Głosowanie, cz. 1

Jednym z powtarzających się mitów dyskursu wokół homoseksualności jest twierdzenie, że homoseksualne lobby zawiązało swoisty spisek, którego efektem było wykreślenie homoseksualizmu z klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (APA). Wykreślenie to miało się odbyć na drodze „głosowania”, zaś fakt ten dowodzić ma, iż nie ma naukowych powodów by nie traktować homoseksualizmu jako choroby – a jedynie ideologiczne.

Cóż, najkrótsza odpowiedź na to brzmi: nie, homoseksualizm uznano za „nie-chorobę” nie na drodze głosowania. Ale faktycznie – w głosowaniu w APA poległa próba rewizjonistycznej polityki zmierzającej do odwrócenia decyzji o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób.

Ale istnieje też dłuższa odpowiedź, która mam nadzieję pokaże, w jaki sposób psychologia wyzwalała się z deprecjonującego osoby homoseksualne ujęcia odziedziczonego po wstecznych tradycjach zakorzenionych w religii i popularnych przesądach.

 

Homoseksualizm jako choroba…

…pojawił się w XIX wieku. Wbrew propagandzie homofobów nie było tak, że zawsze i wszędzie uważano homoseksualne kobiety i mężczyzn za osobniki chore i patologiczne. Raczej przeciwnie, uważano je za zdrowych (na umyśle), ale zepsutych, moralnie złych grzeszników. Właściwie to uważano za takowych mężczyzn, ale wiadomo, kobiety dość późno uzyskały status ludzi, to znaczy prawdziwych ludzi, i dociekanie moralności ich seksualnych aktów było pewno przez mędrców uznawane za równie czcze zajęcie, jak dociekanie specyfiki aktów seksualnych krów.

Czyny sodomskie z przedstawicielami tej samej płci (bo czegoś takiego jako „homoseksualizm” rozumianego jako pojęcie opisujące to co dziś nazywamy orientacją seksualną rzecz jasna nie znano) oczywiście były aktem wyboru. Idea, by ktoś mógł mieć konstrukcję psychiczną, która niezależnie od jego woli może go skłaniać do takich aktów, nie mówiąc już o tworzeniu związku z osobą jednej płci, była raczej nieznana. To właśnie dziewiętnastowieczna psychologia jako pierwsza zaczęła traktować osoby odczuwające pociąg do własnej płci jako chore i – wierzcie lub nie – był to moralny jak i intelektualny postęp w porównaniu do sytuacji wcześniejszej, gdzie akty te były po prostu moralnie złymi efektami świadomych decyzji.

Ale, co bardziej interesujące, już na samym początku, gdy medycyna próbowała „przejąć” od religii kwestię rozpoznania i oceny homoseksualizmu, pojawiły się głosy, że zjawisko to nie ma w ogóle charakteru patologicznego. Głosy te odrzucały nie tylko religijne przekonanie o negatywnym etycznym zabarwieniu homoseksualności, ale w ogóle pogląd o negatywnym zabarwieniu tego zjawiska. Najbardziej znanym orędownikiem takiej tezy był niewątpliwie twórca psychoanalizy Sigmund Freud, który uznawał ludzi za w zasadzie biseksualnych.

Jednakże psychologia dość szybko zdołała zaadoptować stricte negatywne podejście właściwe religii i to właśnie psychoanalitycy stali się wkrótce główną siłą opiniotwórczą w kwestii diagnozy i leczenia patologii homoseksualizmu. Mimo radykalnie progresywnego nastawienia samego Freuda większość psychoanalityków uważała homoseksualizm za głębokie zaburzenie, mające swe korzenie w nieprawidłowościach rozwoju w dzieciństwie.

Psychoanaliza jako taka przedstawia jednak pewną trudność: chociaż tradycyjnie traktuje się ją nadal jako część psychologii, a więc nauki, coraz częściej powątpiewa się, by w rzeczywistości była czymś więcej niż pseudonauką, rodzajem ubranej w paranukowej szatki filozoficznej psychologii, skupionej na tworzeniu dość rozbudowanych, acz empirycznie niezweryfikowanych i nieweryfikowalnych teorii.

 

Falsyfikacja i paradygmaty

Nie ma jednego i jednoznacznego kryterium naukowości, przez co rozumiem, że jak dotąd nikomu nie udało się znaleźć jednoznacznego sposobu opisywania nauki, wyjaśniania jak działa, oraz wskazywania, co ją odróżnia od nie-nauki. Niemniej w XX wieku dokonano pewnego postępu w filozoficznym rozumieniu tego wytworu ludzkiej cywilizacji. Dwie najważniejsze postaci dla zrozumienia nowoczesnej filozofii nauki to Karl Popper i Thomas Kuhn.

Karl Popper

Karl Popper

Popper to twórca falsyfikacjonizmu, koncepcji, w której kryterium demarkacji, czyli odróżnienia nauki od nie-nauki, była specyficzna logiczna struktura teorii naukowych. Najważniejsze, najbardziej pouczające teorie naukowe były wedle tego poglądu opisami rzeczywistości wykorzystującymi pewne uniwersalne prawa, z użyciem których można dokonywać testowanych przewidywań. Przykład: używając równań fizyki newtonowskiej można przewidzieć zachowanie dwóch zderzających się kul o znanej masie i prędkości. Ponieważ teorie dają przewidywania, możemy testować ich prawdziwość, możemy sprawdzić, czy nie są fałszywe i czy ich przewidywania przypadkiem nie różnią się od tego, jak faktycznie działa przyroda.

Psychoanaliza nie jest nauką, przynajmniej wedle tego kryterium. Psychoanalitycy nigdy nie tworzyli falsyfikowalnych teorii, zaś ich praktyka badawcza polegała na zbieraniu anegdotycznych dowodów – po uprzednim przefiltrowaniu pod kątem tych potwierdzających ich teorie. W tym sensie psychoanaliza, jeden z absolutnie dominujących nurtów XX wiecznej psychologii, jest wprost dziedziną pseudonaukową. Oczywiście, psychoanalitycy do dziś bardzo nie zgadzają się z tą diagnozą.

Kuhn miał bardziej socjologiczne podejście do zagadnienia – w swoich dociekaniach na temat natury wyjaśnienia naukowego brał pod uwagę nie tylko obiektywną, logiczną strukturę teorii naukowych, ale także empiryczny, a więc między innymi dotyczący socjologii społeczności naukowej, kontekst odkrycia.

Większość uczonych przez większość czasu pracuje w ramach paradygmatu: zbioru fundamentalnych teorii uznawanych za prawdziwe, a także wypływających z nich i powiązanych z nimi praktyk i zwyczajów definiujących zasady właściwej pracy naukowej. Gdy trwa paradygmat, pewne fundamentalne twierdzenia nie tylko nie są poddawane krytyce – to one służą jako źródło oceny prawdziwości czy adekwatności pewnych teorii szczegółowych. Jeśli ogólne, paradygmatyczne teorie nie pozwalają opisać jakiegoś zjawiska, nie zakładamy od razu, że są fałszywe, jak być może zrobiłby ortodoksyjny popperysta, tylko traktujemy dany problem jako łamigłówkę do rozwiązania, coś co w założeniu ma, nawet jeśli nie od razu dostrzegalne, rozwiązanie w ramach paradygmatu.

Przykład: przez długi czas nie umiano za pomocą znanych praw mechaniki i aerodynamiki opisać lotu trzmieli. Nikt jednak nie wysnuł z tego wniosku, że sama mechanika i aerodynamika są fałszywe, a jedynie, że nasze modele tego jak odbywa się lot trzmiela są nieadekwatne. Paradygmatem w tym przykładzie jest mechanika i aerodynamika, łamigłówką – jak wykorzystać równania tych teorii do prawidłowego opisu zachowania skrzydeł i ciała trzmiela w locie.

Jedynie wtedy, gdy anomalie zaczynają się gromadzić i unikać wyjaśnienia na gruncie starych teorii (starego „paradygmatu”), może dojść do rewolucji, to jest okresu chaotycznych poszukiwań nowych ram dla dociekań w danej dziedzinie. Gdy takowe się znajdą, ustala się nowy paradygmat.

Nauka rozwija się takim trybem tik-tak, gdzie okresy nauki normalnej przedzielone są rewolucjami. Nim powstanie nauka, dziedzina wiedzy aspirująca do naukowości trwa w stanie przedparadygmatycznym: składa się wtedy z wielu niekoherentnych teorii niezjednoczonych jednym paradygmatem. Taki stan do dziś charakteryzuje filozofię.

Tak się składa, że jest wątpliwe, by psychoanaliza w szczególności, a psychologia w ogóle, była nauką paradygmatyczną. Gdy ktoś wam wmawia, że „głosowanie uczyniło gejów zdrowymi”, to pomijając wszystko inne, do czego dojdziemy za chwilę, mówi on tylko: „głosowanie obaliło koncepcje, które z trudem – jeśli w ogóle – można by uznać za naukowe według jakichkolwiek rozsądnych kryteriów”.

Psychologia, szczególnie w takich formach jak psychoanaliza, nie była nauką, nie w takim sensie w jakim naukami były już od dawna inne dziedziny medycyny, biologia, chemia czy fizyka. Psychologia nie dysponowała „szkieletem” w postaci dobrze ugruntowanej ogólnej teorii wyjaśniającej podstawowe zjawiska i zależności, które stanowiłyby podstawę dla paradygmatu. Zaś większość „badań” psychologicznych nie spełniało nawet najbardziej elementarnych standardów metodologicznych, których brak w innych dziedzinach zostałby uznany za całkowicie dyskwalifikujący. Zaś sami psychoanalitycy zwykle bazowali na zbieraniu anegdotycznych dowodów, które zresztą powstawały w wyniku stronniczej selekcji faktów. Szukanie takich interpretacji i ujęć własnych teorii, które by je celowo wystawiały na ryzyko obalenia – to koncepcja obca większości praktyków i teoretyków psychoanalizy.

Dziś, powoli, takim paradygmatem staje się kognitywistyczne podejście uwzględniające neuronalne podstawy procesów mentalnych. Psychoanaliza nie miała nigdy dostępu do takiego opisu. I to właśnie takie opisy są rzeczywistym, niemetaforycznym wyjaśnieniem funkcjonowania umysłów/mózgów, które można względnie wygodnie testować. Nie znaczy to oczywiście, że bez ujęcia neurobiologicznego nie da się zupełnie nic rozsądnego powiedzieć o ludzkim umyśle. Ale raczej niewiele da się w ten sposób powiedzieć o jego „wnętrzu”, o ukrytych mechanizmach i przyczynach. Tymczasem taka była, złudna, ambicja psychoanalizy.

Choć każda bez wyjątku teoria o „przyczynach patologii homoseksualizmu” sprzed lat 50-tych XX stulecia jest z dzisiejszego punktu widzenia brednią, to w jednym ówcześni psychologowie mieli rację: praktycznie każdy badany wtedy homoseksualista był w jakiś sposób chory, niezrównoważony lub patologiczny.

 

Evelyn Hooker

Evelyn Hooker

Evelyn Hooker

Evelyn Hooker urodziła się w amerykańskim stanie Nebraska w 1907 roku. Jako nastolatka trafiła do szkoły średniej w Sterling, Kolorado. Gdy zbliżała się do jej ukończenia, chciała zostać pedagogiem, ale nauczyciele przekonali ją, by zdawała na Uniwersytet Kolorado. Tam dostała się pod opiekę Karla Muenzingera, który uczył takiej psychologii, która faktycznie była nauką: zamiast siedzieć z pacjentem na kozetce i szukać wyjaśnień różnych „kompleksów” w „traumach dzieciństwa” jego studenci badali na przykład zdolność uczenia się metodą prób i błędów u szczurów laboratoryjnych w dobrze zaplanowanych, poddanych rygorom statystyki i metodologii eksperymentach.

Później Hooker trafiła na uniwersytet UCLA, gdzie została cenionym wykładowcą. Wtedy, na prowadzonych przez siebie kursach wstępnych z psychologii, poznała Sama Froma. Wkrótce zaprzyjaźniła się z nim na gruncie prywatnym. From był nietypowy – był normalnym gejem. Podobnie jak jego przyjaciele, z którymi zapoznał Evelyn.

Jak wspomniałem wcześniej, psychologowie nie znali wtedy normalnych, zdrowych homoseksualistów. Normalny, zdrowy homoseksualista zajmował się wtedy przede wszystkim ukrywaniem swojego homoseksualizmu przed niewtajemniczonymi. Jedyni homoseksualiści z jakimi mogli mieć do czynienia ówcześni psychologowie lub psychiatrzy, to na przykład więźniowie, lub pacjenci szpitali, którzy już tam trafili z innych powodów.

A jednak do czasów Hooker praktycznie nikomu nie przyszło do głowy, by poszukać homoseksualistów, którzy nie przejawialiby jakiś patologicznych aspektów. Zamiast tego panował konsensus, że po prostu jedną z konsekwencji homoseksualizmu są różne patologie i zaburzenia, ewentualnie że różne wcześniejsze patologie prowadzą do różnych zaburzeń, wśród których występuje homoseksualizm – stąd ta szokująca wszechobecność nienormalności w zbadanej populacji homoseksualistów. Problemem był mechanizm wzajemnych oddziaływań rzeczonych patologii, nikt nie dyskutował nad tym, czy sam homoseksualny popęd musi być związany z innymi patologiami. To było oczywiste.

Ktoś kto tęskni do dawnych, „obiektywnych” klasyfikacji musi nie tylko być przekonany, że niezdrowe jest odczuwanie zainteresowania przedstawicielami własnej płci, ale też, że ta cecha osobowości pociąga za sobą inne: fetyszyzm, depresyjność, obniżoną inteligencję, tendencję do agresji, zwiększone prawdopodobieństwo zachowań przestępczych etc… Bo takie było owo dawne wyobrażenie patologii homoseksualizmu. Można powiedzieć – kompleksowe.

Obraz staje się więc coraz bardziej klarowny. Zamiast szokującego aktu homoterroru niszczącego porządną naukę, wyłania się, w najgorszym razie, obraz homoterroru niszczącego pseudonaukowe partactwo, zbiór przesądów i nigdy nie zweryfikowanych uprzedzeń.

Jeszcze w latach 40-tych Evelyn Hooker zaczęła prowadzić wywiady z przyjaciółmi Froma. Niestety, pracę tę przerwała na pewien czas z powodu rozwodu. Powróciła do niej po 1951 roku. Ale tym razem postanowiła wszystko przeprowadzić inaczej. Same wywiady uznała za poznawczo bezwartościowe. Cóż, nie była psychoanalitykiem, któremu kilka własnoręcznie zgromadzonych anegdot starczyłoby za podstawę „naukowego postępu” i pozwoliło opracować wyrafinowane teorie na temat trudnego dzieciństwa fatalnie zaburzającego właściwe ukierunkowanie libido.

Test Rorschacha

Test Rorschacha

Zamiast tego złożyła wniosek do Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego o grant badawczy, z którego chciała sfinansować badania porównawcze grupy mężczyzn homo- i heteroseksualnych, dobranych pod względem wieku, IQ i wykształcenia. Potem poddała ich trzem testom psychologicznym: testowi RorschachaMAPS oraz testowi TAT. Następnie wyniki tych testów przekazała trzem uznanym ekspertom specjalizującym się w badaniach z użyciem rzeczonych testów.

Jaki był efekt? Żaden z ekspertów nie potrafił na podstawie wyników wskazanych testów odróżniać homo- i heteroseksualistów w sposób statystycznie istotny. Krotko mówiąc, ich decyzje okazywały się losowym zgadywaniem. Dziś wiemy, że wszystkie te testy mają co najmniej wątpliwą wartość poznawczą (wynik testu Rorschacha de facto nic nie mówi o badanym, sposób jego interpretacji może zaś dużo powiedzieć o interpretującym). Ale, paradoksalnie, nie dewaluuje to wartości wyników Hooker, która w niezwykle klarowny sposób pokazała, iż twierdzenie, że istnieją obiektywne, naukowe dowody na istnienie wykrywalnych psychologicznymi badaniami różnic w przystosowaniu homo- i heteroseksualnych mężczyzn jest zwyczajnie fałszywe i pozbawione naukowych podstaw. Krótko mówiąc, Hooker nie tylko powiedziała coś niezwykłego o gejach – że być może nie są chorzy – ale też wskazała coś szokującego o badających ich lekarzach i naukowcach: że najwyraźniej produkują oni wiedzę całkowicie wyssaną z brudnego palucha, upapranego brudem społecznych uprzedzeń i stereotypów.

Anonimizacja testów w badaniu Hooker odcięła psychologów od jedynego faktycznego źródła wiedzy o patologicznych cechach gejów – oczekiwania co do ich patologii. Nie wiedząc z góry, kto jest a kto nie jest gejem, zatracili oni zdolność wykorzystania swoich uczonych testów do dokonania jakiejkolwiek statystycznie istotnej dystynkcji.

Jaki był efekt publikacji tych wyników, które zostały ogłoszone w 1957 roku? Właściwie żaden. Środowisko psychologów i psychiatrów pozostało niewzruszone, dalej dominowało przekonanie, że homoseksualizm to straszna patologia, nieuchronnie powiązana z innymi zaburzeniami psychicznymi i społecznym niedostosowaniem. Lata 50-te i 60-te wciąż były okresem opresji dla gejów i lesbijek, prawda nie była zdolna ich wyzwolić. Walkę o wyzwolenie musieli wziąć w swoje ręce.

W 1969 roku doszło do słynnych rozruchów po policyjnym nalocie na nowojorską knajpę Stonewall Inn, miejsce zabaw lokalnego środowiska homoseksualnego. Rozruchy te były pierwszym takim zrywem społeczności LGBT i zaznaczyły nowy etap w walce o równouprawnienie. Owa zmiana postaw miała wkrótce uderzyć w środowisko zupełnie na to nieprzygotowane: psychologów i psychiatrów. Z perspektywy czasu wygląda to dość ironicznie. Niechętnie wyjściu poza szpitalne lub więzienne mury uczeni mieli w końcu spotkać „normalnych gejów”, oraz, wreszcie, „normalne lesbijki” – bo i one się upomniały o swoje.

Tyle, że to były wkurzone lesbijki i wkurzeni geje.

 

[Już wkrótce zapraszamy do lektury drugiej części tekstu, z której dowiecie się między innymi, jak kłócono się w APA i kim był Dr Anonymous]

 

 

Autorzy:

zdjęcie slwstr

slwstr

Na co dzień heroicznie walczy już to z doktoratem, już to z monstrami „World Of Warcraft”. Czasami pisuje bloga „Pochodne kofeiny”.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa