Piątek w czwartek o związkach w Sejmie

Stało się. W Sejmie w końcu mówi się o związkach partnerskich! Tym razem projekty ustaw nie zniknęły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki z planu obrad. Celowo nie używam sformułowania „dyskutuje się o związkach”, bo zgiełk i wrzaski w sali na Wiejskiej rzeczowej wymiany poglądów, z poszanowaniem dla innego punktu widzenia, zupełnie nie przypominają.

Myślę, że nie to jest najważniejsze, co dziś w Sejmie się mówi – waga słowa wypowiadanego przez polityka jest dziś nikła. Nie warto zresztą wsłuchiwać się w perory – na przykład – posłanki Krystyny Pawłowicz, która obnosi się ze swoją ignorancją w kwestii homoseksualizmu, brakiem wyczucia i zrozumienia dla potrzeb innych ludzi niż ona sama i jej niespodziewana kariera w łonie PiS. Cóż mogą powiedzieć politycy i sympatycy prawicy, czego jeszcze nie słyszeliśmy? W przestrzeni publicznej zostało wypowiedziane już wszystko: było i o zboczeniach i szalejących żądzach, niszczeniu rodziny, grzechu wołającym o pomstę do nieba, międzynarodowym spisku gejowskim, dobijaniu cywilizacji życia, a nawet znaleźli się i tacy, co bajali coś o smrodzie gówna.

Więcej warte jest skupienie się na pozytywach. Związki w Sejmie to przełom, o jakim dekadę temu mało kto marzył. Dla przypomnienia – na początku XXI wieku parady równości były w Polsce zupełną nowością, politycy na ogół nas nie zauważali, przeciętni obywatele nie stykali się z tematem miłości osób tej samej płci, a w przestrzeni publicznej królowały te same stereotypy i rażąca niewiedza co w epoce opisanej przez Krzysztofa Tomasika w książce „Gejerel”. Nasze organizacje dopiero zaczynały przebijać się do centrum przestrzeni publicznej. Dzięki staraniom i wytrwałości ówczesnych działaczy LGB (wielu z nich wycofało się już z działalności publicznej lub zmieniło priorytety) wejście do głównego nurtu się zresztą udało, w czym dużą rolę odegrała akcja zorganizowana przez KPH pt. „Niech nas zobaczą” ze zdjęciami Karoliny Breguły. Warto przypomnieć, że w naszym plebiscycie ta kampania społeczna została uznana za najważniejsze wydarzenie dziesięciolecia (2001-2010).

Dziś nie mamy jeszcze legalnych związków, prawo nie dostrzega naszych potrzeb, a w parlamencie nadal pod naszym adresem padają chamskie słowa, które nie tyle nas obrażają, co szkodzą polskiej demokracji, bo Sejm to dla demokratycznego kraju, za jaki chce uchodzić Polska, powinien być miejscem świętym. Pomimo to śmiem twierdzić, że osiągnęliśmy już i tak bardzo wiele w krótkim czasie: nasze sprawy są coraz bardziej widoczne w przestrzeni publicznej, mamy swojego posła w Sejmie, niektórzy politycy przestali nas obrażać tak zajadle jak niegdyś (patrz: Niesiołowski) i starają się trzymać język za zębami, prawica przygotowała swoją ustawę o związkach (nie podoba mi się, bo to ochłap – ale jakaś jest!), kilka osób publicznych zrobiło coming-out, wreszcie – coraz głośniej bronią nas w społeczeństwie rodzice osób homoseksualnych (myślę zresztą, że te rodzicielskie wyjścia z szafy są ważniejsze niż wyznania homoseksualnych celebrytów).

Sama obecność projektów ustawy o związkach w Sejmie to przełom. Oczywiście nie mam złudzeń i nie wierzę, by teraz udało się przepchnąć te propozycje przez parlament. Jednak wartość dzisiejszych wydarzeń w Sejmie wykracza daleko poza potrzeby nasze (osób LGBT) czy par hetero żyjących w konkubinatach i pragnących prawnych zabezpieczeń. Związki w Sejmie dzisiaj to dla mnie dowód na to, że dzięki wytrwałości, upartości, skupieniu na założonych celach grupa obywateli (niewielka przecież!) jest w stanie doprowadzić, krok po kroku, do trwałych przeobrażeń. Geje i lesbijki to obywatele i obywatelki RP – taki jest dla mnie główny sens obecności ustaw o związkach w Sejmie. A obywatele jeszcze coś mogą, i to pomimo (a raczej: na przekór) skarlenia politycznej klasy.

Nie ma racji Janina Paradowska, która dziś stwierdziła na radiowej antenie, że błędem jest, iż to Robert Biedroń jest promotorem związków partnerskich na Wiejskiej gdyż z tego powodu ludzie kojarzą projekty ustaw z homoseksualizmem. A przecież beneficjentami zaproponowanych rozwiązań są również osoby heteroseksualne (co się oczywiście zgadza). Ludzie kojarzą jednak ustawy z gejami, bo tak chcą koledzy i koleżanki po fachu pani redaktor, którzy każdego newsa starają się podkręcić do granic możliwości i przyzwoitości. A gej nadal wzbudzi na antenie emocje, przyciągnie uwagę. Nie widzę powodu, by w Sejmie ustawy o związkach promowane były przez przedstawicieli środowiska politycznych, które nie były pomysłodawcami zmian w prawie. Powiedzmy prawdę: to my – osoby homo- i biseksualne – upomnieliśmy się o związki i szacunek. Robert Biedroń wydaje mi się jak najbardziej na miejscu – bardziej niż Wincenty Elsner, wystawiony przez RP w ostatniej chwili.

P.S. Tekst piszę w chwili, gdy w Sejmie trwała jeszcze kłótnia. Jestem ciekaw, czym zakończą się dzisiejsze obrady!

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.

1 komentarz do: Piątek w czwartek o związkach w Sejmie




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa