Piątek w niedzielę (gościnnie)

Nadeszła zima, sypnęło śniegiem i skończył się trwający już chyba ze dwa miesiące listopad. Sypnęło śniegiem i w szarej, późnojesiennej Polsce zrobiło się od razu czyściej i ładniej i bardziej stonowanie. To jednak tylko pozór, mrzonka, czcze marzenie, bo w przestrzeni publicznej krążą wciąaż te same tematy. Bardziej wzniosłe i łopot flagi polskiej powodujące, jak trotyl, były dwa wybuchy, brzoza pocięta, zdradzeni o świcie, a także bardziej filmowe, by nie rzec – hollywoodzkie: brzuszek agenta Tomka, walizka pełna banknotów, akcje specjalne CBA… Niestety – śnieg, który przykrył Polskę, nic nie wybielił, nie zmienił, nie przykrył i nie ukoił – Wolska nadal skrzeczy. I to coraz głośniej. W tym kotle marnotrawią się siły i zasoby, jakby nie było naprawdę o co się w Polsce martwić: bezrobocie, brak wieloletnich planów rozwoju kraju, niska dzietność i brak funkcjonującej sprawnie polityki prorodzinnej, pauperyzacja coraz większych grup społecznych, śmieciowisko na rynku pracy, niewydolny system ochrony zdrowia, krążące widmo skrajnie narodowej prawicy, brak jakiejkolwiek polityki imigracyjnej, bezmyślność urzędników…

Na szczęście dzieje się coś więcej poza treścią serwowaną nam do znudzenia polskie media. Śledząc doniesienia prasowe na obrzeżach (niestety!) rzeczywistości wirtualnej natknąć się można na prawdziwe perły. Otóż kilka dni temu w terminarzu Sejmu RP pojawiła się informacja, że w trakcie 29 posiedzenia (11-13 grudnia) ma nastąpić rozstrzygnięcie przez Sejm wniosku o uzupełnienie porządku dziennego o punkt: pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o związkach partnerskich. Konia z rzędem temu, kto dziś znajdzie tę informację na sejmowej stronie internetowej. Czytania nie będzie, dyskusji nie będzie. W sumie nawet mnie to nie dziwi, że najpoważniejsza (z zasady, nie w praktyce) instytucja w państwie najpierw zapowiada coś obywatelom, po czym wycofuje się z tego rakiem.

Moim zdaniem dużo ciekawszym wydarzeniem od imposybilizmu sejmowego jest zmiana w SLD, która niestety tylko potwierdza to, o czym wiemy już od dawna: lewica parlamentarna posługuje się przydawką zaczynającą się literą „l” tylko z przyzwyczajenia. Bo na pewno nie z przyczyn ideowych. Ale do rzeczy – legitymacją Sojuszu rzucił Marek Siwiec i nie byłoby w tym nic dziwnego (każdy może wstępować i występować do woli), gdyby ten nażarty aparatczyk, europoseł, nie wydusił z siebie listu, który – moim zdaniem – stanowi świadectwo stanu umysłu przeciętnego posła SLD. Tłumaczy Siwiec w swym liście przyczyny odejścia z partii. I nie zalicza do nich oddalenia się od ideałów lewicy i społeczeństwa, utraty wrażliwości społecznej, braku pomysłów na sprawiedliwsze urządzenie Polski etc. Otóż nie! Siwiec biadoli, że linia przyjęta przez kierownictwo (…) nie gwarantuje sukcesów. Warto przeczytać wypowiedź europosła w całości („Dlaczego wystąpiłem z SLD”), stanowi bowiem żywy wciąż przykład bełkotu rodem z czasów PZPR. Partyjna gadka, ani słowa o ideach. Wstyd mi za to, że to takich ludzi trzeba prosić o wsparcie w naszych sprawach (przy okazji chcę oddać sprawiedliwość tym jednostkom z SLD, jak Ryszard Kalisz, które nas szczerze popierają).

Chciałbym jeszcze wspomnieć wydarzenie, które nie przebiło się przez swąd trotylu i imprezki agenta Tomka – otóż w ostatni wtorek rząd zdecydował w końcu, że podpisze konwencję Rady Europy w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Dla przypomnienia – minister sprawiedliwości Jarosław Gowin wiosną br. widział w dokumencie Rady „samo zło”, sprzeciwiał się jej ratyfikacji. Jego (świętym) zdaniem konwencja godzi w „tradycyjne wartości” i może otworzyć drzwi do wprowadzenia legalizacji związków jednopłciowych. Czy naprawdę dojdzie do podpisania? Premier przebąkiwał już coś o „kontrowersyjnych” zapisach konwencji, która pewnie długo jeszcze poczeka.

Na zakończenie chciałem napisać kilka złośliwostek na temat biskupa Michalika (mamy przecież niedzielę i szpileczka w Episkopat byłaby słodką perwersyjką). Rezygnuję. Nie dlatego jednak, że w pobliskim kościele parafialnym biją dzwony na mszę, lecz dlatego, że mój facet czeka na mnie z kawą i śniadaniem. Popijając cappuccino i zagryzając tostem, będziemy niszczyć tradycyjne wartości. Co za rozkosz!

 

Autorzy:

zdjęcie Jerzy Piątek

Jerzy Piątek

Jeden ze współzałożycieli i redaktor portalu Homiki.pl, w stowarzyszeniu Otwarte Forum.
Zawodowo związany z branżą PR.
Prywatnie – zapalony fotograf, miłośnik poezji Rolfa Dietera Brinkmanna, dobrej kawy i rowerów.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa