Po cóż nam „niewydarzony” Kronos?

Tytułowe pytanie – cytat z Posłowia prof. Jerzego Jarzębskiego – celnie opisuje szereg wątpliwości dotyczących potrzeby wydania, zawartości i sensu zakupu Kronosu Witolda Gombrowicza.

Problem pierwszy leży już na poziomie bibliograficznego określenia tej publikacji. O ile nie budzi wątpliwości fakt, że w przypadku książek noszących tytuły Ferdydurke, Kosmos czy Trans-Atlantyk autorem jest Witold Gombrowicz, o tyle trudniej uznać go w takim samym znaczeniu za autora Kronosu, przynajmniej w tej formie, jaką nadało mu Wydawnictwo Literackie. Bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że to Kronos na podstawie notatek Witolda Gombrowicza. I wrażenie to pogłębia się, jeśli wziąć pod uwagę, że notatki zajmujące 68 kart formatu A-4 rozrosły się w krakowskiej oficynie do objętości 460 stron druku. Oczywiście tej książki nie dałoby się wydać inaczej. Przede wszystkim dlatego, że poza kilkunastoma osobami, nikt nie dałby rady zidentyfikować 95 procent imion, nazwisk, miejsc, wydarzeń i określeń. Tekst Gombrowicza – dodajmy, że poważnie zredagowany – musi być czytany z wszystkimi przypisami, a tych jest bardzo wiele, przeliczając je na znaki, stanowią tekst o wiele obszerniejszy niż same zapiski Gombrowicza.

Notatki Gombrowicza zaczęły powstawać w okolicy przełomu 1952 i 1953 roku, czyli w okresie, gdy zaczął pisać Dziennik. Pierwsze zapisy dotyczyły roku 1922, gdy jako osiemnastolatek zdawał maturę. Okres trzydziestu lat został przez Gombrowicza zrekonstruowany i przywołany z pamięci. Z oczywistych powodów notatki z tych lat przyjmują postać krótkich haseł. Zapis roku 1925 wygląda przykładowo tak:

Wojsko.
Worochta.
Jaremce Danek, Zosia (?), pensjonat Dwór,
Krysia Janowska?
Egzamin, III rok. Zaczynam IV rok.

Celowo przywołuję ten cytat, aby uzmysłowić potencjalnym czytelnikom, że nie jest to typowy tekst, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Początkowo są to tylko równoważniki zdań, potem krótkie zdania, w końcu, w zapiskach prowadzonych już na bieżąco, zdania są nieco dłuższe, ale i tak każde kolejne zdanie dotyczy innej sprawy, z innego dnia, dotyczącej innej sfery życia. Kropki spełniają w tym tekście rolę nie tyle znaku przestankowego, ile zastępują kolejne akapity. Piszę to, by zasugerować, że to nie jest książka do łatwego czytania, tym samym nie jest to książka dla wszystkich.

Wydawnictwo Literackie popełniło błąd urządzając książce tak dużą promocję. Owszem, ta książka powinna być wydana. Choć zapiski mają charakter prywatny a zamiar wydania ich przez Gombrowicza jest mimo wszystko wątpliwy („Pozostało mi jeszcze coś w zapasie, ale tej reszty – bardziej prywatnej – wolę nie zamieszczać. Nie chcę narażać się na kłopoty. Może kiedyś… Później”), książka ma wielką wartość poznawczą. Jest to jednak wartość dla tych, którzy już Gombrowicza znają i poprzez tę wielość szczegółów chcą poznać go jeszcze głębiej od strony prywatnej. Mam tu na myśli głównie historyków literatury współczesnej i gombrowiczologów, niekoniecznie akademickich, miłośników jego twórczości i wyznawców. Przeciętny czytelnik, zachęcony przez media aurą skandalu wiążącego się z pikantnymi szczegółami obyczajowymi, dozna rozczarowania i poczuje się oszukany.

Żeby jednak od razu rozbroić tę bombę, napiszę już teraz, że w książce brak jakichkolwiek szczegółów z życia erotycznego. Wszystko ogranicza się do lapidarnych określeń i tylko z pewnej ich części można wywnioskować coś więcej. Często pojawia się np. niewyraźny zapis, którzy redaktorzy tomu oddali w druku poprzez podwójną formę chico/a  (chłopiec/dziewczyna) – trudno zatem nawet poznać płeć spotkanej osoby a wniosek na temat treści tej przelotnej znajomość jest już wyłącznie kwestią domyślności czytelniczej. Szczytem precyzji są określenia typu:

Odkrywam teren na Corrientes.

I tylko dzięki przypisom dowiadujemy się, że chodzi (i to tylko prawdopodobnie) o miejsce spotkań argentyńskich homoseksualistów. Nieco bardziej oczywisty jest jedyny zapis z września 1941: „Esperma Bar”. Przy czym hiszpańskie esperma oznacza oczywiście spermę. Czasami, też dzięki przypisom, dowiadujemy się o zachowaniach pisarza, np. jak ukryty w krzakach, obserwował chłopców uprawiających seks. Wymieniane miejsca (np. powtarzająca się często nazwa dworca Retiro) są stosunkowo łatwe do odgadnięcia, ale co zrobić z obfitymi ciągami imion i nazwisk, np.:

Wycieczka: Junin, San Rafael, Mendoga, San Juan, San Luis (komisariat).

Owy komisariat to odwołanie do problemów prawnych, w które Gombrowicz czasami popadał w związku z praktykami homoseksualnymi. Czy jednak wymienione imiona oznaczają zwykłych znajomych czy kochanków? A może tylko ostatni z wymienionych miał związek z policją? I jaki charakter miała ta wycieczka? Czy to ona ściągnęła kłopoty na autora Ferdydurke? Takich zagadek jest wiele i jedynie część udaje się rozwikłać przy uważnej lekturze przypisów.

Jednym z ważniejszych pytań dotyczących życia prywatnego Gombrowicza jest jego orientacja. Był homo-, bi- czy heteroseksualny? Książka, wbrew pozorom, nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Kobiety zdecydowanie dominują w życiu erotycznym pisarza do września 1939 roku, czyli gdy przebywał jeszcze w Polsce. Owszem, zdarzali się mężczyźni, jak w 1937 roku:

Franek – więcej nie pamiętam, musiał to być okres mało erotyczny.

O wiele częściej jednak można przeczytać w tym okresie wpisy typu:

Kurwa z tryprem.

Od sierpnia 1939 roku, czyli od wyjazdu do Argentyny, Gombrowicz spotyka się zdecydowanie częściej z mężczyznami. O czym to może świadczyć? W przedmowie do książki Na wypadek pożaru Rita Gombrowicz wspomina o „jego biseksualności”. Jerzy Jarzębski zaś w Posłowiu pisze, że publikacja obala twierdzenia przedstawicieli krytyki gejowskiej, jakoby Gombrowicz był stuprocentowym homoseksualistą. I tak, i nie. Rzeczywiście, formalnie nie ma wątpliwości co do tego, że autor Kosmosu miał bogate doświadczenia z obiema płciami. Można to zinterpretować jako biseksualizm. Być może był tzw. switchem, czyli po fazie zainteresowania kobietami, przyszła faza na mężczyzn. Sądzę jednak, że mogło być inaczej. Może kontakty z kobietami w Polsce były spowodowane tylko brakiem męskich partnerów a swobodne życie w portowym Buenos Aires pozwoliło pisarzowi odnaleźć prawdziwą naturę? Oczywiście, że jest jeszcze żona Rita, ale tę Gombrowicz poznał dopiero pięć lat przed śmiercią, gdy był już mocno schorowany a jego aktywność seksualna była raczej dość ułomna. Tu jednak, na korzyść tezy o biseksualizmie, sam Gombrowicz sugeruje, że był to dość intensywnie erotyczny związek, a przy okazji wspomina, że dzięki Ricie doświadczył czegoś, co określił: „dziwna przemiana, nawrócenie”.

A może za preferowaniem mężczyzn na emigracji stała uroda Argentynek? Gombrowicz skarżył się w zapiskach z roku 1939: „Kobiety argentyńskie bardzo mi się nie podobają”. Żartobliwie można by zapytać, czy może to względy estetyczne nakierowały wielkiego emigranta ku mężczyznom? Zdecydowane zainteresowanie mężczyznami potwierdzałyby słowa bliskiego pisarzowi człowieka – Alexandro Rússovich twierdził, że Gombrowicz celowo używał czasami żeńskich końcówek do zakamuflowania płci osób, z którymi się spotykał, a czasami imionami żeńskimi określał mężczyzn zniewieściałych („przegiętych”). Może więc tych kobiet było o wiele mniej niż wydaje się w czasie lektury?

Nie bez znaczenia jest też to, że Gombrowicz nie znosił etykietowania. Już w Dzienniku opisał spotkanie z Genetem, którego wolał uniknąć, by żaden z przechodniów nie uznał, że mają cokolwiek ze sobą wspólnego. W Kronosie mamy natomiast echa konfliktu z Jerzym Andrzejewskim, który w powieści Idzie, skacząc po górach stworzył homoseksualnego bohatera wypowiadającego słowa zacytowane z Dziennika. Gombrowicz zerwał po tym kontakty z Andrzejewskim. Może więc celowo przez całe życie zacierał homoseksualną naturę i celowo rozcieńczał ją kontaktami z kobietami? Także na to pytanie pewnej i ostatecznej odpowiedzi nigdy nie poznamy.

Jednym z wiodących tematów Kronosu są kłopoty zdrowotne. I tu dochodzimy do tego, co dla mnie w tej książce jest najważniejsze. Początkowe lata życia pisarza charakteryzuje obfitość i różnorodność kontaktów erotycznych. Z czasem zaczynamy zauważać, że o tej sferze życia autor pisze coraz rzadziej a kolejne lata są kwitowane określeniami typu „spokój erotyczny”, dominować zaś zaczyna tematyka eksponująca problemy zdrowotne. Można więc na tę książkę spojrzeć jako na studium starzenia się, trwającego od urodzin do śmierci. Trzeba też dodać, że choroby Gombrowicza były w dużym stopniu wypadkową jego życia erotycznego. Autor Ferdydurke co najmniej od 1940 do 1948 był niemal nieustannie nosicielem kiły i przez te wszystkie lata ciągle można natrafić na zapiski o zastrzykach penicyliny (do dzisiaj podstawowego leku w walce z tą chorobą).

Każdy rok (począwszy od 1940) kończy podsumowanie według stałego schematu. I te podsumowania najlepiej pokazują, jakie sfery życia były dla Gombrowicza szczególnie ważne. Są to: „Zdrowie”, „Erot.” (erotyka), „Literatura” i „Finanse”. Te cztery punkty organizowały jego życie i wyznaczały perspektywy na przyszłość.

Krons dokumentuje też ten niewątpliwy fakt, jakim jest silna obecność osób nieheteroseksualnych (bi- i homoseksualnych) w polskiej literaturze. Wciąż powtarzają się nazwiska Jeleńskiego, Lechonia, Mycielskiego, Andrzejewskiego, Iwaszkiewicza i Miłosza. Do tego trzeba dodać Jeana Geneta i Michela Foucaulta („Foucault mnie wielbi”).

Czy warto jednak tę książkę kupić? Cenna wydaje się uwaga Rity Gombrowicz (przedmowa Na wypadek pożaru): „Można czytać Dziennik bez Kronosu, ale nie na odwrót”. To zdanie wyczerpuje w zasadzie powyższą wątpliwość. Tak, warto sięgnąć po tę książkę, ale tylko czytając ją równolegle z Dziennikiem. Wtedy czytelnik zyskuje dopiero odpowiednią perspektywę. Dziennik, wbrew nazwie, nie jest przecież systematycznym zapisem drobiazgów codzienności. Chronologia nie ma w nim większego znaczenia. Istotę tego dzieła stanowią polemiki, rozważania, interpretacje. Biografia stanowi co najwyżej pretekst do refleksji ogólniejszej natury. Kronos jest całkowitym przeciwieństwem Dziennika. To suchy i pozbawiony interpretacji czy innej formy refleksji rejestr wydarzeń ważnych z perspektywy nie myśliciela, ale człowieka. Za Jerzym Jarzębskim można napisać, że Dziennik jest porządkiem myśli a Kronos – porządkiem życia.

Publikacja zawiera w końcu bardzo bogaty materiał ilustracyjny. Tekst wzbogaca wiele zdjęć Gombrowicza, jego bliskich, zamieszkiwanych budynków, odwiedzanych miejsc, plany miast. Do tego dochodzą liczne fotokopie rękopisów Kronosu. A propos rękopisu Kronosu ciekawostka: jeśli dotąd wydawało wam się, że koncepcję i pojęcie „oś czasu” wymyślił Mark Zuckerberg i Facebook, mylicie się. Oś czasu wymyślił Gombrowicz na początku lat pięćdziesiątych. Dowody w książce.

 

Witold Gombrowicz, Kronos
Wydawnictwo Literackie
Wydanie pierwsze
Kraków 2013
Format: 145×205 mm
Oprawa: miękka lub twarda
Liczba stron: 460
ISBN: 978-83-08-05106-1

 

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

1 komentarz do: Po cóż nam „niewydarzony” Kronos?

  • Ganesz

    Ciekawy tekst, Krzysztofie. Tak czy owak, wszystko związane z Gombrowiczem jest godne uwagi. Bo to Gombrowicz.

    to tak jak dla katolika włos JP II :-)

    dla tych, którzy (tak jak ja) uważają Gombrowicza za najwybitniejszego przedstawiciela polskiej lit XX wieku, każdy, chocby całkiem „nieistotny” szczegół jest ciekawy. Podobnie w British Library przechowuje się niczym relikwię rękopis „Michelle” Beatlesów na odwrocie przypadkowej koperty…

    pozdrawiam,
    Krzysztof Z.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa