Biała Lilia

Pod koniec stycznia nakładem wydawnictwa Yumegari ukazała się „Antologia Białej Lilii” – zbiór opowiadań o tematyce miłości lesbijskiej nadesłanych na konkurs zorganizowany przez wydawnictwo przy współpracy z portalem Yuri.pl

I w tym momencie zatrzymałam się, nie wiedząc, co dalej napisać. Zbiór stanowi problematyczny materiał do recenzji z kilku różnych powodów. Po pierwsze, przypadkowy czytelnik po przeczytaniu zdania wstępnego może odnieść wrażenie, iż będzie miał do czynienia z opowieściami lesbijskimi a’la „Słowo na L”. Otóż nie. Przede wszystkim większość spośród dziewięciu zamieszczonych opowiadań należy do szeroko pojmowanej fantastyki: mamy tu i fantasy, i magiczny realizm, i science fiction, przy zaledwie dwóch opowiadaniach typowo obyczajowych. Po drugie, źródło inspiracji dla autorów stanowi yuri – gatunek mangi poświęcony romansom lesbijskim, w którym najwięcej uwagi poświęca się uczuciom bohaterek i wątkom romantycznym, często pomijając kontekst społeczny fabuły. Dlatego też dla bohaterek problem stanowi pytanie „Czy ona odwzajemnia moje uczucia?” zamiast „Czy rodzina mnie zaakceptuje?”. Z tego powodu sytuacje takie jak coming out czy homofobia są w tym zbiorze (za wyjątkiem jednego opowiadania) nieobecne.

Wreszcie, trzeci problem. Autorzy zamieszczonych opowiadań to debiutanci. Chociaż wielu z nich publikowało swoje opowiadania w Internecie, a Vanitachi jest najbardziej twórczą autorką doujinshi (fankomiksów) w Polsce, są to osoby, których dzieła nie były wcześniej wydawane. (Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż autorzy często obok własnego nazwiska podają pseudonim, pod jakim publikują w Internecie). Z tego też powodu antologia kojarzy mi się z fanzinem – niskonakładowym magazynem publikowanym samodzielnie przez fanów określonej tematyki – który to gatunek jest obecnie w naszym kraju w zaniku. Ze względu na swoją „amatorskość” opowiadania publikowane w fanzinach poddawane są łagodniejszym kryteriom przed publikacją. Nie mówię, że opowiadania są złe, jednakże w połowie z nich da się wyczuć pewne zgrzyty w doborze słów, czy sztuczność wypowiedzi. Coś takiego łatwo może zrazić czytelników nawykłych do lekkiego pióra i błyskotliwych dialogów.

O czym zatem przeczytamy w antologii?

Notatnik Karoliny „Tsetsuy” Skrzek to fragmenty z pamiętnika studentki zakochanej w koleżance z roku i zastanawiającej się, czy powinna jej powiedzieć o swoim uczuciu. W La Vie en Rose Anny Hamanowicz bohaterka ma już ten dylemat za sobą i mieszka wraz z ukochaną w pstrokatym domku kupionym od starszego ogrodnika. Historia, którą uznałam za obyczajówkę, zmienia gatunek, gdy w trakcie wyjazdu jednej z kobiet do Szwecji druga przestaje odpowiadać na telefony… W Przesileniu letnim Marty „Pufek” Rutkowskiej dwie młode czarownice wymykają się w nocy ze szkoły magii, by obejrzeć wykluwające się smoczęta – a przy okazji także pogłębić relację między sobą. Tytułowy Zbawca księżniczek z opowiadania Anity „Melissy” Jakubik to ukrywający swoją prawdziwą płeć żeński odpowiednik Wiedźmina. Z historii utkwiła mi w pamięci scena walki między główną bohaterką i jej byłą (?), niebezpiecznie przypominająca seks, oraz zabawna puenta, gdy na jaw wyszedł pewien fakt dotyczący porwanej księżniczki. W Zostań Króliczej Królewny młoda poetka jest zakochana w swojej zamężnej przyjaciółce, a miarę rozwoju fabuły uświadamia sobie, iż jest samotność jest w pewnym sensie jej winą, a miłosne cierpienie – tworzywem artystycznym.

Trudno mi poddać powyższe opowiadania analizie czy ocenie, ponieważ mam w zwyczaju pisać o rzeczach, co do których mam zdecydowane opinie – albo bardzo mi się podobają, albo bardzo mi się nie podobają. Tych pięć historii nie należy do żadnej z tych kategorii. Na mnie osobiście (podkreślam – mnie osobiście, inni czytelnicy zapewne będą mieli inne opinie) nie wywarły one większego wrażenia. Chodźmy więc dalej.

Najdłuższym utworem w antologii jest Smoczyca Krzysztofa Kopcia. W opowiadaniu tym zafascynowana średniowieczem współczesna Polka w niewyjaśniony sposób zostaje przetransportowana do alternatywnej rzeczywistości przypominającej Skandynawię za czasów wikingów. Niewolnica, a następnie prostytutka, w trakcie ucieczki od alfonsa przypadkowo wywołująca pożar miasta, ostatecznie dzięki wiedzy i umiejętnościom staje się liderką społeczności zbiegłych niewolników i dowodzi obroną ich osady przed grupą łowców niewolników. Mocną stroną opowiadania jest jego dobry styl, bardzo pasujący do gatunku, oraz silne, wyjątkowo inteligentne (mądrzy ludzie w fantasy – czy to naprawdę takie trudne do napisania?) postaci kobiece. Moim zdaniem jednak opowieść ma kilka mankamentów. Przede wszystkim, najważniejsze fakty dotyczące bohaterek podane zostały w retrospekcji, co przynajmniej dla mnie nie jest wystarczająco satysfakcjonujące. Po drugie, tajemnica przybycia Sylwii-Sigrid-Smoczycy nie została wyjaśniona, chociaż ona sama ma przypuszczenia co do tego, czyj kaprys przywołał ją do tego dziwnego świata. Po trzecie wreszcie, wątek lesbijski pojawia się w opowiadaniu późno i ogranicza się właściwie do kilku zdań. Historia ma potencjał i chętnie przeczytałabym całą powieść o losach bohaterki, fragment zamieszczony w antologii pozostawia uczucie niedosytu.

Wśród opowiadań w antologii wyróżniają się te napisane przez Annę „Altenę” Milewską. Oba trudno zaliczyć do konkretnego gatunku: Dis łączy w sobie science-fiction i mistycyzm, natomiast Irene obok motywu miłości silniejszej niż śmierć przedstawia też tragiczne dzieje katarów oraz rozważania teologiczno-mistyczne. W pierwszym opowiadaniu autorka tworzy mistykę lesbijskości poprzez wprowadzenie pojęcia Dis – mistycznej energii z początku Wszechświata, która na planie materialnym może łączyć się tylko z energią żeńską, a w kontakcie z energią męską umiera. Istnienie Dis zostało Ziemi objawione przez oświeconych przybyszów z kosmosu w niedalekiej przeszłości. Chociaż opowiadanie przedstawia sceny okrucieństwa wobec kobiet z przeszłości – z pojawiającym się wielokrotnie motywem pedofilii – główny wątek rozgrywa się na marsjańskiej kolonii w roku 2245, gdzie android Joyce szkoli młodych sztucznie wyhodowanych ludzi przed zbliżającą się konfrontacją z Imperium – zbiorowiskiem zbirów pragnących ujarzmić moc Dis. W jej klasie problemy sprawia Jessica, niezdarna w ćwiczeniach fizycznych. Jak czytelnik może się domyślić, powodem jest braku koncentracji jest miłość do Joyce. Ale wtedy Imperium kontratakuje…

W Irene młoda Francuzka Anne nie może pozbyć się poczucia samotności i braku czegoś, co jest bardzo ważne. Pewnego razu wykładowca uniwersytecki, zauważywszy jej niemijającą nostalgię, doradza jej wyciszenie się w klasztorze Montsegur. Miejsce to wydaje się idealne – z dala od zgiełku miasta, piękne, spokojne i sprzyjające kontemplacji. Anne nie może się pozbyć wrażenia, że już kiedyś tam była, że wraca do domu. Od dzieciństwa śniła jej się piękna kobieta o czarnych włosach i smutnej twarzy. W trakcie pobytu w klasztorze postać ze snu prosi ją o spotkanie na górze. Czy tajemnicza postać to Czarnowłosa Irene, duch od setek lat nawiedzający okolicę? W opowiadaniu zachwyciła mnie nieco staroświecka, trochę gotycka atmosfera, nawiązanie do prawdziwych wydarzeń i autentycznych wierzeń katarów oraz włączenie do narracji poezji miłosnej i pieśni religijnych. Piękna rzecz.

Zdecydowanie najlepszym opowiadaniem w zbiorze jest Mała syrenka Anny Marii Vanitachi. Jest to historia współczesnej studentki filozofii, która we śnie wkracza w życie Simone Weil – wybitnej filozofki chrześcijańskiej  z pierwszej połowy dwudziestego wieku. Początkowo obserwuje sceny jej życia jako przypadkowe osoby, które ta spotkała na swojej drodze, coraz bardziej zakochując się w wyjątkowej, bezkompromisowej intelektualistce, by końcu móc spotkać się z nią i porozmawiać… Co jednak oznaczają słowa Simone, iż „to nie jest sen”? Opowiadanie w dużej mierze składa się z rozmów między bohaterkami oraz życia Simone obserwowanego oczami młodej Polki. Autorka zrobiła naprawdę kawał dobrej roboty, analizując pisma, poglądy i biografię Simone Weil – na końcu opowiadania znajdują się noty autorskie i bibliografia! Odpowiedź na pytanie, jak to jest możliwe, iż obie kobiety się spotkały, jest zaskakująca, a dla wielu czytelników ostatnie strony będą zapewne szokiem. Ale jest to szok w dobrym stylu.

Tomik kończy mała galeria ilustracji Anny Marii Vanitachi. Są one wykonane w mangowym stylu i przedstawiają postaci żeńskie w różnych sytuacjach. Miałam niezłą zabawę, wyobrażając sobie, jakimi uczuciami bohaterki darzą się nawzajem. Żałuję tylko, iż ani jedna scena nie przedstawia pocałunku, a bohaterek nie można też jednoznacznie określić jako lesbijek.

Jak już pisałam, antologię trudno ocenić. Jest w niej kilka opowiadań przeciętnych, kilka naprawdę dobrych i jedno znakomite. Zdecydowanie nie jest to też zbiór dla wszystkich – autorzy stosują specyficzne konwencje, które nie muszą się podobać czytelnikom przywykłym do realistycznych obyczajówek czy też prozy zaangażowanej. Chociaż, kto wie? Tomik polecam fanom fantastyki oraz osobom o otwartych umysłach, chętnych do spróbowania nowych konwencji i potrafiących wybaczyć pisarzom niedoskonałości warsztatu. Fanom yuri nie – oni już ten tomik mają ;-)

 
Tytuł: Antologia Białej Lilii
Autor: praca zbiorowa
Okładka: Martyna Janik
Data wydania: styczeń 2013
Format: 20 x 12,5 cm
Ilość stron: ok. 280

 

 

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

1 komentarz do: Biała Lilia

  • Fragment wywiadu z Vanitachi za Yuri.pl
    Altena: – Zacznijmy może od opowiadania. Powiedz, od kiedy interesujesz się yuri? Jak to się zaczęło?

    Vanitachi: – W liceum, a więc bardzo romantycznie, bo chodziłam do żeńskiej szkoły, prowadzonej przez siostry zakonne. Nowo poznana koleżanka opowiadała mi o mangach yaoi i zapytałam ją, czy istnieje analogiczny gatunek z kobietami w rolach głównych. Okazało się, że owszem. Na samym początku, nie mając praktycznie dostępu do Internetu, myślałam, że owo yuri jest rysowane przez mężczyzn i dla mężczyzn. Kupiłam wydawane przez JPF trzytomowe Chirality Satoshiego Urushihary (w wersji ocenzurowanej, bo sporo mi jeszcze brakowało do pełnoletniości) i o ile kreska bardzo mi się podobała, fabuła była infantylna i nijak nie odpowiadała moim potrzebom. Na szczęście w magazynie Kawaii, a raczej w jego nowej wersji, Mangazynie, pojawił się cykl artykułów pod nazwą Yurimania (pisała je Malicia Dąbrowicz), który diametralnie zmienił mój sposób postrzegania tego gatunku. Zdałam sobie sprawę, że yuri to nie tylko, i nawet nie przede wszystkim, komiksy dla panów, w prosty sposób multiplikujące ilość pojawiających się biustów, ale historie apelujące do zupełnie innego typu wrażliwości. Oczywiście, jak w każdym innym gatunku, nie brak tytułów yuri o wtórnej, pretekstowej czy szczątkowej fabule, ale potencjał historii spod znaku lilii wydaje mi się ogromny.
    Kiedy na scenę wkroczyło Otaku, sprawa yuri zyskała kolejnego orędownika w postaci jednego z ich głównych recenzentów, Krzysztofa Wojdyło. On często omawiał ambitne, niszowe, czasami też pokryte patyną czasu tytuły, dotąd mi nieznane. W końcu doszłam do wniosku, że sama chciałabym taki komiks stworzyć. Wybrałam sobie dość ambitny temat – społeczne postrzeganie ciała kobiety, kulturowe kanony piękna i wywoływane przez nie zagrożenia, zwłaszcza brak akceptacji siebie, choroby typu anoreksji i bulimii. Do tego doszedł wątek kryminalny i nieco przewrotnie wykorzystany motyw z magical girls: główna bohaterka posiadała zdolność błyskawicznego modelowania swojego ciała i wykorzystywała ją do własnych celów. Rozpisałam scenariusz, narysowałam pierwszy rozdział i zgłosiłam się z nimi do Studia JG. A oni powiedzieli „Ok. Rysuj. Wydamy.” Schody zaczęły się później. Miałam na koncie jak dotąd tylko dwa komiksy internetowe, rysowane z siostrą, LittleLadyPunk: parodię Harry’ego Pottera oraz dōjin do Naruto, dopiero startujący i również humorystyczny. Szczerze mówiąc, rysowania nadal się uczę. A mój ówczesny poziom nijak nie pozwalał zrealizować założeń Hybris (bo tak miała się nazywać ta produkcja). Powiedziałam wydawcy, że bardzo przepraszam, przeliczyłam się… i tą metodą, zamiast poważnego yuri, wydałyśmy Akatsukiss. Ale przygoda z czytaniem i rysowaniem yuri bynajmniej się nie skończyła.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa