Rodzice jednoznaczni?

Muszę zastrzec zaraz na początku, że to będzie pean. Prawie-pean. Chcę bowiem przedstawić kilka refleksji na temat absolutnie pionierskiej w Polsce kampanii społecznej mówiącej o rodzicach osób LGB i skierowanej do tej grupy – „Rodzice, odważcie się mówić”. Kampanię zaanonsowaliśmy już entuzjastycznie na naszych łamach, tym chętniej, że wpisuje się w promowane przez nas myślenie o tym, że osoby LGBTQ trzeba pokazywać w szerszym kontekście, niż było to robione do tej pory, a mianowicie w relacji do rodziny i innych osób bliskich.

Takie przedstawienie jest ważne z dwóch względów. Po pierwsze, daje odpór dość powszechnemu w społeczeństwie obrazowi osoby LGBTQ jako wyalienowanej jednostki, niszczącej porządek społeczny, której nikt nie kocha i nie akceptuje (jakkolwiek idiotycznie to brzmi, taki właśnie obraz wyłania się z lektury prawicowych mediów a także – niekoniecznie anonimowych – debat na forach i na Facebooku). Po drugie, jest ważnym przesłaniem „do wewnątrz” naszej społeczności, przesłaniem wsparcia i miłości, pozytywnym wzorcem. Oczywiście u wielu osób może wywołać gwałtowne i bolesne uczucie zazdrości (sama padłam jego ofiarą)…

Kampania ugruntowuje pewien pozytywny schemat, model, do którego warto dążyć: osoba LGBTQ jako pełnoprawny, kochany i szanowany członek rodziny. Rodziny, która – jak mówią wszystkie sondaże i badania opinii publicznej w Polsce – jest kluczową wartością dla Polaków bez względu na wiek, sytuację materialną czy status społeczny. Taka jest specyfika naszego społeczeństwa, że przez całą swoją burzliwą historię Polak mógł znaleźć oparcie głównie wśród najbliższych – i na tę specyfikę odpowiedziała wreszcie kampania społeczna.

Oczywiście, zawsze znajdą się ludzie, którym będzie przeszkadzać ta „promocja” i którzy będą wyrażać obłudne współczucie dla rodziców tak dotkliwie skrzywdzonych przez los. Te głosy trzeba chyba ignorować, żeby nie nadawać im niepotrzebnej wagi dzięki rozgłosowi. Współczuję rodzicom – bohaterom i bohaterkom kampanii – że muszą ich wysłuchiwać i mam nadzieję, że byli na to przygotowani i nie dadzą się pognębić. Dużo większą wartością jest szansa zwrócenia uwagi rodziców osób LGBTQ, i tu przyznaję piątkę z plusem osobom tworzącym kampanię za wybranie dwóch najlepszych chyba sposobów dotarcia do pokolenia rodziców – bilbordy i media. Owszem, grupa naszych rodziców na pewno nie jest jednorodna pod żadnym względem, ale można założyć, że spora ich część ma słaby kontakt z Internetem. Kampania prowadzona tak jak na przykład W Związku z Miłością nie miałaby racji bytu. Tymczasem przekaz medialny, wizyty we wszystkich możliwych telewizjach śniadaniowych (gratuluję wytrwałości, bo w pewnym momencie straciłam rachubę wśród wszystkich programów radiowych i telewizyjnych, gdzie pojawili się rodzice z kampanii i Stowarzyszenia Akceptacja), wywiady w prasie – to ma szansę trafić tam, gdzie powinno.

Kiedy jednak głębiej zastanowiłam się nad tym, co to znaczy „gdzie powinno”, naszły mnie pewne wątpliwości. Podjęłam próbę zidentyfikowania grupy docelowej kampanii. Bo że kampania skierowana jest do społeczeństwa jako całości to oczywiste – na tym polegają kampanie społeczne. Ale grupa docelowa powinna być określona precyzyjnie, a jej granice powinny być wyraźnie widoczne w przekazie. Tymczasem z przekazu kampanii „Rodzice, odważcie się mówić” nie wynika to jasno. Z bilbordów/plakatów oraz z filmu mówią do nas rodzice bardzo wyraźnie wspierający swoje dzieci i afirmujący je. Energiczne matki, stanowczy ojcowie, którzy murem stoją za dziećmi, nie mają żadnych wątpliwości związanych z kwestią orientacji, a ich jedyną obawą jest bezpieczeństwo ich dzieci w świecie. Swoją postawą mają zachęcić innych rodziców, by – zgodnie z tytułem kampanii – nie wstydzili się mówić głośno o życiu, a więc i o orientacji, dzieci. To więc przekaz do rodziców im podobnych – którzy akceptują orientację swoich dzieci, ale nie mówią o niej na zewnątrz, może ze względu na jakieś obawy, a może po prostu dlatego, że nie mają świadomości, jak to ważne, i dla samych dzieci, i dla podnoszenia poziomu tolerancji w społeczeństwie. Z kolei treść strony internetowej kampanii wskazuje, że skierowana jest raczej do rodziców na wcześniejszym etapie drogi – zawiera bowiem sporo informacji podstawowych, na czele ze słowniczkiem pojęć oraz bardzo obszerną listą publikacji popularnonaukowych, raportów, beletrystyki, filmów itp. oscylujących wokół tematyki LGBTQ. Oczywiście, można powiedzieć, że porcja rzetelnej wiedzy nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ale sprawia to wrażenie pewnej niespójności.

Mam jeszcze jeden problem z kampanią, a właściwie z jej bohaterami i bohaterkami. Problem – to w sumie źle powiedziane, bo są dla mnie naprawdę bohaterscy, ale… Moim zdaniem o ile dobrze sprawdzają się w roli ideału, do którego należy dążyć (ileż osób LGBTQ nie westchnęło z zazdrości i nie zamarzyło o takich rodzicach?), o tyle dla wielu polskich rodziców nie są osobami, z którymi można byłoby się utożsamiać. Mam „przeczucie graniczące z pewnością”, że większość polskich rodziców nie ma żadnych znajomych gejów, wiadomość o homoseksualizmie dziecka przyjmuje jak katastrofę życiową, a na coming out reaguje „moje dziecko jest chore” lub „co powiedzą sąsiedzi”. Z jednej strony rozumiem ideę przedstawienia wzorca pozytywnego. Z drugiej brakuje mi bardziej realistycznych postaci, z którymi przeciętny rodzic mógłby się utożsamić. Mam nadzieję, że takie bardziej zbliżone do polskich realiów historie pojawią się w miarę trwania kampanii na jej stronie internetowej – do tego ma służyć zakładka „Historie czytelniczek i czytelników”.

Poza tymi dwoma zastrzeżeniami jednak – mój zachwyt kampanią jest wielki. Jest ciekawa, wizualnie dobrze zrobiona, nowatorska i odważna. Mówi się o niej, a to przecież kluczowe. Czas pokaże, jaki przyniesie oddźwięk – przede wszystkim czy rodzice poczują się zachęceni do kontaktu, czy będą się dzielić swoimi historiami, czy pojawią się chętni do kolejnej odsłony Akademii Zaangażowanego Rodzica. Trzymam kciuki.

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

2 komentarzy do:Rodzice jednoznaczni?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa