- homiki.pl - http://homiki.pl -

Piątek w piątek o uczelnianych awanturach

Głupota, często powtarzana, staje się faktem. Jakby faktem, ale w głowach ludzi staje się pewnikiem nie mniej nienaruszalnym od stałych matematycznych czy fizycznych. Zjawiskiem faktokształtnym są popularne od lat twierdzenia, jakoby katolicy byli w Polsce dyskryminowani. Jakby grupa większościowa mogła doznawać prześladowań od ledwie kilkuprocentowej grupy ateistów i przedstawicieli innych wyznań (chrześcijańskich i nie).

[1]Faktem autentycznym jest również pogląd, jakoby wszyscy zamożni ludzie byli złodziejami, a wszyscy politycy bez wyjątku – kłamcami. Niepoślednie miejsce w zbiorze uprawdopodobnionych głupot zajmuje pogląd lansowany przez Jarosława Kaczyńskiego (i powtarzany przez chór jego wyznawców, głośną garstkę posłów Solidarnej Polski i PJN, a także – o zgrozo! – mocno prawicowe skrzydło Platformy), że we współczesnej Polsce, gdzie w parlamencie na większości krzeseł rozsiadły się dwie prawicowe partie, dyskryminowana jest… prawica.

Zwolennicy tego poglądu uważają, że w przestrzeni publicznej dominuje lewicowo-liberalny mainstream, wspierany przez krajowe media (inspirowane przez obcy kapitał: unijny, a może  niemiecki – jak jeszcze niedawno zwykł mawiać prezes). Oczywiście w tym głównym nurcie nie starcza już miejsca dla opcji patriotycznej, a narodowa jest wręcz programowo sekowana. Wystarczy poczytać „wPolityce”, „Frondę”, „Uważam Rze”, by zetknąć się z lamentami dyskryminowanych konserwatystów w kraju rządzonym przez prawicę (w dodatku z dużym udziałem Kościoła katolickiego).

W tę lamentacyjną poetykę wpisują się komentarze do niedawnych wybryków narodowych smarkaczy na Uniwersytecie Warszawskim przed wykładem prof. Magdaleny Środy oraz w Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Technicznych w Radomiu, gdzie morowi chłopcy w drechach (m.in. z Młodzieży Wszechpolskiej) przepychali się z uczelnianą ochroną pod salą, gdzie odbywał się właśnie wykład Adama Michnika o – nomen omen – pułapkach demokracji. Z komentarzy wielu konserwatywnych dziennikarzy do obu wydarzeń można było się dowiedzieć, że nie ma się co oburzać, bo przecież młodzi ludzie upomnieli się o pluralizm na uczelniach. Nie wymyślono nic nowego – komentatorzy ci powtórzyli tylko słowa oświadczenia Niezależnego Stronnictwa Akademickiego, organizacji stojącej za chłopcami w kominiarkach:

…Lewacy i liberałowie próbują od zawsze w sposób totalitarny zawłaszczyć sobie przestrzeń publiczną do głoszenia swoich poglądów. Oświadczamy, że w ramach promowanej przez nich „równości” jako organizacja studencka będziemy zakłócać konferencję na uczelniach o charakterze lewicowym, aż do czasu kiedy nastanie prawdziwa „równość” i do debaty na uniwersytetach dopuszczone zostaną środowiska o poglądach narodowych i patriotycznych.

Stronę ludzi mylących pluralizm i naukową rzetelność z wolnością mówienia czegokolwiek w murach wyższych uczelni (łącznie z poglądami rasistowskimi, homofobicznymi, dyskryminacyjnymi) wzięło niedawno kilku socjologów. Otóż media cytują za PAP dr. hab. Jana Poleszczuka z Uniwersytetu w Białymstoku oraz dr. Łukasza Jurczyszyna z Zespołu Analizy Ruchów Społecznych, którzy uważają, że  to obie strony starcia ideologicznego powinny nauczyć się debatować. Drugi z uczonych sugeruje ponadto, że ekstremistom powinno pozwolić się na występy obok ludzi nauki: – Wymazanie pewnych środowisk z debaty publicznej może spowodować ich zejście do podziemia i w ogóle stracimy nad nimi kontrolę – ostrzegał w portalu Gazeta.pl dr Jurczyszyn.

Zawsze mi się wydawało – ale może się mylę – że kontrolą grup ekstremistycznych odwołujących się do przemocy zajmują się służby specjalne, a nie intelektualiści z wszechnic. Nie rozumiem też, w jaki sposób można by debatować w murach – na przykład Uniwersytetu Warszawskiego – z panami w kominiarkach, których jedynym argumentem są okrzyki „Pedały! Pedały!”, „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. W takiej debecie przeciwne grupy – nazwijmy je dla uproszczenia „lewacką” oraz „narodową” – miałyby się spotkać gdzieś w połowie ideowej drogi. Tylko gdzie to jest? W krótkiej perspektywie czasu żaden myślowy argument nie zwycięży na takiej arenie z uprzedzeniem i nienawiścią.

Niedobrze się stało, że w ubiegły poniedziałek odwołano spotkanie poświęcone związkom partnerskim, które miało się odbyć  na Uniwersytecie Gdańskim w ramach spotkań z cyklu „Europa bez fikcji”. Organizatorzy, Akademickie Centrum Kultury UG oraz DKF „Miłość Blondynki”, przestraszyli się, że ostatnie narodowe wybryki na innych uczelniach mogą się powtórzyć również w Gdańsku. Nie tędy droga do eliminacji przemocy na uniwersyteckich korytarzach. To właściwie przyznanie racji Ruchowi Narodowemu i dowód na to, że ich metody są skuteczne. Czy następnym razem, gdy na którymś uniwersytecie pojawią się nawiedzeni kreacjoniści, to odwoła się zajęcia z teorii ewolucji? To absurd!

***
Głupotą faktoidalną z ostatniej chwili jest demagogiczne twierdzenie prawicowych mediów, że warszawski magistrat rzekomo wspiera finansowo akcje Kampanii Przeciw Homofobii zamiast dawać na dzieci (chodzi o kampanię „Rodzice, odważcie się mówić [2]”). Dziecko to jeden z najczęstszych rekwizytów politycznych, którym maskuje się cynizm. „Zamiast dawać na biedne dzieci, dają na…” W wykropkowanie można wstawić cokolwiek. Moja propozycja to: „.. finansują gwiazdorskie tournée Kaczyńskiego po kraju”. Albo: „…wydają kasę na organizowanie konferencji pseudorządu pseudopremiera.”

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek [3]

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.