„Piękna oczywistość” Giorgio Bassaniego – refleksje meandryczne

1. Ciepły wdzięk gejowskiego oldskulu

Przed laty przeczytałem w „Literaturze na świecie” fragment powieści Ernesto Umberta Saby (1883–1957) – utworu o wątku homoerotycznym, czy jakby się teraz powiedziało, gejowskim, w dodatku będącym de facto czymś w rodzaju „portretu artysty z czasów młodości”. Tekst tej nieukończonej powieści włoskiego klasyka z Triestu powstał w 1953 roku, ale książka wydana została dopiero w 1975 roku, czyli osiemnaście lat po jego śmierci. Pisarz nie odważył się (czy po prostu nie chciał) wydać swojej powieści za życia (zresztą w ogóle jej nie ukończył), a spadkobiercy praw też raczej się nie śpieszyli. Bo czy trzeba psuć wizerunek klasyka, który sam też za bardzo się swoim homo czy biseksualizmem (miał żonę) nie afiszował. Przypomina to trochę casus jego brytyjskiego niemal rówieśnika E.M. Forstera (1879–1970), autora Drogi do Indii, którego autobiografizująca „gejowska” powieść Maurycy, napisana w 1914 roku, ukazała się drukiem dopiero w 1971 roku…

Oba te klasyczne utwory przyszły mi na myśl już po pierwszych frazach Złotych okularów, niedawno wydanej krótkiej powieści Giorgio Bassaniego (1919–2000). Bassani, w przeciwieństwie do dwóch wcześniej wymienionych twórców, nie był „gejem” (używam tu cudzysłowu, bo trudno mi zaakceptować używanie tego współczesnego określenia – choć w istocie wcale nie współczesnego, ale to dłuższy etymologiczny wywód – w odniesieniu do osób z całkiem innej epoki), no więc nie był „gejem”, ale utwór jest nie tyle „gejowski”, co raczej of gay interest („z gejowskiego kręgu tematycznego”), jak to ładnie się określa pewne półki w niektórych angielskich księgarniach.

Bo w sumie nie o „gejowskość” tu w zasadzie chodzi, Czajkowski był homoseksualistą, ale nie za to go kochamy, jak wyjaśniać miało ongi Radio Erywań. A książka ta skojarzyła mi się z obu wyżej wymienionymi przede wszystkim z powodu swej jakby staroświeckiej, klimatycznie zbliżonej warstwy stylistycznej, przywodzącej także na myśl choćby „gejowskie” opowiadanie Nauczyciel Jarosława Iwaszkiewicza. Stylistyki bardzo uroczej zresztą, z lektury czerpie się wielką estetyczną przyjemność. Niemała tu pewnie zasługa Haliny Kralowej, wybitnej tłumaczki literatury włoskiej, która przełożyła także „flagowy” utwór Bassaniego, czyli Ogród rodziny Finzi-Continich.

Tymczasem w klimaty homoerotyczne kieruje uwagę (potencjalnego) czytelnika już sama okładka tej szczupłej objętościowo książeczki, do której najlepiej pasowałoby popularne w literaturoznawstwie anglosaskim określenie novella – czyli coś pośredniego pomiędzy opowiadaniem a powieścią. Okładkę zdobi bowiem reprodukcja obrazu Lovers of the Sun (Miłośnicy słońca) – płótna powstałego w 1923 roku, a przedstawiającego trzech chłopców na rozświetlonej słońcem plaży.  Na pierwszym planie jest dwóch nagich młodzieńców – jeden siedzi (w pozie trochę jak ze słynnego Nagiego chłopca siedzącego na brzegu morza Hippolyte’a Fladrina [1809–1864], obrazu, który stał się swego rodzaju gejowskim logo), a drugi stoi odwrócony tyłem, opierając się ramieniem o skałę – znów typowa poza męskiego aktu, aktu po prostu, lecz zarazem aktu homoerotycznego.

Autorem płótna „z okładki” jest Henry Scott Tuke (1858-1929), który „oficjalnie” był szanowanym portrecistą i autorem wielu akademickich aktów młodych mężczyzn i chłopców ukazywanych (zwłaszcza) w plenerze, ale zarazem został uznany za prekursora tej niszy malarstwa, którą pomimo wspomnianych terminologicznych wątpliwości można by chyba jednak określić jako „gejowską”. W każdym razie jego zażywający uroków natury młodzieńcy emanują silnie gejowskimi klimatami, intensywnie wprawiając w ruch „gejdar” – ten gejowski „radar” od razu bowiem sygnalizuje, że artysta i jego twórczość to zdecydowanie „te” klimaty.

 

2. Los geja, los Żyda

Ale wróćmy do samego utworu Bassaniego. Pozwoliłem sobie na powyższe dygresje, bo zostałem wywołany do napisania tego tekstu z uwagi na jego homoerotyczne aspekty właśnie. Tak to już zresztą jest, że gdy utwór porusza, choćby tylko w charakterze spiritus movens akcji,  kwestie związane z jakąś „kontrowersyjną” mniejszością, to od razu zostaje postawiony na odpowiednią półkę. Tymczasem Giorgio Bassani, sam żydowskiego pochodzenia, który w swoim cyklu „opowieści ferraryjskich” ukazuje środowisko dobrze sytuowanych czy zamożnych Żydów w tym mieście przed II wojną, sytuację osoby homoseksualnej we Włoszech okresu faszyzmu traktuje chyba bardziej jako rodzaj paraleli do losu Żydów właśnie: oto, czego mogą się spodziewać osoby naznaczone jako niepożądane, jako należące do tej czy innej grupy czy mniejszości skazanej na los kozła ofiarnego przez dowartościowujące się „wyższością” – rasową, moralną, obyczajową – społeczeństwo.

Bohaterem Złotych okularów jest ferraryjski lekarz, który z racji swoich kompetencji, kultury i uroku osobistego osiąga wysoką pozycję w lokalnej społeczności; jedyną jak gdyby skazą na tym idealnym portrecie jest brak kobiety w życiu niemłodego już mężczyzny. Niepokój otoczenia wzmaga się, gdy doktor Athos Fadigati zaczyna być widywany w miejscach i godzinach, które nie przystoją tak szacownemu obywatelowi – jednak w ciągu dnia doktor nadal zachowuje się z oczekiwaną godnością, i ta jego dwoistość à la Dr Jekyll i Mr. Hyde jest jakoś akceptowana. Sytuacja zaczyna się zmieniać dopiero wtedy, gdy doktor także „za dnia” opuszcza swoją „wyższą”, przypisaną mu przestrzeń i wkracza w obszar, na którym staje się żałosnym intruzem. A staje się tak, gdy chcąc przestawać z młodzieżą, a raczej młodzieńcami dojeżdżającymi codziennie z Ferrary na uniwersyteckie zajęcia w Bolonii, wymyśla sobie, że on sam też będzie się dokształcał, czy „habilitował” (akademickie określenia z różnych krajów i epok są niezbyt kompatybilne). Niejako par force (przełamując wpierw opór zniesmaczonego cerbera-konduktora) zaczyna podróżować trzecią klasą wraz ze studencką bracią, co staje się początkiem jego stopniowego staczania się i nieuchronnego upadku. Nie zdradzam tu jakiejś tajemnicy, która miałaby zabić czytelniczą frajdę, bo dowiadujemy się o tym, co w końcu nastąpi już na pierwszej stronie, ale w niczym to nie psuje przyjemności z lektury – ta przyjemność, podobnie jak w Zbrodni i karze, nie polega wszak na detektywistycznym suspensie.

Ta droga w dół przyśpieszona zostaje poprzez związanie się ze zdemoralizowanym studentem-bokserem, którego fizyczne piękno działa na posuniętego w latach doktora niczym anielska uroda Tadzia ze Śmierci w Wenecji na starzejącego się Gustava von Aschenbacha – pisarza (w noweli Tomasza Manna), czy kompozytora (w adaptacji filmowej Viscontiego). Narratorem jest natomiast innym student, w ogóle w opowieści nie nazwany – chłopiec jest Żydem, który w świetle przygotowywanych wówczas (gdy następuje kulminacja fabuły) włoskich ustaw rasowych przeczuwa, że i jego może czekać niewesoły los i odczuwa duchową wspólnotę z doktorem. Warto tu wspomnieć, że Złote okulary zostały w 1987 roku zekranizowane – film jednak nie spotkał się ze zbyt pozytywną recepcją, i zarzuca mu się schematyczne klisze: ot na przykład narratorowi (paralelnemu głównemu bohaterowi, którego gra Rupert Everett, ikoniczny aktor gejowski) niejako na siłę (na wszelki wypadek?) „pakuje się do łóżka dziewczynę” (jak to się mówi w żargonie gejowskich krytyków), by w ten sposób podkreślić jego heteroseksualność – tak jak w przypadku filmu Kamienie na szaniec, gdzie reżyser, mając zapewne na uwadze niedawny naukowo-interpretacyjny skandal, stara się na wszelki sposób uwypuklić heteroseksualność Zośki i Rudego.

Tak więc złote okulary doktora Fadigatiego – symbol zamożności i statusu społecznego – nie chronią go przed tragicznym końcem; mogę ten koniec jedynie zaakcentować.

 

3. Posłuchajmy raz jeszcze, bo to smutne, lecz piękne

Z książeczką tą mam pewne kłopoty – otóż nie wydaje się obecnie nazbyt odkrywcza, nie dowiadujemy się z niej niczego szczególnie nowego. No przecież taki koniec niezbyt ostrożnego doktora był łatwy do przewidzenia, podobnie jak wszyscy wiemy, co spotkało Żydów w okresie faszyzmu – i takie prostolinijne przedstawienie historii wydawać się może nieco oczywiste. Jednak w chwili, gdy powstawał ten utwór, zestawienie losu homoseksualisty z losem Żydów w dwudziestym wieku było aktem pewnej odwagi ze strony autora. A poza tym, pomimo tej niejakiej „oczywistości” opowieść czytałem z dużym zainteresowaniem, ani trochę nie była nużąca, a portret psychologiczno-obyczajowo-klimatyczny postaci, miejsc, zdarzeń i czasów zdawał się niuansowo prawdziwy. Czy nie świadczy to o dobrej literaturze? Zadaniem dobrych książek jest nie tylko przecieranie nowych szlaków, ale także wyraziste i empatyczne ukazywanie po raz kolejny może, ale nieco inny i bardziej wyrazisty tego, co już wiemy. Przecież i tak wszystko już było i wszystko powtarzamy na nowo. Ważne jest natomiast jak – to „jak” robi różnicę, to „jak” stanowi o wartości. I niepozorna, kameralna książeczka Bassaniego, z jej pełną wdzięku „oldskulową” narracją, a także uroczą okładką z czasów, które już nie wrócą, przypadła mi bardzo do serca i zapadła w pamięć – i będę pewnie do niej powracał.

 

 

Złote okulary
Giorgio Bassani
Tłum.: Halina Kralowa
Wyd.: Fundacja Zeszytów Literackich
2014

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

1 komentarz do: „Piękna oczywistość” Giorgio Bassaniego – refleksje meandryczne

  • Michał

    Nawet mnie pan przekonał, panie Krzysztofie. Jak wpłynie kasa, to zakupię. Ale najpierw Abdellah Taia w kolejce. Może się na dwie szarpnę.
    A co do anachronicznego użycia „geja”, to naród w tej kwestii nieedukowalny. Toż przecież i Gombrowicz był gejem i Mann, a nawet Henryk Walezy. Ten ostatni uciekł z Polski, jak się nie zgodzili Sarmaci na związki partnerskie.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa