Piątek w piątek: Lech plecie androny

Od kilku dni antybohaterem głównych mediów nad Wisłą jest Lech Wałęsa, który wskazał nam miejsce „w ostatniej ławie, a najlepiej za murem”. To smutne, że ten weteran walki z komuną, noblista i pierwszy prezydent wybrany w demokratycznych wyborach najchętniej widziałby nas w miejscu, gdzie nie wchodzilibyśmy zdrowemu moralnie narodowi na głowę. Nie widzę usprawiedliwienia dla tych słów.

Lech Wałęsa znany jest z tego, że chlapie ozorem na prawo i lewo, a umiejętności w zakresie kształtowania politycznego wizerunku ma znikome, jeśli nie żadne. Z dość prostackim rozumieniem demokracji laureat pokojowego Nobla objawił się już w latach 90., gdy dwukrotnie pełnił najwyższy urząd w państwie (słynne „wojny na górze”, dzielenie środowiska dawnej opozycji, budowanie prezydenckiego dworu, stosunek do opozycji, etc), dlatego jego publiczny wyskok z ubiegłego piątku w ogóle mnie nie zaskoczył. Zasmucił jednak, bo przecież wciąż jest solidarnościowym mitem (choćby nawet przykurzonym), weteranem walki o prawa człowieka, noblistą, byłym prezydentem niepodległej Rzeczypospolitej.

Dodatkowo jest Wałęsa polską wizytówką za granicą, w ostatnich latach być być może bardziej podziwianą tam niż nad Wisłą. Dlatego nie bagatelizowałbym wypowiedzi Wałęsy, jak to robią niektórzy komentatorzy polityczni, a także część moich znajomych. Byłego prezydenta nie usprawiedliwia to, że „jest z innej epoki”, w której homo był dziwolągiem z innej planety, nie zaś obywatelem. Nie tłumaczy go również gorąca krew, „chlapanie ozorem” i popędliwość w wydawaniu kategorycznych sądów. Ani to, że jako chodząca ikona weterana „walki z komuną” ma autorytet i jako autorytet się wypowiada. Lech Wałęsa zapomniał bowiem (a może nigdy tego nie pojął), że nawet autorytet nie ma patentu na nieomylność. Oczywiście obywatel Wałęsa ma prawo nie lubić homoseksualistów, brzydzić się nimi (nami), a nawet widzieć ich „w ostatniej ławie albo za murem”. Jako osoba publiczna – mit, noblista, były prezydent (tak, będę to powtarzać!) – powinien być jednak bardziej wstrzemięźliwy w słowach. Dla okiełznania polityków bez empatii, za to z rozdętym ego, cywilizowane społeczeństwa wytworzyły „polityczną poprawność” – taką etykę dla idiotów.

Byłyby słowa Wałęsy mnie gorszące, gdyby po niefortunnych wypowiedziach wycofał się z nich rakiem. Tak się jednak nie stało, bo Lech – jak McGyver lub Chuck Norris – nigdy nie oddaje pola i w każdej sytuacji będzie się uparcie bronił „do krwi ostatniej kropli z żył”. Rozśmieszyło mnie to, że były prezydent uczynił z siebie rzecznika większości, stwierdzając, że stoi za nim naród, który go popiera w tęczowych kwestiach. Jako dowód wskazał rzekomo niezliczone wyrazy poparcia spływające doń zewsząd. Można się domyślić, że słowa uznania płyną z takich środowisk jak NOP, ONR, Młodzież Wszechpolska, kibole, które uwielbiają skandować na ulicach (i uniwersytetach) hasła „pedały do gazu”.

Smuci mnie, że żywy mit, noblista, były prezydent upiera się przy swoich głupich słowach o miejscu „w ostatniej ławie, a nawet za murem”, bo przed 30 laty komunistyczna władza miała takie samo marzenie, aby Wałęsę i całą opozycję demokratyczną wysadzić gdzieś do ostatniej ławy albo za mur. W sporej części to się zresztą udało – wielu działaczy KOR i NBSZZ „Solidarność” dostało wówczas od władzy bilet w jedną stronę i udało się na emigrację. Ale i w dzisiejszych czasach są kraje, gdzie mniejszości znają swoje miejsce w ciemnym kąciku i nie wchodzą na głowę rządzącej większości.

Przykład? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu – Iran i chrześcijanie (10 proc. populacji), którzy w islamskiej teokracji nie mają raczej łatwego życia. Znają swoje miejsce. Nie narzucają się zdrowej większości. Z historii też znamy przypadki, gdy mniejszość najpierw była odsuwana na margines, a następnie zamykana „za murem” – i to dosłownie, bo w gettach. Nie sądzę, żeby Lech Wałęsa te dwa rozwiązania uważał za wzorcowe – wprost przeciwnie, mimo wszystko wierzę w jego „chłopski rozum” i wyczucie dziejącej się krzywdy. Niestety z tej umiejętności mit, noblista, prezydent tym razem nie skorzystał.

(fot.: MEDEF)

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.

3 komentarzy do:Piątek w piątek: Lech plecie androny




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa