- homiki.pl - http://homiki.pl -

Piątek w piątek: o miłości do premiera i nie tylko

Stała się niespodzianka! Jestem wdzięczny Donaldowi Tuskowi. Wdzięczność dla premiera polskiego rządu przepełnia mnie, wylewa się ze mnie, tryska i chlusta wokół. Ja się w prezesie rady ministrów nawet zakochałem. Falę tych gorących uczuć wzbudził męski gest Donalda, który w kilku niedawnych wystąpieniach publicznych (m.in. na Kongresie Kobiet) zrzucił maskę i objawił się jako obrońca homoseksualnych konkubinatów. Zrozumiałem głęboko ukryty sens wyrzucenia na śmietnik projektów ustaw o związkach i podlizywania się konserwatystom we własnym (i cudzym) łonie, biskupom, skrajnej kato-prawicy innym jeszcze bardziej jurodiwym.

[1]To jasne i zrozumiałe – związków nie będzie, bo społeczeństwo nie jest przygotowane na taką formę zalegalizowanego partnerstwa (to po pierwsze). A poza tym (to po drugie) gdyby konserwatystom udało się uzyskać w Trybunale Konstytucyjnym orzeczenie, że homozwiązki są niekonstytucyjne, to na wiele lat starania ruchu LGBT w kwestii homo-stadeł byłyby zabetonowane na amen. Aby nas uchronić przed taką szkodą, szef PO wspaniałomyślnie zdecydował o niepodejmowaniu tematu. Nie dziwi mnie ten szlachetny gest. Wszak etos rycerski, będący częścią składową każdego polskiego patrioty, nakazuje brać w obronę słabszych. Idąc za tym nakazem, premier podniósł przyłbicę i wyciągnął do nas swe ojcowskie ręce. Chwyćmy je i pójdźmy razem ku świetlanej przyszłości! W końcu żyjemy w epoce miłości w polityce!

Ten piękny obraz jak z czytanki psuje mi tylko świadomość politycznego absurdu, w jakim żyjemy. Nie rozumiem nagle objawionej troski polityków rządzącej partii o stan umysłu ogółu obywateli. Nie ma narzędzia, którym można by zmierzyć, do czego Polacy nie są jeszcze gotowi, a z czym już dziś mogą wejść w obcowanie. Gdyby na początku lat 90. ubiegłego stulecia politycy dawnej opozycji antykomunistycznej wychodzili z dzisiejszego założenia premiera Tuska, to Tadeusz Mazowiecki nigdy by nie został premierem, Lech Wałęsa – prezydentem, a Leszek Miller dziś nadal byłby sekretarzem gdzieś w powiatowych kniejach. Blisko ćwierć wieku temu mało kto (a może nawet zgoła nikt) był przygotowany na zmiany polityczne i gospodarcze. Na budowanie od podstaw demokratycznych mechanizmów. Uczciwi działacze dawnej „Solidarności” przyznają dziś, że rozmiar zwycięstwa i błyskawiczny rozkład systemu zaskoczył ich wtedy zupełnie.

Ględząc o nieprzygotowaniu, premier Donald Tusk tylko obnaża własną indolencję. Społeczeństwo doskonale da sobie radę, bo przecież prawda jest taka, że związki partnerskie większości społeczeństwa nie dotyczą i dotyczyć nie będą! Ergo – nie dotkną ich w żaden sposób. W stwierdzeniu szefa rządu dostrzegam zresztą symboliczną przemoc – oto grupa „światłych mędrców” (cudzysłów obligatoryjny!) wie lepiej od tych głupiutkich maluczkich, ciemnych Kowalskich i Nowaków, co przyniesie im korzyści. Z wolnością i demokracją takie podejście do obywateli ma niewiele wspólnego, a „przewodnia siła narodu” to już przeszłość. Z tego obmierzłego paternalizmu Platformy (prócz zapatrzenia w słupki poparcia, składania łapek do modlitwy i prób podlizu pod adresem konserwatywnego elektoratu) bierze się również pomysł, by związki partnerskie były umową cywilną przypominającą raczej dokument regulujący relacje pomiędzy partnerami w spółce. PO wie, że to jest dla nas najlepsze! Jeśli kiedykolwiek umowa „Homo Sp. z o.o.” wejdzie w życie, to natychmiast zostanie opatrzona epitetem „rozwiązania kompromisowego”, choć będzie tylko atrapą, w której nie będzie można się dopatrzyć krztyny szacunku dla człowieka. Takich wymuszonych politycznym gwałtem kompromisów mamy zresztą więcej (religia w szkołach czy ustawa antyaborcyjna).

Znajdujemy się teraz w niełatwej sytuacji. Politycy parlamentarni pokazali i pokazują nam zadki. Nawet Robert Biedroń nie wierzy, że coś się ruszy w związkach w tej kadencji Sejmu. Sprawę przyklepała ostatecznie Hanna Gronkiewicz-Waltz, która tłumaczyła na łamach „Wyborczej”, że nie ma się co zajmować parami niemałżeńskimi (naturalnymi kandydatami do rejestrowanych związków partnerskich), bo rodzi się w nich jedynie (sic!) co piąte dziecko w Polsce. (Haniu, litości, skończ wreszcie! Zastanawiam się, kim są dla polityków PO pokroju „bufetowej” obywatele polscy – rozpłodowym bydłem? ) Myślę, że w sytuacji, gdy z gmachu na Wiejskiej wieje nauką Kościoła i imposybilizmem (kocham to słowo!), musimy upierać się przy swoim, nie pozwalając przy tym na okrajanie naszych postulatów (w ramach rzekomego kompromisu), bo w przyszłości i tak dostaniem mniej niż się domagamy. Powtarzać do znudzenia nasze postulaty. Ne ustępować, a nawet spiętrzyć żądania, zaostrzyć stanowisko, oczekiwać więcej niż do tej pory. Obawiam się, że grzeczni geje i grzeczne lesbijki nie wskórają nic a nic. Bo łajdaki przebrani w europejskie garnitury i łajdaczki wciśnięte w markowe kostiumiki nadal będą nas robić w bambuko*.

 

* Aż chce się napisać potocznie (i brzydko) o koitusie bez gumy, ale naczelna mi nie puści! 😉

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek [2]

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.