Szechina w Izbie Lordów

Wczoraj Izba Lordów, wyższa izba brytyjskiego parlamentu, przyjęła dużą większością głosów (390 do 148) zaakceptowaną już przez izbę niższą ustawę o małżeństwie. Publiczna debata nad otwarciem instytucji małżeństwa na pary osób tej samej płci, która przetacza się przez brytyjskie społeczeństwo, nie jest może aż tak dramatyczna czy medialna, jak ta we Francji, niemniej jednak obfituje w poruszające momenty. Wczorajsza debata w Izbie Lordów była ich pełna.

Cały internet zachwycał się słowami leciwego lorda Patricka Jenkina, konserwatysty i członka gabinetu Margaret Thatcher, który wspominał: Wiele lat temu, jako student, zetknąłem się z czymś dla mnie nowym – z osobami, które nie są heteroseksualne. Poprosiłem o opinię mojego dziadka, który był bardzo mądrym człowiekiem, wykładowcą na Akademii Medycznej w Edynburgu. Powiedział mi: „Drogi chłopcze, potępiać osoby o skłonnościach homoseksualnych to tak jakby potępiać osoby o rudych włosach”. Z tym przekonaniem przeszedłem przez całe moje życie.

Jeszcze bardziej poruszającym momentem był publiczny coming out baronessy Liz Barker, która oświadczyła, że jest „osobiście zaangażowana w przedmiot dyskusji”: Wiele lat temu miałam ogromne szczęście poznać wspaniałą kobietę. Od tej chwili darzymy się miłością – oczywiście poza zdarzającymi się od czasu do czasu efektownymi kłótniami, zazwyczaj o prowadzenie samochodu albo majsterkowanie.

Mnie jednak najbardziej wzruszyło przesycone prawdziwie chrześcijańskim duchem przemówienie barona Richarda Harriesa. Gorąco polecam naszym prawicowym i/lub konserwatywnym politykom – tym myślącym i choć trochę odważnym – lekturę słów tego 77-letniego emerytowanego biskupa kościoła anglikańskiego:

***

Richard Harries, Baron Harries of Pentregarth

Richard Harries, Baron Harries of Pentregarth, foto: The Independent

Szanowni Lordowie, doskonale rozumiem niepokój, jaki w wielu z was budzi ta ustawa. Wzrastałem w świecie, w którym o homoseksualności mówiło się szeptem po kątach, a jakiekolwiek zachowanie ją sugerujące skutkowało całkowitym odrzuceniem. Nasze rozumienie tej orientacji to niewątpliwie największa zmiana społeczna, jakiej doświadczyłem w moim życiu.

Zmieniłem moje podejście, kiedy uświadomiłem sobie, na przykład dzięki lekturze biografii gejów i lesbijek, że osoby homoseksualne często już od najmłodszych lat czują pociąg głównie do osób tej samej płci – nie tylko fizyczny, ale związany z całą ich osobą. To prawda, że istnieje wiele osób biseksualnych oraz takich, których seksualność jest płynna, jednak dla znaczącej części seksualność nie jest kwestią wyboru, tylko podstawą tożsamości, tak samo jak płeć. Ten fakt musi przynieść całkowitą zmianę naszego sposobu myślenia.

Powstaje zatem pytanie, jak powinien zareagować na to kościół [anglikański, przyp. UP] i społeczeństwo. W interesie zarówno jednego, jak i drugiego jest pomaganie ludziom w prowadzeniu spokojnego życia w stabilnych związkach. Z tego powodu wielu z nas z zadowoleniem przyjęło wprowadzenie związków partnerskich – nie tylko dlatego, że zapewniają słuszną ochronę prawną osobom je zawierającym, ale także dlatego, że dają możliwość publicznego podjęcia zobowiązania wobec drugiej osoby. Osobiście bardzo cenię sobie tę instytucję. Żałuję, że kościół anglikański nie zdołał jak dotąd wypracować sposobu publicznego potwierdzania zawarcia związku partnerskiego w kontekście wiary chrześcijańskiej […].

To smutne, że tak wiele osób, które dziś akceptują związki partnerskie, podjęło tę decyzję tak niechętnie i z zaciśniętymi zębami – szczególnie, że związki partnerskie nie są uważane za równe małżeństwu, lecz jako od niego gorsze. Słusznie czy też nie, powstaje wrażenie, że jedna postać relacji jest gorsza od drugiej. I wiele osób uważa, że małżeństwo jest głębszą oraz bogatszą formą relacji niż związek partnerski.

Co ważniejsze, uważa tak wiele osób homoseksualnych, które chcą zawrzeć nie związek partnerski, ale małżeństwo – trwające całe życie zobowiązanie do miłości i wierności, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Małżeństwo wiąże się z korzyściami prawnymi, które nie są dostępne w związkach partnerskich, na przykład ze statusem prawnym w wielu krajach. Ale tak naprawdę nie o to chodzi. Najważniejsze, że osoby, które pragną wstąpić w taki związek, powinny móc to zrobić. Wiem, że wiąże się to z radykalną zmianą w naszym rozumieniu małżeństwa. Trzeba jednak pamiętać, że małżeństwo nigdy nie było czymś stałym. Szanowny lord Pannick wykazał przed chwilą, jak przez lata zmieniało się prawne znaczenie tej instytucji; jej znaczenie społeczne również uległo głębokiej przemianie.

Przez większą część naszej historii małżeństwo było w klasach wyższych przede wszystkim sposobem sprawowania kontroli nad tytułami i bogactwem, we wszystkich warstwach społeczeństwa zaś wiązało się z podległą rolą kobiet […]. Dopiero w XVIII wieku zaczęto zwracać większą uwagę na jakość związku między małżonkami. W dzisiejszych czasach słusznie podkreśla się ogromną wagę bliskości, wsparcia i zaufania, które powinny panować pomiędzy dwiema osobami w dobrych i złych chwilach. Wartości te cenione są przez wszystkich, bez względu na ich orientację seksualną.

Pragnę podkreślić, że nie lekceważę dysonansu językowego, jaki u wielu osób wywołują sformułowania zawarte w tej ustawie, ani też poczucia dyskomfortu z tym związanego. Jednak z powodów, które tu przedstawiłem, z radością przyjmuję proponowane rozwiązania. Wierzę w małżeństwo. Tak jak pewien rabin dawno temu, wierzę, że w miłości dwóch osób żyje Szechina – Boża obecność. W perspektywie chrześcijańskiej, miłość między dwiema osobami jest odzwierciedleniem miłości Chrystusa i Jego kościoła. Wierzę w instytucję małżeństwa i pragnę, by była otwarta tak samo na pary osób tej samej płci, jak i na pary kobiet i mężczyzn.

***

Przemówienie to zakończyło debatę w Izbie.

 

[Tekst oryginału za: www.publications.parliament.uk, tłumaczenie: UP]

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

6 komentarzy do:Szechina w Izbie Lordów

  • Związki partnerskie to ciężki temat i sam do pewnego czasu miałem problem z dojściem do tego, jak to wszystko traktować. Sprawa została rozwiązana w momencie gdy zacząłem rozróżniać związki Homo-partnerskie od Hetero-partnerskich. W mojej opinii te drugie powinny mieć takie same prawa jak małżeństwa. Natomiast związki homo już nie do końca, ponieważ logiczne jest nie wspieranie czegoś co nie daje w tym przypadku podniesienie poziomu demograficznego – jak wiadomo dwóch facetów potomstwa się nie doczeka, więc zasadniczo jest to wbrew naturze. Oczywiście uważam, że jak najbardziej pary homoseksulane powinny mieć prawa, zwłaszcza w kwestiach takich jak odwiedziny w szpitalu czy spadkowe, ale nie należą im się z pewnością prawe przysługujące typowej rodzinie.

  • Altena

    Idąc tym tokiem rozumowania, należałoby wziąć każdą parę narzeczonych hetero i zobowiązać ich do obowiązkowego spłodzenia dziecka (i urodzenia w ciągu najlepiej 9 miesięcy od daty ślubu). A kiedy okażą się niepłodni, lub po prostu nie chcą mieć dzieci, należy im uniemożliwić zawarcie ślubu bądź unieważnić małżeństwo. Tylko płodzenie dzieci ma być argumentem do zawarcia małżeństwa? Wielkie ROFTLOL XD
    Sprowadzenie człowieka do funkcji biologicznych delikatnie mówiąc nie przystaje do dzisiejszych czasów. A już na pewno nie do kraju z gatunku tak zwanych cywilizowanych.

  • Krzysiek

    Evento w zasadzie ma rację. Dziś trzeba liczyć się przede wszystkim z demografią. Sam nie będę miał dziecka, a jeśli dożyję starości, to za swoją emeryturę, jaka by ona nie była, będę w stanie kupić przede wszystkim to, co wytworzą nowe pokolenia. Prawo spadkowe przyjazne parom homo i heteroseksualnym to minimum przyzwoitości, na które wszyscy zasługują. Prawo do odwiedzin, decydowania, itp. nic nie kosztuje. Jeśli chodzi o PIT, to moim zdaniem, prawo do wspólnego opodatkowania dochodów powinien mieć tylko 1 rodzic z 1 dzieckiem lub 1 rodzic z większą liczbą dzieci. Wspólne opodatkowanie dwóch dorosłych osób, niezależnie od ich płci, jest niepotrzebnym przywilejem. Poza tym żłobki, przedszkola, ale to już wszyscy wiedzą od dawna.

    Rozmnażanie to więcej niż funkcja biologiczna. Każdemu z głową na karku powinno zależeć na niedopuszczeniu do spadku ludności w kraju. Nie chodzi o to, że byłoby nam źle, gdyby zamiast 38 mln było nas 30 mln. Niestety, po pierwsze, nie ma gwarancji, że spadek liczby ludności zatrzyma się na jakimś poziomie. Jeśli nie, to co? Znikniemy? Po drugie, okres w którym liczba ludności spada, a społeczeństwo się starzeje, musi być bardzo dotkliwy dla gospodarki. A co z poziomem życia?

    Nie chodzi o to, żeby każdą kobietę zmusić do posiadania dzieci, a każdego mężczyznę do ich płodzenia. Wystarczy, by średnio było tle ile trzeba (ok. 2,1).

  • Krzysiek

    @ Altena

    Wydaje się, że w ujęciu Eveonto płodzenie dzieci to nie jedyny argument za małżeństwem, ale za przywilejami podatkowymi. Małżeństwo nie ma tutaj nic do rzeczy.

  • Altena

    Zabawne, że najgłośniej o dzieci krzyczą mężczyźni. Troska o ludzkość za sto lat? Jaaaasne. Raczej urażone męskie ego, że jak to, nie można przedłużyć własnych genów, nie można kobiety zmusić do posłuszeństwa, no straszne. Z drugiej strony, jeszcze zabawniej, że są miliony dzieci w domach dziecka, których nikt nie chce, miliardy dzieci zabijanych w krajach trzeciego świata, którymi jakoś nikt się nie przejmuje. Ale przyczepili się do tych około 5% lub mniej ludności homoseksualnej, którzy na tę demografię nie wpływają, za to chcą po prostu normalnie żyć.

  • Krzysiek

    Oj, tam, nie da się zmusić kobiet do rodzenia dzieci. Chodzi jedynie o to, by te które chcą, nie rezygnowały z powodu piętrzących się niedogodności związanych z posiadaniem dziecka. Nie ma niestety na to jednej recepty, co pokazują przykłady różnych państw (np. Niemcy). Trzeci świat? Co z tego, że tam rodzi się dużo? Chodzi o zastępowalność pokoleń w ramach państwa i tyle wystarczy.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa