Pomysł PO w sprawie mowy i przestępstw z nienawiści

Walka o wprowadzenie do polskiego prawodawstwa kategorii „przestępstw z nienawiści” czy „mowy nienawiści” trwa już od dawna, a z większym natężeniem i szansą powodzenia – od 2011 r. Projekt zmiany zapisów Kodeksu Karnego dokończono na początku 2011 r., zaczął wtedy długą drogę po meandrach polskiej polityki. Pierwotnie został złożony w Sejmie jako projekt poselski w kwietniu 2011 r. Niestety – mimo, że pozytywnie przeszedł pierwsze nad nim obrady – koniec kadencji parlamentu zakończył jego żywot. Po raz kolejny złożono go w lutym br. jako projekt RP, a debatę nad nim przeprowadzono w maju. Jak donosiliśmy, nie była ona bardziej merytoryczna, niż należałoby się spodziewać po naszych parlamentarzyst(k)ach i pojawiały się w niej również głosy na poziomie „wyraźnie widać, że homolobby chce zaprząc instytucję państwa do indoktrynowania społeczeństwa” (poseł Pięta).

Przypomnijmy dla porządku:

Czym właściwie są przestępstwa z nienawiści?

Nazwa „przestępstwa z nienawiści” może mylić, bo jest tłumaczeniem określenia „hate crimes” a zarazem skrótem myślowym. Przestępstwa te charakteryzują się tym, że ofiara reprezentuje taką grupę społeczną, do której osoba popełniająca przestępstwo jest uprzedzona (stąd lepszą nazwą jest „przestępstwa motywowane uprzedzeniami”). Decydujące o popełnieniu przestępstwa jest to, że osoba popełniająca przestępstwo uderza nim w całą grupę społeczną, której nie akceptuje, a nie tylko w konkretną osobę. Innymi słowy: do pobicia pary lesbijek dochodzi dlatego, że są lesbijkami (i tego nie ukrywały, np. szły ulicą trzymając się za ręce), a nie dlatego, że osoba dokonująca pobicia chciała pobić kogokolwiek, a jedynym celem ataku znajdującym się w pobliżu była właśnie para lesbijek.

Przestępstwa z nienawiści są najgroźniejszą formą dyskryminacji, a dyskryminacja to każde działanie wynikające z uprzedzeń, czyli negatywnego nastawienia do danej grupy społecznej i każdej osoby należącej do tej grupy.

W różnych krajach do przestępstw z nienawiści zalicza się różne czyny, m.in. przemoc fizyczną, przemoc psychiczną, nawoływanie do nienawiści, nawoływanie do przestępstwa, a nawet przestępstwa przeciw mieniu (w tym kradzieże, włamania, oszustwa i wymuszenia). W Polsce tylko niektóre „zwykłe” przestępstwa (groźby, przemoc, publiczne znieważenie, naruszenie nietykalności cielesnej) mają swoje odpowiedniki w postaci przestępstw z nienawiści.

Mowa nienawiści

Mowa nienawiści (ang. „hate speech”) to zbiorcze określenie wypowiedzi, które okazują uprzedzenia do danej grupy społecznej. Mową nienawiści są w m.in. groźby (np. „zabiję cię, czarnuchu”) i znieważenia (np. „ty cuchnący żółtku”), a także nawoływanie do nienawiści w stosunku do danej grupy społecznej (np. „Żydzi na Madagaskar”). Mową nienawiści są też wypowiedzi obraźliwe i poniżające dla danej grupy społecznej (np. „większość pedofilów to geje”, „homoseksualizm jest takim samym zboczeniem jak zoofilia i nekrofilia”).

Czy dziś nie ma ochrony przed homofobicznymi przestępstwami z nienawiści?

Obecnie w ogóle nie ma takich przestępstw. Oznacza to, że pobicie geja z powodu jego orientacji seksualnej będzie traktowane jak zwykłe pobicie, a tzw. kwalifikacja prawna (czyli ocena rozmiaru skutków przestępstwa) będzie zależeć od tego, jak poważne miało następstwa. Poza najpoważniejszymi przypadkami oznacza to zagrożenie niską karą lub wręcz odmowę ścigania przestępstwa przez Policję i konieczność ścigania przez ofiarę we własnym zakresie (tzw. oskarżenie prywatne).

(„Co to za nowela?” K. Śmiszek, P. Szczepłocki, www.homiki.pl, 4 marca 2011 r.)

Złożony przez RP projekt zakładał zwiększenie w Kodeksie Karnym tzw. katalogu przesłanek – tzn. listy powodów, z których popełniane są przestępstwa z nienawiści. Do przynależności rasowej, etnicznej, politycznej i wyznaniowej oraz bezwyznaniowości miały dojść płeć, wiek, tożsamość płciowa, orientacja seksualna i niepełnosprawność.

Niestety, mimo wielokrotnych zachęt ze strony organizacji przygotowujących projekt i wspierających jego twórców, władze państwowe wydawały się nim niezainteresowane, a wręcz mu przeciwne. Podczas konferencji na temat przestępstw motywowanych nienawiścią, którą zorganizowano w Sejmie przy okazji wizyty w Polsce państwa Shepardów, rodziców nastolatka – ofiary morderstwa motywowanego nienawiścią, Mirosława Makuchowska z KPH powiedziała, że mimo wielokrotnych zaproszeń na konferencję, nie pojawił się na niej żaden przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości. Co więcej – nie ma żadnej woli, aby resort ten zajął się sprawami przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści motywowanym homofobią, mimo wcześniejszych zapewnień, że MS zajmie się tą sprawą. Dodała również, że brak przesłanki homofobii w Kodeksie karnym powoduje, że instytucje publiczne nie gromadzą danych związanych z tym zjawiskiem. Nie robią tego również wtedy, gdy są do tego zobligowane odrębnymi przepisami.

Projekt zmiany w Kodeksie Karnym został ostatecznie zawieszony, do czego prawdopodobnie przyczyniły się opinie m.in. Prokuratora Generalnego, Rady Ministrów, Biura Analiz Sejmowych, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Krajowej Rady Prokuratury. W stanowisku rządu znalazło się dość charakterystyczne dla całej debaty o przestępstwach z nienawiści zdanie: „W aktualnym stanie prawnym przejawy dyskryminacji z powodów wskazanych z projekcie, jak również jakichkolwiek innych, mogą być ścigane na podstawie szeregu przepisów Kodeksu karnego”. Taki był klimat debaty aż do niedawna.

W międzyczasie jednak nastąpiło kilka wydarzeń, które nagle zmieniły podejście polityków partii rządzącej do kwestii nienawiści w przestrzeni publicznej. Najpierw niejaki Brunon K. został obwołany polskim Breivikiem, tylko że wziął on na celownik polityków piastujących najwyższe stanowiska w państwie, w tym posłów i posłanki. Później Grzegorz Braun zaczął snuć sugestie usunięcia w trybie nagłym z powierzchni ziemi osób publicznych przychylnych partii rządzącej. Zabójstwo Marka Rosiaka, dokonane najprawdopodobniej również z przyczyn okołopolitycznych w 2010 r., mogło mieć też wpływ na postawę rządzących, choć był on pracownikiem biura poselskiego PiS-u. W każdym razie politycy najwyraźniej zaczęli odczuwać lęk przed przemocą motywowaną poglądami…

Platforma Obywatelska, choć nie zostawiła suchej nitki na projekcie  RP, miała jednak przygotowany już wcześniej własny pomysł na zmianę Kodeksu karnego w taki sposób, by znalazło się w nim coś na kształt przemocy motywowanej nienawiścią – i pomysł ten postanowiła odkurzyć. Niestety, zignorowano tutaj dorobek prawny innych państw w Europie i na świecie, zalecenia takich jednostek jak Agencja Praw Podstawowych oraz sugestie organizacji pozarządowych (głos obywateli!) i nie zastosowano utartych już kategorii „orientacji seksualnej”, „tożsamości płciowej”, „płci”. Politycy zastosowali wybieg przedziwny, pozwalający teoretycznie uznać, że zajęli się tymi cechami, a dodatkowo jeszcze upiekli drugą pieczeń – ochronę przed nienawiścią za poglądy. PO chce karać bowiem za nawoływanie „do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań” (cytat z projektu za Gazeta.pl). Płeć, tożsamość, orientacja, wiek – i cokolwiek jeszcze tylko możemy sobie wyobrazić – znalazły się w przedziwnym sformułowaniu „naturalne lub nabyte cechy osobiste”.

Jak odnoszą się do tej propozycji specjaliści? W oświadczeniu Kampanii Przeciw Homofobii możemy przeczytać: Widać wyraźnie, iż nowelizacja nie odpowiada na potrzeby społeczne, ale stanowi element gry politycznej. Ministerstwo Sprawiedliwości wielokrotnie zarzucało nam proponowanie zmian w KK, który ze swojej natury powinien być stały i nie wprowadzać określeń, których wykładnia może zbytnio rozszerzać zakres penalizacji. Obecnie PO chce wprowadzić klauzulę generalną, nieznaną polskiemu prawu ani doktrynie. Taki zabieg legislacyjny nie jest stosowany w prawie państw europejskich ani w prawie międzynarodowym.[…] Ta legislacja nie spełnia żadnego z postulatów zgłaszanych przez środowiska pozarządowe […] Uniemożliwi to także gromadzenie danych statystycznych dotyczących przestępstw motywowanych homofobią i tansfobią, o co od wielu lat upominają się organizacji międzynarodowe, których Polska jest krajem członkowskim.

Z kolei Przemysław Szczepłocki ze Stowarzyszenia Pracownia Różnorodności mówi portalowi Homiki.pl: Projekt PO ma niemal same wady: zakłada przemeblowanie kodeksu karnego nazwane eufemistycznie „uporządkowaniem”, zawiera szczątkowe uzasadnienie, które niczego nie tłumaczy ani nie wyjaśnia, do tego wprowadza ochronę przed przestępstwami z nienawiści w nieokreślonym zakresie. Nieokreślonym, bo to, co PO chce wpisać do kodeksu (m.in. „przynależność społeczna” oraz „naturalne lub nabyte cechy osobiste”), jest jedną wielką niewiadomą – może znaczyć wszystko albo nic. Takie ujęcie jest zbyt szerokie, pozostawia wszystko interpretacji Policji, prokuratury i sądu – w prawie karnym nie ma miejsca na taką dowolność. Rozbrajające jest też stanowisko PO prezentowane w mediach: okazuje się, że w nowelizacji chodzi nie o ochronę grup dyskryminowanych, publicznie lżonych i atakowanych (w tym osób LGBTQ) ale o walkę z radykalizacją języka polityki.

—————————-

Tak więc politycy załatwili interes społeczny byle jak (ale tak, by nie można im było zarzucić, że nie „pochylają się z troską” nad problemami obywateli), za to o własny zadbali aż nadto. Czy nie jest oznaką niebezpiecznej tabloidyzacji polityki, że kilka efektownych medialnie wydarzeń ma większy wpływ na prawodawstwo niż wiele drobniejszych, ale uciążliwych lub groźnych wydarzeń w życiu szarych ludzi? Nie twierdzimy, że życie i zdrowie polityków nie jest zagrożone przez podsycane wrogie nastroje. Pragniemy tylko, by polski prawodawca potrafił rozróżnić skale. Stare porzekadło „znaj proporcją, mocium panie” powinno mu zawsze przyświecać.

Na koniec fragment wartego polecenia komentarza Ewy Siedleckiej na łamach Gazety Wyborczej:

PO zgłasza swój projekt w ramach walki o usunięcie mowy nienawiści z debaty publicznej. Bo nienawistne słowa rodzą nienawistne czyny. Przepisem o „przynależności politycznej” chce szczególnie chronić polityków.

Rzeczywiście, w debacie publicznej to najczęściej atakowana grupa. Tyle, że politycy atakują się nawzajem. A media premiują najbardziej agresywne wypowiedzi. Przerwanie tej spirali nie zależy od prokuratury, ale od polityków i dziennikarzy. Mowa nienawiści jest wielkim problemem, ale poszerzanie jej ścigania na motywy polityczne może doprowadzić do tego, że każda ostro wyrażona krytyka władzy czy opozycji będzie zmuszała prokuraturę do reakcji z urzędu. A prokuratura przydałaby się do ochrony grup, które tego naprawdę potrzebują. […]

W debacie o mowie nienawiści trzeba odróżnić to, co jest naganne moralnie od tego, co powinno być karane, bo realnie zagraża przemocą. Inaczej będziemy angażować prokuraturę do każdej pyskówki. Szczególnie, jak chce PO, do pyskówki politycznej.

Trzeba objąć ochroną prawną grupy najbardziej narażone na przemoc, a edukacją społeczną zmniejszać obszary niechęci i nienawiści. A o poziom debaty publicznej dbać, zaczynając od siebie.

 

 

[sass, źródła: gazeta.pl, SPR, KPH]




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa