Alternatywny znicz olimpijski. Amsterdam.

Alternatywny znicz olimpijski, zdjęcie: AI

Alternatywny znicz olimpijski, zdjęcie: AI

 

Wczoraj w Soczi odbyło się oficjalne otwarcie imprezy promocyjnej Władimira “Diva-In-Chief” Putina, eee, chciałem powiedzieć – igrzysk olimpijskich. Zabawę uświetniło wielu celebrytów, w tym Leszek Miller i Wojciech Olejniczak z tzw. polskiej lewicy oraz delegacja holenderska, która przez tutejsze media jest określana mianem „silnej” — premier Mark Rutte, król Willem-Alexander i królowa Maxima.

Holendrzy nie są, żeby to ująć delikatnie, zadowoleni z wywczasów premiera i pary królewskiej. Najlepiej wypada w sumie Willem-Alexander, który jest członkiem MKOl i którego obecność na igrzyskach ma jaki taki sens. Ale w obliczu powszechnego niemal bojkotu imprezy Putina przez premierów i prezydentów świata wyjazd Ruttego powoduje, że holenderscy dziennikarze, działacze, pisarze i politycy stawiają wiele niewygodnych pytań, na które rzecznik partii rządzącej odpowiada nadzwyczaj wymijająco. Rutte, jak się dowiedzieliśmy, „rozmawiał z Putinem na temat prawa anty-LGTB”. Niestety, nie dowiedzieliśmy się niczego na temat treści owej rozmowy, ani nawet jej długości. Ot, rozmawiał. Dał tym pretekst rzecznikowi Putina, aby pochwalić Holandię za „wysłanie tak silnej delegacji i niesłuchanie pogłosek rozpowszechnianych przez osoby niedoinformowane”.

W Holandii pokrętne tłumaczenia tego typu nie są dobrze przyjmowane, co zaowocowało licznymi artykułami prasowymi, kolejnym spadkiem notowań już i tak kiepsko sobie radzącej w sondażach partii VVD oraz wczorajszą manifestacją. Pod Homomonument, pomnikiem osób LGTB pomordowanych podczas drugiej wojny światowej, mimo paskudnej pogody zebrało się ok. 1000 osób. Zapłonęły znicze ustawione na pomniku (pomnik, nawiasem mówiąc, składa się z trzech trójkątów z różowego marmuru); przemawiała Tanja Ineke z COC Nederland oraz pisarz Arthur Japin, autor listu otwartego do Ruttego; na proteście zjawiła się też minister edukacji, kultury i nauki Jet Bussemaker z partii pracy, PvdA. Ciekawe, czy podobały jej się plakaty, na których znalazło się jej zdjęcie i podpis „PvdA, Holandia – Rosja – byle jak, byle było”. Na parasolce jednego z uczestników pojawił się napis: „Rutte – wracaj do domu, albo się wyoutuj” (come home or come out). Wykrzykiwano sugestie, żeby premier, zamiast wracać do domu pierwszym samolotem, już w Rosji został. Wsparła nas Amnesty International, dekorując na czas manifestacji budynek napisem „Wspieramy Waszą walkę o prawa człowieka w Rosji”.

Bardzo silnych wrażeń dostarczyła „minuta hałasu dla Rosji”. Krzyki, gwizdy i ogólnie rzecz biorąc okazja, aby wykrzyczeć z siebie frustrację, której politycy dostarczają w nadmiarze. Jeszcze więcej frustracji dostarczyła informacja, że w dniu otwarcia olimpiady aresztowano w Rosji czwórkę działaczy (a jak się potem okazało, w sumie aresztowano ich czternaścioro). Osoby niedoinformowane, to znaczy my, z pewnością już na Ruttego nie zagłosują.

Protest został odnotowany przez wszystkie największe media. Dla mnie był miłą okazją spotkania wielu znajomych — tutaj się chodzi na protesty, a nie tylko klika na Facebooku. Poza tym, mimo że mieszkam w tym kraju od 2006, ciągle wywiera na mnie silne wrażenie holenderska umiejętność zorganizowania się w krótkim czasie, sprowadzenia ludzi, dogadania się z mediami i precyzyjnego wytłumaczenia, o co chodzi. A nie chodziło o wyrażenie taniego nacjonalizmu, protest przeciwko Rosji jako takiej ani sportowcom. Przekaz protestu był sprecyzowany: chcemy równości; chcemy, aby wszyscy mieli prawo kochać tak, jak chcą; chcemy, aby wszyscy czuli się bezpiecznie; nie chcemy, aby Holandia dokładała swoją cegiełkę do triumfalnego przejazdu putinowskim czołgiem po resztkach idei olimpijskiej. Każdy mówca kończył słowami „nie walczmy między sobą; kochajmy się”.

Na koniec, w deszczu i wietrze, zapłonął alternatywny znicz olimpijski — płomienne serce. Morze zniczy na pomniku, tłum ludzi klaszczących do śpiewanej przez soulowy zespół pieśni, przemowa wyraźnie przejętej Tanji Ineke, delegacja roześmianych gejów z Ugandy z wielkim, kolorowym banerem, ludzie, dzielący się miejscem pod tęczowymi parasolkami — tak zapamiętam ten protest. Mimo pogody udał się, mam wrażenie, lepiej niż putinowskie otwarcie z jakże symbolicznym popsutym piątym kołem w logo olimpiady.

 

[zdjęcia: jeśli nie wskazano inaczej, RG]

 

 

Budynek Amnesty International, zdjęcie: AI

Budynek Amnesty International, zdjęcie: AI

 

Autorzy:

zdjęcie Ray Grant

Ray Grant

Przerażająco przystojny i niezwykle inteligentny wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nietypowe. Jedyna wada: przesadna skromność. Pisze, śpiewa i maluje, projektuje i pakuje, zaś w wolnych chwilach oddaje się tańcom, hulankom i swawolom. Autor blogów http://heteroseksualisci.blox.pl i http://miloscpo30.net/




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa