Bezprawne rozkosze Konstandinosa Kawafisa

Kilkakrotnie sprawdzałem w różnych źródłach, by mieć pewność. Potwierdziło się. Największy poeta nowogrecki i jedna z większych postaci europejskiej literatury końca XIX i początku XX wieku zmarł tego samego dnia, w którym urodził się siedemdziesiąt lat wcześniej. 29 kwietnia obchodzimy zatem 150 rocznicę urodzin i 80 rocznicę śmierci Konstandinosa Kawafisa.

Konstandinos KawafisPoeta urodził się w Aleksandrii w Egipcie jako najmłodszy syn greckiego kupca. Po śmierci ojca w 1870 matka postanowiła wyjechać z dziećmi do Anglii. Dzięki temu Kawafis posługiwał się biegle angielskim z oksfordzkim akcentem. Rodzina powróciła do Aleksandrii w 1879 roku, a trzy lata później wskutek powstania arabskiego uciekła pod Konstantynopol. Kawafis powrócił do ukochanej Aleksandrii w 1885 roku. Rok później zaczął pracę w gazecie. Mając wstęp do gmachu Giełdy podjął też działalność maklerską. Jednocześnie, jako ceniony makler i dziennikarz, zaczął publikować wiersze.

W czasie I wojny światowej poznał osobiście przebywającego w Egipcie z misją Czerwonego Krzyża angielskiego pisarza E.M. Forstera, znanego tęczowym czytelnikom choćby z „Maurycego”. Forster stanie się w późniejszych latach jednym z największych propagatorów twórczości Kawafisa.

W 1932 roku rozpoznano u poety nowotwór gardła. Stan jego zdrowia z każdym miesiącem pogarszał się aż do dnia 70 urodzin, gdy zmarł.

Kawafis zadebiutował w 1904 roku zbiorem wierszy „Poiemata”. W ciągu życia wydawał jednak niewiele, teksty rozpowszechniane były głównie w pojedynczych kopiach wśród znajomych. Kawafis dbał o jakość utworów wychodzących spod jego ręki, toteż większość tekstów była poddawana przez wiele lat poprawkom. Kanon tej poezji tworzą 154 teksty zaaprobowane przez Kawafisa, wydane w całości dwa lata po śmierci poety. Dopiero w 1968 roku ukazały się wiersze niepublikowane wcześniej.

Polacy zawdzięczają znajomość Kawafisa Zygmuntowi Kubiakowi (1929-2004), wybitnemu znawcy i propagatorowi kultury antycznej. Przetłumaczenie wszystkich 253 wierszy zajęło Kubiakowi 30 lat. Wybory wierszy w jego przekładzie ukazywały się w latach 1967, 1981, 1995 i w 2001. Kubiak przybliżał czytelnikom biografię poety i analizował twórczość w tekstach towarzyszących wyborom poezji oraz w wydanej w 1995 roku książce „Kawafis Aleksandryjczyk”. Dwa lata temu ukazał się wybór wierszy w przekładzie Antoniego Libery, a pojedyncze teksty tłumaczone były także przez innych autorów, w tym Czesława Miłosza. Żadne z tych tłumaczeń nie dorównuje jednak chyba dziełu Kubiaka.

Mimo że jednym z wyznaczników literackości jest jej fikcjonalność, wszyscy ulegamy skłonności, by dopatrywać się w tekstach, szczególnie poetyckich, wyrazów osobistych przeżyć autora. W przypadku Kawafisa takie odczytania nasuwają się same. Nie dziwi zatem niemal zupełny brak kobiet w wierszach, a jak pisze Marguerite Vourcenar w znakomitym eseju „Wprowadzenie w dzieło Konstandinosa Kawafisa”, dzieło Kawafisa przywodzi na myśl bliskowschodnie kawiarnie, uczęszczane wyłącznie przez mężczyzn. Faktycznie, twórca kunsztownej poezji pisanej w duchu parnasizmu i symbolizmu nie stronił od wyrażania homoseksualnego pożądania. Utwory, które nie pozostawiają wątpliwości co do homoseksualnego charakteru podmiotu lirycznego, to mniej więcej jedna czwarta dorobku poety.

Męscy bohaterowie wspominani przed podmiot liryczny tylko czasami są nazywani z imienia czy nazwiska, znacznie częściej kryją się pod enigmatycznym w tym kontekście zaimkiem osobowym „on”. Niemal zawsze, wręcz maniakalnie, jak pisze wspomniana Vourcenar, Kawafis przywołuje ich wiek – w tytule („Portret młodzieńca dwudziestotrzyletniego”, „Dla Ammonisa, zmarłego w wieku 29 lat”, „Dwaj młodzieńcy w wieku 23-24 lat”, „Kimon, syn Learchosa, dwudziestodwuletni, studiujący grecką literaturę w Kyrenie”) lub w samym tekście.

Homoseksualne erotyki Kawafisa zazwyczaj ignorują miejsce i jego szczegółową charakterystykę. Dla autora znaczenie ma tylko spotkanie z jakimś „nim” – poznanie, rozstanie, chwile przed lub tuż po zbliżeniu, a w końcu momenty olśnienia urodą nieznajomego. Owi „oni” – nie ma żadnej wątpliwości, że jest ich wielu – przywoływani są z otchłani wspomnień. Każdy z tekstów wydobywa pamięć o innym pięknym mężczyźnie (ewidentnie zainteresowania podmiotu lirycznego oscylują pomiędzy 22 a 29 rokiem życia).

Podmiot wierszy często podkreśla swoiste położenia homoseksualnego pożądania. Kochankowie spotykają się w tych wierszach w „podejrzanych” miejscach, po ich opuszczeniu zazwyczaj wstydzą się tego, co zrobili i gdzie byli, liczą, że nikt ich nie zauważy i nie pozna. Ma to wszystko związek nie tylko z tym, że Kawafis był chrześcijaninem, ale i z tym, że cała kultura śródziemnomorska jest specyficznym konglomeratem wpływów wielkich religii (judaizmu, chrześcijaństwa i islamu) oraz nader gorących namiętności, także homoseksualnych. Z tego być może wynika częsta ekspresja potrzeb seksualnych przy równoczesnym tonie zawstydzenia tymi czynnościami. Zacytuję raz jeszcze Marguerite Vourcenar: jakkolwiek pojęcie grzechu jest dziełu Kawafisa całkowicie obce; na płaszczyźnie czysto społecznej jednak ryzyko skandalu i potępienia liczyło się dla niego jak najbardziej, prześladowało go wręcz. Jednocześnie, jak pisał Zygmunt Kubiak, erotyka Kawafisa jest, w jego własnym odczuciu, miłością głęboko i w wielostronnym sensie tego słowa jałową, agape agone, amor sterilis. (…) Wspólnicy takiej miłości zostają jakby na zawsze sam na sam, jakby samodwaj w pustce.

Dokonajmy krótkiego przeglądu homoseksualnych erotyków Kawafisa. W poezji tej częsty jest zapis chwili tuż po tym, co zostaje określone enigmatycznie „bezprawną rozkoszą”:

Ma dwadzieścia pięć lat,
a wygląda raczej na dwadzieścia.
(…)
Bez celu idzie po ulicy, jakby jeszcze
w hipnotycznym śnie o bezprawnej rozkoszy,
bardzo bezprawnej rozkoszy, jakiej doświadczył.
(„Na ulicy”)
Podmiot zapisuje chwile minione, utrwala je i fotografuje, czując ich niepowtarzalność i terror czasu zamieniającego najpiękniejszą twarz w twarz starca. Zachowanie tych chwil ma zaś służyć temu, by odmienić bieżące chwile ciszy i samotności:

Kochaliśmy się przez miesiąc,
potem wyjechał, chyba do Smyrny,
żeby tam pracować, i już nie spotkaliśmy się nigdy.

Teraz już pewne nie ma – jeśli żyje – takich oczu
ani takiej twarzy.

Zachowaj je, pamięci, takimi, jakie były.
I ile tylko możesz, z tej mojej miłości,
ile tylko możesz – przynieś mi dziś wieczorem.
(„Szare”)

 

Albo tu:

Już ich nigdy nie odnalazłem – tak szybko utraconych…
Tych oczu pełnych poezji, tej bladej twarzy…
Gdy się ściemniało na ulicy…
(„Dni 1903”)

 

Czasami po wielu latach, widząc innego mężczyznę podmiot niemal utożsamia go z jakimś innym, widzianym lata temu:

Nie może on mieć więcej niż dwadzieścia dwa lata.
A jednak jestem pewny, że mniej więcej
przed tyloma laty – tym samym ciałem się cieszyłem.
(…)
Teraz, gdy on siedzi – tam, przy sąsiednim stoliku –
każdy jego gest rozpoznaję – a pod ubraniem
znowu widzę ciało, które kochałem, nagie.
(„Sąsiedni stolik”)

 

Po rozstaniu zawsze bowiem zachowuje się w pamięci obraz tamtego człowieka sprzed lat, z jego ówczesną urodą i wiekiem:

Bardzo się smucili,
kiedy się rozstawali.
(…)
Konieczności życiowe zmusiły jednego z nich,
by odjechał daleko –
Nowy Jork czy Kanada.
(…)
Jeden dla drugiego
pozostanie na zawsze
dwudziestoczteroletnim
pięknym chłopcem.
(„Zanim Czas ich odmienił”)

 

Spotkania te zawsze były przypadkowe, nieprzewidziane, nieumówione. Poznawali się często przypadkiem:

Przed oświetloną witryną sklepu z tytoniem
stanęli i oni, wśród wielu innych ludzi.
Przypadkiem się spotkały ich spojrzenia,
bezprawne pożądanie cielesne
wyraziły lękliwie, niepewne.
(…)
A teraz już w zamkniętej dorożce…
Żarliwe zbliżenie ciał,
splecione dłonie, złączone usta.
(„Witryna sklepu z tytoniem”)

 

Kawafis czerpie z tych okruchów wspomnień materiał do swojej twórczości. Najpierw opowiada o chwilach faktycznej przyjemności, przy czym wyraźnie nie jest pogodzony z tą przyjemnością („rozkosz bezprawna”):

Wypełnienie rozkoszy ich bezprawnej
dokonało się. Podnoszą się z posłania,
spiesznie się ubierają, bez słowa.
Wychodzą z domu osobno, ukradkiem.
(…)
Ale artysty życie jakże się wzbogaciło.
Jutro, pojutrze albo po latach będą napisane
wersy pełne siły, które tu miały początek.
(„Ich początek”)

 

To piękno spotkanych młodzieńców zapamiętują nawet przedmioty. W wierszu „Lustro w hallu” bogata rezydencja staje się celem odwiedzin czeladnika krawieckiego o niezwykłej urodzie. Po przyjściu ów prześliczny chłopiec oczekiwał na pokwitowanie, a w tym czasie przeglądał się w tytułowym lustrze. Krótko potem wrócił do siebie mając sprawę załatwioną. Jaka niezwykła była jednak jego uroda, skoro, jak czytamy:

stare lustro, które w swoim długim życiu
tak wiele widziało –
tysiące przedmiotów, tysiące twarzy –
to stare lustro jakże się radowało,
dumne, że piastowało w sobie –
przez kilka chwil – piękność zupełną.
(„Lustro w hallu”)

 

To miłość, która wydarza się (lub nie) przypadkiem. Tak jak przypadkiem kochankowie z wierszy Kawafisa się spotykają, tak nierozważny gest czy brak uwagi sprawiają, że nigdy nie spotkają się w miłosnych objęciach. W wierszu „Na schodach” podmiot schodzi ze schodów (prawdopodobnie budynku będącego miejscem schadzek osób homoseksualnych) i natyka się na innego mężczyznę, ale dla obu pojawienie się w tym miejscu to niezręczność i powód do wstydu, zatem czym prędzej odwracają od siebie głowy. Lęk zabetonował możliwość spotkania:

A przecież miłość, jakiej szukałeś, ja miałem dla ciebie;
miłość, jakiej pragnąłem, ty (…) mogłeś mi dać.
Nasze ciała dostrzegły się nawzajem i szukały jedno drugiego:
krew i skóra zrozumiały.

Ale ukryliśmy się obaj, spłoszeni.
(„Na schodach”)
Pojawia się też temat prostytucji („Sofista wyjeżdżający z Syrii”, „Dni 1909, 1910 i 1911”). W tym drugim wierszu pomocnik kowala wieczorami dorabiał sprzedając swoje ciało. Rozmyślał przy tym, czy w czasach antycznych byli chłopcy większej urody niż on.

 

I w końcu najpiękniejszy moim zdaniem utwór, który muszę zacytować w całości. Oto wśród książek leży dwudziestotrzylatek, który zamierzał oddać się lekturze. Zamierzał, ale teraz śpi znużony… To – tak myślę i odczytuję ten tekst – najpiękniejszy w literaturze ślad po analnym akcie miłosnym:

Zamierzał czytać. Leżą otwarte
dwie czy trzy książki: historycy i poeci.
Lecz zaledwie przez dziesięć minut czytał
i zaniechał. Na sofie teraz
na pół drzemie. Jest bez reszty oddany książkom –
ale ma dwadzieścia trzy lata i jest bardzo piękny,
a tego popołudnia Eros wniknął
w jego ciało idealne, w jego wargi.
W ciało jego, które jest pięknością samą,
wniknął żar miłości –
bez żadnej śmiesznej troski o formę rozkoszy…
(Zamierzał czytać…)
Na koniec, niejako w formie zachęty do sięgnięcia po poezję Konstandinosa Kawafisa wybór sześciu tekstów. Cztery pierwsze to typowe dla Kawafisa erotyki homoseksualne. Dwa ostatnie to wiersze podejmujące problemy egzystencjalne w taki sposób, że czytając je można mieć gęsią skórkę.

 

Antologia:

 

Ciało, pamiętaj…

Ciało, pamiętaj nie tylko to, jak bardzo byłoś kochane,
nie tylko posłania, na których leżałoś,
ale i te pragnienia, które ku tobie
jawnie pałały w oczach
i drżały w głosie – a jakaś
przypadkowa przeszkoda je udaremniła.
Teraz, gdy już to wszystko w przeszłość się zapadło,
wydaje się niemal, że i takim się oddałoś
pragnieniom – jak pałały,
pamiętaj, w oczach, które się wpatrywały w ciebie,
jak w głosie drżały ku tobie, pamiętaj, ciało.

 

Aby już pozostać

Musiała to być pierwsza w nocy
albo może pół do drugiej.
W kącie tawerny,
za drewnianym przepierzeniem. Nie licząc nas dwóch,
lokal był już zupełnie pusty.
Lampa naftowa słabo go oświetlała.
Spał, u drzwi, zmęczony kelner.

Nikt nas nie widział. A zresztą
tak się rozpaliliśmy, że ani nam w głowie
była jakakolwiek ostrożność.

Rozchyliły się ubrania – niewiele mieliśmy na sobie:
płonął cudowny lipiec.

Cieszenie się ciałem pomiędzy
półotwartym odzieniem: szybkie
obnażanie ciała. Ta wizja
dwadzieścia sześć lat przebyła. I oto przyszła,
aby pozostać już w tym wierszu.


Zamierzał czytać…

Zamierzał czytać. Leżą otwarte
dwie czy trzy książki: historycy i poeci.
Lecz zaledwie przez dziesięć minut czytał
i zaniechał. Na sofie teraz
na pół drzemie. Jest bez reszty oddany książkom –
ale ma dwadzieścia trzy lata i jest bardzo piękny,
a tego popołudnia Eros wniknął
w jego ciało idealne, w jego wargi.
W ciało jego, które jest pięknością samą,
wniknął żar miłości –
bez żadnej śmiesznej troski o formę rozkoszy…

Dni 1901

To w nim było wyjątkowe,
że pomimo całej jego rozwiązłości
i rozległego doświadczenia miłosnego,
i tego, że zazwyczaj odpowiadało
jego zachowanie się jego wiekowi,
zdarzały się chwile – oczywiście, bardzo rzadkie –
kiedy się mogło wydawać,
że jego ciało jest niemal dziewicze.

Jego dwudziestodziewięcioletnia uroda,
tak wypróbowana w rozkoszy,
mogła przedziwnie przypomnieć – bywały takie chwile –
chłopca, który trochę niezręcznie,
po raz pierwszy, czyste swe ciało oddaje miłości.

 

Miasto

Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś inne miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł podźwignął wreszcie z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat życia przeżył, stracił, roztrwonił”.

Nowych nie znajdziesz krain ani morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.
Nie ma dla ciebie okrętu — nie ufaj próżnym nadziejom —
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

 

Itaka

Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

Pragnij tego, by wędrowanie było długie:
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaką uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłową i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki –
ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
aby uczyć się i jeszcze się uczyć – od tych, co wiedzą.

Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej – twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.

Itaka dała ci tę piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki.

 

[wszystkie przekłady: Zygmunt Kubiak]

 

Literatura:

- K. Kawafis, Wiersze zebrane, Przełożył i opracował Zygmunt Kubiak, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981. Tu też cytowany esej Kubiaka Kawafis i jego Aleksandria.

- M. Yourcenar, Czarny mózg Piranesiego. Wprowadzenie w dzieło Konstandinosa Kawafisa, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2004.

 

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Halama (Walpurg)

Krzysztof Halama (Walpurg)

Bloger (Walpurg.pl, Walpdrive.pl), witkacolog-amator, w sztuce lubiący groteskę, w ludziach – indywidualizm, w partnerach – testosteron, zapalony eMKaeMowiec (miłośnik komunikacji miejskiej). Mimo wszystko mężczyzna. Życiowe motto: „Lepiej być kanciastym Czymś niż okrągłym Niczym” (C.F. Hebbel)

2 komentarzy do:Bezprawne rozkosze Konstandinosa Kawafisa




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa