Gorsza o te parę gram złota na palcu

Siedzę i patrzę tępym wzrokiem w monitor, i naprawdę nie wiem, co napisać. Będzie to więc bardzo osobista relacja z trzech ostatnich dni. Muszę porzucić na chwilę dziennikarski obiektywizm, bo nie potrafię w odpowiednio wyważony i bezosobowy sposób oddać tego, co się działo.

Entuzjazm i rozżalenie

Mieliśmy bowiem tzw. moment historyczny. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że udało się doprowadzić – wreszcie – do tego, by na Wiejskiej posłowie, posłanki i pani poseł (kto śledził wczorajszą debatę, ten wie, o kogo chodzi) musieli zmierzyć się z tematem związków. Nie udało się latem, udało się teraz. Po raz pierwszy odbyło się coś na kształt debaty, po raz pierwszy przestaliśmy być tematem przemilczanym. To jest coś, na co mogę zareagować wyłącznie z entuzjazmem. Siedząc na galerii sejmowej, miałam poczucie, że tu i teraz tworzy się historia LGBTQ w Polsce.

Jestem też bardzo dumna z ludzi, którzy stali pod Sejmem przy banerze przez trzy bite dni. Ja żadnego dnia nie wytrwałam na mrozie i śniegu więcej niż godzinę, tymczasem rekordziści (w każdym razie o jednym wiem) potrafili protestować godzin sześć. To było niezwykłe. Szczególne wyrazy uznania należą się pewnemu małemu, dzielnemu pieskowi, który pojawiał się codziennie, pieczołowicie opatulony w sweterek i kocyk. Ale mam też poczucie rozżalenia… Wierzę, że każdy, kto wiedział o demonstracji, a się na niej nie pojawił, miał swoje ważne powody – a przynajmniej staram się w to wierzyć, bo trudno mi wyobrazić sobie, że w całej Warszawie było tylko dwadzieścia kilka czy trzydzieści (łącznie) osób LGBTQ-i-friendly, które nie pracują i nie mają innych zajęć w godzinach 9-17. Czy tylko na tyle nas stać? Tym bardziej doceniam obecność wycieczki ze Szczecina, która potrafiła swoją energią rozgrzać marznących pod Sejmem, a na galerii sejmowej była utrapieniem panów ze Straży Marszałkowskiej. Czwartkowa zmiana Straży na pewno nas zapamięta, bo chyba nieźle się przy nas ubawiła.

 

Obrzydzenie, bezsilność, zażenowanie

A doświadczenia z galerii sejmowej? Cóż, wczorajsza debata dostarczyła mi wrażeń niepowtarzalnych. Ci wszyscy, którzy śledzą w internecie relacje i komentarze z Sejmu, zapewne znają już co ciekawsze „smaczki” z wypowiedzi posłów i posłanek (oraz pani poseł) z prawicy. PiS, SP i konserwatywna frakcja PO nie zawiodły. Powiem szczerze, że nieporównywalne z niczym jest doświadczenie słuchania, jak ktoś mieniący się „przedstawicielem narodu” wylewa na ciebie kubeł słownych pomyj – i ta niemożność podjęcia jakiejkolwiek reakcji…! Regulamin galerii sejmowej jest bardzo surowy, Straż Marszałkowska interweniuje, nawet jeśli zbyt głośno się rozmawia, o klaskaniu czy okrzykach nie ma mowy. Człowiek jest więc zupełnie bezsilny wobec tego, co słyszy, nie może stanąć twarzą w twarz z ludźmi pokroju posłanki Pawłowicz, posła Woźniaka czy posła Godsona i powiedzieć, co o nich myśli, sprawdzić, czy mieliby odwagę te same ohydne słowa powtórzyć prosto w twarz.

Właściwie nie umiem zdecydować, czy pewnym poglądom należy w ogóle poświęcać uwagę, bo dyskutowanie z nimi, a nawet samo ich powtarzanie chyba niepotrzebnie je legitymizuje, nadaje im miejsce w debacie publicznej. Tymczasem słowa uznania należą się moim zdaniem kilkorgu posłom i posłankom PO za argumenty dotyczące państwa wygodnego dla obywateli (Joanna Kluzik-Rostkowska), za podkreślanie dobra dzieci rodzących się w nieformalnych związkach (Jakub Rutnicki), za wskazanie, że w społeczeństwie jest miejsce dla wszystkich (Iwona Guzowska). To miłe, że mieli wolę podjąć debatę z morzem głupoty. Miłe, że posłowi Święcickiemu chciało się zwrócić uwagę na niestosowność komentarzy konserwatystów o „hedonizmach” i innych „używaniach” – nie zdobył się na to nawet marszałek Grabarczyk prowadzący obrady. Bardzo doceniam, że próbę wygłoszenia opinii podjęła Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania, choć zakrzyczano ją już po pierwszym zdaniu, w którym zwróciła uwagę, że nie ma czegoś takiego jak „konstytucyjny” model rodziny. Pan marszałek do tego stopnia nie potrafił opanować skandalicznego zachowania posłów i pewnej pani poseł z tytułem doktorskim (doprawdy, dzieci w piaskownicy są spokojniejsze i bardziej opanowane), że zarządził przerwę, uniemożliwiając pełnomocniczce dokończenie wypowiedzi. Nie została już potem wpuszczona na mównicę.

 

Rozczarowanie

Bardzo podobały mi się wystąpienia posłów sprawozdawców – tak, zarówno Roberta Biedronia, jak i Artura Dunina. Wydaje mi się, że obydwaj dobrze wyważyli proporcje argumentów merytorycznych, emocjonalnych i ideologicznych w swoich wypowiedziach. Cóż, poseł Dunin raczej nie jest lepszym mówcą niż poseł Biedroń, ale i jemu trzeba oddać, że wyraźnie się starał. Poseł Biedroń natomiast argumentował, przywołując i autorytet Desmonda Tutu, i słowa Obamy czy Camerona, podpierał się poruszającą (i znaną może niektórym z mediów) historią geja, któremu odmówiono informacji o tym, jak zmarł jego partner, i infografiką pokazującą przyjęte w Europie rozwiązania. Wielki plus za częste odwoływanie się do konstytucji, i to do różnych artykułów (prawa strona nie potrafiła jakoś wyjść poza artykuł 18…). Dobre przedstawienie projektów SLD i RP, dobra – merytoryczna – odpowiedź na „zapytania” z prawej strony sali. I wielka tylko szkoda, że prezentacja projektów odbywała się w zasadzie do pustych ław sejmowych, a i podczas debaty lewa część sali świeciła pustkami. A debaty tak naprawdę w ogóle nie było, bo cóż to za debata, jeśli dominuje ją jedna strona? Kilku posłów RP i SLD, choćby i najlepszych mówców (brawa dla oratorskiego talentu posła Wincentego Elsnera!), nie będzie przeciwwagą dla trzydziestu kilku mówców z prawej strony. Tu ustąpiono pola.

 

Realizm

To chyba obciążenie psychiczne emocjami dnia wczorajszego spowodowało, że dziś już właściwie nic, co usłyszałam w krótkich wypowiedziach posłów, posłanek i tej krzykliwej pani poseł, nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Same wystąpienia też były krótsze, ograniczone procedurami głosowania sejmowego. Jedynym, co wyrwało mnie z obojętnego letargu, było mini-przemówienie premiera Tuska. Bardzo ucieszyłam się, że zdecydował się wreszcie zająć stanowisko w sprawie związków, a nawet – zapewne w ramach gierek wewnątrzpartyjnych – zagrać na nosie ministrowi Gowinowi, który wyraził zdanie, że wszystkie trzy projekty są niezgodne z konstytucją. Tusk powiedział ważne słowa: Wydaje się rzeczą oczywistą, że obecny stan prawny nie oddaje tych wyzwań, przed jakimi stoi społeczeństwo, w którym istnieją te fakty społeczne. Zaapelował, by nie zamykać oczu na ważny fakt społeczny i umożliwić osobom homoseksualnym godniejsze życie.

My wiemy, i to doskonale, że przemówienie premiera było zagrywką polityczną. Szef rządu chciał wyjść na wystarczająco „dobrego wujka”, kiedy już zapewne wiedział, że nawet projekt jego własnej partii przepadnie. Sam zresztą przyczynił się do tego cichcem (naprawdę myślał, że fakt ten przejdzie niezauważenie?), wstrzymując się przy głosowaniu dwóch projektów SLD i RP. „Niech ręka prawa nie wie, co czyni lewa”? A jednak ta spora część społeczeństwa, która polityką się średnio interesuje, na PO głosuje z przyzwyczajenia lub jako na mniejsze zło, a dziś jednym okiem zerknie na wiadomości o debacie – dostała wyraźny przekaz, że nie jesteśmy „tymi zboczeńcami” i że nawet Sam Pan Premier wyraża się o nas ciepło. I przyznaje nam prawo do „jakichś rozwiązań”. Dla walki politycznej to żadne wsparcie, dla pracy u podstaw – moim zdaniem spory krok naprzód. Ach, żeby jeszcze prezydent…

Sam wynik głosowania, oczywiście, mnie nie zaskoczył. Smutno jest jednak uświadomić sobie, że Sejm nie głosował nawet nad przyjęciem samych ustaw, a zaledwie nad poddaniem ich pod prace w komisjach. Wynik głosowania nad projektami RP i SLD był absolutnie przewidywalny – posłanki i posłowie z PO, nawet popierając ideę związków, nie mogli zbyt tłumnie zagłosować przeciw ich odrzuceniu. Walka polityczna to walka polityczna, opozycja to opozycja. Dużo ważniejsze było dla mnie to, jak rozłożą się głosy w walce o „projekt Dunina”, bo jestem przekonana, że jeśli kiedykolwiek w tym kraju mamy wprowadzić związki partnerskie, to (niestety!) tylko we współpracy z tym, pożal sie Boże, centrum. I tu rozczarowanie było ogromne. Ponad czterdzieści osób przeciw projektowi własnej partii! Konserwatywne skrzydło PO trzyma się mocno. I jakoś wyjątkowo nie wstyd mu stać po tej samej stronie barykady co PiS i SP. A także PSL, swoją drogą – ta partia swojego elektoratu z terenów wiejskich zawieść najwyraźniej nie chce, nie zastanawiając się zapewne nawet, jakie są poglądy tegoż elektoratu. Ma być porządnie, tradycyjnie i po bożemu.

 

Do roboty

Podsumowując – moje rozgoryczenie jest ogromne. Rozgoryczenie i niesmak. Poczucie bezsilności i zniechęcenia. Cóż, pora – po raz kolejny – przekuć je w energię do działania. Może oburzenie i złość, jakie obserwuję dziś w internecie przełoży się wreszcie w zbiorową – powtarzam, zbio-ro-wą – mobilizację naszej społeczności? Jody Juckaby, szef PFLAG-u, któremu opowiadałam o naszej walce o związki partnerskie, pytał „czemu nie spotykacie się z Waszymi parlamentarzyst(k)ami? Czemu nie chodzicie do nich na rozmowy, nie piszecie maili, nie domagacie się, by reprezentowali wasze sprawy?” Nie wiedziałam, jak mu to wyjaśnić. No bo właściwie czemu?

PS. W sumie to i lepiej, że projekt PO przepadł razem z projektami SLD i RP. Gdyby przeszedł do prac w komisjach, gdyby – jeszcze bardziej (czy to możliwe?) okrojony – został jakimś cudem przyjęty, moglibyśmy mieć powtórkę „kompromisu” aborcyjnego. Który trwa już – przypomnijcie mi – ile lat?

PPS. Tytuł tego tekstu jest parafrazą słów posła Elsnera, który pytał prawą stronę sali, czy związki nieformalne są „gorsze od małżeństw o te parę gram złota na palcu”. Bardzo wyraźnie dano mi do zrozumienia, że o tak, duuuuuużo gorsze.

 

Obserwatorzy i obserwatorki LGBT na galerii sejmowej, w drugim rzędzie reprezentantka portalu homiki.pl
(fot. T.Szypuła)

 

W czwartek pod Sejmem. Baner trzeba było co chwilę otrzepywać ze śniegu. (fot. UP)


„Tłumy” na sali sejmowej w czwartek (fot. MNW)

Piątek. Zapada wyrok. (fot. UP)

 

 

 

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

7 komentarzy do:Gorsza o te parę gram złota na palcu

  • antarex

    Autorka jest chyba bardzo naiwną osobą, skoro tak bardzo emocjonowała sie przebiegem głosowania w Sejmie nad ustawa o związkach. PO nigdy nie chciała uchwalić tej ustawy, a koronnym dowodem przemawiającym za tym jest brak dyscypliny partyjnej przy głosowaniu. Tuskowi zależało tylko i wyłacznie na szopce na pokaz elektoratu LGBT, ale jednocześnie na dalszym klęczeniu przed kosciołem i dbaniu o elektorat tych „normalnych”. PO nie jest i nigdy nie była partią liberalną.

  • jerzyk

    Trudno się nie emocjonować obecnością ustaw o związkach w Sejmie, bo to jednak bardzo ważne wydarzenie – nie tylko dla ruchu LGBTQ, ale w ogóle dla społeczeństwa obywatelskiego bez względu na tożsamości :-) … i to pomimo (przewidywalnego) finału spraw związków na Wiejskiej.

  • O, antarex wrócił z zaświatów. Będzie się działo. :)

    I tak – choć wynik był z góry wiadomy, trudno się nie emocjonować. Pytanie, czy coś z tego pospolitego ruszenia „oburzonych” wyniknie (nie mam oczywiście na myśli Homików, które działały, działają i będą działać, ale to, co się dzieje teraz m.in. w mediach społecznościowych), czy jak zwykle para pójdzie w gwizdek.

  • ARMII

    W następnych wyborach oddajemy NIEWAŻNE GŁOSY. A na razie idziemy do Notariusza zrobić parę papierków, lepszy taki gniot prawny niż czekanie na łaskę posłów.

  • krzsz1986

    Szkoda fatygi na nieważny głos. Przecież to bez sensu. Nieważne głosy nie znaczą nic.

  • To wszystko rzeczywiście bardzo przygnębiające. Żeby was choć trochę rozpogodzić, chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, że autorka tego tekstu wyszła wyjątkowo korzystnie na zdjęciu z galerii sejmowej. Twarzowo dobrane kolczyki i nawet drobny szczękościsk nie psuje efektu!

  • krzsz1986

    A mi się podoba ten trzeci od końca w ostatnim rzędzie.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa