Piątek w piątek o uczelnianych awanturach

Głupota, często powtarzana, staje się faktem. Jakby faktem, ale w głowach ludzi staje się pewnikiem nie mniej nienaruszalnym od stałych matematycznych czy fizycznych. Zjawiskiem faktokształtnym są popularne od lat twierdzenia, jakoby katolicy byli w Polsce dyskryminowani. Jakby grupa większościowa mogła doznawać prześladowań od ledwie kilkuprocentowej grupy ateistów i przedstawicieli innych wyznań (chrześcijańskich i nie).

Faktem autentycznym jest również pogląd, jakoby wszyscy zamożni ludzie byli złodziejami, a wszyscy politycy bez wyjątku – kłamcami. Niepoślednie miejsce w zbiorze uprawdopodobnionych głupot zajmuje pogląd lansowany przez Jarosława Kaczyńskiego (i powtarzany przez chór jego wyznawców, głośną garstkę posłów Solidarnej Polski i PJN, a także – o zgrozo! – mocno prawicowe skrzydło Platformy), że we współczesnej Polsce, gdzie w parlamencie na większości krzeseł rozsiadły się dwie prawicowe partie, dyskryminowana jest… prawica.

Zwolennicy tego poglądu uważają, że w przestrzeni publicznej dominuje lewicowo-liberalny mainstream, wspierany przez krajowe media (inspirowane przez obcy kapitał: unijny, a może  niemiecki – jak jeszcze niedawno zwykł mawiać prezes). Oczywiście w tym głównym nurcie nie starcza już miejsca dla opcji patriotycznej, a narodowa jest wręcz programowo sekowana. Wystarczy poczytać „wPolityce”, „Frondę”, „Uważam Rze”, by zetknąć się z lamentami dyskryminowanych konserwatystów w kraju rządzonym przez prawicę (w dodatku z dużym udziałem Kościoła katolickiego).

W tę lamentacyjną poetykę wpisują się komentarze do niedawnych wybryków narodowych smarkaczy na Uniwersytecie Warszawskim przed wykładem prof. Magdaleny Środy oraz w Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Technicznych w Radomiu, gdzie morowi chłopcy w drechach (m.in. z Młodzieży Wszechpolskiej) przepychali się z uczelnianą ochroną pod salą, gdzie odbywał się właśnie wykład Adama Michnika o – nomen omen – pułapkach demokracji. Z komentarzy wielu konserwatywnych dziennikarzy do obu wydarzeń można było się dowiedzieć, że nie ma się co oburzać, bo przecież młodzi ludzie upomnieli się o pluralizm na uczelniach. Nie wymyślono nic nowego – komentatorzy ci powtórzyli tylko słowa oświadczenia Niezależnego Stronnictwa Akademickiego, organizacji stojącej za chłopcami w kominiarkach:

…Lewacy i liberałowie próbują od zawsze w sposób totalitarny zawłaszczyć sobie przestrzeń publiczną do głoszenia swoich poglądów. Oświadczamy, że w ramach promowanej przez nich „równości” jako organizacja studencka będziemy zakłócać konferencję na uczelniach o charakterze lewicowym, aż do czasu kiedy nastanie prawdziwa „równość” i do debaty na uniwersytetach dopuszczone zostaną środowiska o poglądach narodowych i patriotycznych.

Stronę ludzi mylących pluralizm i naukową rzetelność z wolnością mówienia czegokolwiek w murach wyższych uczelni (łącznie z poglądami rasistowskimi, homofobicznymi, dyskryminacyjnymi) wzięło niedawno kilku socjologów. Otóż media cytują za PAP dr. hab. Jana Poleszczuka z Uniwersytetu w Białymstoku oraz dr. Łukasza Jurczyszyna z Zespołu Analizy Ruchów Społecznych, którzy uważają, że  to obie strony starcia ideologicznego powinny nauczyć się debatować. Drugi z uczonych sugeruje ponadto, że ekstremistom powinno pozwolić się na występy obok ludzi nauki: – Wymazanie pewnych środowisk z debaty publicznej może spowodować ich zejście do podziemia i w ogóle stracimy nad nimi kontrolę – ostrzegał w portalu Gazeta.pl dr Jurczyszyn.

Zawsze mi się wydawało – ale może się mylę – że kontrolą grup ekstremistycznych odwołujących się do przemocy zajmują się służby specjalne, a nie intelektualiści z wszechnic. Nie rozumiem też, w jaki sposób można by debatować w murach – na przykład Uniwersytetu Warszawskiego – z panami w kominiarkach, których jedynym argumentem są okrzyki „Pedały! Pedały!”, „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. W takiej debecie przeciwne grupy – nazwijmy je dla uproszczenia „lewacką” oraz „narodową” – miałyby się spotkać gdzieś w połowie ideowej drogi. Tylko gdzie to jest? W krótkiej perspektywie czasu żaden myślowy argument nie zwycięży na takiej arenie z uprzedzeniem i nienawiścią.

Niedobrze się stało, że w ubiegły poniedziałek odwołano spotkanie poświęcone związkom partnerskim, które miało się odbyć  na Uniwersytecie Gdańskim w ramach spotkań z cyklu „Europa bez fikcji”. Organizatorzy, Akademickie Centrum Kultury UG oraz DKF „Miłość Blondynki”, przestraszyli się, że ostatnie narodowe wybryki na innych uczelniach mogą się powtórzyć również w Gdańsku. Nie tędy droga do eliminacji przemocy na uniwersyteckich korytarzach. To właściwie przyznanie racji Ruchowi Narodowemu i dowód na to, że ich metody są skuteczne. Czy następnym razem, gdy na którymś uniwersytecie pojawią się nawiedzeni kreacjoniści, to odwoła się zajęcia z teorii ewolucji? To absurd!

***
Głupotą faktoidalną z ostatniej chwili jest demagogiczne twierdzenie prawicowych mediów, że warszawski magistrat rzekomo wspiera finansowo akcje Kampanii Przeciw Homofobii zamiast dawać na dzieci (chodzi o kampanię „Rodzice, odważcie się mówić”). Dziecko to jeden z najczęstszych rekwizytów politycznych, którym maskuje się cynizm. „Zamiast dawać na biedne dzieci, dają na…” W wykropkowanie można wstawić cokolwiek. Moja propozycja to: „.. finansują gwiazdorskie tournée Kaczyńskiego po kraju”. Albo: „…wydają kasę na organizowanie konferencji pseudorządu pseudopremiera.”

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.

3 komentarzy do:Piątek w piątek o uczelnianych awanturach

  • „Jakby grupa większościowa mogła doznawać prześladowań od ledwie kilkuprocentowej grupy ateistów i przedstawicieli innych wyznań (chrześcijańskich i nie)”

    Problem w tym, że w pewnych środowiskach MOŻE.
    W dzieciństwie miałem problem z rówieśnikami przez to, że nie chodziłem na religię, a potem problem z tym, że chodziłem do protestanckiego kościoła. Jakoś mi się zakodowało że niekatoliccy chrześcijanie mają w Polsce przerąbane, więc z nie-chrześcijaństwem siedziałem cicho. Do czasu, aż zaczęto atakować w mojej obecności katolików.
    Ilekroć mówiłem gdzieś na FB – gdzie z definicji widzę głównie swoich znajomych i znajomych znajomych – że „katol” to mowa nienawiści, a obrażanie wierzących tylko dlatego, że są wierzący (np. poprzez wmawianie chorób psychicznych) jest nie w porządku, tylekroć ktoś zaczynał atakować mnie, zakładając, że też jestem katolikiem. Nie było to miłe. Zwłaszcza ze strony osób, które do mnie jako transa czy geja nic analogicznego by nigdy nie powiedziały, bo to byłoby przecież trans- i homofobiczne.
    Efekt jest taki, że w środowiskach lewicowych otwarcie mówię o pogaństwie. Jedyną reakcją jest zaciekawienie. Jakbym był katolikiem, traktowanoby mnie z dużym dystansem i agresywnie dopytywano o detale. Równocześnie wśród katolików na wszelki wypadek nie mówię nic.

    Proponowałbym uważać na „dyskryminacji nie ma”. To nośne. Tabloidowe. A tymczasem problem jest nieco bardziej złożony, bo nawet jeśli w skali kraju katolików jest bardzo dużo, to równocześnie w środowiskach lewicowo-feministyczno-LGBT katolicy stanowią mniejszość. Chętnie atakowaną.

  • meinglanz

    Panie Marcinie jest mi bardzo przykro, że w lewackich organizacjach jest Pan obrażany słowem „katol”. Ja nigdy z takim określeniem się w swojej obecności nie spotkałem. Widocznie towarzystwo, z którym zazwyczaj utrzymuję kontakty, nie gustuje w takich epitetach. Natomiast mimo że nigdy nie należałem do organizacji prawicowych, to rzucano pod moim adresem określenia „pedał”"ciota” i byłem nie tylko obrażany ale też bity, bo nie pasowałem do czyjegoś wzorca. Jako obywatel tego kraju nie mam takich praw jakie mają heteroseksualiści, a z moich podatków jest dotowany związek religijny, do którego nie należę i którego nie popieram. Dlatego jakikolwiek bardzo mnie martwi dyskryminacja katolickich członków przez lewackie organizacje, to jednak znacznie bardziej niepokoi mnie sytuacja nie-katolików w tym podobno neutralnym światopoglądowo kraju.

    • Twoja wypowiedź bardzo uprzejmie i dyskretnie neguje moją.
      Uważam, że w przeciwdziałaniu dyskryminacji (tak jak w przeciwdziałaniu przemocy) próby licytacji, kto ma gorzej, są bezsensowne – dyskryminacja to dyskryminacja, a przyzwolenie na dyskryminację danej grupy (tak jak przyzwolenie na przemoc) sprawia, że grupa dyskryminowana jest bardziej.
      Głównie dlatego protestuję na etapie „katoli”, wyśmiewania, dystansu i wmawiania chorób psychicznych. Dynamika relacji między jednostkami i grupami sprawia, że nie zawsze tylko jedna strona konfliktu jest ofiarą, a przeciwdziałanie dyskryminacji osób niewierzących/niekatolickich/LGBT przez KRK i zwolenników bardzo lubi zamieniać się w walkę z katolikami (bo dla niektórych to synonimy).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa