Pamiętam że/jak/gdy…

Joe Brainardowi (1942-1994) i Georges’owi Perekowi (1936-1982)*

1

Pamiętam, jak po raz pierwszy spotkałem słowo „homoseksualizm”. Było to w 1965 roku, w New Delhi, stolicy Indii, na wspaniałym basenie przy miasteczku ambasady radzieckiej (był to wówczas najlepszy basen w stolicy Indii). Na basen pojechałem z mamą. Byłem wtedy uczniem szkoły podstawowej, w dodatku indo-irlandzko-jezuickiej, odciętym od uświadamiającej gadki polskich rówieśników. Mama zabrała na basen egzemplarz anglojęzycznego dziennika „The Statesman”. Na pierwszej stronie przeczytałem krótki tekst, że w londyńskiej Izbie Gmin toczy się debata na temat homoseksualizmu. „Witrioliczny” atak na zwolenników depenalizacji aktów homoseksualnych („depenalizacja” to słowo współczesne, wówczas chyba pojawiało się określenie „legalizacja”) przypuścił Quentin Hogg, jeden z liderów Partii Konserwatywnej. Zapytałem się mamy, co to jest homoseksualizm; usłyszałem, że to coś tak strasznego, że mama nie może mi powiedzieć, dowiem się, jak będę starszy. Co znaczy słowo „witrioliczny” wydedukowałem sam. Zawsze byłem zdolny do języków.

 

2

Pamiętam, jak w owych Indiach intensywnie bawiłem się w doktora i „starożytną szkołę” (rzecz jasna z chłostą na gołą pupę) z rówieśnikami polskimi, a także z innych krajów. Najczęściej bawiłem się ze szkolnym kolegą, ładnym, delikatnym chłopcem, który obecnie jest łysawym, żonatym, dzieciatym (choć nadal świetnie wygląda) arabskim miliarderem. Pamiętam jego intensywne, maksymalistyczne erekcje, które nie chciały ustać jeszcze długo po opuszczeniu „skrytego” pokoju naszych zabaw, i bałem się, że to wybrzuszenie w krótkich spodniach zobaczy moja mama. Bo przecież wiedziałem, że to coś złego. Pamiętam, że przechwalaliśmy się naszymi wyimaginowanymi girlfriendami.

 

3

Pamiętam, jak z kolegami z klasy – arabskim i nowozelandzkim – w jakimś delhijskim sklepiku ze wszystkim, co możliwe (ta wspaniała hinduska tradycja została z wielkim sukcesem przeniesiona do byłej kolonialnej metropolii: bez małych indyjskich przybytków „ze wszystkim” Londyn umarłby z głodu i alkoholowego pragnienia) natrafiliśmy na amerykańskie pisemko naturystyczne, i nie mogliśmy się nadziwić, że na zamieszczonych w nim fotografiach wszyscy – mężczyźni, kobiety, chłopcy – byli tak zupełnie nago. Było w tym dla mnie coś jakby ośmieszającego, a może degradującego. A jednocześnie ogromnie nęcącego.

 

4

Pamiętam, jak niewiele później spędziłem dwa miesiące na radzieckich półkoloniach we wspomnianym powyżej przyambasadzkim miasteczku. Pamiętam, że byłem pionierem (byłem na styku wiekowym pionierów i aktiabriaty, czyli dzieci Października). Pamiętam, jak w przebieralni przy basenie jeden z radzieckich pionierów pokazał – na prośbę kolegów – swaju dyrku, czyli swoją dziurkę. Pamiętam, że dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że przylegające do siebie pośladki skrywają ową dziurkę – do tamtej pory podświadomie zakładałem, że między pośladkami jest coś w rodzaju podłużnej szczeliny. Wspominał to odkrycie także Joe Brainard, choć w jego przypadku bardziej w klimatach defekacji. Pamiętam, jak inny pionier podczas obowiązkowego poobiedniego „snu” demonstrował „współśpiącym” ciekawostki swojego ciała.

 

5

Pamiętam, jak kilka lat po powrocie z Indii mój ojciec powiedział mamie, że spotkał na mieście pana Janka, którego to spotkanie lekko zawstydziło, i który – jak zawsze – był bardzo schludnie ubrany. Pan Janek był w Indiach kierowcą w polskiej ambasadzie. Czasem wracał do domu (do żony i dzieci) nad ranem. Miał opinię strasznego kobieciarza, mówiono, że chodzi do klubu Sikhów na dziewczynki. Później okazało się, że chodził do klubu Sikhów, ale na chłopców. Po Indiach wysłano go do Paryża, ale owo miasto doprowadziło pana Janka do pełnej rozwiązłości i do dekonspiracji. Stracił atrakcyjną pracę w służbie zagranicznej. A tego swojego zboczenia nauczył się wcześniej od artystów, gdy pracował jako kierowca w Estradzie. Był zawsze taki kulturalny. Tak mówiła mama.

 

6

Pamiętam, jak po powrocie do Polski znalazłem na wysokiej półce kilka anglojęzycznych książek typu „Jak…” na temat seksu. Były to książki mojego taty. W jednej z nich (wydanej w Anglii jeszcze w czasie wojny, mój tata służył na Wyspach u generała Maczka) przeczytałem, że homoseksualizm to grzech śmiertelny. Postanowiłem, że nigdy nie będę homoseksualistą. Przeczytałem także, że homoseksualiści są uzdolnieni we wszystkich dziedzinach sztuki – czy to jako malarze, czy inni artyści plastyczni, czy to jako kucharze, czyli artyści kulinarni. I że autor lubił homoseksualistów pomimo ich zboczenia.

 

7

Pamiętam, jak kilka lat później przeczytałem słynną w początku lat siedemdziesiątych „żółtą książeczkę” Everything You Always Wanted to Know About Sex* (*But Were Afraid to Ask) niejakiego Davida Reubena, M.D. (czyli „doktora medycyny”). Przeczytałem tam, że homoseksualiści nie są zdolni do głębszych uczuć, i że lubią wkładać sobie do odbytu szklanki i żarówki. Pamiętam, jak postanowiłem, że nigdy nie będę homoseksualistą.

 

8

Pamiętam, że jako nastolatek nie mogłem rozbierać się pod prysznicem na basenie, gdyż natychmiast miałem erekcję. Zazdrościłem kolegom, którzy nie mieli takiej reakcji. Pamiętam jednak, że w Indiach nieraz specjalnie chodziłem nago po basenowej szatni, mimo zażenowania swoją wyrazistą erekcją. Pamiętam, że dziwił mnie wygląd niektórych męskich członków; dopiero później uświadomiłem sobie, że były to fallusy obrzezane.

9

 

Pamiętam obcisłą modę wczesnych lat siedemdziesiątych. Pamiętam zgrabne pośladki niektórych moich londyńskich kolegów, czy innych młodych chłopców widzianych na ulicach Londynu. Pamiętam, że sam nosiłem spodnie niemodnie luźne, bo wstydziłem się jednego nieco wystającego (w moim mniemaniu) biodra; a przecież chłopcy powinni mieć szerokie bary i wąskie biodra, co pamiętałem także z Chłopów Władysława St. Reymonta, laureata Nagrody Nobla przecież.

 

10

 

Pamiętam, gdy wypełniając psychologiczną ankietę w polonijnym ośrodku zdrowia w podlondyńskim Mabledon, na pytanie, czy kiedykolwiek interesowali mnie mężczyźni, odpowiedziałem (po krótki wahaniu), że tak. Wahałem się, bo było to pierwsze „publiczne” wyznanie, coming out (choć wtedy, na początku lat siedemdziesiątych, nie funkcjonowało jeszcze to pojęcie/określenie) wobec co najwyżej, myślałem, psycholożki, która przeczyta wypełnioną ankietę. Ale nie jestem pewien, czy tylko psycholożki: bo skąd później w środowisku, w którym pracował ojciec, rozeszła się wieść, że ma syna homoseksualistę, tego już nie wiem. Ale wszyscy ojcu współczuli. Dowiedziałem się o tym po latach.

 

11

Pamiętam, jak na początku studiów w Krakowie (lata siedemdziesiąte) skorzystałem kiedyś z kabiny w toalecie w budynku rektoratu UJotu. Nagle – zajęty swoją potrzebą – poczułem na sobie (czyli na środkowych partiach ciała) intensywne obustronne spojrzenia: dochodziły, jeśli tak da się powiedzieć, z wykrojonych w drewnianych ściankach otworach. Dopiero później dowiedziałem się, że otwory te nazywają się glory holes, dziury chwały… Pamiętam, że po powrocie na stancję wziąłem prysznic. Te spojrzenia – w takim kontekście – jakoś szczególnie mnie ubrudziły.

 

12

Pamiętam, jak bardzo byłem – ongi – zadziwiony, gdy w pewnej dużej dworcowej toalecie zdałem sobie sprawę, że stojący rzędem przy pisuarach panowie nie oddawali się „mikcji”, lecz pewnej innej czynności, do której służy ten sam cielesny instrument. Miało to miejsce w Warszawie; pamiętam podobne odkrycia, choć już tak bardzo się nie dziwiłem, na dworcach w Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Brukseli, Zurychu, Londynie, Amsterdamie, Paryżu czy Budapeszcie. You name it – jak mawiają Anglicy. Widać taka była inna funkcja dworca. Później dowiedziałem się, że przed wojną pośród tych panów można było napotkać – w Londynie – wielkiego pisarza E.M. Forstera, autora Maurycego, a także J.M. Keynesa, słynnego ekonomistę, który przekonał prezydenta Roosevelta do wprowadzenia a Ameryce polityki „Nowego Ładu”.

Byłem w równym stopniu – ongi – zadziwiony, gdy z podobnym zjawiskiem spotkałem się w toaletach uniwersyteckich – i znowu w Polsce i wszędzie. Ot choćby w toalecie rektoratu Unverzita Karlova (jak pięknie brzmi ta nazwa, choć nie potrafię jej właściwie odmienić), czyli Uniwersytetu Karola w Pradze.

 

13

Pamiętam „Trzynastego – nawet w grudniu jest wiosna”. Tak śpiewała Kasia Sobczyk w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Byłem wtedy na wakacjach w Ciechocinku. Chodziłem rano na kąpiele solankowe. Mama miała zajoba na punkcie tych kąpieli, były dobre na wszystko. Raz mój „ogólny”, koedukacyjny basenik był nieczynny z powody awarii. W ośrodku kąpielowym był jednak czynny drugi basenik, tego dnia tylko dla panów, gdzie pływało się „w stroju Adama” (tak mówiła mama). Ale mama mówiła, że nie mogę tam chodzić, bo nabiorę wstrętu do własnego ciała, bo ciało męskie jest (w nagości) tak nieestetyczne. Natomiast nie ma nic piękniejszego niż pupa młodej dziewczyny. Tak mówiła mama.

Ale ja chciałem iść – tamtego dnia – na ten basen z nieestetycznymi ciałami. I poszedłem, ale nie wpuściła mnie obsługa, bo „jesteś za młody”. Pamiętam, że się rozpłakałem.

___________________

*

1. Joe Brainard, I remember, Penguin, London 1995

2. Georges Perec, Pamiętam że, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2013

3. Georges Perec, Pamiętam (fragment), [w:] „Literatura na Świecie”, Nr 11-12/1995

4. Krzysztof Zabłocki, „Przypominam sobie…”, [w:] „Akcent”, Nr 1-2/1998

 

 

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

1 komentarz do: Pamiętam że/jak/gdy…

  • Michał

    Uojezu, te doświadczenia tak konkretnie inne, a tak zawstydzająco podobne, bo drugiego takiego samego Pamiętam, że sam nie napiszę. Też myślałem jako mały, że między pośladkami jest podłużna szczelina, no i Reymont też musiał wpłynąć na mnie, jak na pana, panie Krzysztofie. A może to Tom of Finland?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa