Półkownik?

Mianem „półkownika” określa się dzieła, głównie filmy, które za czasów komuny cenzura skutecznie blokowała – powstawały, ale, odkładane na półkę, długo czekały na faktyczną realizację, czyli kontakt z odbiorcą. Określenie to można rozciągnąć na inne rzeczy, sprawy, idee, które – mimo, że gotowe – z różnych względów muszą poczekać na wejście w życie. Po długim okresie refleksji uważam, że półkownikiem powinna stać się idea związków partnerskich.

Kroplą przeważającą czarę goryczy – bo przecież sama nie jestem zachwycona tą konstatacją – była ostatnia personalna decyzja premiera Donalda Tuska. Z odwołaniem Jarosława Gowina wiele osób wiązało nadzieje na jakiś przełom w kwestiach światopoglądowych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Sądzono, że były już minister podpadł premierowi nie tylko zbytnią niezależnością i pogłębianiem rozpadu w partii, ale również nadmiernym konserwatyzmem światopoglądowym. Gowin przecież ostentacyjnie zignorował wezwanie Tuska przed głosowaniem w sprawie projektów ustaw o związkach partnerskich, by doprowadzić do debaty.

Cóż, okazało się, że władza jest ważniejsza, i że bardziej (zdaniem premiera) opłaci się Platformie i rządowi postawienie na prawe skrzydło i konserwatystów, ale takich, którzy nie podważają przywództwa Tuska w partii. Nominacja Marka Biernackiego to nie zmiana światopoglądowa, na którą liczyło tak wiele środowisk. Zgodnie z wyliczanką na stronie http://wiemkogowybieram.blogspot.com Marek Biernacki głosował między innymi: – przeciwko dalszym pracom nad projektami ustaw o związkach partnerskich przygotowanymi przez PO, RP i SLD; – za pracami nad ustawą odbierającą kobietom prawo do przerwania ciąży, gdy płód jest ciężko uszkodzony; – za wpisaniem do Konstytucji RP totalnego zakazu przerywania ciąży.

Trudno o czytelniejszy sygnał wysłany do środowisk tęczowych (i nie tylko do nich) – utrzymanie PO przy władzy jest ważniejsze niż wasze sprawy. Zresztą, być może nie był to w ogóle żaden sygnał, bo staliśmy się dla Tuska zbyt mało ważni, by w ogóle zwracać na nas uwagę. Ale w połączeniu z klęską prac platformianego zespołu, który miał przygotować akceptowalny dla całej partii projekt ustawy o związkach zmiana na stanowisku ministra sprawiedliwości daje wyraźne podstawy, by porzucić nadzieję na przyjęcie przez ten rząd jakichkolwiek satysfakcjonujących rozwiązań.

I w słowie „satysfakcjonujących” kryje się tak naprawdę istota problemu. Bo czy możliwe do zaakceptowania będzie rozwiązanie, które wyłania się z prac zespołu Dunina, a które i tak zostałoby jeszcze okrojone? Umowa związku partnerskiego zawierana przed notariuszem i uprawnienia ograniczające się do informacji medycznej, sądu i cmentarza? Zapewne wiele osób uzna, że lepsze to niż nic. Ale mamy chyba wszyscy świadomość, jakie ryzyko niesie przyjęcie takiego rozwiązania legislacyjnego – prawie na pewno zablokuje na długie lata rozszerzenie tych uprawnień. Przyczyną będzie zarówno długotrwałość i stopień skomplikowania procesu zmian przyjętych już ustaw, jak i podniesiony przez przeciwników argument „skoro już macie te swoje związki, to czego jeszcze chcecie?”.

Dlatego uważam, że nie można udzielać PO poparcia w pracach nad takim kształtem związków partnerskich. Doświadczenia ostatniej odsłony walki o ustawę nauczyły nas wszystkich angażujących się w te działania, że politycy wykorzystają nasze poparcie instrumentalnie, a efekt ich prac i tak nie będzie dla nas satysfakcjonujący. Nie możemy też przecież liczyć na taką postawę, jaką przyjął rząd francuski czy wcześniej hiszpański –  narzucenie społeczeństwu dość daleko idących rozwiązań. Zresztą, skala protestów w laickiej przecież Francji pokazuje, że rząd nie biorący pod uwagę opinii społecznej ryzykuje swoim istnieniem wprowadzając radykalne środki. Nie zgodzę się tu z opinią Jerzego Piątka, że media wyolbrzymiły wagę protestów – konserwatywna część społeczeństwa jest zawsze lepiej zmobilizowana do publicznego wyrażania czy to poparcia, czy protestu. Jeśli we Francji reakcje były takie, jak widać w mediach, w Polsce można spodziewać się dużo gwałtowniejszych. (Przykład hiszpański nie jest adekwatny – tam kościół katolicki jest zbyt skompromitowany, by wywierać realny wpływ na politykę, a konserwatyści niekatoliccy wręcz cieszą się, że jeszcze więcej osób będzie zawierać małżeństwa i budować stabilne podstawy społeczeństwa). Zaś następne wybory w Polsce i tak wygra PiS, więc jakiekolwiek nadzieje będzie można porzucić.

Ryzykując więc potępienie tych, dla których polityczna walka o związki partnerskie jest priorytetem, zaapeluję – odłóżmy tę sprawę na półkę. Nie chcę przy tym być źle zrozumiana: nie należy zarzucać samej idei. Zwiększanie poparcia społecznego dla idei związków musi być ciągle priorytetem. Należy prowadzić akcje społeczne, Miłość Nie Wyklucza powinna znów się zaktywizować, Stowarzyszenie Akceptacja musi jak najwięcej działać medialnie, Akademia Zaangażowanego Rodzica niech nadal rozpowszechnia plakaty pokazujące pozytywny obraz rodzin. Ale walkę stricte polityczną trzeba zawiesić. Niech Platforma Obywatelska wie, że nie chcemy jej półśrodków, niech pamięta o tym prezydent – entuzjasta rozwiązań „kompromisowych”. Niech Ruch Palikota uświadomi sobie, że ważna część jego elektoratu jest rozczarowana jego nieskutecznością. SLD już chyba i tak nie ma złudzeń, że tęczowe środowiska go popierają…

Jeśli nie mamy żadnych szans na powodzenie, nie traćmy energii. Można ją spożytkować lepiej. W wywiadzie dla Homiki.pl Jody Huckaby, prezes PFLAG, powiedział ważną rzecz: Jeśli nie odnosicie sukcesów na płaszczyźnie politycznej, bo nie zbudowaliście wystarczających podstaw w społeczeństwie, bo nie przeprowadziliście wystarczających działań edukacyjnych – wyjdźcie z „trybu kampanijnego” i przejdźcie w „tryb edukacyjny”. To może nie wydawać się szczególnie atrakcyjne czy ciekawe, ale nigdy nie osiągniecie sukcesu politycznego, jeśli nie zbudujecie solidnych podstaw działaniami edukacyjnymi. Przecież ciągle słyszę od amerykańskich polityków – „oczywiście, że was popieram, uważam, że wasze postulaty są słuszne. Ale ludzie, którzy mnie wybrali – cóż, oni uważają inaczej i muszę robić to, czego oni ode mnie oczekują”. Musimy więc dotrzeć do tych ludzi, i przekonać się, czy tak jest rzeczywiście – a jeśli tak, przekonać ich, by zmienili zdanie.

Zatem – polityka na półkę, kaganek oświaty w dłoń i do roboty.

 

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

2 komentarzy do:Półkownik?

  • Gauloises

    Z całym szacunkiem ale pozwolę się w kilku kwestiach, mieć zdanie krytyczne; po pierwsze, wiara iż PO cokolwiek będzie w stanie zrobić w kwestii wiadomej była marzeniem ściętej głowy; nie po to w jej szeregach zasiada Niesiołowski czy inna Fabisiak aby homosiom dobrze być miało. Homo było potrzebne w pewnym momencie i wtedy wykorzystane zostało do cna przez ekipę Tuska. I nic więcej z tego tytułu dla nas nie będzie, chyba żeby zaistniała jakaś potrzeba chwili. Jedyną mniej stratną „siostrą w wierze” będzie ten funfel Tuska, co to się swego czasu wszem i wobec lansował, po tym jak rzekomo po pijaku wyznał urbi et orbi iż woli chłopców. Jako kolega Tuska pewnie może dla osłody, dostanie lepsze miejsce na liście do parlamentu – będzie tym samym w trakcie kampanii znów znakiem dla nie których, iż PO nowoczesną partią jest.
    Drugą rzeczą, którą poddać muszę krytyce, jest stosunek do RP. Klepanie dogmatu iż nic nie zrobili przywodzi mi na myśl jakąś totalną alienację rozumu; oto gościa, który wprowadził do Sejmu i Grodzką i spuszczonego chwilę wcześniej przez SLD Biedronia, za sprawą którego w Sejmie rozprawiano o związkach partnerskich ( bez projektu Biedronia, nie byłoby żadnego Dunina), za sprawą którego Tusk musiał nieco oddsunąć swych funfli z koloratkami, nazywa się nieskutecznym.
    No i trzecia rzecz to zaklinanie rzeczywistości i ta cała władza PiS. Nie jest możliwa, a przynajmniej nie takiego PiS jaki znamy – ze Smoleńskiem, Kaczyńskim i Maciarewiczem. Najwyżej jakiś totalny beton ale bez ekstremów i jeśli już to wcale nie gorszy od Tuska. Bo czym Tusk się różni od takie np Cymańskiego?

  • Uschi

    Pisząc o Ruchu Palikota miałam bardziej na myśli ogólną kiepską sytuację tego ugrupowania, które wydaje się mieć coraz mniej woli do działania, pomysłów i siły spajającej. Przecież nie jestem na tyle niemądra, by odmawiać RP ogromnego sukcesu, jakim jest wprowadzenie do parlamentu Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia. Ale jeśli najwięcej działań wokół związków partnerskich podejmuje PO, to chyba coś jest nie tak…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa