Wielu młodzieńców kochało się w Atalancie, jednakże bez wzajemności. Dziewczyna lubiła towarzystwo mężczyzn, ale raczej nie byli oni dla niej interesujący pod względem erotycznym. Czy wynikało to wyłącznie z obawy przed spełnieniem się groźnej przepowiedni udzielonej jej przez wyrocznię, w myśl której powinna unikać stosunków z mężczyznami, ponieważ znalazłszy małżonka straci siebie samą? Tak czy inaczej, zabiegającym o jej względy odpowiadała, że ulegnie temu, który pokona ją w biegu. Ponieważ jednak była silniejsza i szybsza od większości z nich, przez długi czas nikomu się to nie udawało. Przegrani zalotnicy ginęli w mękach zadawanych im przez bezlitosną Atalantę. Dopiero Melanionowi (według innej wersji mitu Hippomenesowi) udało się pokonać ją podstępem, a następnie rozbudzić w niej namiętność.

Maraszeszti. Popiersie Katarzyny Teodoroiu

Maraszeszti. Popiersie Katarzyny Teodoroiu

W nowożytnej historii Rumunii pojawiła się osoba zadziwiająco podobna do bohaterki greckiego mitu o kobiecie-łowczyni. Była nią dziewczyna-żołnierz powszechnie znana jako „Heroina Ecaterina Teodoroiu”, czyli „Bohaterka Katarzyna Teodoroiu”. Tak naprawdę nazywała się Cătălina Vasile Toderoiu, urodziła się w 1894 r. na Wołoszczyźnie w biednej, wielodzietnej rodzinie chłopskiej. Podczas nauki w szkole średniej w Bukareszcie, w 1913 r. przystąpiła do ruchu skautowego i była jego aktywną uczestniczką szczególnie po wybuchu pierwszej wojny światowej. Pragnęła zostać nauczycielką, ale uczęszczała także do szkoły pielęgniarskiej. Dzięki zdobytej tam wiedzy mogła po przystąpieniu Rumunii do wojny włączyć się wraz z podległymi jej komendzie skautami do opieki nad rannymi żołnierzami. W październiku 1916 r., podczas walk nad rzeką Jiu, toczonych przez armię rumuńską z wojskami niemieckimi i austrowęgierskimi, Katarzyna uczestniczyła jako skautka w obronie miasta Târgu Jiu. Następnie postanowiła wstąpić na ochotnika do armii rumuńskiej, jednakże jej pragnienie, by walczyć na froncie jako żołnierz, początkowo spotykało się ze sprzeciwami dowództwa. W końcu jednak przełożeni ulegli jej uporowi i zgodzili się skierować ją do służby na linii frontu.

Katarzyna Teodoroiu była kilkakrotnie ranna w nogi, a podczas jednej z bitew została wzięta do niewoli przez Niemców. Udało się jej jednak obezwładnić konwojującego ją żołnierza i powrócić do swoich. Za okazaną odwagę została w marcu 1917 r. odznaczona medalem Virtutea Militară przez króla Ferdynanda I, otrzymała stopień podporucznika i powierzono jej dowództwo plutonu. Żołnierzom początkowo nie podobało się to, że ich dowódcą będzie kobieta, ale w końcu zaakceptowali ją w tej roli. 22 sierpnia tego roku, podczas bitwy pod Maraszeszti, Katarzyna poprowadziła atak swego plutonu na pozycje niemieckie i została śmiertelnie raniona serią z karabinu maszynowego. Jej zwłoki, pogrzebane początkowo w pobliżu pola bitwy, przeniesiono w 1921 r. do Târgu Jiu, a w kilku miastach wzniesiono pomniki bohaterki. U wejścia do mauzoleum żołnierzy rumuńskich poległych w walkach pod Maraszeszti, pośród popiersi dowódców, umieszczono także jej wizerunek.

Patrząc na fotografie Katarzyny Teodoroiu i powstałe na ich podstawie pomniki można by powiedzieć o niej dokładnie to samo, co Owidiusz napisał o Atalancie: twarz rzekłbyś dziewczęca, gdyby chłopcem była, chłopięca – u dziewczyny. Fascynacja osobami przekraczającymi tak jak ona granice kulturowych ról płciowych, osadzających kobiecość w kontekście męskości, jest zjawiskiem występującym w tradycji wielu narodów, sięgającym zapewne korzeniami najodleglejszych dziejów ludzkości. W starożytności wierzono, że osoby zespalające symbolicznie cechy obu płci zbliżały się do pierwotnej doskonałości bogów, jednoczących w sobie u zarania czasu pierwiastek męski z żeńskim. Dwupłciowość uważano także za pierwotny stan rodzaju ludzkiego. Przywołam tu pogląd religioznawcy Mircei Eliadego, wielkiego rodaka Katarzyny Teodoroiu, według którego biseksualność postrzegana była jako znak uduchowienia, łączności z duchami i bogami – oraz źródło świętej mocy, co wiązało się z przekonaniem, że przejawiająca takie cechy osoba stanowi hierogamię, odtwarza symbolicznie jedność nieba i ziemi, i w rezultacie umożliwia porozumienie między bogami a ludźmi. W wielu kulturach praktykowano obrzędy inicjacyjne, w trakcie których chłopcy przebierali się za dziewczęta, a dziewczęta za chłopców, co miało na celu symboliczne połączenie obu płci, przejście przez niezbędne do osiągnięcia dojrzałości zespolenie i koegzystencję przeciwieństw, a jednocześnie odtworzenie pierwotnej androgynicznej pełni, będącej prawzorem i zasadą wszelkiego istnienia.

 

 

Literatura:

 

Borda V., Ca’l’atori şi exploratori români. Bucureşti: Editura Sport-Turism, 1985.

Daicoviciu H., Dakowie; tłum. D. Bieńkowska. Warszawa: PIW, 1969.

Eliade M., Sacrum, mit, historia. Wybór esejów; oprac. M. Czerwiński, tłum. A. Tatarkiewicz. Warszawa: PWN, 1993.

Foucault M., Historia seksualności (tłum. B. Banasiak, T. Komendant, K Matuszewski). Warszawa: Czytelnik, 2000.

Graves R., Mity greckie (tłum. H. Krzeczkowski). Warszawa: PIW, 1974.

Kaczmarski J., Ale źródło wciąż bije …; strona internetowa: http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/s/starosc_owidiusza.php [data pobrania: 31.03.2014]

Kápolnási Z., A kolozsvári mozihálózat kiépülése (1896-1918), w: Areopolisz. Történelmi és társadalomtudományi talnulmányok II; red. G.M. Hermann, A.L. Róth. Székelyudvarhely [Odorheiu Secuiesc]: Litera Könyvkiadó, 2002.

Milewska-Waźbińska B., Exulowie wszystkich czasów, czyli Owidiusz i inni, „Symbolae Philologorum Posnaniensium Graecae et Latinae”, t. 18, 2008.

Moșneagu A., Legenda Ecaterinei Teodoroiu. Ce spun Arhivele Militare, tekst na stronie: Historia. ro, adres strony: http://www.historia.ro/exclusiv_web/portret/articol/legenda-ecaterinei-teodoroiu-ce-spun-arhivele-militare [data pobrania: 17.05.2014]

Monumente istorice, tekst na stronie: Craiova. Memorie şi cunoaştere lokală, adres strony: http://memorielocala.aman.ro/files/monumente.html [data pobrania: 11.04.2014].

Owidiusz, Metamorfozy (tłum. A. Kamieńska, S. Stabryła; oprac. S. Stabryła). Wrocław –Warszawa – Krakow: Ossolineum, 1995.

Owidiusz, Żale. Wybór; red. E. Wesołowska ; tłum. i oprac. M. Puk i E. Wesołowska. Poznań: „Ars Nova”, 2002.

Platon, Uczta (tłum. W. Witwicki). Lwów-Warszawa: Książnica Polska, 1924.

 

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa