Kto się budzi?

Gdyby rzekomy marsz „wszystkich” we Francji był faktycznym sprzeciwem całego społeczeństwa wobec małżeństw homoseksualnych, to nad Sekwaną nie działoby się dobrze. Na szczęście tak nie było. Organizatorzy zdają się jednak wierzyć w swoją liczebność i we własne siły, w taki sam magiczny sposób jak organizatorzy marszu niepodległości w Polsce – „lekko” nad wyraz. Ile jednak było przy tym westchnięń i nadziei. Różne odłamy i religie się spotkały, księża i pastorzy, pop i imam, pan Wiesław ze Szczecina i pani Beatka z dziećmi, a także przedstawiciele Koła Przyjaciół Sów.

Tak niezwykłe towarzystwo było zdecydowane walczyć o małżeństwo widziane jako związek kobiety i mężczyzny. Na co dzień wrogie sobie, w ten jeden dzień postanowiło iść ramię w ramię. Nie byli pierwsi. Kiedyś podobne marsze broniły małżeństwa rozumianego jako związek białego Amerykanina z białą kobietą (nie odwrotnie). Śmieszne? Dzisiaj tak, wtedy nie. Był marsz i po marszu – ktoś machał dzieckiem na lewo i prawo, ktoś podkreślał, że tyko ojciec i matka, ktoś podjadał frankfurterki z bułką machając krzyżem i tak w kółko. A rozwiązanie jest bardzo proste.

Wystarczy rozdzielić państwo od kościoła. Jeśli państwo uznaje za małżeństwo heteroseksualne gospodarstwo domowe z jego przywilejami, to również powinno w ramach polityki równościowej zastosować identyczne prawo do par tej samej płci. Jeśli nie, to wszystkie związki nazywane małżeństwami powinny pozostać w murach kościoła i tam spokojnie funkcjonować. Nie można mieć ciastka i je zjeść. Niektórzy jeszcze chcieliby zabrać komuś ciastko. W prawicowych portalach pojawiają się komentarze o przebudzeniu chrześcijaństwa, które w końcu nie nadstawia policzka. Coś w tym jest. Głos zawsze jest wyraźniejszy, jeśli wypowiada się jedna osoba, a nie sto. Myślę, że dzieje się coś innego. W miarę odpływu wiernych i coraz większego rozdźwięku między tym, co myślą wierni (poparcie dla eutanazji, in vitro, związków homoseksualnych), a tym, co sądzą biskupi – do głosu dochodzą pomniejsze grupy, które ratunek widzą w radykalizmie swoich wypowiedzi i powrocie do korzeni. Z tych grup wyłaniają się liderzy, brylujący w mediach jako maskotki programów publicystycznych, których producenci liczą na „gorące kęski” – a to kogoś ktoś obrazi, a to inny ktoś wyjdzie ze studia, a to ktoś zacznie po Ojcu Mateuszu mówić o szatanie. A wiadomo, że o nim coraz mniej słychać.

Przeglądając na Youtube filmy akcji FCKH8, która walczyła o niewpisanie poprawki zakazującej małżeństw tej samej płci w Kalifornii, natknąłem się na video, w którym w bardzo dosadnych słowach Mr. T wykrzykuje „What’s the big fu****’ deal?!”. I sam nie znam odpowiedzi na to pytanie. Oprócz oczywistych argumentów, że gejem nie stał się człowiek poprzez tańczenie „Vogue” na szkolnej potańcówce w latach 90-tych, do głowy nie przychodzą mi żadne poważniejsze „deale”. Zresztą, jakie to ma znaczenie, gdy słyszy się słowa, które ostatnio wypowiadała Jodie Foster na gali rozdania Złotych Globów. To był bardzo osobisty i przejmujący coming out, tym bardziej, że synowie laureatki mocno jej kibicowali. I żałuje, że w pewnym momencie Jodie nie powiedziała „What’s the big fu****’ deal?” – w jej ustach, z jej dorobkiem i synami nieopodal przekaz byłby bardzo realny i prawdziwy.

Teraz pojawiają się okazje, aby zawalczyć o związki partnerskie. Można iść na zimowisko pod Sejmem, napisać do posła i posłanki i wyżalić się. Opcji jest kilka i pewnie każdy mógłby coś znaleźć dla siebie. Nie liczę na wielki zryw. Nie ma bezpośredniego zagrożenia w postaci radykalnej prawicy u władzy, kluby działają, strony www się ładują, a na FB można dowolnie lajkować kolorowe zdjęcia. To za mało. Mnie już to nie wystarcza. I właśnie na takie osoby liczę. Chciałbym w wieku Jodie Foster wspominać dzisiejsze czasy i cieszyć się, że minęły. To nie będzie przebudzenie i powrót do korzeni. Jeszcze nie wywalczyliśmy tak wiele, żeby było do czegokolwiek wracać.

 

 

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

2 komentarzy do:Kto się budzi?

  • Soniasonia

    Dojście skrajnej prawicy do władzy jest zagrożeniem jak najbardziej realnym – w nagle ubożejącym społeczeństwie, w którym gwałtownie załamują się nadzieje na lepszą przyszłość, rozgniewani ludzie zwracają się w stronę poglądów dających łatwe odpowiedzi i wskazujących wrogów. Polskie społeczeństwo stanęło na drodze, która prowadzi do dyktatur, a jeżeli będzie gorzej – a, biorąc pod uwagę prognozy specjalistów od spraw gospodarki i ekonomii, w tym roku trafi nas załamanie – poglądy te jeszcze bardziej się zradykalizują. W latach dwudziestych Hitlera nikt nie traktował poważnie i wszyscy się z niego naśmiewali…

  • stereo-typ

    Owszem, dzisiaj nie ma bezpośredniego zagrożenia w postaci radykalnej prawicy u władzy. (U władzy jest prawica populistyczna). Ale to się może – i tu przyznaję Soni absolutną rację – baaardzo szybko zmienić.
    I to na gorsze.




Skomentuj: stereo-typ Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa