Jest debata czy szczwalnia?

W XVIII-wiecznej Warszawie niezwykłą popularność zdobyło sprowadzone z Wiednia widowisko rozrywkowe zwane „szczwalnią” lub „hecą”. Polegało ono najogólniej mówiąc na tym, że na arenie specjalnie wybudowanego amfiteatru napuszczano na siebie umiejętnie rozjuszone dzikie zwierzęta. Zgromadzona publiczność, złożona z przedstawicieli rozmaitych warstw społecznych, a niekiedy nawet i członków dworu królewskiego, klaskała i wyła z radości, obserwując jak „bestie” rozszarpują się na strzępy.

Ten zapomniany zwyczaj przyszedł mi na myśl pod wpływem obserwacji tego, jak w ciągu ostatnich kilku tygodni media głównego nurtu traktują temat osób LGBTQ. Okazuje się bowiem, że choć od czasów świetności amfiteatru mieszczącego się przy ul. Brackiej minęły trzy wieki, to gusta wielkomiejskiej publiki wcale się nie zmieniły. Różnice można dostrzec jedynie w sztafażu i osobach aktorów tych przedstawień. Drewnianą budę zamieniono na przestronne studia telewizyjne, w role hecmajstrów, czy też szczwaczy, wcielili się gospodarze popularnych programów publicystycznych i informacyjnych, natomiast za dziczyznę – która znajduje się dziś pod ochroną prawa i w związku z tym nie można jej wykorzystywać w podobnych widowiskach – robią ludzie.

By oddać niepokojącą skalę tego zjawiska, przytoczę tylko kilka przypadków, które zarejestrowałem w ciągu minionego tygodnia:

- poseł rządzącej partii, sam należący do mniejszości etnicznej, oświadcza w jednym z wiodących programów publicystycznych, że zezwolenie na zawieranie związków przez gejów i lesbijki grozi tym, że pedofile doprowadzą do obniżenia wieku inicjacji seksualnej (oprócz zastosowania specyficznej logiki zrównał orientację seksualną z pedofilią);

- minister sprawiedliwości – zawzięty homofob – zachowuje stanowisko w rządzie i z radości wygłasza przy tym tyradę, w której mój długoletni związek z mężczyzną, którego kocham, nazywa „paramałżeństwem” nie zasługującym na rzekome „przywileje” (cudzysłów zastosowałem dlatego, że minister mianem przywilejów określa podstawowe prawa człowieka do ochrony jego życia rodzinnego, zapisane w konstytucji i konwencjach międzynarodowych);

- były prezydent, legendarny przywódca „Solidarności” i laureat pokojowej Nagrody Nobla oświadcza, że homoseksualiści powinni mieć tylko 1 procent praw, bo w społeczeństwie jest ich 1 procent, a jeśli już dostaną się do Sejmu, to powinni siedzieć poza salą obrad za ścianą. Po fali krytyki, która na niego za wypowiedzenie tych haniebnych słów spadła, następnego dnia nie dość że odmawia odwołania ich i choćby symbolicznego przeproszenia dotkniętych tą wypowiedzią osób, to jeszcze podtrzymuje swoje stanowisko, argumentując, że jest wyrazicielem opinii większości Polaków. Na dowód przytacza wyrazy poparcia, które otrzymał od internautów. Wśród nich m.in. takie: „Również jestem zdania, że pedały i lesbijki to ludzie chorzy na własne życzenie. To zboczeńcy, niech sobie spokojnie żyją, a nie domagają się publicznego okazywania dewiacji”;

- radiowa „Trójka”, stacja raczej niesłynąca z radykalnych wystąpień politycznych, przeprowadza w jednej ze swoich audycji sondaż „Czy przeszkadzają ci homoseksualiści w przestrzeni publicznej?”. Zupełnie jakby chodziło o wolnostojące kontenery na śmieci, przydrożne toi-toie albo płachty reklamowe zasłaniające ludziom okna, a nie o żywych ludzi posiadających pełnię praw obywatelskich. Przedstawicielka stacji tłumaczy potem, że to miało sprowokować słuchaczy do refleksji nad zgubnymi skutkami homofobii. Mnie sprowokowało, owszem, do kolejnych w tym tygodniu rozmyślań o emigracji. Ciekawe, czy zdaniem pani redaktorki do refleksji o antysemityzmie miałby skłaniać sondaż „Czy przeszkadzają ci Żydzi w przestrzeni publicznej?”.

A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Co gorsza, wszystkie te wydarzenia ze stoickim spokojem relacjonują opiniotwórcze media. Dziennikarze prowadzący popularne programy publicystyczne, tacy jak Tomasz Lis czy Monika Olejnik, bez cienia żenady i bez jakiejkolwiek refleksji nad stroną etyczną takiego postępowania sadzają naprzeciw siebie radykalnych oszołomów głoszących skrajne poglądy i ludzi, którzy próbują się domagać poszanowania elementarnej godności i przestrzegania podstawowych praw obywatelskich. A gospodarze pozwalają, by ci pierwsi w świetle kamer i przed milionową publicznością wyżywali się na tych drugich i obrzucali ich najplugawszymi wyzwiskami oraz snuli obrzydliwe insynuacje na ich temat. Krew się wprawdzie nie leje, ale…

O żadnej rzetelnej debacie na temat związków partnerskich czy sytuacji osób LGBTQ w Polsce w takich warunkach mowy być nie może. Widowiska te, bo programami publicystycznymi nazwać ich jednak się nie godzi, służą – podobnie jak przed laty – innemu celowi: wyzwoleniu u publiki najniższych emocji płynących z obserwacji przemocy i cudzego upodlenia.

Dlatego nie cieszy mnie wcale obfitość tematyki LGBTQ w mediach głównego nurtu i rzekomo podjęta przez te media debata. Atmosfera, w jakiej się to odbywa, intensywność, z jaką do głosu dochodzą homofobi i poklask, który przy tym zyskują, wydają mi się przytłaczające. Owszem, proceder taki od lat uprawiają media kojarzone z radykalnymi środowiskami prawicowymi, katolickimi i konserwatywnymi, ale jego obecność w programach TVP, Polsatu czy TVN budzi mój niepokój. Uważam, że w mediach tych dzieje się coś bardzo niedobrego, a rozmiar tego zjawiska jest niepokojący. Od ilości informacji dalece ważniejsza jest bowiem ich jakość i sposób, w jaki są podawane. Popularne powiedzenie, że nieważne co mówią, byle by mówili, jest w tym przypadku wyjątkowo nietrafne.

Przynoszące organizatorom krociowe zyski „hece” z czasem, jak pisał Antoni Magier, „sprzykrzyły się powszechnie i mało na nie znajdowało się lubowników”. Pozostaje mieć nadzieję, że taki koniec spotka również ich dzisiejszą odmianę.

 

 

 




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa