Piątek w sobotę: Czasem nie da się rozmawiać

Spora grupa publicystów od pewnego czasu ubolewa, że Polacy są podzieleni, a do tego frontów jest wiele, bo linie dzielą na wzdłuż, wspak i na ukos. Co więcej – rowy, którymi zryta jest nasza ojczyzna-matczyzna wciąż się pogłębiają. Coś w tym jest, trzeba przyznać, bo tylko ślepy nie dostrzegłby, że atmosfera pomiędzy Bugiem a Odrą nieubłaganie się zagęszcza, rozmaite grupy obywateli organizują się i jednoczą – jedni, by przewietrzyć Polskę i jakoś lepiej ją umościć, inni – wprost przeciwnie, by powstrzymać zmiany. Całe to zagmatwanie widać najwyraźniej w szczególnych dniach, takich jak 1 maja, Święto Niepodległości czy – najświeższy przykład – rocznica katastrofy w Smoleńsku. Trudno z gorąca oddychać.

W tym polskim piekiełku pojawiają się co i rusz głosy nawołujące do zgody, bo przecież – jak poucza nasza narodowa literatura – „zgoda, zgoda, Bóg nam wtedy rękę poda”. Podstawą do zgody miałaby być rozmowa na jakimś neutralnym gruncie, gdzie skłócone grupy mogłyby przedstawić swe racje, a dzięki kompromisom – zapanowałby w końcu pokój. Bardzo to piękne i idealistyczne. Myślę jednak, że w wielu przypadkach (nie we wszystkich na szczęście) jest już dużo za późno na takie spotkanie, w innych natomiast podanie sobie ręki na zgodę nad głęboką przepaścią było niemożliwe od samego początku.

Jako że jestem zaangażowany emocjonalnie i czynnie w emancypację LGBTQ, siłą rzeczy stykam się czasem z różnymi opiniami z zewnątrz (znajomi hetero) na temat celów naszego ruchu, podejmowanych środków, które dotarcie do celu mają nam zapewnić. Pośród głosów poparcia, czasem rzeczowej krytyki, zdarzają się bardzo często zarzuty, że homoseksualiści „nie chcą pójść na kompromis”, są „zapiekli w walce o swoje”, „nie odpuszczają”, „nie chcą rozmawiać z przeciwnikami” (wypowiedzi o takim wydźwięku pojawiały i pojawiają się również na  łamach Homików.pl w komentarzach pod tekstami).

Zarzuty te, nawet jeśli kryją się za nimi szlachetne intencje (bo jak u Fredry: Bóg poda wszystkim ręce i zgoda buduje), są bezcelowe i chybione. Społeczność LGBT nie spotka się nigdy w pół drogi z przeciwnikami np. z PiS, Młodzieży Wszechpolskiej, ludźmi pokroju Jarosława Gowina, śmiesznej pani profesor w okularkach z Sejmu, Stefana Niesiołowskiego, itd., ponieważ żyjemy w zupełnie innych światach i operujemy na innych płaszczyznach. Mamy inne systemy wartości. „Wyjść naprzeciw”, „pójść na kompromis”, „spotkać się w połowie drogi” – co miałoby to oznaczać? Że – podając ręce fundamentalistom religijnym – uznalibyśmy: „okej, zgoda, jesteśmy troszkę zboczeńcami i potępieńcami, a nasz żywot wewnętrznie nieuporządkowany”? Czy dążąc do zgody z upartym jak osioł Lechem Wałęsą musielibyśmy zgodzić się na getto ławkowe (kompromis – no może nie pod ścianą i nie za murem, ale na pewno nie na widoku)? Jak miałby wyglądać kompromis homoseksualistów z NOP-em, ONR-em i innymi grupami, które by nas chciały poczęstować „raz sierpem, raz młotem”? Czy kompromis „teatralnego homolobby” z oburzoną Szczepkowską miałby polegać na tym, że Lupę się wygna na zgniły Zachód?

Takich grup zupełnie niestycznych jest więcej. Tzw. „obrońcy życia” (vide Terlikowski) i małżeństwa pragnące potomstwa i sięgające po metodę in vitro. Rozemocjonowani wyznawcy zamachu smoleńskiego i uczeni badający katastrofę metodą naukową. Politmatriks z Wiejskiej i zwykli obywatele. Żeby się spotkać, trzeba mieć coś wspólnego, wokół czego takie spotkanie byłoby możliwe. Zgoda nie jest (nie bywa) możliwa, czasem da się jednak wypracować pewien erzac spotkania, którego źródłem jest dobry interes. Cyniczne to, ale może być skuteczne – najczęściej zresztą zyskuje tylko jedna strona okopu.

Za przykład niech posłuży Platforma Obywatelska, która najchętniej trzymałaby się od wyoutowanych gejów i lesbijek z daleka, gdyby nie ta Unia Europejska. Tusk wije się zatem jak węgorz, by dać nam jakieś drobne okruszki wyskubane z naszych postulatów, nie narażając się przy tym „konserwatystom we własnym łonie”, katolickiej większości wyborczej i Kościołowi katolickiemu. Do Brukseli zaś zostanie wysłany sygnał, że PO wyznaje standardy cywilizacji i kultury europejskiej. Chcą nam dać jakiś ochłap, by nie stracić wpływów, dostępu do ośrodków władzy w UE, europejskich pieniędzy, etc. Nie o taką zmianę cywilizacyjną w Polsce nam jednak chodzi.

 

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa