Piątek w czwartek: szmaty, dziwki i alfonsi

Bardziej cyrk niż prasa, komedia niż media. Poważni dziennikarze i publicyści, niegdyś parający się i dziennikarstwem, i publicystyką, dziś odpytują na wizji lub do druku politycznych lub religijnie nawiedzonych pajaców. Wszystko to pod płaszczykiem pluralizmu opinii. W rzeczywistości zaś chodzi o oglądalność lub sprzedaż nakładu. Ma być ostro, wojennie, widowiskowo, tabloidowo. Bo w telewizji musi być show, a w gazecie i portalach wykrzykniki w nagłówkach.

Przepis na udany program telewizyjny na żywo: zgonić do studia trochę publiczności, zaprosić „fundamentalistę katolickiego” i „lewaka” (albo „geja”), na fotelu prowadzącego posadzić gwiazdę dziennikarstwa i pozwolić, by goście skoczyli sobie do oczu. Wspaniale! Słupki oglądalności skaczą w górę, reklamodawcy płacą sianko. Inny pomysł na show (sukces murowany) – nazwać program zapraszająco („warto rozmawiać” lub podobnie), a następnie pomiatać ludźmi na wizji.  Przepis trzeci – wyhaczyć w Sejmie posła (lub pozaparlamentarny plankton) o niewyparzonym języku (szczerze: raczej mordzie) i pozwolić mu pielgrzymkować od stacji telewizyjnej do stacji. Jak się coś gościowi brzydkiego wymsknie – będzie temat do następnych wiadomości, Wyborcza napisze w dniu następnym komentarz, w jeszcze innej „Kropce nad i” pojawi się ekspert od moralności lub – o zgrozo! – sam cham, który będzie brnął jeszcze głębiej w głupstwach.

Zastanawiam się, po co mediom tacy goście. Dlaczego o marsz przeciwko przemocy seksualnej wobec kobiet dziś rano Kuźniar zapytał śmieszna panią w okularkach. Jest ekspertką? A może ma jakiś pomysł na ukrócenie przemocy wobec kobiet? Nie o merytoryczną wypowiedź jednak chodziło. Przecież redaktor, który zaprosił śmieszną panią w okularkach na wizję, mógł się domyślać, że będzie dym, z którego ukręci się temat na cały dzień. I „pani profesor” nie zawiodła! A nawet  – nieproszona o ekstrema, plotła na sejmowym korytarzu straszne rzeczy. Kiedyś mieliśmy „smród gówna” w telewizorni (dla przypomnienia – taki chudy, stary, z wąsem i muszką – jego partyjkę podobno masowo popiera młodzież), gejów za murami lub jeszcze dalej (też stary i z wąsem, ale za to gruby i bez muszki – niegdyś legenda opozycji), słuchaliśmy wielokrotnie chamskich występów pana od naukowych badań nad narządami płciowymi muszek-owocówek. Był też pan w krawacie w paski, z chłopa król, dziś „świętej pamięci” (do grubego tomu historii pogardy w Polsce przeszła jego konstatacja, że prostytutki nie można zgwałcić; działo się to w czasie, gdy kwitła afera załatwiania pracy „w strukturach” za seks).

Zastanawiam się, co musi się jeszcze stać na wizji (na antenie, „na papierze” w gazecie), żeby osoby wspomniane przeze mnie w poprzednim akapicie nie były zapraszane (nie licząc Leppera, rzecz jasna)? Nawet jeśli ich obecność zwiększy wpływy z reklamy? Czy jest gdzieś nieprzekraczalna granica? Chciałbym, aby była. Tego poglądu chyba nie podzielają ze mną celebryci dziennikarstwa, skoro za nawiedzonymi chamami ze świecznika drzwi się nie zamykają. Pedał, pedryl, smród gówna, szmata, dziwka. Alfons, zboczeniec. Przy takiej degradacji mediów co musi się stać następnym razem, by temperatura show nadal była wysoka? Czy w studio TVN24 ktoś plunie w twarz posłance Grodzkiej? A Robert Biedroń dostanie w zęby od jakiegoś lefebrysty?

Z moralnym zgryzem dziennikarze dają sobie radę. Strategii jest wiele. Jedni mówią o obowiązku prezentowania rozmaitych poglądów. Inni – jak Tomasz Lis – na swoim portalu od czasu do czasu napisze, że dzisiejsze media szybują w dół, że ideał sięga bruku, a przy okazji uderzy się sam w piersi (a w następnym tygodniu w „Lisie na żywo” znowu nawalanka na żywo). Istny przecheryzm! Jeszcze inni – jak niedawno Igor Janke – wychodzą, trzaskając drzwiami (przechodzą do biznesu, public relations, polityki) i tłumaczą, że media są dziś bez wartości, zapominając o swojej w tym upadku roli.

Na homikowych łamach niezbyt często piszemy o chamach, zwykle nie udzielamy im głosu, czasem nawet nie wymieniamy z nazwiska – nie powtarzamy jak papugi każdej bzdury, którą z siebie wystękają. Babranie się w nienawiści sączącej się w przestrzeni publicznej tylko odwraca uwagę, zabiera siły – tak potrzebne do pozytywnej pracy. Nie wiem, dokąd zmierzają Kuźniar, Lis, Olejnik i inne tuzy dziennikarstwa. Nie mogę powiedzieć jednak, że mnie to nie obchodzi. Wprost przeciwnie – jako osoby o (wciąż jeszcze) dziennikarskim autorytecie Lis, Olejnik powinni postawić tamę zalewowi prostych rozwiązań (pani Moniko, gdzie te dawne czasy, gdy potrafiła pani, wspólnie z Agnieszką Kublik, prowadzić takie rozmowy jak w cyklu „Dwie na jednego”?). Niegdyś szczytem absmaku w mediach był szef Samoobrony. Dziś uchodziłby za mistrza elegancji. Nie ma bowiem takiej osoby, która nie mogłaby wystąpić w telewizji czy pojawić się na łamach gazety jako „ważny głos w dyskusji”. Nie możemy dopuścić do tego, by cały ten cyrk wykolejał się jeszcze bardziej. Protestujmy, do cholery!

 

Rys.: raczkowski.soup.io

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa