Kto w Polsce ma HIV?

I.

Pyta Jakub Janiszewski, znany dziennikarz radia Tok FM, autor książki będącej pierwszą syntezą dyskursu hifowego w Polsce wydanej przez Krytykę Polityczną. Odpowiedzmy zatem już na wstępie: „niewiele” osób, gdy spojrzymy na sprawę statystycznie. 16 tys. osób według Krajowego Centrum ds. AIDS, szacowana liczna to wielokrotność (w zależności od źródła od 35 tys. do 60 tys. osób zakażonych, być może niewiedzących o swoim zakażeniu) – co w skali czterdziestomilionowego kraju stanowi promil. Jednak pryzmat jednostkowy, najczęściej dramatyczny, choć łatwo policzalny w excelu, nie oddaje skali problemu, gdyż w tematyce hifowej chodzi o coś zgoła innego. Oddajmy głos autorowi: Kiedy pisałem tę książkę, zrozumiałem, że na te kluczowe momenty – a więc chwile, w których ktoś podejmuje „ryzykowne zachowanie”  – pracujemy wszyscy razem, zbiorowo. Bo to my wytwarzamy znaczenia, z jakimi łączy się chorowanie, odmienna orientacja seksualna czy branie narkotyków. Indywidualne historie opowiadają tyleż o cudzej głupocie, co i o głupocie każdego z nas. HIV nie jest prywatną chorobą, zbieraniną indywidualnych przypadków (wywiad dla tokfm.pl z 6 maja br.).

Okładka Kto w Polsce ma HIVTo bardzo odkrywcza i zarazem celna diagnoza. O co chodzi Janiszewskiemu? O politykę – tę wielką, globalną z światowymi gwiazdami i tę rodzimą, na której szczycie od lat pozostaje ksiądz katolicki Arkadiusz Nowak (pytanie za sto punktów – jak to ma się to propagowania używania prezerwatyw?). O całokształt zdarzeń mocno osadzony w mentalności – od silnych osobowości, jak Marek Kotański, walczących o swoją jedynie słuszną wizję ratowania istnień ludzkich, po zbiorowe protesty i antyhifową histerię. Mamy też historię osobistą autora, który spotkał na swojej drodze osoby zakażone oraz historie z życia, oddzielnie wplecione w tok narracji. Chodzi wreszcie o samego hifa jako wytwór kultury i narzędzie do kreowania rzeczywistości, będące pretekstem do zarabiania pieniędzy, moralizowania, straszenia, ale i społecznej zmiany – w zależności od tego, kto trzyma pilota i z jakiej pozycji zmienia kanały. W hifie ogniskuje się ostatnie trzydziestolecie, a gejowska perspektywa jest tutaj jedną z kluczowych.

Przede wszystkim książka ta to kawał solidnej i żmudnej roboty reporterskiej. Drobiazgowej, ale gruntownie przemyślanej. Jakub Janiszewski, co widać w przypisach do rozdziałów, spędził kilka lat na wertowaniu dokumentów, wywiadach z ludźmi, podróżach po świecie. Do tego warto zaznaczyć, że pod względem literackim jest to majstersztyk i to najwyższej próby – debiutujący na wydawniczej niwie dziennikarz pokazał znakomicie językową sprawność, ale też pisarki talent. Imponuje mi również odwaga i brawura w opisach kulis powstawania oraz funkcjonowania instytucji zajmującej się osobami żyjącymi z HIV, zadawanie niewygodnych pytań, gdy dyrektorka Krajowego Centrum ds. AIDS przekonuje, że w Polsce sytuacja jest opanowana, a minister zdrowia obwieszcza „sukces”.

Ważna jest tutaj osobista motywacja autora: Jestem natomiast homoseksualnym mężczyzną. Czasem wydaje mi się, że to moje pierwsze i najbardziej podstawowe obywatelstwo. A skoro tak, to odruch stadny nakazuje mi dbać o swoich ludzi, zważywszy że HIV jak był, tak pozostał jednym z głównych gejowskich problemów. Toteż gdy myślę dla kogo napisałem tę książkę (poza oczywistym stwierdzeniem, że dla samego siebie), skojarzenia prowadzą mnie właśnie w stronę mężczyzn reprezentujących tę samą, co ja, mniejszość. Do nich najbardziej chciałem dotrzeć, bo od nich to się zaczęło – tak moje pisanie, jak i sama epidemia (s. 11).

 

II.

Zatrzymajmy się przy tym wątku – chciałbym, by ta przełomowa książka była pretekstem do przedstawienia pewnego stanowiska, który mnie nurtuje. Po pierwsze z racji publikacji na portalu dla osób LGBTQ, czyli Homików.pl, który tematykę HIV poruszał wielokrotnie i będzie poruszał stale (teksty pisane przez specjalistów o drogach zakażenia hifem i chorobami przenoszonymi drogą płciową są wciąż poczytne i googlowane). Po drugie w ramach Memorial AIDS Day trzeba się po raz enty do tematyki ustosunkować (Pamiętamy!) i opublikować „jakiś” okolicznościowy materiał. Po trzecie wreszcie, dlatego, że gejów ten temat dotyczy bezpośrednio, oczywiście jeśli uprawiają seks, ewentualnie zażywają substancje psychoaktywne drogą dożylną. Mówi się, pisze o tym także Jakub Janiszewski, że do gejów (szerzej, MSM, mężczyzn mających seks z mężczyznami) w Polsce już nie trafia prewencja, są doskonale uświadomieni, a równocześnie wzrost zakażeń jest wyraźny. Organizacja pomocowe są w kłopocie – mimo wiedzy, świetnych specjalistów i rozeznania mają problem z dotarciem ze swoimi przekazami. Podstawowe hasło brzmi: używaj prezerwatywy! Wiedzą o tym wszyscy, gdyż jest to kluczowy element, niemal nierozdzielny od prewencji HIV/AIDS, dlaczego więc wiedza nie przekłada się na praktykę? Ten temat drąży Jakub Janiszewski w ostatnim rozdziale. Dawno nie czytałem tak przejmującej analizy, dlatego pójdźmy tym tropem.

Autor analizuje trend uprawiania seksu bez zabezpieczenia (barebacking). Wymienia następujące powody: po pierwsze, jest on osadzony w homoseksualnym wyobrażeniu „męskości” – używanie prezerwatyw jest dla „mięczaków”. Po drugie, akty te mają oznaczać zwycięstwo nad chorobą w myśl zasady: skoro jest ona nieuchronna, czai się i nie zniknie, to równie dobrze można wreszcie zacząć uprawiać seks bez poczucia winy. To nawet nie jest ryzyko czy zabawa w „złapię/nie złapię”. To uwolnienie się od jarzma strachu, którym karmieni są geje przez ostatnie trzydziestolecie. Paradoksalnie oznacza wolność. „Tu chodzi o tożsamość” – pisze dziennikarz (odwołując się do tez książki Tima Deana „Intymność bez granic”). To wszystko trafia na podatny grunt, zwłaszcza w Polsce, gdzie brak edukacji seksualnej i olbrzymia skala seksofobii procentuje kreowaniem pewnych postaw u dorosłych, a przecież istotne są postawy okazywania szacunku, przeżywania bliskości, czułości czy miłości. Seks jest lub bywa także sferą emocjonalną. O tym warto również pamiętać.

 

III.

Chciałbym zakończyć niniejsze omówienie cytatem, który dla mnie osobiście wydaje się kluczowy do zrozumienia w ogóle relacji międzyludzkich, dość rozczarowujących, o czym wiedzą niektórzy użytkownicy portali randkowych, a polska mentalność odciska się na nich mocno: Z jednej strony trudno nie zgodzić się z tezą, że przemysłowe podejście do seksu z założenia pomija subtelności ludzkiej duszy, wyostrzając siermiężną logikę BHP. Kto się z tym nie zgadza, nie powinien umawiać się na seks-randki. Z drugiej strony jednak, w kraju pozbawionym edukacji seksualnej i wciąż niezdolnym do dyskusji na temat erotycznych potrzeb i dróg ich realizacji, nie wszyscy są w stanie zrozumieć, czym są i bywają seks-randki. Brak więzi w praktyce oznacza często brak jakiegokolwiek szacunku (s. 361).

 

Jakub Janiszewski, Kto w Polsce ma HIV?

Krytyka Polityczna, Warszawa 2013, s. 380

ISBN: 978-83-62467-92-1

 

 

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

1 komentarz do: Kto w Polsce ma HIV?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa