Czar prysł

Kiedy dwa lata temu na scenie Teatru Nowego pojawiła się pierwsza część „Lubiewa” w reżyserii Piotra Siekluckiego, byłam zachwycona. Gra Pawła Sanakiewicza i Janusza Marchwińskiego, scenografia, narracja w wykonaniu Krystyny Czubówny były istnym arcydziełem. Dlatego z wielką radością przyjęłam informację o tym, że po dwóch latach doczekaliśmy się drugiej części „Lubiewa”, pod tytułem „Lubiewo: Ciotowski bicz”. Niestety, radość ta była przedwczesna.

I oto znów spotykamy się z Patrycją i Lukrecją. Tym razem jednak wspominają one plażę w Lubiewie, na której spędziły niejedno lato. Wspomnieniom tym towarzyszą historie o szybkich numerkach w toalecie, które są dość dosłownie przedstawione. Scenografię bowiem tworzą 2 pisuary i 4 kabiny publicznych toalet ozdobione serduszkami. Po lewej siedzi Pisuaressa naliczająca opłaty za korzystanie z tego przybytku oraz poganiająca ociągających się użytkowników.

Po tych wspominkach Patrycja i Lukrecja złoszczą się na Michaśkę Witkowską, „tę starą kurwę”, która sprzedała ich historie do książki, ich krwawicą zdobyła sławę. W złości podcierają sobie nawet tyłki „Lubiewem”. Samego zaś Witkowskiego mamy okazję kilka razy usłyszeć w roli narratora, czy też po prostu jako Michaśkę rozmawiającą przez telefon ze starymi ciotami. Choć uwielbiam, gdy czyta on swoją powieść, tak tutaj mnie nie zachwycił. Lepiej w tej roli brzmiała Czubówna, której narracja w pierwszej części dodawała smaczku i sprawiała, że widz czuł się jak w filmie przyrodniczym przedstawiającym niezwykły gatunek, jakim jest ciota PRL-owska.

Następnie Patrycja i Lukrecja wraz z Pisuaressą przysiadają na leżakach i zaczynają wspominać czasy PRL-u, pracowniczych wczasów, stołówek z pomidorową i mielonym, przeboje „Sośnickiego” i „Wodeckiej”, lody Bambino. Ta część spektaklu jest nieco przydługawa i choć co chwilę dialogi rozśmieszają publiczność, miałam wrażenie, że biorę udział w drugorzędnym kabarecie, nie sztuce teatralnej – i marzyłam o tym, by dobiegł końca. Czar dialogów z pierwszej części prysł.

Całość przyprawiona jest odrobiną dramaturgii, gdy na scenie przytaczana jest historia miłości Blondyna i Astrofizyka – starca na wózku, oraz gdy pojawia się postać Karła-Onanisty, wyśmiewanego przez inne cioty. Karzeł ten, choć sam pogardzany przez innych, kończy cały spektakl stwierdzeniem, że nie lubi, gdy do teatru przychodzą hetero. Jednak i te elementy gubią się gdzieś w mdłym przekazie całości i nie sposób się pokusić o głębszą ich interpretację.

„Lubiewo: Ciotowski Bicz” to opowieść o przemijaniu, tęsknocie za starymi czasami, a także opowieść o wykluczeniu. Nie jest jednak opatrzona wizją choroby i śmierci, jak pierwsza część, co sprawiało, że Patrycja i Lukrecja nabierały bardziej ludzkiego charakteru. W tej części są tylko zblazowanymi ciotami, których czas dawno przeminął. Czyżby i czas „Lubiewa”, wielokrotnie wydawanego w formie tradycyjnej i audiobooka, wznawianego w wersji nieocenzurowanej i wreszcie przeniesionego na deski teatru, też zaczął przemijać? Wygląda na to, że właśnie tak się dzieje. To już nie śmieszy, nie szokuje i nie zachwyca tak jak kiedyś.

 

„Lubiewo: Ciotowski bicz”
Teatr Nowy, Kraków
Reżyseria Piotr Sieklucki
Obsada: Paweł Sanakiewicz, Janusz Marchwiński, Teresa Pawłowicz i in.

[zdjęcia - strona internetowa teatru]

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa