Klimat nie taki

Wszyscy, którzy wierzyli w możliwość zalegalizowania choćby szczątkowej formy związków partnerskich jeszcze w bieżącej kadencji Sejmu, mieli w ostatnich dniach znakomitą okazję, by pozbyć się złudzeń – za sprawą wypowiedzi premiera oraz Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania.

Przemawiając w minioną sobotę podczas Kongresu Kobiet premier Donald Tusk, wywołany (dosłownie) do odpowiedzi przez Ankę Zet – działaczkę LGBTQ słynącą z radykalnych i wyrazistych happeningów – przyznał, że nie widzi szans, by związki partnerskie w polskim prawie znalazły się w ciągu najbliższych 10-15 lat. Znamienne, że by zadać swoje pytanie, Anka Zet, której należą się wyrazy uznania za nieprzejednaną postawę i odwagę cywilną, musiała posłużyć się własnym megafonem, a i tak nieomal została „zaklaskana” przez zgromadzone delegatki, które nie chciały najwyraźniej dopuścić do urażenia męskiego ego szefa rządu. Tusk, który jeszcze w styczniu z mównicy sejmowej przekonywał, że zadaniem wysokiej izby jest znalezienie rozwiązań prawnych, które nie uczynią życia tych ludzi trudniejszym, ale godniejszym, niezależnie od tego, jak oceniamy sam fakt współżycia par homoseksualnych, tym razem kategorycznie stwierdził, że na godniejsze życie w najbliższym czasie szans nie ma. Nie omieszkał też postraszyć prawicowymi radykałami, mniemam że, jak to ma w zwyczaju, PiS-owskimi. Otóż jeśli zainteresowani – geje i lesbijki – będą próbowali szybko przeforsować równe prawa dla siebie, to zdaniem Tuska rozjuszeni tym konserwatyści mogą im przykręcić śrubę jeszcze bardziej (sic! zapewne związki partnerskie staną się wówczas jeszcze bardziej nieistniejące niż ma to miejsce obecnie). Premier, niepomny że ledwie kilka tygodni wcześniej za podobne stwierdzenia sprawił publiczną burę Jarosławowi Gowinowi, wyraził też obawę, że ustawa instytucjonalizująca związki partnerskie mogłaby zostać zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny. Lepiej więc nie robić nic, a w każdym razie zwolnić tempo, bowiem niemal 25 lat, które minęły od upadku PRL to najwyraźniej zbyt mało, by wszyscy obywatele wolnej Polski mogli się cieszyć równymi prawami.

Ze swojego szefa przykład szybko wzięła pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Zaledwie kilka dni temu na łamach „Wprost” zapewniała, że bardzo nie podoba się jej szczątkowy projekt przygotowany pod dyktando polityków kojarzonych z konserwatywną frakcją w Platformie, wprowadzający w miejsce związków partnerskich „umowę partnerską”, która zrównywałaby rodzinę złożoną z dwojga kochających się ludzi ze spółką cywilną. Obecny projekt budzi opory przedstawicieli grupy liberalnej. Ale, co ważniejsze, nie podoba się samym zainteresowanym. Nie możemy zapominać, że celem ustawy nie jest pogodzenie konserwatystów i liberałów w PO, lecz ułatwienie życia tym, do których jest adresowany, deklarowała wówczas pełnomocniczka, czym zapunktowała u przedstawicieli środowisk zabiegających o związki partnerskie. Przyznam, że sam – mimo głęboko zakorzenionej niechęci do polityków wszelkich opcji – zmieniłem o niej na chwilę zdanie.

Sielanka nie trwała jednak długo i po jednoznacznej wypowiedzi premiera minister Kozłowska-Rajewicz poczuła, skąd teraz wieje wiatr. W poniedziałkowym wywiadzie udzielonym rozgłośni TOK FM przekonywała już z pełną stanowczością, że należy odstąpić od instytucjonalizacji związków partnerskich – czyli podstawowego postulatu zgłaszanego przez środowiska LGBTQ, bez którego żadna ustawa nie będzie miała sensu. Nie obyło się również bez straszenia potencjalną niekonstytucyjnością związków partnerskich, pomimo że tak naprawdę żadna z dotychczasowych oficjalnych ekspertyz, przygotowanych w toku prac nad projektami różnych ustaw, wprost o takiej groźbie nie mówiła.

Odpowiedź pełnomocniczki na głosy krytyki, które po tym wywiadzie pojawiły się na jej facebookowym profilu, podsumować można krótko: cieszcie się z tego co macie (tzn., rzecz jasna, z niczego), bo inni mają jeszcze gorzej. Przytaczam jej wpis w całości: Ta polityka jest realizowana w określonym kontekście społecznym i politycznym. Decyzje, które podejmuję w moim odczuciu służą równości w takim stopniu, w jakim jest to możliwe w obecnym czasie i przestrzeni. Moje poglądy się nie zmieniają, a najbardziej homofobiczne kraje Europy leżą na wschód od Polski. Sytuacja tam i u nas jest nieporównywalna; znam raporty na temat sytuacji prawnej i faktycznej osób LGBT w tych krajach i jestem przekonana, że nikt z krytykujących mnie za opieszałość nie chciałby się zamienić z naszymi sąsiadami. Cóż, mogę jedynie dodać, że pani pełnomocniczce gratuluję dobrego samopoczucia i niesamowicie wybujałej wyobraźni pozwalającej na tak kreatywną interpretację słowa „równość”.

Co ciekawe, podobnego zdania jak premier i pełnomocniczka wydaje się być poseł Robert Biedroń, do niedawna gorący orędownik związków partnerskich. Podczas spotkania odbywającego się na warszawskim Ursynowie Tydzień Równości z rozbrajającą szczerością stwierdził, że w tej kadencji parlamentu sprawa związków partnerskich poruszana już nie będzie, bo nie ma po temu odpowiedniego „klimatu politycznego”. Klimat ten rzeczywiście musi być szczególnie niesprzyjający, gdyż politykowi Ruchu Palikota najwyraźniej odebrało głos, wskutek czego nie może odpowiedzieć na kierowane doń pytania, kiedy i czy w ogóle jego partia złoży projekt ustawy o związkach partnerskich pozbawiony wad propozycji PO. Czyżbyśmy zatem byli świadkami zlodowacenia, które na dobre zmrozi jakąkolwiek debatę na temat równouprawnienia kilkumilionowej grupy obywateli? A może, skoro nawet poseł, który do Sejmu wszedł pod tęczowymi sztandarami, nie pali się by być rzecznikiem istotnej dla wielu osób LGBTQ sprawy, powinniśmy, idąc za przykładem Anki Zet, zaopatrzyć się w megafony, by głośno i zdecydowanie domagać się uwagi rządzących i respektowania przez nich podstawowych praw człowieka?

Na koniec tego pesymistycznego tekstu wiadomość pozytywna: związki partnerskie będą i to jeszcze przed końcem roku. Rzecz jasna nie w Polsce, tylko na Malcie. Z ciekawostek: populację wyspy w 98 proc. stanowią katolicy, a rozwody zalegalizowano tam dopiero w 2011 r. Najwidoczniej klimat śródziemnomorski, w przeciwieństwie do rodzimego przejściowego, sprzyja gwałtownym rewolucjom obyczajowym…

 

 




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa