Wielopłciowa Europejka Grodzka, czyli: żaby kontra autostrady

I.

Od dawna wiem, że trzynastego trzeba uważać. Ostatnio dowiedziałem się, że trzynastego lutego należy zachować szczególną ostrożność. Tego dnia może się bowiem zdarzyć dosłownie wszystko. A „wszystko”, to niedobrze – jak mawiał pewien przedsiębiorczy człowiek.

Nieświadom ogromu ryzyka związanego z dalekimi wyprawami wyruszyłem na peryferie Mokotowa i minąwszy ulicę Woronicza znalazłem się w rejonie, do którego dociera prasa zagraniczna, czyli wydawany w Wołominie dwutygodnik „Dobry Znak”. Ktoś mógłby powiedzieć, że Wołomin to nie taka znów zagranica, że na Białoruś to stamtąd jeszcze kawał drogi. Owszem, patrząc na mapę można stwierdzić, że Wołomin dzieli od Mińska Białoruskiego dobre pięćset kilometrów. Jednakże odległość mentalna zdaje się być znacznie mniejsza.

Sięgnąłem po „Dobry Znak” zwabiony umieszczoną na pierwszej stronie fotografią przedstawiającą pruskich żołnierzy w pikielhaubach. Takie fotografie budzą we mnie wielki sentyment ze względu na pamięć o ciotecznym dziadku (mam na myśli stopień pokrewieństwa, nie orientację) Leonie, w młodości żołnierzu Wehrmachtu. Podobno kolegował się z dziadkiem naszego premiera, choć nie jest prawdą, że razem uciekali spod Stalingradu.

Wracajmy jednak do fotografii. Przeczytałem słowa wydrukowane pod nią grubą czcionką: Europa zmienia się. To, co wydawało się oczywiste – jedność i współpraca narodów europejskich zaczyna być kwestionowane. Tak, teraz już wiedziałem, że lektura pisma będzie dla mnie dużym przeżyciem. Zagłębiłem się więc w jego treść.

Na drugiej stronie powitał mnie artykuł Mariusza Gazdy, redaktora naczelnego „Dobrego Znaku”, a przede wszystkim prezesa zarządu SKOK Wołomin, zatytułowany Niebezpieczne związki. Autor stwierdza na wstępie, że: Statystyki demograficzne związane z orientacją psychoseksualną są trudne do ustalenia. Niestety, w tekście nie znajdujemy wyjaśnienia, na czym polegały trudności w tajemniczym procesie „ustalania” statystyk demograficznych. W zamian naczelny Gazda uświadamia nas, że:

Według badań przeprowadzonych w krajach zachodnich orientację homoseksualną deklaruje 1,4 % kobiet i 2,8 % mężczyzn. Podawanie wyższych danych jest nieuzasadnione i najczęściej ma cel manipulacyjny w stosunku do opinii publicznej. Jeśli rozejrzymy się wokół siebie, to osób o takiej orientacji za wiele nie zobaczymy.

Doprawdy nie wiem, po czym rozpoznaje się w Wołominie osoby „o takiej orientacji”? Domyślam się natomiast, jak „taką orientację” określa się tam zaraz po jej rozpoznaniu. Jestem także pewien, że wołomińscy geje robią wszystko, by nie zostali „zobaczeni”. Ja na ich miejscu w ogóle bym udawał, że mnie nie ma. Czytajmy jednak dalej i zapoznajmy się z wywodami redaktora naczelnego, który z godną podziwu wnikliwością wtajemnicza nas w naturę i historię homoseksualizmu:

Homoseksualizm nie jest niczym nowym i nie jest oznaką postępu. Zachowania homoseksualne znane i opisane były już w czasach biblijnych. Współczesny człowiek niczego więc nowego nie wymyślił.

Jakże piękne słowa i jakże prawdziwe. Tuż po nich Mariusz Gazda zdradza nam, dlaczego zajął się problemem:

To, co ostatnio dzieje się w Sejmie i w polskich mediach przekracza wszelkie granice proporcji. Obserwując rozmiar, powszechność i natężenie dyskusji wydawać by się mogło, że związki osobników o tej samej płci dotyczą większości społeczeństwa [...]. Tolerancja i demokracja to jedno, a dyktatura to drugie. Nikt nie chce i nie prześladuje homoseksualistów. Przepraszam, ale pod kołdrę nikomu, a tym samym i homoseksualistom, zaglądać nie mam ochoty. Niech to zostanie ich słodką tajemnicą.

Przeczytawszy ten akapit wyobraziłem sobie pana redaktora zaglądającego pod moją kołderkę i… trzymam go za słowo! Niech każdy z nas pozostanie przy swych słodkich tajemnicach. Przecież to nie one są problemem dla redaktora Gazdy, lecz homoseksualne zagrożenie dla polskiej demokracji:

Demokracja jest to wola większości, a tu próbuje nam się wmówić, że 2 % społeczeństwa ma prawo narzucać reszcie swoje poglądy i sposoby zachowań. To jakiś absurd! Zwyczajnie idziemy w kierunku dyktatury. Niedługo wstyd będzie przyznać się do posiadania normalnej, tradycyjnej rodziny, a może i kary państwo za to nałoży.

Wizja mrożąca krew w żyłach. Drżyjcie mieszkańcy Ziemi Wołomińskiej! Oto homoseksualna mniejszość próbuje pozbawić 98-procentową większość społeczeństwa szczęścia na łonie normalnej rodziny i narzucić jej związki partnerskie. Drżyjcie Wołominianie! Może już niedługo, gdy tylko Janusz Palikot zostanie premierem a Szymon Niemiec prymasem, będziecie musieli ukrywać swe heteroseksualne związki i dla zachowania pozorów zawierać małżeństwa z osobami tej samej płci. Ukrywając prawdę przed sąsiadami i znajomymi będziecie szukać prawdziwej miłości w Internecie lub w jakimś klubie w Warszawie. A wszystko to po to, by nikt was nie zobaczył, by uniknąć kpin, wyzwisk i szykan ze strony nietolerancyjnych gejów i agresywnych lesbijek.

Zaprawdę straszliwa wizja. Apokalipsa! A przecież obowiązujące prawo „wystarcza do zapewnienia dziedziczenia” i gwarantuje „dostęp do informacji medycznej, odwiedziny w szpitalu”. Zapewnia nas o tym naczelny Gazda, w gruncie rzeczy życzliwy związkom osób tej samej płci, kończący swe rozważania dobrotliwą uwagą: Jeżeli potrafią z takiego związku urodzić dzieci – to niech mają również dzieci.

 

II.

Po lekturze tych słów nie miałem już wątpliwości, że znalazłem się w INNEJ rzeczywistości. Z tym większym zainteresowaniem czytałem więc dalej. Senator Jan Maria Jackowski w artykule Parytety w spółkach jedynie dotknął interesującego mnie problemu, ale za to z jaką rzeczowością i przenikliwością:

Problemem jest, że Polska i oficjalne instytucje europejskie w kwestiach związanych z płcią oraz rodziną są zainfekowane radykalną odmianą ideologii równouprawnienia i teorią płci kulturowej (gender), które są pokłosiem inspirowanego marksizmem lewicującego feminizmu.

Tako rzecze senator Jackowski, a jego wnioski końcowe odnoszące się do parytetów są równie mocne:

Pozostaje to w sprzeczności z Konstytucją RP, gdzie kobiety i mężczyźni powinni mieć równe prawa, a nie identyczną liczbę identycznych krzeseł.

Dodajmy do tego, że na przykład krzesła z Ikei są w ogóle sprzeczne z Konstytucją RP, podobnie jak związki partnerskie. Nie wierzycie? Spytajcie ministra Gowina!

Tuż pod tekstem Jackowskiego znalazły się rozważania Aleksandry Jakubowskiej na temat Czy rząd ma zaskórniaki?. Problem z pozoru odległy od ustawy o związkach partnerskich. Ale tylko z pozoru. Redaktor Jakubowska nie omieszkała bowiem choćby w jednym zdaniu nawiązać do sprawy tak bardzo absorbującej publicystów „Dobrego znaku”. Niegdysiejsza „Lwica lewicy” pisze tedy tak:

A działo się ostatnio niemało, budząc u jednych oburzenie, u drugich – wesołość, a wreszcie u trzecich – przekonanie, iż naszych przedstawicieli w sejmie tak na prawdę chyba wybierały zielone ludziki, bo kto o zdrowych zmysłach większości z nich powierzyłby losy kraju? W cieniu zamieszania ze związkami partnerskimi zupełnie niezauważalnie, głosami rządzącej koalicji i przy sprzeciwie całej opozycji, odrzucono projekt ustawy zabraniający rządowi pozbycia się większościowych udziałów w rafinerii Lotos.

Święta prawda! Dodajmy do tego „lub czasopisma” i wszystko będzie jasne: Polską od dawna rządzą kosmici. Jeśli oglądaliście „Gwiezdne jaja”, to wiecie którzy.

A teraz oddajmy głos niezrównanemu Janowi Pietrzakowi, który w tekście Tematyka płciowa dzieli rząd łączy w typowy dla siebie sposób satyrę z publicystyką:

Tysiąc ważniejszych spraw jest do rozstrzygnięcia w parlamencie, ale nie budzą one takich emocji jak kwestia: kto z kim, na podstawie jakiego formularza może się migdalić, w jakim związku.

W głębi tekstu znajduję prawdziwą perełkę politycznie zaangażowanego dowcipu:

Karierę w mediach robi pani Anna Grodzka, wielopłciowa Europejka.

Tyle się pan Pietrzak natrudził, wespół z kolegą Reaganem, „żeby Polska była Polską”, a tu takie coś!

Ale dajmy temu pokój i czytajmy dalej. Oto przed nami artykuł redaktora Rafała Pazio, byłego wicestarosty wołomińskiego, który najwyraźniej postanowił, że nie będzie gorszy od redaktora naczelnego i przeanalizuje równie dogłębnie jak on zagrożenia społeczne związane ze związkami partnerskimi. Swe wywody, zatytułowane Niszczenie pojęć czy nowoczesność?, otwiera stwierdzeniem:

To wprost niezrozumiałe, dlaczego tyle energii politycy eksploatują, aby podnieść rangę tzw. związków partnerskich, m.in. konkubinatów, nad tradycyjnie pojmowaną rodziną. I jeszcze powiedzą, że jeśli tego nie popierasz, to jesteś zacofany.

Ciekawie napisane, prawda? I jakże oryginalne pod względem stylistycznym! Nieco dalej redaktor Pazio szczerze ubolewa: Dziś człowiek musi się nauczyć, jak odróżnić transseksualistę od transwestyty, bo będzie sztorcowany. Swe krytyczne stanowisko wobec związków partnerskich uzasadnia obszernym nawiązaniem do poglądów Stanisława Michalkiewicza. Jeśli ich jeszcze nie znacie, to proszę bardzo:

Dzisiaj, w rezultacie prób instytucjonalizacji tak zwanych związków partnerskich, które od rodziny różnią się tym, że ich podstawowym celem jest dostarczanie uczestnikom usług seksualnych, a nie uzyskanie potomstwa – pojęcie rodziny ma zostać rozmydlone, aż do całkowitej utraty wszelkiego znaczenia.

 

III.

Przeczytawszy „Dobry Znak” do połowy byłem bliski wniosku, że mam do czynienia z pismem wręcz zainfekowanym problematyką związków partnerskich i homoseksualności. Pomyślałem nawet, że może to być efektem podstępnych działań głęboko zakonspirowanego wołomińskiego lobby homoseksualnego, które pod płaszczykiem obrony tradycyjnych wartości postanowiło przemycić sporą dawkę informacji o problematyce LGBT. Ale niebawem okazało, że moje podejrzenia są wyłącznie przejawem typowo gejowskiego braku obiektywizmu. Zrozumiałem to czytając zamykające pismo Patriotyczne refleksje Stefana Lewandowskiego ku naprawie Rzeczpospolitej. Ich autor w prostych lecz dobitnych strofach przekonuje czytelnika, że:

Wzrost demograficzny narodu od stuleci stymulują rodziny,
Który obecnie został zahamowany przez singli i konkubiny.

Zdaniem wieszcza:

Podstawowym warunkiem wyborczej demokracji
Jest przestrzeganie międzypokoleniowej rotacji.

To tylko niewielkie próbki poetyckiego wywodu, uzasadniającego główne przesłanie wiersza:

Im więcej partnerskich spółek konkubentów
Tym wyższe kwoty zaległych alimentów

Muszę jednak przyznać, że zamykające utwór strofy zaskakują przeciętnego czytelnika:

Dla ochrony środowiska naturalnego wegetacji żaby
Rząd zrezygnował z budowy niejednej autostrady.

Nic dodać, nic ująć. Przecież od dawna wiadomo, że:

Żaby
Na aby-aby.

Spodziewam się, że zespół redakcyjny „Dobrego Znaku” uda się niebawem nad brzegi ojczystej rzeczki Czarnej, by dogłębnie zbadać to zagadnienie i przedstawić wyniki swych dociekań w kolejnym demaskatorskim numerze pisma.

 

 

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Paweł Fijałkowski

Paweł Fijałkowski

archeolog i historyk; zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce, historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz homoerotyzmem w starożytnej Grecji i Rzymie; autor książek: „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym” (2007), „Homoseksualizm. Wykluczenie – transgresja – akceptacja” (2009).




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa