Transe i traumy Marii Janion

Rozumiem kondycję ludzi mojej epoki jako tragiczną, straszliwą. (…) zawsze odczuwałam fakt istnienia jako brzemię raczej niż dar. Ale skoro się już istnieje, trzeba wtaczać ten głaz pod górę, nie ma wyjścia. Więc pokonywałam depresję pracą, właściwie odurzałam się pracą, w jakiś trans się zawsze wprowadzałam tym zapychaniem od świtu do nocy.
Maria Janion

Bywają takie książki, po lekturze których odczuwamy zadowolenie poznawcze, ale okupione jest ono wysoką ceną w postaci obcowania z irytującą formą. Tak niestety jest w przypadku pierwszej części książkowego wywiadu Kazimiery Szczuki z prof. Marią Janion: Transe – traumy – transgresje. Niedobre dziecię.

Maria Janion to wybitna postać polskiej humanistyki, więc nie dziwi, że na tę książkę wielu oczekiwało z niecierpliwością i nadzieją. I trzeba przyznać, że pierwszy tom przynosi wiele fascynujących szczegółów z życia wybitnej badaczki romantyzmu, pozwala poznać jej dzieciństwo, pierwsze inspiracje ideowe i fascynacje literackie, atmosferę domu rodzinnego, trudy wojny, życie w Łodzi i początki kariery akademickiej w odbudowanej Warszawie.

Ta autobiografia budowana jest w oparciu o interpretację faktów sprzed wielu lat. Dowiadujemy się przykładowo, że zamiłowanie Janion do Żydów ma swoje źródło w dziecięcych lekturach „Małego Dziennika” – antysemickiego pisma wydawanego w Niepokalanowie przez ojca Maksymiliana Kolbe: „Tam były straszne rzeczy opisane na Żydów. Na przekór wszystkiemu zrodziła się we mnie miłość do nich”. Lektury te wpłynęły na całą późniejszą twórczość. Gdy w marcu 1968 roku zwolniono Janion z pracy na Uniwersytecie Gdańskim, nazwano ją i prof. Marię Żmigrodzką „Żydówkami duchowymi” za nauczanie, że antysemityzm jest hańbą dla człowieka.

Możemy przeczytać, że mała Maria nie była przykładną i grzeczną dziewczynką, a raczej zbuntowanym dziewczęciem źle się uczącym i zadającym się głównie z dziecięcą bandą z podwórka. Przyszła historyczka literatury z Instytutu Badań Literackich PAN została nawet na drugi rok w szóstej klasie – może to najlepszy dowód, że system szkolny i istniejące w nim sposoby weryfikacji wiedzy nie są adekwatne do możliwości oceny umysłów wybitnych. O niezwykłej pracowitości i rzeczywistych zainteresowaniach Marii Janion z tego okresu świadczą najlepiej reprodukowane w książce dzienniki lektur – były to zapisywane maczkiem streszczenia i interpretacje czytanych książek, stanowiących kanon humanistycznej klasyki (literatura, filozofia, historia sztuki).

Jest w książce sporo o polonistycznych przyjaźniach, w tym o największej życiowej fascynacji prof. Janion, czyli o prof. Marii Żmigrodzkiej („zobaczyłam, >>prześliczną rudowłosą<<, jak z wiersza Apollinaire`a, a ta rudowłosa była najinteligentniejsza i najlepiej wykształcona z nas wszystkich. Olśniewająca postać”). Choć wielu podejrzewało, że były parą, Janion stanowczo dementuje te plotki i twierdzi, że choć to była najważniejsza przyjaźń jej życia, to jednak była to też „tylko” przyjaźń. W książce pada jednak i ta deklaracja, która była oczekiwana: „zawsze mnie interesowały koleżanki”. A na pytanie Szczuki, czy umiała je podrywać, Janion odparła: „A, owszem. Starałam się i całkiem dobrze mi to wychodziło”.

Niezwykle ciekawe są te fragmenty opowieści Janion, gdy w pewnym sensie tłumaczy się ze stosunku do PRL – pierwsze lata budowy socjalistycznej rzeczywistości, choć mające wiele negatywnych aspektów, były dla Marii Janion po prostu przeciwieństwem wojny: „Można było wyjść na ulicę, nie obawiając się, że człowiek zostanie zastrzelony ni stąd, ni zowąd”. Bohaterka publikacji wielokrotnie zresztą interpretuje przeszłość i ukazuje jej wpływ na współczesność. Interesujące są te fragmenty narracji profesor Janion, gdy tłumaczy genezę głównego polskiego mitu – mitu bohaterskiego, który jest tak głęboko uwewnętrzniony przez Polaków, że nie są w stanie go ruszyć żadne argumenty. Janion wyjaśnia w końcu, skąd wzięło się jej uwielbienie dla literatury: „To jedyne dostępne nam laboratorium, w którym egzystencja może wyjść ze stanu niewyrażalności, zostać opisana, również w swoim traumatycznym wymiarze”.

Tym, co utrudnia lekturę książki, jest dość nieznośny ton pytań Kazimiery Szczuki i wyznaczane przez nią konteksty rozmowy. O ile autorka Gorączki romantycznej rozmowę pogłębia, o tyle rozmawiająca z nią feministka zubaża i niszczy snutą opowieść. Nie można wybaczyć Szczuce nieustannych zmian tematu rozmowy i to w chwilach, gdy Maria Janion zaczyna mówić coś niezwykle interesującego. Na przykład na stronie 97. bohaterka książkowego wywiadu wspomina prof. Żmigrodzką, która uwielbiała Mirona Białoszewskiego: „Maryna przepadała za Mironem, kiedy już się wszyscy poznaliśmy”. I wtedy aż chciałoby się dowiedzieć czegoś więcej o tym poznaniu się, o tym, jaki Białoszewski był, jakie robił wrażenie jako człowiek – wszak autor Pamiętnika z powstania warszawskiego jest dzisiaj w centrum zainteresowania miłośników literatury (premiera Tajnego dziennika i biografii Człowiek Miron Tadeusza Sobolewskiego, wysyp prac literaturoznawczych poświęconych twórczości Białoszewskiego). Tymczasem Kazimiera Szczuka zadaje pytanie: „Ma pani dziś jakieś ulubione miejsce w Warszawie?”.

Ale są także gorsze momenty. Kiedy Janion mówi, że pojechała do Rosji na sześciotygodniowe stypendium, Kazimiera Szczuka zadaje pytanie: „O! Fajnie tam było?”. Rozumiem, że siedząc przy kawie można używać takich kolokwializmów, ale redagując książkę, takie sformułowania należy usunąć, bo to jednak z założenia poważny wywiad z wybitną intelektualistką, a nie rozmowa z koleżanką, która przed tygodniem wróciła z wczasów w Egipcie. Rozumiem także istniejącą zażyłość między profesor Janion a jej uczennicą. To widać także w odpowiedziach wybitnej humanistki. Na etapie prac redakcyjnych trzeba było jednak tekst odpowiednio zredagować. Braki redakcyjne dotyczą także innych kwestii. Nie można uciec od wrażenia, że czasami rozdziały są sztucznie wyodrębnione i rozrywają w nielogiczny sposób rozmowę, np. rozdział „Nauczanie” zaczyna się od konstatacji Szczuki: „Rzeczywiście” i jest to przytyk do tego, co Janion powiedziała w poprzednim rozdziale.

Pierwszy tom rozmowy z prof. Marią Janion niestety dużo stracił przez brak dobrej redakcji, która zapanowałaby nad chaosem, wyeliminowała kolokwializmy oraz infantylne pytania. Mam nadzieję, że druga część będzie zredagowana lepiej. Tydzień wcześniej czytałem wywiad Piotra Mareckiego z Marianem Pankowskim Nam wieczna w polszczyźnie rozróba! I to była wręcz wzorowo poprowadzona rozmowa. Może warto wziąć przykład.

Transe – traumy – transgresje, t. 1: Niedobre dziecię.
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Warszawa 2012
ISBN: 978-83-63855-11-6

.

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa