Austria w Polsce?

Austria to dziwny kraj. Choć leży w niemieckojęzycznym obszarze językowym, dominującym wyznaniem jest w nim katolicyzm, a kościoły protestanckie mają znaczenie marginalne (niemieccy i szwajcarscy chrześcijanie dzielą się w zasadzie po równo). Kraj przynależy – geograficznie, ekonomicznie – do strefy zwanej Europą Zachodnią, a jednak społeczeństwo jest bardzo konserwatywne światopoglądowo, z tendencjami do prawicowego radykalizmu politycznego (to tu działał niesławny Jörg Haider). Nie rozliczyło się też nigdy porządnie ze swoją nazistowską przeszłością.

Dlaczego jednak kraj ten powinien nas zainteresować? Z ostatnich doniesień medialnych (gazeta.pl i rp.pl z końca marca) wynika, że PO głowiąc się nad tym, jakim by tu nas ochłapem uszczęśliwić w kwestii związków partnerskich, zamierza przyjrzeć się rozwiązaniom na Słowacji i w Austrii. Cóż, jeśli miałoby to być rozwiązanie austriackie, w zasadzie możemy się cieszyć. W zasadzie.

Homoseksualizm zdekryminalizowano w Austrii co prawda dopiero w 1971 roku, jednak już w 2004 roku zaczęto wprowadzać zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną – na początek w kodeksie pracy. Jeszcze wcześniej, bo w 1998 roku, wpisanie związków jednopłciowych do odpowiednich przepisów kodeksu karnego uczyniło z nich niemal „rodziny” – umożliwiono odmowę zeznań na niekorzyść partnera/partnerki. W 2003 roku, wskutek przegranej sprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, prawo austriackie zaczęło „widzieć” konkubinaty jednopłciowe. W 2005 roku po raz pierwszy partia parlamentarna (socjaldemokraci) przedłożyła projekt ustawy dotyczącej związków partnerskich. Ustawę przyjęto ostatecznie w 2009 roku, weszła w życie z dniem 1 stycznia 2010 roku.

 

Negocjacje polityczne

Jak wyglądała droga walki politycznej o związki? Na początek warto zorientować się, jak wygląda austriacka scena polityczna. Prym wiodą na niej socjaldemokraci (SPÖ) i chadecy (ÖVP), którzy w dwóch ostatnich wyborach (2006 i przedterminowe 2008) zdobyli mniej więcej po tyle samo głosów w parlamencie. Warto jednak zwrócić uwagę, że o ile w 2006 roku było to po około 40%, o tyle w 2008 roku poparcie dla obu partii spadło poniżej 30%. Do głosu doszła bowiem skrajna prawica – Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ) i Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii (BZÖ). Poparcie dla Zielonych utrzymuje się na równym poziomie – 10%.

Jak wspomniałam wcześniej, pierwszy formalny projekt ustawy o związkach partnerskich został złożony przez socjaldemokratów w 2005 roku. Związki partnerskie miały być dostępne wyłącznie dla par jednopłciowych, ich regulacje były zbliżone do tych dla małżeństw, wykluczona była tylko adopcja. Jednak już wcześniej podejmowano próby zmiany sytuacji par osób tej samej i różnej płci. Wysiłki te podjęli w latach 90-tych Zieloni, wzywając do reformy prawa małżeńskiego, która byłaby połączona z otwarciem tej instytucji na pary jednopłciowe. Jednocześnie postulowali stworzenie instytucji paktu cywilnego, również dostępnego dla par jedno- i różnopłciowych. Ta propozycja nie spotkała się jednak z zainteresowaniem.

Warto wiedzieć, że chadecy w 2007 roku w swoim dokumencie programowym opowiedzieli się za stworzeniem instytucji partnerstwa służącej prawnemu zabezpieczeniu par osób tej samej płci. Takie rozwiązanie miało być dostępne tylko dla par jednopłciowych i wyraźnie różnić się od małżeństwa, choćby zakazem adopcji. Opinie na temat tej propozycji były bardzo podzielone, ponieważ chadecy reprezentują konserwatywną i katolicką (oraz dość znaczną) część społeczeństwa austriackiego. Różnice dotyczyły jednak raczej nie meritum (czy?), co kwestii formalnych (ile i jak?).

W 2008 roku ministerstwa sprawiedliwości oraz zdrowia, rodziny i młodzieży, przygotowały projekt ustawy o „wspólnym pożyciu”, przewidujący bardzo ograniczone zabezpieczenie praw par jednopłciowych, jednak parlament nie zdążył się nim zająć przed przedterminowymi wyborami.

Rząd, który złożył w 2009 roku projekt ustawy o związkach partnerskich i błyskawicznie przeprowadził go przez całą procedurę legislacyjną, to rząd chadeków i socjaldemokratów.  Panuje opinia, że rząd nie przyjął ustawy z własnej woli politycznej, a w sytuacji zagrożenia skargą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i bardzo prawdopodobnym niekorzystnym wyrokiem. Inicjatorką projektu była partia socjaldemokratów, która jednak miała zbyt mało przedstawicieli w parlamencie, by samodzielnie przyjąć ustawę. Procedura negocjacji z partnerem koalicyjnym została jednakże rozpoczęta z bardzo niskiej pozycji startowej – od samego początku zakładano na przykład zawieranie związków tylko przez pary jednopłciowe i wykluczenie możliwości adopcji. Konieczne ustępstwa z takiego poziomu wyjściowego spowodowały, że ustawa jest dla wielu osób niezadowalająca. Część polityków partii Zielonych jest wręcz zdania, że przyjęte rozwiązania są zbyt dyskryminujące, by ustawę można było zaakceptować. Z tego powodu większość posłów i posłanek tej partii zagłosowała ostatecznie przeciwko przyjęciu ustawy o zarejestrowanych związkach partnerskich.

Działacze samej partii socjaldemokratycznej nie są również ostatecznie zadowoleni z kształtu ustawy i zapowiadają dalsze nad nią prace. Panuje jednak wśród nich powszechne przekonanie, że gdyby pozycja wyjściowa do negocjacji nie była tak niska i nie dokonano by szeregu dalszych ustępstw (np. w odniesieniu do medycznie wspomaganej prokreacji, przepisów przejściowych czy miejsca zawierania związku), ustawa w ogóle nie zostałaby przyjęta, ponieważ partner koalicyjny nie dopuściłby do złożenia jej projektu w parlamencie. Ostatecznie ustawę przyjęto głosami socjaldemokratów, chadeków, kilkorga parlamentarzystów Zielonych oraz – co ciekawe – kilkorga z prawicowej BZÖ. Miało to miejsce w grudniu 2009 roku, a już w styczniu 2010 roku ustawa zaczęła obowiązywać.

 

Rozwiązania prawne

Zanim zacznę wymieniać konkretne rozwiązania prawne, warto zwrócić uwagę na jeden ważny szczegół techniczny. Zarejestrowane związki partnerskie nie zostały w Austrii przyjęte przy wykorzystaniu tzw. klauzuli generalnej, tylko w drodze rozwiązania mieszanego. Mówiąc w uproszczeniu, zamiast przyjąć ustawę mówiącą, że zarejestrowany związek partnerski ma takie same skutki jak małżeństwo i wskazującą, gdzie występują różnice między związkiem a małżeństwem, wprowadzono liczne zmiany w poszczególnych przepisach kilkudziesięciu ustaw. Było to działanie o charakterze wyraźnie ideologicznym – chodziło o odróżnienie instytucji związku od instytucji małżeństwa. Doprowadziło to do wielu nieścisłości w przepisach, które trzeba było poprawiać w toku dodatkowych procedur.

Mimo tego rozdzielenia ideologicznego ustawa o zarejestrowanym związku partnerskim została oparta na ustawie o małżeństwie. Oznacza to, że schemat praw i obowiązków jest ten sam (nie powstała instytucja zupełnie odmienna, na przykład podobna do PACS-u). Występujące różnice są jednak znaczące, i zawsze na niekorzyść par jednopłciowych:

1. Zarejestrowany związek partnerski mogą zawrzeć wyłącznie osoby tej samej płci. Tę różnicę można uznać za dyskryminującą oba rodzaje par – pary jednopłciowe nie mogą zawrzeć małżeństwa, ale pary osób różnej płci nie mogą zawrzeć związku.

2. Osoby pozostające w związku partnerskim nie mogą adoptować dzieci. Niemożliwa jest również adopcja biologicznego dziecka partnera/partnerki oraz korzystanie z jakichkolwiek praw związanych z opieką nad takim dzieckiem (jak choćby zaliczenie czasu opieki do czasu pracy). Nie ma możliwości występowania w sprawach związanych z dzieckiem w imieniu rodzica biologicznego. Co ciekawe, biologiczny rodzic wychowujący dziecko i będący w związku partnerskim nie jest traktowany jak samotny, więc nie przysługują mu korzyści socjalne z tym związane, ale druga osoba w związku nie jest traktowana jak drugi rodzic i nie może korzystać z żadnych udogodnień (np. wzięcie dnia wolnego na opiekę nad dzieckiem). Paradoksalnie więc korzystniejsze może być niezawieranie związku, jeśli posiada się dzieci. Jeszcze większym paradoksem jest, że jeśli nie ma zawartego związku, rodzic niebiologiczny teoretycznie może adoptować dziecko partnera/partnerki – po zawarciu związku taka możliwość znika. Dziecko można również – teoretycznie – adoptować po śmierci rodzica biologicznego…

3. Nie ma możliwości korzystania z metod medycznie wspomaganej prokreacji. W Austrii nie mogą z niej korzystać ani kobiety samotne, ani kobiety pozostające w zarejestrowanym związku partnerskim. Prowadzi to oczywiście do istnienia szarej strefy nieformalnych dawców nasienia oraz skłania wiele kobiet do poddania się zabiegom in vitro za granicą. Pary jednopłciowe mogą jednak być rodzicami zastępczymi.

4. Część przepisów związanych ze świadczeniami socjalnymi jest mniej korzystna dla osób w związkach partnerskich niż dla małżonków (długość pobierania alimentów w niektórych przypadkach, renty wdowie z niektórych branżowych kas socjalnych, zasiłki rodzinne i opiekuńcze itp.).

5. Różnica symboliczno-ideologiczna – miejsce zawierania związku. W przypadku małżeństwa jest to urząd stanu cywilnego, z ceremonią, urzędnikiem w todze, świadkami itp. Zarejestrowany związek partnerski zawiera się w urzędzie odpowiadającym naszemu starostwu powiatowemu, bez świadków, „z marszu”, a ewentualna możliwość dodania bardziej ceremonialnej oprawy zależy wyłącznie od dobrej woli urzędu (w praktyce – rzadko występującej poza dużymi miastami). Drobne rozróżnienia prowadzą nieraz do absurdów, w tym dramatycznych – urzędnik nie może poświadczyć zawarcia związku w żadnym innym miejscu niż urząd (i więzienie), co wyklucza nie tylko romantyczną ceremonię np. na łonie przyrody, ale i dokonanie tego np. w szpitalu z ciężko chorym lub umierającym partnerem…

6. Różny minimalny wiek zawierania związku, niejasności w odniesieniu do uznawania związków zawartych w innych krajach Unii (tzw. „wzajemne uznawanie” to zmora całego prawodawstwa unijnego, zob. „Co daje Unia Europejska osobom LGBTQ? [2]”), obowiązek wierności zastąpiony „związkiem opartym na zaufaniu”, symboliczne różnice w nazewnictwie w dokumentach administracji i sądownictwa.

Co ciekawe, jedną z różnic między związkami partnerskimi na małżeństwami były również przepisy dotyczące nazwiska. Osoby zawierające małżeństwo mogą do swojego nazwiska dodać nazwisko żony/męża, z myślnikiem. Pierwotne zapisy ustawy o związkach przewidywały, że w związku można dodać nazwisko partnera/partnerki do swojego – ale bez myślnika. Konsekwencja jest oczywista – każdy, kto widzi imię z dwoma nazwiskami bez myślnika wie, że osoba ta zawarła związek, a nie małżeństwo. Automatyczny outing, a do tego kolejne wyraziste odróżnienie tych dwóch rodzajów instytucji. Na szczęście rozwiązanie to zostało uchylone wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, do którego złożono skargę.

 

Odbiór w społeczności LGBTQ

Jak można się domyślić, austriacka społeczność LGBTQ przyjęła możliwość zawierania zarejestrowanych związków partnerskich z radością. Przyczyny są oczywiste – możliwość zabezpieczenia prawnego osób bliskich, ułatwienia administracyjne, uznanie społeczne dla związków. Bardzo duże znaczenie miała możliwość zapewnienia prawa stałego pobytu w Austrii osobom spoza Unii.

Jednak ustawa spotkała się z olbrzymią krytyką, a najlepszym tego wyrazem był brak poparcia dla niej w debacie parlamentarnej przez przedstawicieli i przedstawicielki Zielonych. Najwięcej oburzenia wzbudziły dwa aspekty. Przede wszystkim miażdżącej krytyce poddano symboliczne aspekty odróżniające związek partnerski od małżeństwa, ten gest pokazania przez konserwatywną scenę polityczną osobom homo- i biseksualnym, gdzie ich miejsce, oddzielenia związku od „świętej instytucji małżeństwa”.

Krytykuje się również symboliczne rozdzielenie związków jednopłciowych i pojęcia rodziny – bo czymże innym są wszystkie rozwiązania odnoszące się (a raczej – nie odnoszące się) do dzieci? Brak możliwości stworzenia chronionej prawnie rodziny przez osoby tej samej płci mające potomstwo, brak wsparcia przy in vitro, brak zabezpieczeń prawnych dla dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe nie tylko piętnuje symbolicznie, ale też w zupełnie praktycznym wymiarze dyskryminuje sporą grupę społeczną oraz naraża na niebezpieczeństwo tych, których państwo powinno szczególnie chronić – czyli dzieci.

Partie polityczne po lewej stronie sceny politycznej zapowiadają walkę o ulepszenie ustawy. W Europejskim Trybunale Praw Człowieka toczy się postępowanie przeciw Austrii w związku z dyskryminacją par jednopłciowych przy adopcji. Pytanie tylko, czy w tak konserwatywnym kraju, na dodatek coraz mocniej skręcającym w prawo, są szanse na dalsze zmiany.

 

Ciekawostka:

Z dostępnych danych statystycznych wynika, że w ciągu pierwszych trzech lat od wprowadzenia instytucji zarejestrowanego związku partnerskiego z możliwości zawarcia go skorzystało 1524 par (705 w 2010 r., 386 w 2011 r. i 386 w 2012 r.). To dużo czy mało? (Austria ma 8,5 miliona mieszkańców.)

Banner „Wir wollen mehr” („Chcemy więcej. Otwórzcie małżeństwa! Wspierajcie tęczowe rodziny! Zakazać dyskryminacji!”) – ilustruje stosunek Socjaldemokratycznej  Organizacji Homoseksualistów SoHo do przyjętych rozwiązań w zakresie partnerstwa osób jednopłciowych. SoHo domaga się otwarcia instytucji małżeństwa dla osób homoseksualnych. Więcej na ten temat TUTAJ (tekst w j. niem.)

 

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

1 komentarz do: Austria w Polsce?

  • Bardzo mało. Szacując, iż orientacji homoseksualnej jest jedna osoba na sto (bardzo niski szacunek), iż jedna na dziesięć z tych osób jest w stałym związku (też niski szacunek), osób chętnych do zawarcia związku partnerskiego powinno być osiem i pół tysiąca, do daje cztery tysiące dwieście pięćdziesiąt par. Może homoseksualiści wcale nie chcą wchodzić w związki partnerskie?
    Co do krytyki, to dajcie sobie siana. Pragnienie czegokolwiek więcej nie byłoby wyrównywaniem nierówności, a żądaniem przywilejów. Ważny dla par z dziećmi z poprzednich związków fragment o adopcji dałoby się łatwo załatwić, wpisując do ustawy o adopcji fragment o pierwszeństwie w przypadku osób bliskich rodzicowi.
    Tak na marginesie, jeśli będziemy używać przymiotnika „dziwny” w stosunku do państw europejskich, zabraknie nam przymiotników do opisania Tajlandii, nie mówiąc już o Korei Północnej ;)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa