Lada dzień

Do kin wchodzi właśnie amerykański dramat Lada dzień  (Any Day Now) w reżyserii Travisa Fine’a, zdobywca licznych nagród filmowych. To film spiętrzający problemy w taki sposób, aby zło, z którym walczą główni bohaterowie, było tak wyraźne i oczywiste, że widz nie ma żadnych wątpliwości, po której stronie lokuje sympatię. Widz ma cierpieć razem z bohaterami, widząc okrutny i niesprawiedliwy system, który tłumi ludzkie odruchy.

Historia, oparta na faktach, ma miejsce w 1979 roku w Hollywood. Wystrzałowy, pełen cholerycznej ekspresji muzyk i drag queen Rudy Donatello (w tej roli Alan Cumming) poznaje po występie Paula Fliegera (Garret Dillahunt), nudnego i ułożonego prawnika. Obu mężczyzn połączyła chwila przyjemności w samochodzie i kiedy ich znajomość zdaje się wisieć na włosku (jak to w naszym środowisku, było fajnie, wymieńmy się telefonami, ale i tak pewnie się więcej nie spotkamy), spotkanie staje się konieczne.

Oto bowiem Rudy, wracając do wynajmowanego mieszkania, znajduje nastolatka imieniem Marco. Chłopak ma zespół Downa i jest całkowicie niesamodzielny. Matka czternastolatka dopiero co została aresztowana za posiadania narkotyków. Rudy sięga więc po telefon do Paula, dzwoni, próbuje przekonać sekretarkę do połączenia, ale gdy staje się to niemożliwe, sam udaje się do biura Paula, taranuje stających mu drodze i bezradny prosi o pomoc. Od pierwszych minut jasne jest, że Rudy nie ugnie się przed niczym, by dopiąć swego i zaopiekować się chłopcem.

Oczywiście nie jest łatwo. Na przeszkodzie najpierw staje zwyczajna codzienność. Kiedy chłopiec jest głodny, i udaje się w lodówce znaleźć cokolwiek poza światłem, staje się bezradny wobec leżących na talerzu produktów.  Mężczyźni zamieszkują razem i zaczynają tworzyć rodzinę. Chcą stworzyć dla Marco dom, którego nigdy nie miał. Chłopiec czuje tę więź i na zajęciach szkolnych rysuje siebie w towarzystwie dwóch ojców. Dalszego ciągu nie zdradzę. Każdy w tym momencie domyśli się, że sprawą zaczynają interesować się nauczyciele, dyrekcja szkoły, wreszcie opieka społeczna.

Role rozpisane są jak w greckiej tragedii – po jednej stronie opiekunowie chcący stworzyć choremu chłopcu rodzinę, po drugiej stronie zaś zimny, bezduszny, homofobiczny system. Każda inna postać, poza Rudym i Paulem, jest niesympatyczna. Począwszy od matki chłopca, przez szefa Paula, pracowników społecznych i prokuratora, po sędzię. Widocznie wszędzie na świecie w sądach rodzinnych siedzą wstrętne baby posadzone tam przez równie wstrętnych facetów, by pilnowały patriarchalnego i heteronormatywnego porządku świata. Ta czarno-białość sprawia jednak, że film stał się melodramatycznym łzawym kiczem w bardzo słusznej sprawie.

Szkoda, że film nie eksploruje bardziej zmian w samych bohaterach. Już choćby kontrast między Rudym, absolutnie wyoutowanym, otwartym, bezkompromisowo żyjącym w zgodzie ze swoją naturą, a Paulem, gejem, który dopiero co wyzwolił się z udawanego małżeństwa, i jedynie pod osłoną ciemności szuka kogoś w nocnych klubach, był okazją do pokazania, jak Paul się zmienia, dojrzewa, otwiera, walczy ze sobą. Zabrakło tego. Wszystko zostało podporządkowane walce o prawo do chłopca.

A propos chłopca. Wybranie na bohatera opowieści nastolatka z zespołem Downa, na dodatek otyłego i z dużą wadą wzroku, też jest dowodem podporządkowania wszystkiego funkcji agitacyjnej. Gdyby czternastolatek nie miał Downa i nadwagi, trzeba by pokazać świat jego przeżyć i wątpliwości, czy np. chciał mieć dwóch ojców, co sądził o swojej matce, czy homofobię traktował jako atak na siebie itd. A tak mamy tylko „biednego chłopca” o którego walczą dzielni geje.

Każdy czytelnik Lubiewa Michała Witkowskiego pamięta cudownie ironiczny fragment, w którym Błażej z Poznania namawia Michaśkę Literatkę, by napisała książkę:

- Napisz koniecznie książkę o nas, o nas – Gejach… Musi to być historia dwóch gejów z klasy średniej, z wyższym wykształceniem, doktorantów z zarządzania i finansów, w oku­larach, w sweterkach… No i oni stworzyli trwały związek i chcą adoptować dziecko, ale napotykają na problemy. Społeczeństwo, rozu­miesz, ich nie chce zaakceptować, choć są kulturalni i spokojni, co czytelnik widzi. Aby kontrast był większy, niech sąsiedzi mają po­twornie nieudane związki, niech piją i biją swoje dzieci, ale im Państwo nie odmówi ad­opcji, a im, u których miałby chłopiec (chło­piec!) jak u pana Boga za piecem – odmówi. Żeby czytelnik sam widział, jakie to wszystko niesprawiedliwe… I na końcu niech adoptują kota, to znaczy, tfu! Niech sobie kupią kota… I nazwą go tak, jak to dziecko chcieli na­zwać…

Przypomniał mi się ten fragment Lubiewa, bo omawiany film jest realizacją takiego właśnie pomysłu: prosty przekaz, gorące emocje i zupełnie nic do interpretacji.

Najmocniejszym punktem tego filmu jest wspaniała kreacja Alana Cumminga. Rudy w jego wykonaniu to postać zachwycająca. Choleryczność łączy z namiętnością, charakterystyczną dla drag queen egzaltację z ciepłem, przegięcie z męskością i taniec z pięknym śpiewem. Cumming to zresztą aktor o przeszłości musicalowej (występował na scenach londyńskiego West Endu i w teatrach na Broadwayu). I chyba głównie dla tej kreacji warto wybrać się do kina.

 

 

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

1 komentarz do: Lada dzień




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa