Chamowo

Oto mój dzisiejszy apel – trzeba zwracać uwagę na język debaty publicznej. Tępić w zarodku i reagować, bo granica wyraźnie się przesuwa w stronę jawnej agresji. Najpierw pojawiła się mowa nienawiści na ulicy, potem została przeniesiona do sejmu jako wyraz głosu „większości” społeczeństwa, teraz już nawet może wyrażać się bezpośrednio w miejscu publicznym, na przykład na uczelni podczas debaty. Można obawiać się, że następnym krokiem będzie to, że ktoś dostanie po gębie w imię wolności wypowiedzi i swobód obywatelskich.

Prawdą jest jednak, że przemoc motywowana mową nienawiści już ma miejsce. Można twierdzić, że są to „incydenty”. Można również widzieć w tym konsekwencje przyzwolenia na ataki, wyrażane uprzednio przez osoby brylujące w mediach. Dyrektor Teatru NN w Lublinie ma wybijane okna – ktoś wrzuca mu do domu cegły z namalowaną swastyką, w Białymstoku notorycznie podpalają mieszkania osób ciemnoskórym, podczas Juwenaliów w Poznaniu skandują antyromskie hasła i zespół Figo Fagot skarży się na cenzurę, a reporter „Gazety Wyborczej” został uderzony w twarz za to, gdzie pracuje (Juwenalia są dla studentów…), Internet kieruje swoją nienawiść do Romów eksmitowanych we Wrocławiu, przy okazji jeszcze „prawdziwi Polacy” zwołują się przez sieć do ataku na nich. Ofiarą przemocy słownej jest notorycznie posłanka Anna Grodzka. Nie tak dawno temu warszawska siedziba UFY – organizacji queerowej – musiała sobie ciągle radzić z dewastowanymi drzwiami, wybijanymi oknami. Stało się coś, co wcześniej nie miało miejsca – na uniwersytety wdarły się bojówki. Najpierw w Warszawie, potem w Gdańsku podczas debaty o związkach partnerskich. Ostatnio „Newsweek” bił po oczach okładką ze słowem, które kilka lat temu uchodziło za wulgaryzm i którego po prostu nie powinno być w mediach, a już w ogóle na okładce – to bardzo niebezpieczny manewr, za tygodnikiem pójdą inne tytuły za chwilę, bo ktoś pokazał, że można…

Jest źle, a czasach rządów PO miało być lepiej. Plugawy i homofobiczny język, jakim karmiono nasze uszy nieustannie podczas rządów PiS, miał zostać zastąpiony przez język miłości. To deklaracja samego Donalda Tuska. Tymczasem okazuje się, że kolejne tamy puszczają, wprowadzając do obiegu przyzwolenie na chamstwo i język pełen przemocy. Skoro posłanka Pawłowicz, szacowna pani profesor, może jechać po wszystkich bez żadnych ograniczeń, to przeciętny Kowalski dostaje wyraźny sygnał, że on także może. Przecież czerpiemy wzorce z najlepszych, a kto jeśli nie profesor (sic!) prawa ma być autorytetem. Przecież ktoś ją zaprasza do telewizji, ktoś tym samym przyzwala i propaguje przemoc słowną, pokazując, że tak można mówić. Trudno spodziewać się po Pawłowicz innej postawy, więc są to działania świadome.

Prosty mechanizm, ale skuteczny. Zaczęło się od obrony kiboli przez polityków prawicowych: ich lider, niejaki Staruch według środowiska „Gazety Polskiej” okazał się męczennikiem i więźniem politycznym. „Tusk Ma Tole, twój rząd obalą kibole” – tak mieli się wyrażać współcześni „patrioci”. To pokazuje, jak łatwo można w zależności od punktu widzenia wykreować rzeczywistość – jak z religią smoleńską, rytuałami, wiernym ludem oraz nową siatką pojęciową. Pionierzy socjolingwistyki już dawno temu zauważyli, że istnieje „językowy obraz świata”, koncepcja mówiąca o tym, że język oddziałuje w dwojaki sposób: jest odbiciem rzeczywistości i równocześnie tę rzeczywistość kreuje (upraszczając). To już nie jest nowomowa Kaczyńskiego i zajawki w stylu: „niebywałe chamstwo”, to nie jest żałosny rechot Leppera o tym, że nie można zgwałcić prostytutki, ani cyniczna gadka dawnego ministra edukacji o „pederastach” – to akurat kilka lat temu spotkało się z mocną kontrą.

Teraz mamy trzy dominujące typy dyskursu przemocy i pogardy. Pierwszy z nich stanowi wprost wypowiedziana obelga, jak publiczne obrażanie posłanki Anny Grodzkiej czy popis, jaki dali posłowie podczas debaty o związkach partnerskich. Drugi typ, który dostrzegam, jest mniej uchwytny – to wszystkie debaty telewizyjne, gdzie przedstawia się poglądy Hofmana, księdza Oko czy Terlikowskiego – treści przemocowe w atmosferze podrasowanej telewizyjną kulturą i osobowościami jak Lis czy Olejnik. Tutaj też umiejscowiłbym posłów Godsona oraz Gowina, którzy z chrześcijańską miłością na ustach wielokrotnie dawali wyraz swojej pogardy do ludzi. Trzeci obszar to dyskurs władzy, który przemawia językiem niemym i tylnymi drzwiami, poza wiedzą społeczeństwa, usiłuje przepychać na siłę niekoniecznie dobre rozwiązania – zaczęło się od nieudanego forsowania zapisów ACTA, przez fotoradary, sprawę z OFE czy dokładanie kolejnej kasy Kościołowi katolickiemu. To znowuż wyraz pogardy wobec obywatela, ustawiania go w obliczu podległości, paternalistyczna postawa państwa, które mówi, co jest dla mnie dobre, bez miejsca na dialog. Protesty przeciw ACTA pokazały natomiast, że tylko krzykiem i tupaniem nogami można ugrać swoje postulaty, a nie dyskusją na argumenty.

Nie wierzę w to, że w programach opinii wysoką oglądalność mają wyłącznie wyzwiska, kłótnie czy przepychanki. Że nie ma autorytetów, którzy mogą powstrzymać falę mowy nienawiści. Powiedzieć: „stop!”. To szalenie istotne, bo druga strona się już przestała bać. Ma tak naprawdę wszystko, co potrzebne do szerzenia swoich jedynych i słusznych poglądów: autorytety, schamiały język debaty publicznej, który daje im schronienie i pozwala się rozpychać łokciami, polityków, czasem Kościół katolicki, który np. w kwestii in vitro wykazuje olbrzymią pogardę. Do mediów po debacie na Uniwersytecie Gdańskim (z hasłem w tle: „stop homopropagandzie”) przedostała się wypowiedź Roberta Biedronia. Cytując za stroną internetową Radia Gdańsk: Gdybym uznał, że nie będę się spierał z innymi poglądami, to siedziałbym w domu z założonymi rękami. Kiedyś leciały kamienie, dzisiaj lecą tylko obraźliwe słowa. To trochę nie tak, panie pośle. Spieranie się z poglądami wygląda inaczej, siadasz i rozmawiasz, rzucanie obelg to nie dyskusja. Jakim partnerem są osoby przemawiające z perspektywy przemocowej, które skandowały homofobiczne hasła na korytarzu budynku Uniwersytetu Warszawskiego?

I jeszcze na koniec chciałem zaznaczyć, że niniejszym tekstem nie chcę siać strachu, daleki jestem też do jakichkolwiek porównań historycznych. Pamiętam mroczne lata IV RP, teraz jest mimo wszystko nieporównywalnie lepiej. Chciałem tylko zwrócić uwagę – choć być może nie odkrywam Ameryki – że na naszych oczach kształtuje się bardzo niepokojące zjawisko. Mowa nienawiści poszerza swój zasięg i zyskuje aprobatę ogółu. Najgorsze, że ulec można zupełnie bezrefleksyjnie. Wystarczy włączyć telewizor…

 

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

1 komentarz do: Chamowo

  • jerzyk

    Obawiam się, że „chamowo” osiągnęło już masę krytyczną i eskalacji przemocy oraz groźby nie da się teraz tak łatwo zatrzymać. Przemoc będzie rosła, póki nie nastąpi jakiś wybuch, przekłucie balonu i otrzeźwienie. Osoby, srodowiska i gremia podsycające pożar nie mają zamiaru odpuścić i wyluzować. Ani media, ani politycy, ani spodlały KoKat – wszędzie show, wrzask i plugawy język. Zawsze byłem niepoprawnym optymistą, ale to przeszłość – przynajmniej jeśli chodzi o sprawy publiczne w Polandzie. Chamowo źle się skończy. :-( Tym głośniej trzeba mówić, że się na to nie zgadzamy. Nowy 4 czerwca by się przydał, że też pozwolę sobie uderzyć w symboliczne tony.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa